Te same pytania, które zadawałem w 2014 roku w sprawie kosztów i zysków dla mieszkańców Olsztyna Green Festiwal, i na które nie uzyskałem wówczas odpowiedzi, powróciły dzisiaj i doszły nowe pytania, w tym od radnego Marcina Możdżonka oraz przedsiębiorców, którzy prowadzą lokale na terenie dzierżawionym od miasta i tracą połowę obrotów z powodu ograniczeń wprowadzanych na czas festiwalu przez organizatora, spółkę "Wyborcza". Przedsiębiorcy wynajęli prawnika i wystąpią do sądu z pozwem o odszkodowanie.
Na tegoroczny festiwal miasto wyłożyło 1 mln zł brutto, dwa lata wcześniej zapłaciło po pół miliona zł. Po tegorocznej krytyce 3-dniowej imprezy ze strony radnego Możdżonka m.in. jej kosztów dla kasy miasta, ale także zamykania na tydzień dla mieszkańców plaży miejskiej, horrendalnie drogich biletów (nie można kupić biletu na pojedynczy koncert, trzeba kupić karnet na trzy dni za 450 zł) i uderzenie w olsztyńskich przedsiębiorców. Radny postuluje przeniesienie festiwalu na teren lotniska w Dajtkach, które sąsiaduje z bogatą ofertą hotelową, plażą i przystanią nad jez. Ukiel.
Prezydent Olsztyna Robert Szewczyk odpowiadając radnemu w nagranej rolce, że środki wydane na promocję opłacają się miastu, gdyż widownia festiwalu liczy tysiące osób, które wynajmują hotele, korzystają z restauracji, sklepów, taxi itp. Niestety, mimo, że to była 12 edycja, do dzisiaj nie ma żadnych wiarygodnych danych ani badań ekonomicznych na temat zysków, jakie miasto ma z festiwalu.
W 2015 roku organizator podał, że frekwencja wyniosła ok. 20 tys. osób, w rekordowym 2024 roku - 45 tys. osób. Z tych danych nie wynika jasno, czy chodzi o unikalnych uczestników, czy o sumę wejść w ciągu trzech dni. To bardzo istotna różnica. Osoba posiadająca karnet trzydniowy może przecież pojawić się na festiwalu trzy razy.
Ostróda Reggae Festiwal w 31-tysięcznym mieście gromadzi ok. 28 tys. słuchaczy. Open’er Festival gromadzi ponad 130 tys. unikalnych uczestników.
Olsztyn Green Festiwal, w mieście liczącym ok. 170 tys. mieszkańców, podaje, że przez pierwszych 10 lat festiwal odwiedziło ponad 220 tys. osób, czyli średnio 22 tys. osób rocznie, ale jednocześnie organizator podkreślał, że wydarzenie przyciąga zarówno mieszkańców, jak i turystów z całej Polski. Nie podano proporcji między tymi grupami.
Oczekuję od prezydenta miasta wiarygodnych danych:
ilu uczestników Green Festival mieszka w Olsztynie;
ilu przyjeżdża spoza miasta;
z jakich województw lub miast;
ilu zostaje na jedną noc, dwie lub trzy;
ilu korzysta z hoteli, apartamentów, Airbnb czy noclegów u znajomych;
ile średnio wydają na nocleg;
ile wydają w restauracjach i barach poza terenem festiwalu;
ile wydają łącznie podczas pobytu w Olsztynie.
Bez takiego badania każde twierdzenie w rodzaju:
„Green Festival przynosi olsztyńskiej gastronomii i hotelom X milionów złotych” byłoby w najlepszym razie szacunkiem, a nie twardą daną.
„Trzeba się zastanowić jakie korzyści (wymierne) ma ten festiwal dla Olsztyna i mieszkańców – napisał fejsbukowicz Mikołaj Podczarski i odpowiedział:
Na festiwalu zarabia Warszawa i korporacje
Olsztyn wykłada pieniądze na stół
Zyski z festiwalu lecą do Warszawy i za granicę
W weekend otwarte tylko sklepy jednej sieci (zielonej), więc zyski z zakupów uczestników lecą do Warszawy i do USA (właściciel firmy), a nie do lokalnych przedsiębiorców.
