logodebata

JESTEŚMY ORGANIZACJĄ POŻYTKU PUBLICZNEGO. PROSIMY o 1,5% Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

sobota, kwiecień 18, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Wiadomości
  • Olsztyn

Olsztyn

Fundacja im. M. Bublewicza nie przekazywała dotacji na Szkołę im. M. Bublewicza

Szczegóły
Opublikowano: poniedziałek, 09 luty 2026 12:14
Adam Jerzy Socha

Dyrektorka Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 5 Mistrzostwa Sportowego im. Mariana Grzegorza Bublewicza w Olsztynie, Anna Ewa Michels odpowiedziała na moje pytanie: „Czy FUNDACJA IMIENIA MARIANA BUBLEWICZA wpłacała na konto szkoły dotacje finansowe? Jeśli tak, to w jakim okresie i w jakiej łącznej kwocie?” (Fundacja jako swój adres podaje adres szkoły).

Odpowiedź: „Nie, Fundacja imienia Mariana Bublewicza nie wpłacała na konto szkoły dotacji finansowych”.

Zapytałem o to, gdyż na stronie Fundacji czytamy:

„Fundacja im. Mariana Bublewicza została zarejestrowana w Warszawie 26 maja 2000 roku. Jej fundatorami są Irena Lila Bublewicz i Beata Maria Bublewicz.
Podstawowym celem Fundacji jest wspieranie finansowe Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 5 Mistrzostwa Sportowego im. Mariana Grzegorza Bublewicza w Olsztynie, gdzie kształci się blisko 150 utalentowanych młodych sportowców. (...)
Dzięki pieniądzom uzyskanym ze sprzedaży książek „Marian Bublewicz – Wspomnienia” i „6. bieg” Fundacja sfinansowała wyposażenie szkolnej pracowni komputerowej oraz świetlicy, a także corocznie dofinansowuje organizację Święta Szkoły”.

Fundacja cel

Jak czytamy w odpowiedzi dyrektor Szkoły, nic takiego nie miało miejsca. Pod kolejną zakładką na stronie Fundacji czytamy

„O ośrodku
Do niedawna podstawowym celem Fundacji, założonej 26 maja 2000 roku, było wspieranie Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 5 Mistrzostwa Sportowego im. Mariana Grzegorza Bublewicza w Olsztynie. Obecnie Fundacja podjęła wyzwanie powołania do życia stacjonarnego Ośrodka Rehabilitacyjnego im. Mariana Bublewicza, przeznaczonego dla osób poszkodowanych w wypadkach drogowych.
W 2012 roku rozpoczęto prace nad koncepcją funkcjonalną i architektoniczną Ośrodka z pełnym wyposażeniem służącym prowadzeniu terapii rehabilitacyjnej, zajęciowej i psychologicznej. Jednocześnie podjęto działania mające na celu pozyskanie finansowania niezbędnego do zrealizowania projektu i uruchomienia Ośrodka.
Mamy nadzieję, że dzięki zaangażowaniu i życzliwości wszystkich, którzy nadal mają w sercu niezapomniany uśmiech i serdeczność Mariana Bublewicza, nasze marzenie o upamiętnieniu tego wyjątkowego człowieka i sportowca poprzez stworzenie miejsca, gdzie cierpiący ludzie odzyskują zdrowie i radość życia, stanie się rzeczywistością”.

Fundacja O Ośrodku
Ani na stronie Fundacji, ani w sieci nie ma śladu działalności Ośrodka.

Chciałem zapoznać się ze sprawozdaniami Fundacji, których nie ma na jej stronie internmetowej, ale powinny być na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości, pod zakładką „Przeglądarka dokumentów finansowych”, jednak po wpisaniu KRS fundacji 0000033191 wyskakuje napis: „Brak dokumentów dla KRS 0000033191”.

Ministerstwo brak dokumentówWysłałem do Beaty Bublewicz, wniosek o informacje publiczną - udostępnienie wszystkich sprawozdań fundacji.

Fundacja otrzymała dotację unijną na "bioróżnorodność"

Jedyny namacalny przejaw działalności Fundacji im. M. Bublewicza to uzyskanie w 2023 roku dotacji w wysokości 1 424 107,00 zł (wkład własny 250 tys. zł) z Regionalnego Programu Operacyjny Województwa Warmińsko-Mazurskiego na „Ochronę różnorodności biologicznej” na obszarze ostoja Derc gmina Jeziorany, a więc tam, gdzie Bublewicz postawiła za dotację unijną 750 tys. zł 5 domków rekreacyjnych i pawilon, który teraz chce sprzedać, mimo że 3-letni okres trwałości projektu kończy się w 2027 roku.

W Zespole ośrodka Bublewicz był dyrektor departamentu urzędu marszałkowskiego

Trwałość projektu B. Bublewicz upływa w 2027 roku - odpowiedział urząd

Fundacja Beaty Bublewicz dostała też dotację na ochronę Ostoi Derc

 


„Głównym celem projektu jest ochrona różnorodności biologicznej i zachowanie naturalnych siedlisk występowania gatunków narażonych na antropopresję na obszarze Ostoja Derc”.

Szkopuł w tym, że Fundacja w swoim statucie nie podaje jako jednego ze swoich celów „ochrona różnorodności biologicznej”.

Do dzisiaj (9 lutego) nie otrzymałem odpowiedzi od marszałka województwa Marcina Kuchcińskiego na moje pytania dotyczące tej dotacji, wysłane 30 stycznia. Interpelację w sprawie tej dotacji i na budowę domków rekreacyjnych w Dercu złożył też, po moich publikacjach radny wojewódzki PiS Paweł Warot.

"Sprawę dotacji unijnej dla Beaty Bublewicz zgłosimy do prokuratury"

Fundację powołała Beata Bublewicz 26 maja 2000 roku (wpis do KRS 2001 rok), która jest jej prezesem. W KRS figurowali jako wiceprezesi Grzegorz Śladowski, Alicja Rutecka, Barbara Rapińczuk, Janusz Chełchowski, obecnie Grzegorz Gac i Andrzej Garycki.

Członkami zarządu były znane osoby jak zmarły długoletni dyrektor polikliniki olsztyńskiej Antoni Celmer, działacz PO, obecnie prezes lotniska w Szymanach Marek Wójcik, działacz SLD mec. Ryszard Kalisz, obecnie członek Państwowej Komisji Wyborczej, aktorka Irena Telesz-Burczyk czy senator SLD Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska.
Adam Socha (mail priv: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.)

Czytaj więcej: Fundacja im. M. Bublewicza nie przekazywała dotacji na Szkołę im. M. Bublewicza

Komentarz (8)

Zmarła działaczka „Solidarności” z OZGrafu Agata Sidor

Szczegóły
Opublikowano: niedziela, 08 luty 2026 13:36

W niedzielę 8 lutego rano, po ciężkiej chorobie zmarła w wieku 78 lat Janina Sidor (Pawlicka), przez przyjaciół nazywana „Agatą”. Była członkiem Komitetu Założycielskiego Solidarności w 1980 roku w Olsztyńskich Zakładach Graficznych, w których pracowała jako introligatorka. 

czestniczyła w strajku drukarzy OZGrafu „O wolność słowa” w okresie 17 VIII–5 IX 1981 roku.

