„To jest tylko i wyłącznie polityka, czysta polityka. Widać, że zbliżają się wybory. To po prostu odgrzewany kotlet polityczny”.Tyle miał do powiedzenia prezydent Olsztyna Robert Szewczyk, po naszym proteście w związku z chamskim wpisem wiceprezydent Sylwii Rembiszewskiej-Piątek. Na tyle stać członka partii, która deklaruje (ostatnio ustami swojego Prokuratora Generalnego), „zero tolerancji” dla hejtu i mowy nienawiści.
Reakcja polityków na niewygodne, moralne protesty, jest zawsze taka sama. Sięgnąć po garść politycznego łajna w którym stoją na co dzień, i rzucić nim w kierunku protestujących. Wystarczy powiedzieć, że coś jest „upolitycznione”, i już gramy w jednej lidze. Tyle że tamci, to farbowane lisy, bo ubierając się w piórka zasad i wartości, tak naprawdę są jeszcze gorsi.
Ledwo Robert Szewczyk zdążył wyrazić ubolewanie i dezaprobatę wobec czynu swojej „niepartyjnej” podwładnej, a już zdążył zmieszać z politycznym błotem ludzi, którym przy najbliższej uroczystej okazji wytrze sobie usta, dziękując za wywalczoną wolność. To zasługą demokratycznej generacji młodych wilczków, zmartwychwstałego „towarzysza Szmaciaka” jest, że wielu, z niewielu jeszcze żyjących, ludzi dawnej „Solidarności”, mówi: „czas umierać”. Nawet jeśli zachowali względne zdrowie, to stracili chęć i wiarę w jakiekolwiek działanie i protesty.
Z rezygnacją i przerażeniem patrzą na to, jak się „spełniają” ich marzenia o demokracji. Stąd właśnie bierze się siła nowego „towarzysza Szmaciaka”. Z nadziei, że nie tylko przestaniemy reagować, ale nawet zdumiewać się i pytać, skąd w nich taka bezczelność?
Przypisanie komuś wyborczych motywacji to nie tylko próba zdeprecjonowania rzeczywistych intencji niewygodnych osób. Miarą demoralizacji tych ludzi jest postrzeganie działalności publicznej z perspektywy wyborów. W ich świecie wszystko jest polityczne i wszystkie drogi zmierzają w stronę diety. Najlepiej z ulicy Wiejskiej. Pragnienie chwycenia tego partyjnego pana boga za nogi jest tak nieprzeparte, że towarzyszy mu przekonanie, iż marzenie o wejściu do świata, gdzie bezczelność i kłamstwo jest sposobem na życie, jest powszechne.
Status ślepego niewolnika partii stał się stanem wymarzonym, a powrót „radnego bezradnego” znów tłumaczony jest politycznym „realizmem” i służbą „sprawie”. Tylko nie każdy potrafi tych wyżyn ludzkiej egzystencji dosięgnąć i zrozumieć.
Realizacji takiego marzenia Robert Szewczyk poświęcił większość swojego dorosłego życia, wiążąc swój los z życiem partii i dla partii. Trudno z tej perspektywy pojąć, że bycie „zadowolonym, jak świnia w łajnie” nie każdemu odpowiada.
Kończąc ten tekst dowiedziałem się, że do firmy, która wynajęła przyczepę pod stojący na Placu X. Dunikowskiego baner zawitała nasłana policja. Po godzinie zadzwonili do Wojtka Kozioła. Sąsiedni baner stoi od miesiąca. Prezydent Szewczyk uznał, że dla rozładowania atmosfery warto nagrać tam swój filmik. Tym razem zabolało mocniej, więc zamiast ironizującego przy banerze prezydenta mamy interwencję policji. Ta ostatnia twierdzi, że z powodu „anonimowego sygnalisty”. Łzy wzruszenia cisną się do oczu na taką prospołeczną wrażliwość władzy. Szkoda, że jej zabrakło po wpisie pani wiceprezydent. Pewnie nikt nie doniósł.
Zastanawiam się, czy prezydent, oraz radni, którzy nie pozwolili na odczytanie naszego Listu otwartego przez radnego Adama Andrasza, już te kropki połączyli. Czy dotarło do nich, że zamykając usta mieszkańcom Olsztyna uchwałą RM z 2014 r. wywołali efekt, który w stanie wojennym stał się udziałem komunistów, kiedy to wolność słowa przeniosła się na ulice miast. Wtedy również władza nie myślała o przyczynach, lecz nerwowo reagowała.
Czasy, kiedy w stanie wojennym na olsztyńską Starówkę, na apel Tymczasowego Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność”, wyszło 10 tysięcy mieszkańców miasta, zapewne długo nie wrócą. Ale mieszać z błotem pamięci „Solidarności” teraz także nie pozwolimy. Sprawa jest prosta: albo pani wiceprezydent, do spółki z panem prezydentem, pójdą po rozum do głowy i zrobią co do nich należy, albo mieszkańcy Olsztyna (i nie tylko), będą oglądać na co stać lokalną władzę.
Bogdan Bachmura


Skomentuj
Komentuj jako gość