Noclegi. Większość pieniędzy z noclegów (80%) leci do Warszawy i USA (właściciel)
Większość uczestników festiwalu, nie wraca jesienią/zimą/wiosną do Olsztyna (dane GUS).
Czy to jest promocja miasta? Tak, ale czy koszt tej promocji nie przewyższa korzyści? Temat warty przedyskutowania. Jedna duża impreza nie wypełni luki turystycznej. Kołobrzeg, który jest 5 razy mniejszy ma 10 razy więcej turystów niż Olsztyn (16 jezior). Zatem dochody z turystyki są dużo większe w Kołobrzegu, niż w Olsztynie”.
"Olsztyn wspiera po cichu Gazetę Wyborczą"
To wszystko przewidział menedżer kultury, konferansjer i olsztyński radny w 2014 roku Mariusz Korpoliński, gdy miasto odrzuciło jego ofertę, tak jak i dwie pozostałe i wybrała ofertę spółki Agora, wydawcy „Gazety Wyborczej”, na organizację międzynarodowego festiwalu w Olsztynie z udziałem gwiazdy międzynarodowej.
Przypomnę jego interpelację z 2014 roku:
„Po miesiącu oczekiwań otrzymałem od Pana Prezydenta Piotra Grzymowicza umowę z Agorą dotyczącą organizacji dużej imprezy w Olsztynie. Na zrobienie ksero 4 stron urzędnicy Grzymowicza potrzebowali aż 30 dni. Punkt drugi umowy to jawna kpina i niebywały skandal. Okazało się bowiem, że poza deklarowaną wcześniej kwotą 200.000 złotych miasto po cichu wsparło wydawcę Gazety Wyborczej dodatkowymi środkami.
Bez mrugnięcia okiem przejmie na siebie wiele obowiązków, które zwyczajowo w takich sytuacjach pozostają po stronie organizatora. Tak oto podatnicy zapłacą za udostępnienie terenu, sprzątanie przed, w trakcie i po imprezie, ochronę całego festiwalu, opiekę medyczną, prąd, miejskie powierzchnie reklamowe, ubezpieczenie imprezy, a nawet toalety.
To wedle bardzo szacunkowych kosztów usługi za ponad 100.000 zł. Nie za bardzo wiadomo skąd pochodzą te środki. Rada Miasta wydała zgodę na 200.000 zł, tymczasem wynagrodzenie z miejskiej kasy wzrosło de facto do grubo ponad 300.000 zł.
Prezydent niczym wprawiony kelner podał również hojnych sponsorów na tacy. Podpisali oni umowy z Agorą, a nie gminą i ten zgrabny zabieg nie pozwoli nam na poznanie tych kwot, jak się domyślam stanowią one tajemnicę handlową. Prawdopodobnie sponsorzy przekażą organizatorowi blisko 600.000 złotych, choć zaznaczam, że jest to wiadomość nieoficjalna.
Tak oto Agora zainkasuje za festiwal kwotę około 900.000 zł. (w roku 2014, a ile zarabia teraz? - przypis A. Socha)
Za co? Za koncerty tylko polskich, choć na pewno ciekawych artystów w przedwyborczym terminie, za organizację czegoś, co szumnie nazywamy festiwalem. Tym samym między bajki można włożyć zapewnienia Pana Żmijewskiego - doradcy prezydenta, że oferta Agory była najtańszą, a usłyszałem takie słowa na konferencji prasowej.
Oczywiście cieszyłby mnie taki obrót spraw, gdybyśmy otrzymali za te pieniądze spektakularne wydarzenie, wszak o wysoki budżet bardzo zabiegałem. Okazuje się w ostatecznym rozrachunku, że to absolutnie nieadekwatna kwota do rozmiaru imprezy. Nawet nie chcę pytać o wpływy z biletów, które mogą stanowić dodatkowy zastrzyk finansowy organizatora. Lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na Olsztyńskie Lato Artystyczne. Nawet Pan Marek Marcinkowski lepiej rozporządzałby tymi pieniędzmi.