Po ogłoszeniu stanu wojennego 13 XII 1981 uczestniczyła w grupie powołanej w OZGrafie przez Danutę Gulko, kolportującej na terenie zakładu „Rezonans” i „Solidarność Olsztyńską”, udzielającej pomocy internowanym pracownikom zakładu: Józefowi Nowakowi, Andrzejowi Zarzyckiemu oraz ich rodzinom.

W okresie 15–22 VIII 1982 uczestniczka grupy przygotowującej druk i kolportaż ulotek o pobiciu internowanych w Kwidzynie. Wzięła też udział w organizacji nielegalnego marszu ulicami Olsztyna 31 sierpnia 1982 roku, w drugą rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych. Przed marszem cała grupa z OZGrafu została aresztowana przez SB.

Sąd wymierza im drakońskie wyroki. Danutę Gulko, u której znaleziono 1 ulotkę skazano na 3,5 roku więzienia, Irenę Michalską i Romana Brysiaka na 3 lata więzienia, Janina Sidor wraz z Barbarą Pietkiewicz oraz ich koleżanką Barbarą Nowak (w zaawansowanej ciąży), została internowane 26 VIII 1982 w Ośrodku Odosobnienia w Darłówku, 16 X 1982 zwolniona.

W okresie 1982–1989 w kontakcie z lokalnymi grupami opozycyjnymi w Olsztynie, uczestniczyła w wymianie i kolportażu prasy i materiałów podziemnych. W okresie 1990–1997 pracownik Warmińskiego Wydawnictwa Diecezjalnego w Olsztynie, 1997–2003 na zasiłku przedemerytalnym, od 2003 na emeryturze.

Po 1990 roku uczestniczyła w marszach w obronie wolności słowa. W 2012 roku wzięła udział w marszu w Warszawie „Obudź się Polsko!”

Powiedziała mi wówczas:

- Trzydzieści lat temu zaczynałam walkę o wolne związki zawodowe, o wolną Polskę. Mija 30 lat i wracam do tego samego, jakby czas się cofnął. Jadę, żeby zaprzeczyć kłamstwom władzy, manipulacji na narodzie polskim, na młodzieży, którą odciąga się od Kościoła. W najczarniejszym scenariuszu się nie spodziewałam, że dzisiaj od nowa trzeba będzie walczyć o wolną Polskę – powiedział pani Agata.

Zapamiętam śp. Agatę Sidor jako osobę niezwykle dobrą, ciepłą, zaangażowaną w sprawy swojej Ojczyzny. Rodzinie zmarłej w imieniu własnym i redakcji "Debata", składam wyrazy współczucia.

Poniżej wspomnienia śp. Agaty Sidor z reportażu nagranego przeze mnie dla Radia Olsztyn pt. „Strajk o prawdę” o strajku w OZGrafie w 1981 roku i późniejszej działalności podziemnej pracowników drukarni.

- Po wprowadzeniu stanu wojennego nadal zbieraliśmy składki od członków „S” na pomoc dla rodzin internowanych działaczy z naszego zakładu. Jedni dawali, drudzy nie. Jak zanosiłam te składki do rodzin, to widziałam, że esbecy obserwują.

Po tym jak roznosiliśmy ulotki wzywające do marszu 31 sierpnia 1982 roku, to pierwszą esbecy zatrzymali Danusię Gulko, po mnie przyszli do mieszkania, bo miałam na druga zmianę iść do pracy, ale jak przyszli to byłam w tym czasie na mieście, więc czekali na mnie. Przybiegła mnie ostrzec Basia Nowak i też wpadła w ich łapy. Zamknęli ją, mimo że była w zaawansowanej ciąży. Jak wróciłam do domu to i mnie wywieźli.

- Po wyjściu z internowania wpadali do mojego mieszkania i robili rewizje, nawet rewidowali tornister synkowi, który chodził do IV klasy podstawówki, czy nie przenosi ulotek.

- Jak Danusię Gulko wypuścili z więzienia, poszłam z córką ją odwiedzić. Wracamy późnym wieczorem, wchodzimy, synka nie ma, okno otwarte szeroko, a to było pierwsze piętro, ubranie leży na podłodze, jego nie ma. Boże, ja szału dostałam, wyleciałam na ulicę, płakałam, krzyczałam, „bandyci zabrali, zabili chłopaka”. Okazało się, że esbecy stukali do drzwi, syn nie otworzył, to oni wchodzili już do niego przez balkon. Syn ich usłyszał, otworzył okno i goły, golusieńki, wyskoczył i uciekł do mojej siostry. O dwunastej w nocy siostra przybiegła nas powiadomić, że mój syn jest u niej.

- Jak wróciłam do pracy w OZGrafie, po wyjściu z internowania, to ze strony dyrekcji były wobec nas takie uszczypliwości. Na przykład była podwyżka. Dostał cały wydział, my tylko dwie z Halinką Pietkiewicz nie dostałyśmy.

Na zdjęciu: śp. Agata Sidor na Mszy św. w niedzielę 28 sierpnia 2016 roku, w 35. rocznicę strajku w OZGraf.

Adam Socha (na podstawie bigramu z Encyklopedii Solidarności i materiałów własnych).

nekrolog

Czytaj więcej: Zmarła działaczka „Solidarności” z OZGrafu Agata Sidor

Komentarz (1)

„Męczeństwo św. Katarzyny K. od Helpera” (relacja z procesu sądowego)

Szczegóły
Opublikowano: sobota, 07 luty 2026 18:30
Adam Jerzy Socha

Wystąpienie założycielki Helpera, oskarżonej Katarzyny K. podczas składania wyjaśnień w sali Sądu Okręgowego w Olsztynie, to rola prawie oskarowa. Być może inspirowana występem poseł PO Beaty Sawickiej, w 2007 roku, oskarżonej o korupcję, która na sejmowych schodach odegrała przed kamerami scenę; zalewając się łzami oskarżała „agenta Tomka”, że ją uwiódł. Błagała szefa CBA Mariusza Kamińskiego, by „nie linczował jej publicznie”.

Komentatorzy byli wówczas zgodni, że ta scena przypieczętowała przegraną PiS w przedterminowych wyborach 2007 roku, a jej samej dała w nagrodę uniewinnienie w 2013 roku, gdyż zdaniem sądu, CBA bezprawnie ją inwigilowało. Katarzyna K. twierdzi, że poniekąd też jest ofiarą „agenta Tomka”, swojego drugiego męża.

