Sąd skazał W. Winiarską za wyłudzenie statusu działacza opozycji antykomunistycznej
- Szczegóły
- Opublikowano: poniedziałek, 16 marzec 2026 08:55
- Adam Jerzy Socha
Sędzia Sądu Rejonowego w Olsztynie Mirella Sprawka ogłosiła w poniedziałek 16 marca wyrok. Władysławę Winiarską skazała na łączną karę 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata oraz orzekła zwrot wyłudzonej kwoty 24 710,68 zł z Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych.
Osoby, które Winiarskiej podpisywały fałszywe oświadczenia, potwierdzające jej działalność podziemną w latach 1982-1989 sąd skazał na następujące kary:
Głównego "naganiacza" Winiarskiej do podpisywania jej fałszywych oświadczeń Wiesława B. skazała na 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 1 rok. i karę grzywny w wysokości 1 000 zł.
Jana Zygmunta M., który nie przyznał się do winy oraz Zofię D., koleżankę Winiarskiej z banku, która też nie przyznała się do winy, na karę łączną 7 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 1 rok i 1000 zł grzywny.
Jana M. ze Szczytna, brata Władysławy Winiarskiej, który też nie przyznał się do winy, sąd skazał na 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 1 rok i 1000 zł grzywny.
Wobec pozostałych oskarżonych, którzy przyznali się do winy już na etapie postępowania administracyjnego, sędzia zastosowała nadzwyczajne złagodzenie kary:
Tadeuszowi P. i Andrzejowi Gierczakowi wymierzyła karę grzywny w wysokości 500 zł., Lechowi Ś. - 600 zł.
Wyrok nie jest prawomocny.
UZASADNIENIE ustne wyroku
W ocenie sądu cały zebrany w sprawie materiał dowodowy pozwolił na to, żeby przypisać oskarżonym popełnienie zarzucanych im czynów.
Sąd nie dał wiary wyjaśnieniom oskarżonych w zakresie w jakim nie przyznawali się oni do zarzutów. Trzeba przy tym podkreślić, że część z nich, choć nie przyznawała się do zarzutów, to tak naprawdę nie kwestionowała czy rzeczywiście te oświadczenia zawierały nieprawdę, jak i ich zeznania złożone w toku postępowania administracyjnego.
W szczególności sąd nie dał wiary wyjaśnieniom oskarżonej Władysławy Winiarskiej odnośnie tego, kiedy wskazywała ona jak to w okresie od roku 1980 do 1989, zajmowała się działalnością podziemną, działała w nielegalnych wówczas strukturach Solidarności. Trzeba wskazać, że te jej wyjaśnienia były sprzeczne z dowodami zebranymi w sprawie.
Przede wszystkim z tymi, które zawnioskowane zostały przez prokuratora. Co istotne, jeden z oskarżonych, który początkowo wspierał wersję pani Władysławy Zofii Winiarskiej i który próbował jej pomóc, ażeby uzyskała status opozycjonisty, oskarżony Lech Ś. jeszcze na etapie postępowania administracyjnego przyznał się do tego, że tak naprawdę to oświadczenie, w którym potwierdził, że był świadkiem tego, że pani Winiarska taką działalność prowadziła, to było oświadczenie, które zawierało nieprawdę. Z jego drugich zeznań złożonych w czasie tego postępowania wynika, że został namówiony przez panią oskarżoną do złożenia takiego oświadczenia, że jego treść była właściwie przygotowana przez nią, a tak naprawdę to poznał ją dopiero w latach dziewięćdziesiątych.
W ocenie sądu ta relacja pana Ś., później też składana w charakterze wyjaśnień oskarżonego, jawi się jako bardzo wiarygodna, logiczna. Sam oskarżony nie miał żadnego powodu, ażeby w tym zakresie wyjaśniać nieprawdę i aby bezpodstawnie obciążać panią Winiarską. Zwłaszcza, że również te jego wcześniejsze oświadczenia i zeznania i teraz ich zmiana, narażała go na odpowiedzialność karną, co zresztą się stało, bo też jest jednym z oskarżonych w tej sprawie.
Stanowisko pana Lecha Ś., jego zeznania, kolejne wyjaśnienia również znalazły potwierdzenie w relacjach pozostałych oskarżonych. Może nie wszystkich oskarżonych, ale tych, którzy w zasadzie wycofali się z tych początkowych twierdzeń, w których wskazywali oni, że znają panią Winiarską z tego najwcześniejszego okresu, jako działaczkę podziemia.
Tu trzeba zwrócić uwagę również na wyjaśnienia oskarżonego Andrzeja Gierczaka, który co prawda nie przyznawał się do zarzutu, ale jednocześnie podkreślał, że tak naprawdę on nie znał pani Winiarskiej przed 1989 rokiem wbrew temu, co poświadczył w swoim oświadczeniu. I też tak naprawdę nie mógł wiedzieć, kto z tej drukarni, jeśli była tam rzeczywiście prowadzona drukarnia [w piwnicy domu Andrzeja Gierczaka], a na to wszystko wskazuje, kto z niej te ulotki brał, a kto nie brał.
Mimo tego podpisał on oświadczenie o innej treści. Podobnie tę wersję potwierdzają również wyjaśnienia pana Tadeusza P., który pierwotnie złożył takie oświadczenie, które potwierdzało tę działalność, a następnie się z niego wycofał. Te relacje tych oskarżonych jawią się jako logiczne, obiektywne. Znajdują też wsparcie w zeznaniach świadków przesłuchiwanych w prokuraturze, zwłaszcza tych, którzy byli zawnioskowani przez prokuratora i byli przesłuchiwani również w postępowaniu przygotowawczym, ale także przez ten sąd.