Przykładowo ostródzki festiwal reggae dotowany jest z publicznych środków na kwotę mniejszą o ponad połowę. Pozwala to mimo wszystko na produkcję 4-dniowej imprezy z wielotysięczną publicznością i realizację telewizji ogólnopolskiej. Na scenie prezentować będą się zagraniczne gwiazdy z różnych stron świata. Olsztyński festiwal to zaprzeczenie idei i naszych marzeń, to kosmicznie "przebudżetowane" wydarzenie i nie łudźmy się, że tłumnie przyjadą na nie fani z całego kraju.
Oficjalnie tak duże środki zostaną przeznaczone na reklamę Green Festivalu. Sęk w tym, że głównej mierze w mediach Agory - Radiu Złote Przeboje, kinach Helios, Gazecie Wyborczej. Tak oto pieniądze zostaną na koncie organizatora.
Sprawy etyki nie mają przy tej aferze już żadnego znaczenia. Prezydent anektował ten festiwal niczym Rosja Krym i rozwija sprawy po swojemu. Zawłaszczono nazwę festiwalu firmie STX Jamboree. Przykłady można by mnożyć.
Podczas tej imprezy na pewno znajdę czas, by zobaczyć kilka koncertów, wystąpią artyści, których szanuję i cenię. To jedyna satysfakcja, która pozwala zachować mi odrobinę ciepłych myśli na temat tego wydarzenia.
Podziwiam odwagę prezydenta. Przecież w CBA, czy prokuraturze również pracują fani muzyki, którzy znają się na planowaniu kosztorysów festiwali. Nie zdziwię się, jeśli zainteresują się tym tematem nie tylko od strony muzycznej.
Radny Mariusz Korpoliński"
Jak widzimy, ani tamten, ani ten prezydent nie muszą obawiać się CBA a spółka Wyborcza może doić Olsztyn.
Korpoliński podał przykład festiwalu Reggae w Ostródzie. Ja podam przykład Kołobrzegu. Festiwal Sunrise który odbywa się co rok w Kołobrzegu od 2003 roku, został przeniesiono z amfiteatru w Kołobrzegu do byłego lotniska w Podczelach ( parę kilometrów od Kołobrzegu) i ściąga rok w rok od 70 tyś do 100 tyś osób z całej Europy i jest to kultowa impreza Kołobrzegu, liczącego 43 tys. mieszkańców, bez odcinania ich od plaży miejskiej i jej kawiarni i restauracji.
Adam Socha
Radny Możdżonek i przedsiębiorcy vs prezydent Szewczyk
Poniżej krytyka radnego Marcina Możdżonka, odpowiedź prezydenta Olsztyna Roberta Szewczyka, reakcja radnego na manipulacje prezydenta oraz protest przedsiębiorców.
Możdżonek: Miejskie kąpielisko za 240 zł
Rolka z 11 sierpnia W Olsztynie od dziś przez cały tydzień zamknięta będzie plaża miejska. W weekend odbędzie się Olsztyn Green Festival, więc dla mieszkańców wstęp niedozwolony. Nie wolno. To znaczy w sumie dozwolony, jeśli kupią bilety na festiwal, a tanio nie jest. Trzydniowy karnet (a tylko taki jest w sprzedaży), to koszt 426,90 zł (w 2014 roku CENY BILETÓW W PRZEDSPRZEDAŻY: bilet jednodniowy: 20 zł karnet dwudniowy: 35 zł, obecnie obowiązkowy karnet na 3 dni za 450 zł - przypis A.Socha).
Rolka z 13 sierpnia. Trzy plaże, trzy zakazy kąpieli
Na Likusach, w Gutkowie i w Łupstychu - na tych trzech bardzo fajnych plażach możecie wyrzucić śmieci do miejskiego kosza, usiąść na miejskiej ławce. Możecie nawet skorzystać z miejskiego toi toia i przebrać się w przebieralni, ale nie możecie się kąpać.