Sawicka sejm konfa
Katarzyna K. na sali sądowej dramatycznym głosem, w odpowiednich momentach roniąc łzy, opowiadała sędzi Iwonie Litwińskiej-Palacz o tym, jak przez 10 lat była „zaszczuwana wraz z rodziną”. Dopiero teraz może na sali sądowej wyznać całą prawdę, której nie chciał wysłuchać prokurator, fałszywie oskarżając ją, jej męża i pozostałych członków kierownictwa Helpera. Prawdę o tym, jakie wspaniałe dzieło stworzyła, jakim był Helper, z jakim poświęceniem, zaangażowaniem, empatią i miłością otoczyła opieką ludzi starych, schorowanych i wykluczonych.

Dzieło jej życia zostało brutalnie podeptane i zniszczone przez Mariusza Kamińskiego, byłego ministra spraw wewnętrznych, jego zastępcę Macieja Wąsika i szefa CBA Ernesta Bejdę, którzy w ten sposób zemścili się na Tomaszu Kaczmarku, niszcząc także jej rodzinę, przy pomocy posłusznych policjantów, urzędników kontroli skarbowej i urzędu wojewódzkiego, prokuratorów i... redaktora Sochy (!)
Opowiadała w sądzie godzinami o dziesięciu latach gehenny, jaką przechodziła ona i jej rodzina, doświadczając okrucieństwa i bezduszności „politycznego systemu stworzonego przez PiS”.

Dziwiło mnie, dlaczego wysłuchuję tej mistrzowskiej roli jako jedyny dziennikarz na sali sądowej? Dlaczego nie było czołowego śledczego Wyborczej Wojciecha Czuchnowskiego, który walczy o status „małego świadka koronnego” dla Tomasza Kaczmarka, w zamian za oskarżanie "pisiorów". Dlaczego nie filmowała tego występu ekipa Super Wizjera TVN, która wcześniej nakręciła z „agentem Tomkiem” serial-operę mydlaną o tym, jak były „przykrywkowiec”, targany wyrzutami sumienia, wyznaje, że dał się użyć swoim szefom Kamińskiemu, Wąsikowi i Bejdzie, jako narzędzie do zwalczania wrogów politycznych PiS, fałszując w tym celu dowody. Kajał się i przepraszał swoje ofiary, z których część zgodziła się na udział w tej „szopce”.

Oddajmy głos Katarzynie K. Dowiemy się, jak powstał pomysł na Helpera, jak oddana działaczka PiSu, pracująca w Sejmie i w centrali partii na Nowogrodzkiej, stała się następnie ofiarą tej partii.

„Nie przyznaję się do stawianych mi zarzutów”

Ku mojemu zaskoczeniu przewód sądowy zaczął się od wniosku obrońców Katarzyny K., żeby sąd usunął mnie z sali, gdyż po traumie jaką przeszła ich klientka, moja obecność dodatkowo ją stresuje. Sędzia odrzuciła ich wniosek jako pozbawiony podstaw i prezes Helpera zaczęła swój występ.

- Nie przyznaję się do stawianych mi zarzutów – oświadczyła na wstępie, - w tym przede wszystkim do pierwszego zarzutu dotyczącego rzekomego działania i kierowania przeze mnie zorganizowaną grupą przestępczą wraz z Marzeną H., skarbnikiem Helpera, jej mężem Jackiem H., pierwszym moim mężem Arkadiuszem Sz, i obecnym mężem, Tomaszem Kaczmarkiem

- W tym miejscu chciałabym sądowi wyjaśnić, skąd wziął się pomysł na zarejestrowanie Stowarzyszenia Helper, które miało miejsce 8 lutego 2010 roku. W latach poprzednich byłam doradcą wojewody warmińsko-mazurskiego pani Anny Szyszko (2007), która była prekursorem w zakresie polityki społecznej i tworzenia tego typu placówek (Środowiskowych Domów Samopomocy) na terenie województwa warmińsko-mazurskiego.

- Dzięki niej brałam aktywny udział w pracach Wydziału Polityki Społecznej, który badał zapotrzebowanie na tego typu placówki w naszym województwie. Dzięki temu brałam też udział w pracach Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, w zakresie wsparcia senioralnej integracji społecznej. Byłam członkiem licznych zespołów pracujących nad ustawodawstwem w tym zakresie, dzięki czemu zdobyłam ogromną wiedzę teoretyczną, jak tego typu działalność powinna być budowana od podstaw.

„Weszłam do polityki i zostałam członkiem PiS”

- Moja współpraca z administracją rządową spowodowała, Wysoki Sądzie, że byłam coraz bliżej polityki. Miałam coraz większą wiedzę na temat działalności ówczesnej partii rządzącej. Do takiego stopnia, że zostałam zatrudniona przez partię Prawo i Sprawiedliwość na etat, jako prawniczka. Byłam również członkiem tej partii przez ponad 10 lat i wykonywałam w tamtym czasie wiele funkcji wynikających stricte z mojej przynależności partyjnej. Żeby nie być gołosłowna, chciałabym wymienić stanowiska, które w ówczesnym okresie pełniłam.

- Byłam dyrektorem Biura Poselskiego i Senatorskiego, Jerzego Szmita, Iwony Arent, Wojciecha Kossakowskiego, dyrektorem Biura Parlamentarnego eurodeputowanego Jacka Kurskiego.

- Byłam członkiem Rady Programowej Polskiego Radia Olsztyn, członkiem Wojewódzkiej Komisji Wyborczej w Olsztynie, dyrektorem wykonawczym w Komendzie Wojewódzkiej OHP, pracownikiem Kancelarii Sejmu oddelegowanym przez Klub Parlamentarny PiS do pracy przy Komisji Śledczej. W tym okresie moim bezpośrednim przełożonym był pan Zbigniew Ziobro, a osobami, dla których przygotowałam materiały w związku z pracą tej Komisji byli posłowie Arkadiusz Mularczyk, Jacek Kurski, Wojciech Szarama.

- Te stanowiska piastowałam w okresie przed bezpośrednim powołaniem do życia Helpera oraz w trakcie. Nigdy w życiu nie myślałam, że to zaangażowanie w życie polityczne z mojej strony, jako młodej osoby, w momencie kiedy zatrudniał mnie pan prezes Jarosław Kaczyński, który miał na ustach „Bóg, Honor i Ojczyzna”, doprowadzą mnie do miejsca, w którym dziś Wysoki Sądzie stoję (płacze).

- Nie przypuszczałam, że mimo, iż byłam tak lojalnym i oddanym pracownikiem na wielu szczeblach, dotkną mnie polityczne represje, oraz stowarzyszenie i męża. Nie sądziłam, że tak szczytna i tak potrzebna działalność stanie się narzędziem do walki politycznej, która miała na celu podważyć i zdeprecjonować moją wiarygodność i mojego obecnego męża Tomasza Kaczmarka w życiu publicznym.

