Pani wiceprezydentce Olsztyna Sylwii Rembiszewskiej-Piątek się ulało. A może należałoby powiedzieć, że poprzez nią ulało się na zewnątrz nieco plemiennej, zwykle trzymanej na użytek wewnętrzny, żółci nienawiści do publicznych wrogów. Widocznie nieustanne pompowane ciśnienie partyjnej atmosfery musiało znaleźć ujście, więc oznajmiła światu za pośrednictwem Facebooka: WYPIERDALAĆ Kler, PiS i Konfederacja.

Celowo kaleczę polski język feminatywą „wiceprezydentka”, bo brzmi równie koślawo jak pani Rembiszewska-Piątek pasuje do swojej pełnionej w olsztyńskim ratuszu funkcji. Pani wiceprezydentce wbito do głowy, że szczęśliwym zrządzeniem losu znalazła się po jasnej (może nawet w dziejach ludzkości najjaśniejszej) stronie politycznej mocy. Ona jest po stronie DEMOKRACJI, a więc ma demokratyczny mandat do wskazywania miejsca tym, którzy jej zdaniem, przepuszczonym przez plemienno-umysłowy magiel, na takie miano zasługują.
Szczerze mówiąc mało mnie obchodzi, jakimi inwektywami częstują się nawzajem różnej maści demokraci: progresywni, narodowi czy konserwatywni. Odkąd zaczęli nazywać siebie wrogami, wszystko stało się możliwe. Za komuny krążył taki dowcip: Na czym polega komunizm warstwowy? Warstwa komunistów i warstwa piachu. Warstwa komunistów i warstwa piachu …. Wobec dziesiątków milionów ofiar tego systemu, często tak właśnie traktowanych, takie dowcipy nie dziwiły. Sądząc po dzisiejszym poziomie wzajemnej nienawiści „obozu demokratycznego” coraz bardziej brzmi to serio.
Pół biedy, gdyby granicą ten niebywałej fali chamstwa był świat polityki. Ale to nie stamtąd czerpane są pokłady bylejakości, obyczajowego zdziczenia, którego granice nieustannie przesuwane są tylko w jedną stronę. O ile ustrojowi słusznie minionemu przypisuje się wszystkie społeczne patologie tamtego czasu, to w przekazie publicznym demokracja jako przyczyna czegokolwiek złego nie istnieje. Jako pierwszy w historii ustrój umyła ręce od wszystkiego, co może się kojarzyć z otaczającymi, społecznymi patologiami.
Tymczasem zła wiadomość dla milionów ślepych wyznawców ustroju „końca historii” jest taka, że obyczajowa patologia, wyrażana poprzez język i kulturę, pochodzi z samych trzewi „świętej” demokracji. Z pierwszego przykazania jej dekalogu: równości. Weźmy naszą olsztyńską wiceprezydentkę. Gdyby jej awans pochodził z ustroju zachowującego hierarchię społeczną i wartości, pozycja jaką zajmuje rodziłaby konkretne zobowiązania. Zarówno te dotyczące standardów jej środowiska, oraz zobowiązania do dawania dobrego przykładu w dół społecznej drabiny. Występek przeciwko dobrym obyczajom, gdyby pani Rembiszewska-Piątek takowemu wtedy uległa, równałby się nie tylko utratą stanowiska, ale wykluczeniem z dobrego towarzystwa.
W demokracji jest odwrotnie. Chamstwo, byle odpowiednio adresowane, pozwalana umocnić się w „dobrym towarzystwie”. Środowiskową bazą bowiem, a zarazem źródłem awansu pani wiceprezydentki, jest jej polityczne otoczenie, a szerzej patrząc, plemienna baza polityczna. Jeśli nawet ktoś poczuje się jej formą wypowiedzi zniesmaczony, to zaraz mu przypomną, że „tamci” przecież są jeszcze gorsi.
Na paradoks może zakrawać fakt, że sprawa dotyczy osoby, która w ratuszu jest odpowiedzialna za edukację i kulturę. Zdawałoby się, że choćby z tego powinna wynikać misja podnoszenia publicznych standardów. Ale pozory mogą mylić. Wiceprezydentka nasiąkła kulturą, ale masową, więc uprawia „ćwiczenia z prowokacji”. Tymczasem prawdziwa kultura ma kierunek odwrotny i polega na „wyzwaniu rzuconym masie w nas samych”. To właśnie dlatego, z powodu wewnętrznego umasowienia, kryzys demokracji nie jest głównie kryzysem politycznym, a przede wszystkim kryzysem duchowym. Politycy są tylko rakowatym wytworem równościowej rewolucji, która – ujmując to słowami Alexisa de Tocqueville – na naszych oczach postępuje naprzód wśród zniszczeń będących jej własnym dziełem. Objawy tej choroby są tak masowe, jak masowa i równościowa jest z natury demokracja.