Miasto postawiło na każdej z tych plaż znak zakazu kąpieli. Nie na czas festiwalu, tylko permanentnie, na stałe. Tu jest kuriozalna sytuacja
Prezydent odpowiada: Nie zamierzam przepraszać za to, że chcemy mieć w naszym mieście imprezy, których inni nam zazdroszczą
W sobotę, 15 sierpnia, już podczas trwania festiwalu, do krytyki odniósł się Robert Szewczyk. Prezydent Olsztyna również opublikował nagranie w mediach społecznościowych. Będąc na plaży, czyli miejscu imprezy, Szewczyk przekonywał, że dyskusja wokół Green Festivalu pokazuje szerszy problem – każde większe wydarzenie w mieście wiąże się z czasowymi ograniczeniami i zawsze znajdzie się grupa osób, dla której będą one uciążliwe. – Czyli jak wydarzeń nie ma, źle. Jak są, też źle – komentował.
Prezydent zwrócił też uwagę na gospodarczy wymiar festiwalu. Jak argumentował, wydarzenie przyciąga do miasta tysiące osób, które korzystają z hoteli, apartamentów, gastronomii, sklepów, taksówek i innych usług.
- Nie zamierzam przepraszać za to, że chcemy mieć w naszym mieście imprezy, których inni nam zazdroszczą – podkreślił, dodając, że Olsztyn oferuje zarówno szeroką ofertę wydarzeń płatnych, jak i bezpłatnych.
Riposta radnego Możdżonka: Prezydent Olsztyna manipuluje moją wypowiedzią.
Prezydent Olsztyna tylko dlatego, że zgłasza się wątpliwości co do lokalizacji i finansowania festiwalu muzycznego oraz kilku absurdalnych decyzji, rozpoczyna to, co Koalicja Obywatelska robi najlepiej od wielu lat - nakleja partyjną etykietę i manipuluje. Szkoda.
Protest przedsiębiorców, dzierżawców terenu OSiRu

Magdalena Łokaj z Kapitańska Beach Club tłumaczy, że przedsiębiorcy dzierżawią miejskie tereny, którymi administruje OSiR. W umowach ma znajdować się zapis pozwalający miastu podczas dużych imprez ograniczyć lub wstrzymać ich działalność.
– Kiedy teren przejmuje organizator festiwalu, to on ustala warunki. Miasto w zasadzie przestaje angażować się w sprawę i oczekuje, że porozumiemy się bezpośrednio z organizatorem – mówi.
„W tym roku sytuacja się zmieniła”
Kością niezgody w tym roku są zasady sprzedaży alkoholu. Według przedsiębiorczyni na początku lipca lokale dostały informację, że podczas festiwalu będą mogły sprzedawać wyłącznie napoje zawierające do 3,5 proc. alkoholu. Wykazyimprez
Łokaj podkreśla, że podczas poprzednich edycji przedsiębiorcy działali inaczej i mogli sprzedawać również mocniejsze alkohole.
– Gdyby zakaz obejmował wszystkich, moglibyśmy go zrozumieć. Tymczasem ograniczenie dotyczy lokalnych przedsiębiorców, ale prawdopodobnie nie będzie dotyczyć sponsorów festiwalu. To właśnie uważamy za dyskryminację – mówi Magdalena Łokaj.
– Byliśmy również u prezydenta Olsztyna. Liczyliśmy, że miasto stanie w obronie lokalnych przedsiębiorców, którzy działają tutaj przez cały sezon. Prezydent także powoływał się jednak na przepisy dotyczące imprez masowych – relacjonuje Łokaj.
„Zwykły weekend jest dla nas lepszy”
Przedsiębiorca przekonuje też, że obecność tysięcy festiwalowiczów wcale nie oznacza dla stałych lokali nad Ukielem rekordowych zarobków.
– Panuje przekonanie, że skoro na plaży pojawiają się tysiące ludzi, przedsiębiorcy zarabiają ogromne pieniądze. Tak nie jest. Podczas zwykłego, pogodnego weekendu osiągamy lepsze obroty niż w czasie festiwalu. Porównując podobne warunki pogodowe, obrót w weekend festiwalowy potrafi stanowić około połowy obrotu ze zwykłego weekendu – mówi.