„Zostałam ukarana za współpracę z PO i PSL”

- Tworzyłam Helper w okresie, gdy PiS był już w opozycji (2007-15). Mimo moich barw politycznych, które miałam na czole, zdołałam przekonać wielu ludzi do mojej idei, ze środowisk politycznie mi obcych (PO i PSL), do tego, aby na terenie naszego województwa powstały ŚDS-y. Nie było to łatwe, Wysokim Sądzie, bo oprócz pomysłu nie miałam żadnych innych argumentów. Nie dysponowałam wsparciem politycznym, kapitałem, nieruchomościami, tylko i wyłącznie swoją wiedzą i ogromnym doświadczeniem. Zaufano mi.

- Zanim stworzyłam to stowarzyszenie wraz z grupą przyjaciół ówczesnego męża, osobiście zbadałam zapotrzebowanie w naszym województwie na tego typu placówki. Osobiście lub z panią Marzeną H. (skarbnik Helpera) prowadziłyśmy konkretne rozmowy z samorządowcami o potrzebie powstania tego typu działalności na terenie danej gminy.

- Efekty działalności ŚDS-ów, były tak imponujące i Domy tak szybko się rozrastały, że stała się to przedmiotem konfliktu z ówczesnymi moimi partyjnymi mocodawcami. Zarzucano mi kolaborację i współpracę z politykami partii rządzących PO i PSL, brak partyjnej lojalności. Np. nawiązałam współpracę z senatorem PO i rektorem panem Ryszardem Góreckim, z którym podpisałam współpracę, dzięki temu podopieczni domów mogli korzystać z infrastruktury Uniwersytetu np. z basenu.

(W pierwszej rozmowie ze mną, jesienią 2015 roku, Katarzyna K. wyznała mi, że to senator PO Ryszard Górecki otworzył jej drzwi do minister pracy, od której zależało przyznanie środków na prowadzenie ŚDS-ów. Do 2011 roku była nią śp. Jolanta Fedak z PSL. Po niej ministrem pracy był Władysław Kosiniak-Kamysz. Później zadzwoniła i zaprzeczała, że senator Górecki wprowadził ją do minister. Senator Górecki też zaprzeczył  – przypis A.Socha)

- Obecność rektora Góreckiego w ŚDS Helpera w Olsztynie, przy okazji jakiegoś oficjalnego wydarzenia, rozpętała lokalną polityczną burzę. Grożono mi wyrzuceniem z partii. To jest tylko jeden z wielu przykładów mojego konfliktu z PiS, mogłabym mówić o tym godzinami.

- Nieustannie wywierano na mnie presję, jako prezesa stowarzyszenia, abym zatrudniała na wysokie stanowiska działaczy partyjnych, którzy w tym okresie byli bez pracy, bez kwalifikacji. Wielokrotnie ulegałam naciskom moich lokalnych notabli partyjnych i gdzieś takie osoby w miarę możliwości starałam się zatrudnić, ale w większości, Wysoki Sądzi, musiałam niestety odmówić. Co wielokrotnie wiązało się dla mnie z karą, jaką otrzymywałam od prezesa okręgu PiS Jerzego Szmita, który skarżył się na mnie prezesowi Kaczyńskiemu. Wielokrotnie wnioskował o moje zwolnienie z etatu na Nowogrodzkiej, wskazując na moją zdradę polityczną i kolaborację z PO i PSL i brak z mojej strony posłuszeństwa.
***
(W aktach sprawy są imienne listy wszystkich pracowników zatrudnianych przez Helpera w ŚDS-ach. Nie znalazłem na nich ani jednego nazwiska działacza PiS. Jedynie odkryłem w Domach w Prejłowie i Marcinkowie syna poseł Iwony Arent - Michała, który, jak zeznali pracownicy tych Domów „był martwą duszą”. Natomiast ówczesny partner poseł Arent był zatrudniony w jednej ze spółek założonych przez Katarzynę K., które służyły do wyprowadzania dotacji na prowadzenie ŚDS-ów – przypis A.Socha)

Dwie wersje rozpadu małżeństwa

- Musiałam się zmierzyć z ogromną falą hejtu medialnego i politycznego, związanego m.in. z rozwodem w tamtym okresie. Były mąż, pan Arkadiusz Sz., który wspólnie ze mną tworzył i działał na początku w tym stowarzyszeniu, miał romans z pracownicą domu środowiskowego, z którą później miał dziecko, zbierał na mnie obciążające dowody i na innych polityków PiS. Podkładał nośniki dźwięku w domu, w biurze, w samochodzie. Nagrywał moje prywatne i robocze rozmowy z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, z posłem, wiceprezesem PiS Adamem Lipińskim i z innymi czołowymi ówcześnie politykami tej partii, w celu wymuszenia na mnie, poprzez groźby i szantaże, korzystnego rozstrzygnięcia rozwodowego.

- Obciążający mnie materiał dowodowy, który zebrał nielegalnie, za co karnie został skazany wysłał do centrali partii oraz udostępnił dziennikarzom w celu publikacji. Na skutek presji, jaką wywarli na mnie w tamtym czasie moi przyłożeni, m.in. wiceprezes PiS Adam Lipiński, zgodziłam się na przekazanie całego majątku, pod przymusem, u notariusza, byłemu mężowi. Ta czynność notarialna później została uchylona.
***
(„Rozmowy Katarzyny zacząłem rejestrować od czerwca 2013 roku – zeznał Arkadiusz Sz. – Od momentu, gdy doszło do mnie, że jej częste wyjazdy do Warszawy nie były związane z pracą w centrali PiS, jak mi tłumaczyła, tylko romansem z „agentem Tomkiem”, wówczas posłem PiS, któremu kupiła Porsche Cayenne za 300 tys. złotych z dotacji na środowiskowe domy i rozbijała się z nim po Warszawie, gdy ja zajmowałem się dwójką naszych dzieci. Sąd orzekł rozpad małżeństwa z winy mojej żony i mnie przyznał opiekę nad dziećmi. Później, korzystając z pomocy kancelarii prawnych, które opłacała z dotacji na Domy, odebrała mi dzieci. Nastawiła je przeciwko mnie. W rezultacie od 3 lat nie chcą się ze mną spotykać”).

„Love & PiS”

O romansie Katarzyny K. z Tomaszem Kaczmarkiem opinia publiczna dowiedziała się z głośnej publikacji w tygodniku „Wprost”, który opublikował nagranie z imienin poseł Iwony Arent latem 2013 roku w pensjonacie Marzeny i Jacka H., nad jeziorem w Olsztynie, z udziałem m.in. Katarzyny Sz., Tomasza Kaczmarka i posła Adama Lipińskiego. Na te imprezę przyszedł Arkadiusz Sz. i zarejestrował burzliwą rozmowę z Tomaszem, którego prosił, żeby nie rozbijał jego małżeństwo.