I nie dzieje się tak bez przyczyny. W demokracji ateńskiej, do której tak chętnie odwołują się współcześni demokraci, równość pojmowano jako równość pomiędzy równymi. Dzisiaj jest to równość powszechna, tylko – jak u Orwella – jedni są równiejsi od drugich. Reszta zrównanych tworzy masę, która różni się tak, aby nie robiło to istotnej różnicy. Na wszelkie próby rzeczywistego, pionowego rozróżnienia, masa reaguje po swojemu: ściągnięciem delikwenta do swojego poziomu. To dlatego – jak napisał Theodor W. Adorno: Pod względem jednolitości kultura bije dziś na głowę wszystko.
Równy szacunek i wysoki szacunek wykluczają się wzajemnie. Tam, gdzie jest on równy, walce o uznanie i eksponowane pozycje towarzyszy zawiść i zazdrość, a przegrani w tym wyścigu często staczają się w otchłań depresji. Dziedziną w której te wszystkie elementy widać jak na dłoni jest demokratyczna polityka. Tu „jeńców się nie bierze”. Lud gardzi wybranymi, a wybrani ludem. Pod partyjnymi dywanami toczy się bardziej zażarta i bezwzględna walka o pozycję niż ta, którą widzimy na tzw. scenie politycznej. Tak walczy świat, któremu brak innych kryteriów niż chwilowa opinia „wyimaginowanego plenum nie-odróżnionych”.
Poza wszystkim pozostaje jeszcze kwestia instytucji. W normalnym państwie są one dobrem wspólnym, umocowanym i rozumianym jako odrębne od polityki byty prawne. Pracujący tam ludzie, zwłaszcza na kierowniczych stanowiskach, są zobowiązani do ochrony ich prestiżu i autorytetu. Jeśli ktoś tego nie rozumie, albo nie potrafi temu zadaniu podołać, automatycznie stawia się poza ich strukturami. Tymczasem logika funkcjonowania olsztyńskiego Ratusza, podobnie jak wielu innych instytucji w Polsce, jest inna. Jest ona podporządkowana interesom partyjnej sitwy. To właśnie jej dobro zadecydowało o symbolicznym, dla zewnętrznego picu, ukaraniu koleżanki przez prezydenta Roberta Szewczyka.
Dopiero ten mechanizm pozwala zrozumieć, dlaczego pani Rembiszewska-Piątek pozostała na swoim stanowisku, przesunięta w szeregu wiceprezydentów o dwa miejsca w dół. Bez zmiany wysokości uposażenia rzecz jasna. To symboliczna danina złożona oburzonej gawiedzi, świadcząca o rzeczywistych standardach, tak chętnie przywoływanych przez prezydenta. W partii pewnie mają ubaw po pachy, pełni uznania za odwagę powiedzenia głośno i dosadnie tego, co pozostali mówią tylko między sobą. Zapewne nie wszystkim to się spodobało, ale szeregi wojska muszą być równe. Pod presją prezydenta Rembiszewska-Piątek przeprosiła na swoim profilu. Na ile szczerze, można wywnioskować po podziękowaniu jakim odpowiedziała za wsparcie, m.in. radnej Ewy Zakrzewskiej.
Ileż to razy słyszałem, że parytety na listach wyborczych służą cywilizowaniu politycznych obyczajów. To kolejny, feministyczny mit, który demokratyczna rzeczywistość z hukiem obaliła. Można odnieść wrażenie, że kobiety, szczególnie te młodszego pokolenia, za punkt honoru przyjęły rywalizację z mężczyznami o palmę pierwszeństwa na poziom chamstwa i zawiści. Jeszcze dwa-trzy pokolenia wstecz to płeć piękną postrzegano jako tę, która łagodziła brutalniejsze środowisko mężczyzn. Demokracja sobie z tym poradziła. Zgodnie z jej logiką i tutaj równościowy walec wszystko wyrównał – oczywiście w dół. Choć pomimo parytetów w polityce kobiet jest ciągle mniej, to po ilości bluzgów jakie płyną w wypacykowanych usteczek polskich polityczek można odnieść wrażenie, że jest ich większość.