W tym roku obawia się jeszcze słabszego wyniku. Mimo tego jej lokal ma zostać otwarty. Przedsiębiorczyni chce porównać tegoroczne obroty z wynikami osiąganymi podczas wcześniejszych edycji festiwalu.
Te dane mają później posłużyć w przygotowywanym postępowaniu.
Według Łokaj dwa lokale nie otworzą się przez cały okres festiwalu. Powodem mają być koszty uruchomienia działalności przy ograniczonej możliwości sprzedaży. Wykazyimprez
– Wkładamy własne pieniądze w rozwój tych miejsc. Wszelkie ulepszenia w dzierżawionych lokalach finansujemy sami. Tymczasem zewnętrzny organizator, który korzysta z miejskiego terenu, może narzucić nam zasady praktycznie uniemożliwiające działalność – podsumowuje Magdalena Łokaj.
Przedsiębiorcy mają pretensje także do miasta, które od lat finansowo angażuje się w Olsztyn Green Festival w ramach promocji Olsztyna. W latach 2024 i 2025 przeznaczało na ten cel po 500 tys. zł rocznie, a teraz zakontraktowało kolejne dwie edycje – w 2026 i 2027 roku. Wartość zamówienia wynosi 813 008,13 zł netto, czyli około 1 mln zł brutto.
KILKA SŁÓW PO OLSZTYN GREEN FESTIVAL

Długo zastanawiałyśmy się, czy w ogóle pisać ten post, ale widziałyśmy dyskusję, która toczy się w mediach i chciałybyśmy wyjaśnić kilka kwestii, które zostały różnie zrozumiane.
Nie chcemy być łączone z tymi, którzy narzekają na festiwal.
Nie jesteśmy przeciwko Olsztyn Green Festival. Wręcz przeciwnie — cieszymy się, że nasze miasto przyciąga ludzi, że coś się w nim dzieje i że Olsztyn może być gospodarzem dużych wydarzeń, ale jesteśmy też osobami, które przez całe lato pracują na miejskiej plaży i współtworzą jej codzienne życie.
Za każdym sezonem stoją miesiące przygotowań, inwestycje, zatrudnieni ludzie, czynsz, podatki, rachunki i ogromna zależność od pogody. A nad jeziorem sezon jest naprawdę krótki.
Lipiec i sierpień to dla nas kulminacja całego roku pracy — czas, kiedy musimy wykorzystać możliwości, jakie daje nam krótki sezon na plaży.
I chcemy podkreślić jedną rzecz: nie chodzi nam o maksymalizowanie zysków ani o wykorzystywanie festiwalowego czasu do dodatkowego zarobku. Chodzi o skalę ograniczeń, jakie organizacja tak dużego wydarzenia oznacza dla miejsc funkcjonujących na tej plaży, nie tylko dla nas, ale wszystkich lokali i punktów usługowych.
W tym roku plaża była zamknięta dla mieszkańców od 12 do 17 sierpnia włącznie. Jednak już od 5 sierpnia trwały montaże, a zakończenie demontażu zaplanowano dopiero na 19 sierpnia wieczorem. W tym okresie ograniczona jest również dostępność części infrastruktury, między innymi zajmowane są parkingi.
W praktyce oznacza to, że wpływ wydarzenia obejmuje nie tylko kilka jego dni, ale znaczną część jednego z najważniejszych okresów sezonu — również dni przed rozpoczęciem i po zakończeniu imprezy. Dla miejsc, które mają zaledwie dwa miesiące w roku na prowadzenie działalności w pełnym sezonie, to naprawdę dużo.
Nie mamy gwarantowanych zysków. Mamy za to odpowiedzialność za ludzi, których zatrudniamy i za miejsce, w które każdego roku wkładamy własne pieniądze, serce oraz mnóstwo pracy, żeby stworzyć atrakcyjną ofertę dla mieszkańców Olsztyna i turystów.
Dlatego tegoroczna sytuacja była dla nas tak trudna.
Od początku wiedziałyśmy, że OGF będzie potrzebował dużej przestrzeni i że jego organizacja będzie wiązała się z pewnymi ograniczeniami. Przez poprzednie lata potrafiliśmy jednak wszyscy porozumieć się z organizatorem i znaleźć rozwiązania, które pozwalały nam w miarę normalnie funkcjonować w tym czasie.