Na to Kaczmarek: „- Za trzy sekundy wstanę i cię naje... Jedź do domu, bo ja cię napier... i mówię ci to szczerze: za trzy sekundy wstanę i cię naje... Spier...". I jeszcze: - Wiesz, co, Arek, ciebie może dobrego spotkać w życiu? Jak się spotkamy, po prostu ode mnie w ryj dostaniesz. Albo ja od ciebie. Ja ci powiem jedną rzecz: ja w to nie wchodzę. Spier... i mnie z tym nie wiąż. Bo jak będziesz do mnie, k..., przybijał, to powiedziałem ci: my nie jesteśmy grzecznymi chłopcami i ja grzecznym chłopcem nie jestem. Odpier... się ode mnie, bo ja ci krzesłem przyje... zaraz tak, że spadniesz”.

Na ratunek medialny pośpieszył Katarzynie i Tomaszowi Kaczmarkowi dziennikarz Cezary Gmyz, który w DoRzeczy opublikował tekst „Love & PiS”. Opisał Katarzynę, jako „bizneswoman, która w Olsztynie jest nazywana "św. Teresą", z racji charytatywnej pomocy starym, schorowanym ludziom”.

Na nic to się zdało. Po publikacji „Wprost” Kaczmarek został zawieszony w klubie parlamentarnym PiS, a następnie musiał złożyć mandat poselski. Katarzyna wydała wówczas Oświadczenie dla mediów, w którym czytamy m.in.:

„Ostatnie informacje dotyczące mojego życia prywatnego stawiają mnie w złym świetle, szczególnie jako matkę i kobietę. W tym miejscu, odnosząc się do doniesień dotyczących mojego byłego związku małżeńskiego podaję, że ponad pół roku przed rozwodem z byłym mężem Arkadiuszem Sz. pozostawałam w nieformalnej separacji. Zamieszkiwaliśmy osobno, a dzieci przebywały ze mną. W tym też czasie były mąż zastraszał mnie na różne sposoby próbując skłonić mnie do pozostania z nim w małżeństwie, które od wielu lat ulegało rozpadowi w związku między innymi z tym, iż tylko na mnie spoczywał obowiązek zapewnienia rodzinie środków finansowych. Tym też sposobem mój były mąż wymusił na mnie w postępowaniu rozwodowym ustalenie pobytu dzieci przy ojcu” – przypis A.Socha).

„Z całego świata przyjeżdżali uczyć się od Helpera, jak prowadzić takie domy”

- Mimo prześmiewczej nagonki medialnej, stowarzyszenie nadal prowadziło działalność, swoją opieką obejmowało prawie 400 podopiecznych na terenie całego województwa. Zatrudniało ponad 120 osób. Powstało 7 placówek i miały powstać jeszcze dwie. Sześć domów powstało w obiektach zabytkowych o znaczeniu historycznym. Dzięki nam zostały uratowane. Działalność stowarzyszenia nie tylko była prekursorska, ale przede wszystkim wzorcowa – chwaliła się Katarzyna K. przed sędzią.

- Odwiedzały nasze Domy delegacje z Parlamentu Europejskiego, a także z całego świata, ucząc się u nas, jak to powinno wyglądać, czerpali od nas inspiracje i wzorce. Podziwiali nasz dorobek i nie mogli uwierzyć, że w takich gminach jest świadczona pomoc społeczna na tak wysokim poziomie.

„Mój związek z Tomaszem stał się początkiem końca Helpera”

- Punktem kulminacyjnym tej sprawy jest moment, w którym związałam się z Tomaszem Kaczmarkiem i mój mąż postanowił podjąć współpracę ze mną w ramach stowarzyszenia. To był moment, który ja uważam za początek końca naszej działalności. Mimo, że mąż zdał mandat poselski, a ja zwolniłam się z wszystkich funkcji politycznych, odeszłam też z Nowogrodzkiej i wystąpiłam z partii, zaczął się na nas atak. Ułudnie mieliśmy nadzieję, że obydwoje odchodząc z polityki, będziemy mogli wspólnie tworzyć coś pięknego. Nie pozwolono nam na to. Zaczęła się fala nieustannych kontroli. Mieliśmy setki protokołów pokontrolnych, świadczących na naszą korzyść. Tak bardzo chcieliśmy być transparentni, że sami przeprowadziliśmy wewnętrzny audyt działalności, który nie wskazywał na żadnego rodzaju uchybienie.

Z okazji jubileuszu 5-lecia funkcjonowania środowiskowych domów, w Olsztynie odbyła się w 2015 roku uroczysta gala dla podopiecznych, ich rodzin, pracowników. Na to wydarzenie przyjechało kilkaset osób, w tym wysocy politycy wszystkich partii. Dorobek nasz był imponujący. Wszyscy byli pod wrażeniem, łącznie z politykami PiS (na gali z PiS byli, poseł Iwona Arent, poseł Adam Lipiński i wiceminister rodziny Stanisław Szwed, z PO senator Ryszard Górecki, z PSL wojewoda Marian Podziewski – przypis A.Socha).

1. 5 lat Helpera

Na zdjęciu od lewej, wiceminister St. Szwed, prezes Helpera Katarzyna K., senator PO Ryszard Górecki, poseł PiS Iwona Arent, skarbnik Helpera Marzena H. i wojewoda Marian Podziewski, fot. A.Socha

„Przez red. Sochę nie zostałam wiceministrem”

- Politycy PiS, po objęciu władzy w 2015 roku, zaproponowali mi stanowisko wiceministra w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej. Propozycję tą złożyła mi Ela Rafalska, ówczesna moja dobra koleżanka. Przekonywała mnie do podjęcia tego wyzwania i współpracy w obszarze, który nie miał dla mnie tajemnic, który był moją chyba największą w życiu pasją. Mimo, że na początku opierałam się przyjęciu tego stanowiska, bo wiedziałam, że będzie się to pewnie wiązało z problemami, ostatecznie je przyjęłam.

2. Kaczmarek Katarzyna K. Marena H

Na zdjęciu, wieczór wyborczy PiS, 25 pażdziernika 2015 roku, w Hotelu "Dyplomat" w Olsztynie, od lewej Tomasz Kaczmarek, prezes Helpera Katarzyna K. i skarbnik Helpera Marzena H.

- Po weryfikacji w ministerstwie dokumentacji formalnych związanych z zatrudnieniem, które trwało parę dni, czekałam na tak zwaną „wirówkę”.

To jest taki proces politycznej weryfikacji z udziałem służb specjalnych, który ówcześnie wykonywał pan Maciek Wąsik, skonfliktowany z moim obecnym mężem. Nie bałam się tej „wirówki”, bo nie miałam sobie nic do zarzucenia i obiektywnie uważałam siebie za osobę odpowiednią na tym stanowisku, bo moja wiedza i doświadczenie mnie do tego predestynowały. Ale nie spodziewałam się, że lokalne środowisko polityczne, z którym niegdyś byłam związana, zrobi wszystko, aby do tego nie doszło.