Do przypadku pani Rembiszewskiej-Piątek odniosłem się nie dlatego, że jest szczególnie drastyczny. To tylko kolejny dowód na słuszność powiedzenia, że Człowiek w masie traci na klasie. Czerwona linia, którą przekroczyła, to zastosowanie do wyrażenia swoich prymitywnych emocji historycznej czcionki zaprojektowanej w sierpniu 1980 roku do napisu "Solidarność". Trudno powiedzieć co zagrało w jej głowie, że używając wulgaryzmu postanowiła nawiązać do spuścizny „Solidarności”. Może z przekonania, że nie tylko demokracja, ale także spuścizna „Solidarności” jest w walce z klerem, PiS-em i Konfederacją po „naszej” stronie?
Problem w tym, że „Solidarność” to nie jakiś abstrakcyjny ustrój, ani wymarłe miasto, w którym każdy może ogłosić się szeryfem. To jest konkretna spuścizna i konkretni ludzie, którzy, choć w coraz mniejszym gronie, i często nie najlepszego zdrowia, ale nadal są wśród żywych. Jeśli pani Rembiszewska-Piątek, sama „Solidarności” nie pamiętając, o tym także zapomniała, to postaramy się o swoim istnieniu przypomnieć. A skoro już o „Solidarności” mowa, to chciałbym pani Rembiszewskiej-Piątek przypomnieć, że z tamtych właśnie czasów pochodzi symbol taczek, na których wywożono z zakładów pracy tych, którzy nie wiedzieli kiedy sami powinni je opuścić.
Bogdan Bachmura
Zapraszamy na konferencję prasową
Zarząd Regionu Warmińsko-Mazurskiego NSZZ „Solidarność” w Olsztynie oraz Stowarzyszenie Represjonowanych w Stanie Wojennym „Pro Patria” w Olsztynie zapraszają na konferencje prasową, na której przedstawimy stanowisko naszych organizacji w sprawie wpisu w sieci wiceprezydent Olsztyna pani Sylwii Rembiszewskiej-Piątek: „WYPIERDALAĆ: Kler, PiS i Konfederacja”.
Konferencja odbędzie się w środę 26 sierpnia o godz. 9.00 na placu Dunikowskiego w Olsztynie.
Następnie uczestnicy pójdą na sesję Rady Miasta Olsztyna z protestem. Sesja zaczyna się o godz. 10.00.
W imieniu organizatorów konferencji
Bogdan Bachmura
członek Stowarzyszenia „Pro Patria”
Od redakcji "Debaty":
Radny Możdżonek: To nie pierwszy taki wpis wiceprezydent"
Radny Marcin Możdżonek poinformował na swoim Facebooku, że tego rodziaju wpis nie jest jednorazowym wyskokiem wiceprezydent Sylwii Rembiszewskiej-Piątek, lecz stałą jej postawą. Poniżej cytuję w całości wpis radnego:
Wiceprezydent Olsztyna popisuje się swoim brakiem klasy, podstawowej umiejętności uczestnictwa w debacie publicznej i zwyczajnym politycznym chamstwem, a Pan Prezydent Robert Szewczyk Prezydent Olsztyna zamyka sprawę. Państwo wyjaśnili sobie wszystko w rozmowie.
Szanowny Panie Prezydencie, to nie jest pierwszy raz, kiedy Pani wiceprezydent musi usunąć post, bo myślenie nie zabolało. Swoich politycznych adwersarzy obraża w internecie notorycznie. Przypomnę tylko, że to urzędnik podległy Panu i utrzymywany również przez tych, których obraża.
Deklaruje Pan, że nie ma w "pańskim" urzędzie miejsca na takie zachowania, ale to nieprawda. Pani Rembiszewska-Piątek nie zmieniła swoich przyzwyczajeń i Pan o tym wie. Widział Pan również poprzednie wpisy.
Proszę nie zatrudniać "nadwornych błaznów", pożytecznych dla politycznej sprawy, tylko zwolnić urzędnika, który przynosi wstyd. Wtedy sprawa będzie naprawdę zamknięta, zgodnie z wysokimi standardami, o których lubi Pan pisać.
P.S.
Poniżej nie tylko ostatni usunięty post, ale też jeden z poprzednich wpisów Pani Rembiszewskiej-Piątek. Proszę wybaczyć, że nie założyłem kolekcji screenów pozostałych.



Skomentuj
Komentuj jako gość