W tym roku również mogliśmy prowadzić działalność, ale z jakichś powodów nie udało się uzgodnić warunków, które pozwoliłyby nam oferować pełny zakres naszej oferty, w związku z czym dwa lokale w ogóle nie otworzyły się na czas festiwalu.
I właśnie tego nie potrafimy zrozumieć.
Co takiego zmieniło się w tym roku, że porozumienie nie było możliwe?
Tym bardziej, że podczas festiwalu organizowanego przez Wyborczą Sp. z o.o. pojawiły się zewnętrzne podmioty komercyjne spoza Olsztyna, które otrzymały możliwość sprzedaży podczas imprezy tego, na czym nam wszystkim zależało. Trudno przejść nad tym obojętnie, kiedy firmy spoza naszego miasta mogą prowadzić swobodnie działalność, a nam — lokalnym najemcom obecnym na tej plaży przez całe lato — nie udało się uzyskać podobnych warunków.
Nie chodzi o to, żeby komuś coś odbierać. Chodzi o równe zasady, możliwość rozmowy i zwykłe poczucie, że ci, którzy są tutaj na co dzień, również są brani pod uwagę.
Jesteśmy stąd.
Tu zatrudniamy ludzi.
Tu płacimy podatki i czynsz.
Tu kupujemy od lokalnych dostawców.
Tu inwestujemy.
Dlatego jeszcze przed imprezą byłyśmy u Prezydenta Miasta, próbując zwrócić uwagę na sytuację najemców i znaleźć rozwiązanie, które pozwoliłoby pogodzić interesy wszystkich stron. Niestety, nie odniosłyśmy wrażenia, że ten temat został potraktowany z należytą uwagą.
Dlatego postanowiłyśmy zabrać głos publicznie.
Bo ta sprawa dotyczy nie tylko nas.
Ta plaża jest częścią Olsztyna.
To miejsce, z którego latem korzystają tysiące mieszkańców — rodziny z dziećmi, młodzi ludzie, osoby starsze. To restauracje, wypożyczalnie, atrakcje wodne, place zabaw, przestrzeń do odpoczynku i spotkań. To wreszcie jezioro, zachody słońca i wspomnienia wielu Olsztyniaków.
Rozumiemy, że duże wydarzenie potrzebuje odpowiedniej przestrzeni. Rozumiemy też jego znaczenie dla promocji miasta.
Ale czy jego rozwój musi oznaczać, że przez znaczną część najcieplejszego miesiąca mieszkańcy mają ograniczony dostęp do jednego z najważniejszych miejsc wypoczynku w Olsztynie, a funkcjonujące tam firmy ponoszą tego konsekwencje?
Może warto w końcu zatrzymać się i zastanowić, czy OGF nie urósł już do rozmiarów, które wymagają od organizatora i Miasta zupełnie innego podejścia do otaczającej go przestrzeni.
Nie chcemy walczyć z OGF. Chcemy, żeby był częścią Olsztyna, a nie odbywał się jego kosztem.
Chcemy festiwalu. Chcemy turystów. Chcemy, żeby o naszym mieście było głośno.
Ale chcemy również, żeby pamiętano o tych, którzy są tutaj nie przez jeden festiwalowy weekend, ale przez całe lato.
O pracownikach. O rodzinach. O lokalnych firmach.
O mieszkańcach.
Nie prosimy o przywileje. Prosimy o szacunek, rozmowę i uczciwe zasady.
Wierzymy, że można zrobić świetny festiwal i jednocześnie zadbać o ludzi, którzy każdego dnia tworzą to miasto.
Bo Olsztyn jest dla nas czymś więcej niż miejscem prowadzenia biznesu.
To nasze miasto.
I chcemy, żeby było dobre dla wszystkich
Prezydent Olsztyna Robert Szewczyk już ogłosił - Olsztyn Green Festiwal w 2027 roku tez odbędzie sie na Plaży Miejskiej nad jez. Ukiel.


Skomentuj
Komentuj jako gość