- Nie doszło do mojego powołania w oparciu o doniesienia medialne, m.in. pana redaktora Sochy. Przez 10 lat media pisały nieprawdę i obecny tutaj pan redaktor wielokrotnie mijał się z prawdą. Nie miałam możliwości obrony, ponieważ czekałam bardzo długo na ten moment, żeby stanąć przed wymiarem sprawiedliwości i złożyć pełne i obszerne w tym zakresie wyjaśnienia.

Pan prokurator też, obecny tu na sali, nie był na żadnym etapie zainteresowany moimi wyjaśnieniami, tylko prowadził to postępowanie pod tezę, jaką otrzymał od swoich przełożonych. Kluczowe nie było wyjaśnienie tej sprawy, tylko złamanie nas, poniżenie, szykanowanie nas personalnie i naszych dzieci.

- Medialnie, spektakularnie, łamano nam kręgosłupy, ponieważ były naciski ze środowiska politycznego, żebyśmy dalej współpracowali, żebyśmy dalej uczestniczyli w wielu nielegalnych przedsięwzięciach polityków. Nasze sumienie, nasza moralność, która bardzo mocno ewaluowała, nie pozwalała nam mieć nic wspólnego z tymi ludźmi. Od 2013 roku to była nieustanna walka o przetrwanie, walka z systemem.

- Założenie było takie, aby odebrać samorządom finansowanie naszych jednostek. Tym samorządom, które za nas umierały. Każdy z nich bronił nas do ostatniej kropli krwi. Ale w końcu też potrafili ich złamać. Z tego powodu mają dziś odrębne stanowisko w wielu wątkach.

- Wysoki Sądzie, przepraszam, że być może chaotycznie podejmuję wątki i myśli, ale jest obecny na sali pan redaktor Adam Socha. Niegdyś bardzo przeze mnie ceniony i szanowany, ale w momencie, kiedy dołączył do tej armii politycznych żołnierzy, która miała na celu przede wszystkim mnie wykończyć, ośmieszyć, doprowadzić do zamknięcia działalności, zmieniłam zdanie. Dziś już wiem, że jest to kolejne narzędzie w rękach polityków, działający pod ich dyktando, tak jak inne instytucje, na czele których stoją politycy…

- Widzę, że pana bawi to, panie redaktorze, ale dorosły człowiek jest w stanie znieść wiele – nagle Katarzyna K. zwróciła się do mnie.

- Trudno znieść przez wiele godzin z kamienną twarzą, to co pani wygaduje – dałem się sprowokować. Sędzia upomniała mnie.

- W 2017 roku, wysoki sądzie, ku naszemu zdziwieniu, pan redaktor szukający sensacji, który nieustannie atakował naszą działalność, chociaż był wielokrotnie do niej zapraszany i mógł w sposób obiektywny, rzetelny zobaczyć, jak jest prowadzona, zwiedzić ją, porozmawiać z podopiecznymi, z rodzinami. Nigdy z tego nie skorzystał, wysoki sądzie.
***
(Kolejne kłamstwo Katarzyny K. Mój artykuł z wizyty w domach środowiskowych pt. "Helper – pomocni za miliony z budżetu państwa", ukazał się na portalu 6 sierpnia 2016 roku. – przypis A.Socha)
***
- Karmiony jadem lokalnych polityków, z którymi współpracował, publikował nieprawdziwe informacje, atakujące działalność stowarzyszenia, mnie i mojego męża osobiście, moją rodzinę. Niewiele, wysoki sądzie, brakowało, żeby doprowadził do tragedii, bo po jednej z publikacji pana Sochy w lokalnej prasie syn powiedział, że już dłużej tego nie wytrzyma. Wysłał nam pożegnalnego SMS-a.
***

W kolejnym dniu składania wyjaśnień Katarzyna K. w kółko opowiadała o swoim „męczeństwie” i „martyrologii” swojej rodziny. Toteż w pewnym momencie uznałem, że dalsze wysłuchiwanie załganych popisów Katarzyny K., to strata czasu. Zabrałem z pulpitu nagrywarkę, za którym składała wyjaśnienia i wychodząc, spojrzałem jej w oczy.

Później sędzia przekazała mi, że po moim wyjściu oskarżona złożyła na mnie skargę, że śmiałem spojrzeć jej w oczy. Sędzia upomniała mnie za to. Obiecałem, że będę unikał wzroku Katarzyny K., mając na względzie jak wrażliwa i delikatna to osoba.

Po kilku dniach takich wyjaśnień Katarzyny K., prokurator Piotr Bilewicz zwrócił uwagę sędzi, że oskarżona nie odpowiada na zarzuty i celowo przedłuża postępowanie. Prokuratura bowiem nie kwestionuje, że domy środowiskowe zostały wyremontowane oraz, że odbywały się w nich zajęcia z podopiecznymi, natomiast kwestionuje, czy dotacje w całości szły na remonty i prowadzenie domów oraz celowość zakupów.

Sędzia zgodziła się z uwagą prokuratora.

- Nie rozumiem aktu oskarżenia, zarzuty są ogólnikowe – odpowiedziała na to Katarzyna K., z wykształcenia prawniczka. – Co do zarzutu zawyżania kosztów. Nabywaliśmy produkty dla podopiecznych lepszej jakości.

Uczestnicy zajęć w Marcinkowie i Prejłowie czekają na perfumy...

Odwiedziłem w listopadzie i grudniu 2025 roku Środowiskowe Domy Samopomocy w gminie Purda, w Marcinkowie i Prejłowie, które powstały jako pierwsze w 2011 i 2012 roku, by sprawdzić jak funkcjonują, gdy prowadzi je gmina.

Pani Katarzyno, pragnę panią uspokoić. Domy są prowadzone przez gminę na o wiele wyższym poziomie niż za czasów Helpera. Mówicie w sądzie, że „o co chodzi prokuratorowi, przecież domy zostały wyremontowane i są użytkowane”. Ale jakość tych remontów była fatalna, robione po najniższych kosztach, aby szybciej, z udziałem darmowej siły roboczej w postaci więźniów. Gminy, które po was przejęły obiekty musiały naprawiać wasze partactwo. Np. w Prejłowie została źle wykonana kanalizacja i instalacja sanitarna. W głównym budynku nie było prysznica, używano szlauchu z zimną wodą. Jak założono w końcu prysznic, to trzeba było zużyć hektolitry wody, z powodu złego podłączenia, zanim poleciała ciepła woda, więc Tomasz Kaczmarek zabronił używania, bo szambo zbyt szybko się zapełnia.

Jak zeznała była kierowniczka domu w Prejłowie Iwona Grochulska, dostawała w 2013 roku 5500 zł miesięcznie na jego prowadzenie, z tego na paliwo wydawała 2,5-3 tys. zł, a powinna była, przy 60 uczestnikach dostawać 60 tys. zł, o czym wówczas nie wiedziała. Toteż sami zdobywali żywność i materiały na zajęcia. Nic z tych rzeczy, które niby zostały zakupione na wyposażenie, jak narty, deskorolki, drony, odkurzacze bezprzewodowe, słodycze, bielizna i odzież od Calvina Kleina, nie widziała. Pracownicy przynosili swoją odzież dla biedniejszych uczestników. Perfumy Channel i Dior, nigdy nie trafiły do Prejłowa, raz tylko dostali na święta perfumy marki Bi-es (obecna cena od 25 do 35 zł). Sprzęt pochodził ze zlikwidowanego domu w Klebarku Wielkim. 

Dobry sprzęt kuchenny Helper zabrał, gdy w 2017 roku stracił dotację, toteż po przejęciu ŚDS-u przez gminę nie było na czym gotować. Gmina musiała ze swoich środków zakupić sprzęt.

Po domu w Prejłowie oprowadziła mnie pracownica socjalna Anna Borkowska (w okresie od 2018 do sierpnia 2024 roku zca kierownika). Od wejścia wnętrze robi dobre wrażenie. Za Helpera puste ściany wypełnione są teraz pracami uczestników. Pracownie są bogato wyposażone w materiały, gry i narzędzia. Uczestnicy przygotowywali różne ozdoby i prezenty na święta.
 4. Prejłowo zajęcia 2

Na zdjęciu: uczestnicy zajęć w ŚDS w Prejłowie przygotowują ozdoby świąteczne, grudzień 2025, fot. A. Socha

- O takich materiałach i pomocach w pracowniach mogliśmy za Helpera tylko pomarzyć – mówi Anna Borkowska. - Kosmetyki w pracowni urody stały tylko na pokaz. Na wyposażeniu mieliśmy starą suszarkę i lokówkę z odzysku.

Za gminy powstały też nowe pracownie, jak „sala doświadczania świata” (wygrali na nią środki z projektu Michelina). (Jak byłem w Marcinkowie trwał remont pomieszczenia na I pietrze na nową pracownię).

W stolarni domu w Prejłowie spotykam kierowcę Jarosława Gołaszewskiego.

- Przyznaliśmy się na prokuraturze, że kazano nam jeździć po domach i zbierać podpisy na listach obecności od tych, którzy nie uczęszczali na zajęcia – mówi. – Nie wiedzieliśmy, że Helper potrzebuje tych podpisów, bo za każdego uczestnika dostaje 1000 zł. Nam dali rzęchy do wożenia uczestników, bez ogrzewania, więc zimą przykrywaliśmy ludzi kocami, żeby nie zamarzli. Auta ciągle się psuły. Natomiast szefowie Helpera jeździli drogimi, luksusowym samochodami.

- Katarzyna K. przyjechała do nas tylko kilka razy, gdy już się jej grunt pod nogami palił – wspomina Anna Borkowska. – Jak wchodziła, to stawaliśmy na baczność. Od wejścia dawała nam odczuć, gdzie jest nasze miejsce. Traktowała nas przedmiotowo. To było celowe zagranie, żebyśmy się bały poskarżyć, że czegoś nam brakuje. Nic nie wiedziała o uczestnikach, to personel rozwiązywał ich codzienne problemy. To dzięki naszemu zaangażowaniu uczestnicy czuli się w domu dobrze.

Za Helpera kierowniczka domu zarabiała 2-3 tys. zł, a personel jeszcze mniej, za to zarząd Helpera na fikcyjnych etatach zarobił w sumie miliony. (Przypomnę, że Zarząd Helpera jest oskarżony o wyłudzenie w latach 2010-17, ponad 71 mln zł środków publicznych, z czego mieli przywłaszczyć ponad 33 mln zł).

- Dopiero, gdy dom przejęła gmina, możemy się rozwijać – mówi Anna Borkowska. – Mamy na to środki finansowe. Bierzemy udział w szkoleniach a nasze potrzeby są spełniane przez obecnego pracodawcę. Zarabiamy godnie. Za Helpera tylko raz dostaliśmy nagrodę – 100 zł. Teraz mamy dodatek stażowy, „13”, nagrody, wczasy pod gruszą. Mamy też pomieszczenie socjalne, z szafkami.

Uczestnicy domów, zarówno w Marcinkowie jak i Prejłowie, prosili mnie, żebym przekazał Katarzynie K., że nadal czekają na perfumy od Diora i na bieliznę i odzież od Calvina Kleina.

Adam Jerzy Socha (mail priv: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.)
PS. Przepraszam tych Czytelników, którzy dzisiaj 7 lutego przeczytali tekst pt. "Arkadiusz Sz. przyznał się do winy i zeznał: „Helper miał parasol ochronny”, który zamieściłem przez pomyłkę i dlatego, gdy zorientowałem się w pomyłce, tekst zdjąłem. Ten tekst musi najpierw  ukazać się w lutowym miesięczniku "Debata", co nastąpi 13 lutego. Zapraszam do punktów sprzedaży w Olsztynie w księgarniach "Książnicy Polskiej" oraz punktach Kolportera. Teraz opublikowałem część, która ukazała się w styczniowej "Debacie".

Zdjęcia: 

1. Katarzyna K. składa wyjaśnienia 28 lipca 2025r., fot. A. Socha

2. Gala z okazji 5-lecia Helpera, w 2015 roku, po zwycięstwie wyborczym PiS. Od lewej ówczesny wiceminister rodziny Stanisław Szwed, prezes Helpera Katarzyna K., senator PO i rektor UWM Ryszard Górecki, poseł PiS Iwona Arent, skarbnik Helpera Marzena H. i wojewoda Marian Podziewski z PSL., fot. A.Socha

3. Wieczór wyborczy PiS, 25.10.2015 roku, od lewej Tomasz Kaczmarek, prezes Helpera Katarzyna K i skarbnik Marzena H., fot. A.Socha

4. Zajęcia w ŚDS w Prejłowie, grudzień 2025r, fot. A.Socha

Czytaj więcej: „Męczeństwo św. Katarzyny K. od Helpera” (relacja z procesu sądowego)

Komentarz (10)

Policja zatrzymała właścicielki prywatnych szkół w Olsztynie

Szczegóły
Opublikowano: piątek, 06 luty 2026 16:23

O zatrzymaniu trzech kobiet wieku 27, 30 i 42 lat (dwie to właścicielki szkół dla dorosłych a trzecia kobieta, to dyrektorka takiej szkoły), poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Daniel Brodowski. Są podejrzane o wyłudzenia z Urzędu Miasta Olsztyna dotacji oświatowych na kwotę ponad 2,1 mln zł – taki jest bilans śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Olsztynie przy udziale policjantów z Wydziału do walki z Korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. Trzy kobiety usłyszały łącznie ponad 212 zarzutów: dotyczyły one popełnienia przestępstw oszustwa, wyłudzenia środków czy poświadczenia nieprawdy w dokumentach. Zarzuty dotyczą lat 2019-2021. Kobietom grozi do 8 lat pozbawienia wolności. W śledztwie przesłuchano blisko 700 osób, głównie uczniów tych szkół, którzy uczyli się w nich "na papierze".

Z komunikatu prokuratury oraz KWP w Olsztynie wynika, że postępowanie dotyczy niepublicznych placówek oświatowych dla dorosłych działających na terenie Olsztyna, w tym Szkoły Podstawowej dla Dorosłych oraz Policealnej Szkoły Zawodowej dla Dorosłych pod nazwami „Prymus” i „Masteredu”.

„W okresie od października 2018 r. do kwietnia 2021 r. w Olsztynie osoby reprezentujące podmioty prowadzące niepubliczne placówki oświatowe (…) składały do Urzędu Miasta w Olsztynie wnioski o wypłatę dotacji oświatowej” – przekazał rzecznik prasowy prokuratury Daniel Brodowski.

Na czym miał polegać mechanizm wyłudzeń

Śledczy ustalili, że w dokumentach przekazywanych do Urzędu Miasta w Olsztynie miały pojawiać się dane niezgodne z rzeczywistością dotyczące liczby słuchaczy faktycznie uczestniczących w zajęciach. Informacje te były kluczowe, bo dotacja zależała od frekwencji.

„Zarazem jednak wprowadzały w błąd pracowników Urzędu Miasta poświadczając nieprawdę co do rzeczywistej ilości słuchaczy. Informacje te miały istotne znaczenie dla przyznania dotacji” – czytamy w komunikacie podpisanym przez rzecznika.

Według śledczych w wykazach miały znajdować się m.in. osoby przebywające za granicą, osoby, które zakończyły już naukę, a także osoby zmarłe. Warunkiem uzyskania dotacji było wskazanie, że słuchacze uczestniczyli w co najmniej połowie zajęć.

Skala postępowania i kwota szkody

W toku śledztwa przesłuchano blisko 700 osób, które według dokumentacji miały być uczniami wskazanych placówek. Zdecydowana większość nie potwierdziła udziału w zajęciach.

„Po analizie bardzo obszernej dokumentacji oraz przesłuchaniu blisko 700 osób (…) ustalono, iż doszło do wypłacenia nienależnej dotacji o wartości 2 143 654,92 zł” – poinformował Daniel Brodowski.

Prokuratura wskazuje, że chodzi o doprowadzenie Gminy Olsztyn do niekorzystnego rozporządzenia mieniem właśnie w tej kwocie poprzez wprowadzenie w błąd pracowników urzędu i poświadczenie nieprawdy co do liczby słuchaczy.

Kto usłyszał zarzuty

Zarzuty przedstawiono trzem kobietom: 27- i 42-latce z województwa mazowieckiego oraz 30-latce z województwa warmińsko-mazurskiego. Jak wynika z ustaleń śledczych, 30-latka była dyrektorką, a pozostałe – właścicielkami niepublicznych placówek.

Najwięcej zarzutów usłyszała Natalia P., wskazana jako prezes jednej ze spółek prowadzących podmioty oświatowe. Prokurator zarzuca jej, że od września 2019 r. do grudnia 2021 r., działając wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami, miała doprowadzić do wypłaty dotacji na co najmniej 2 143 654,92 zł na szkodę Gminy Olsztyn.

„Natalia P. nie przyznała się do stawianych jej zarzutów. Złożyła wyjaśnienia. Prokurator zastosował wobec niej wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci dozoru Policji” – przekazał rzecznik.

Magdalena K. usłyszała zarzut dotyczący kwoty 1 911 531,96 zł.

„Nie przyznała się do stawianych jej zarzutów; złożyła wyjaśnienia. Prokurator zastosował wobec niej wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci dozoru Policji” – podała prokuratura.

Z kolei Kindze J. przedstawiono zarzut dotyczący kwoty 354 176,80 zł.

„Nie przyznała się do stawianych jej zarzutów; odmówiła składania wyjaśnień” – dodano.

Zatrzymanie 27-latki

Policjanci z Wydziału do walki z Korupcją KWP w Olsztynie zatrzymali 27-latkę na terenie województwa mazowieckiego w środę, 4 lutego 2026 roku. Dwie pozostałe podejrzane wcześniej stawiły się przed prokuratorem.

(zdjęcie: screen z filmu na stronie KWP Olsztyn))

(as)

Czytaj więcej: Policja zatrzymała właścicielki prywatnych szkół w Olsztynie

Komentarz (2)

Więcej artykułów…

  1. Propozycje radnych: ochrona Jez. Ukiel – Park Warmiński – kładka do Koszar Dragonów
  2. Syn posłanki PiS Iwony Arent skazany za pobicie byłej partnerki

Strona 10 z 522

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

Ta cała czapa w Olsztynie to robi jedną wielką rozpierduche. A Pan redaktor nie zaczerpnęł informacji szrzej
Awantura w PiS-ie pomiędzy sze...
10 godzin(y) temu
https://bip.warmia.mazury.pl/nabor/992/ogloszenie-id-992-departament-kultury-i-edukacji-inspektor-etatow-1-etat.html
Syn wojewody Radosława Króla (...
14 godzin(y) temu
Bardzo ładne zdjęcie, gdzie można takie kupić?
Zobacz jakie premie dostali pr...
20 godzin(y) temu
A ile wynagrodzenia zmiennego otrzymał prezes Tumasz w 2025 r.? Więcej niż którykolwiek z prezesów miejskich spółek? Należy mu się, przecież zarządza ...
Posłowie z WiM: Semeniuk-Patko...
1 dzień temu
Nudy. Strefa ekonomiczna dokonała zakupu budynku przy ulicy Barczewskiego 1. Pytanie, po co skoro zgodnie z ustawą Strefy działają tylko do końca roku...
Posłowie z WiM: Semeniuk-Patko...
1 dzień temu
Czekamy na Jerzego i Darka Rödnicka
Oni powrócą
Posłowie z WiM: Semeniuk-Patko...
1 dzień temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • PiS grozi prezydentowi Olsztyna referendum. Prezydent: Apeluję - działajmy wspólnie!
  • Starcie studentów UWM z europosłem Patrykiem Jakim: SAFE, OZE, Trump, Niemcy, imigracja
  • Spór o plan rozwoju Gietrzwałdu: stać się Lourdes czy strefą przemysłową?
  • STANOWISKO W SPRAWIE PROJEKTU PLANU OGÓLNEGO GMINY GIETRZWAŁD
  • Awantura w PiS-ie pomiędzy szefem partii w Szczytnie Żuchowskim a poseł Arent
  • Czy Katarzyna K. opłacała Iwonę Arent i wojewodę Mariana P.?
  • R. Zawadzki: "Nie byłem związany z Galwanotechniką w 2014 roku"
  • Tymiński ma pomóc Braunowi w wyborach na Warmii i Mazurach
  • Syn wojewody Radosława Króla (PSL) dostał pracę w starostwie olsztyńskim
  • B. poseł SLD Monika Falej zasiliła kadry WM Specjalnej Strefy Ekonomicznej
  • Zobacz jakie premie dostali prezesi spółek miejskich w Olsztynie

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.