Wyjaśnienia oskarżonej i też tych pozostałych oskarżonych, którzy do końca nie wycofali się z tego swojego stanowiska, ale zwłaszcza oskarżonej pani Winiarskiej, jak i oskarżonej pani Zofii D., pojawiają się w ocenie sądu również jako takie nielogiczne. Oprócz tego, że są po prostu sprzeczne z tym pozostałym materiałem, któremu sąd dał wiarę i są też niewiarygodne w świetle zasad doświadczenia życiowego.
Dziwna jest sytuacja, że przez ten okres [do 2018 roku] , dopóki pani Winiarska nie starała się o uzyskanie tego statusu, nikt tak naprawdę o jej działalności nie wiedział. W żadnych publikacjach jej nazwisko się nie pojawiało, a panie w swoich relacjach wskazywały, że ta działalność była niezwykle szeroka. Właściwie wydawałoby się z tych relacji, że to były główne opozycjonistki tutaj na terenie Olsztyna.
Dziwnym też się wydaje, że skoro prowadziło się, tak jak one twierdzą, takie akcje jak obserwacja budynku KW PZPR, obklejanie go plakatami w tamtych czasach stanu wojennego, rozrzucanie tam ulotek, to trochę dziwnym też się wydaje, że ta ich działalność nigdy nie została wykryta.
Jako niewiarygodne sąd uznał ich stanowisko wskazujące na to, że również miały powielać te przecież tajne informacje na jakichś drukarkach, powielaczach, które działały w banku [Banku Gospodarki Żywnościowej].
Albo też, że te ulotki były przekazywane, jak pani Winiarska wskazywała i też jej świadkowie, którzy raptem się pojawili również w tym postępowaniu sądowym, też wskazywała na to, że tak naprawdę rozdawała ulotki, za które przecież można było mieć duże represje w okresie stanu wojennego, że ona rozdawała je osobom, z którymi miała tylko stosunki służbowe, bo przychodzili oni do banku i byli tylko jej klientami, nie znali się bliżej.
To jest jakby dodatkowy argument na to, wśród tych pozostałych dowodów jednoznacznie wskazujących, że brak jest dowodów, żeby taka działalność, zwłaszcza w zakresie takim, jak została podana tam w oświadczeniu i wniosku, miała miejsce.
Wszystko to doprowadziło do tego, że sąd uznał oskarżonych winnymi popełnienia zarzucanych czynów. Co do tych czynów, które miały charakter pomocnictwa zarzuconych oskarżonym pozostałym niż pani Winiarska, to sąd uznał, że z uwagi na to, że było to pomocnictwo i tak naprawdę te osoby z tego korzyści żadnej nie odniosły, no to sąd tutaj zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary i zastosował karę łagodniejszą. Przy tym też najłagodniej sąd potraktował te osoby, które jednak na pewnym etapie postępowania postanowiły wskazać, jak było naprawdę i wycofać się z tych pierwotnych oświadczeń i opowiedzieć, jak to było naprawdę.
Chodziło tu o pana Lecha Ś. w szczególności. Tutaj też w tym zakresie sąd uznał, że wystarczającą będzie tu kara grzywny, zresztą najłagodniejsza jaką można było tutaj zastosować, bo innych możliwości przy takim zagrożeniu karnym nie można było tutaj uwzględnić, bo wszystkie te czyny są zagrożone karą od 6 miesięcy pozbawienia wolności do 8 lat. Tak więc stosując nawet to nadzwyczajne złagodzenie była to tylko taka możliwość.
Oczywiście tam, gdzie wymierzono karę pozbawienia wolności, sąd uznał, że wszyscy oskarżeni zasługują na warunkowe zawieszenie tych kar. Są to osoby niekarane do tej pory, więc wydaje się, że tutaj rzeczywiście tę instytucję można zastosować. W ostatnich punktach sąd obciążył panią Winiarską kosztami postępowania, ale tylko w tej części, która odpowiada ilości przedstawionych jej zarzutów i przypisanych jej czynów.
Natomiast pozostałych oskarżonych, których sytuacja finansowa jest gorsza, to sąd zwolnił od kosztów sądowych. Oczywiście wyrok jest nieprawomocny. Przysługuje od niego apelacja.
Poniżej wczesniejszy mój tekst
Mimo że oskarżoną była Władysława Winiarska i weterani olsztyńskiej „S”, to w mowach końcowych 2 marca oskarżeni zwracali się nie do Wysokiego Sądu, tylko do mnie; oskarżając, iż to z powodu moich artykułów znaleźli się na ławie oskarżonych. W ich narracji prokurator spisał duże fragmenty z moich tekstów pt. „Bohaterka olsztyńskiej Solidarności czy mitomanka?” i na nich oparł akt oskarżenia. Wnieśli o uniewinnienie.
Proces zaczął się 24 lipca 2025 roku a w poniedziałek 2 marca sędzia Sądu Rejonowego w Olsztynie Mirella Sprawka zamknęła go. Ogłoszenie wyroku nastąpi 16 marca o godz. 14.00, w sali 101.
Władysława Winiarska oskarżona została o wyłudzenie z Urzędu ds Kombatantów i Osób Represjonowanych statusu działacza opozycji antykomunistycznej od 13 grudnia 1981 do 4 czerwca 1989, wyłudzenie od rzeczywiście represjonowanych działaczy „S” i innych osób, fałszywych oświadczeń potwierdzających jej działalność oraz za składanie fałszywych zeznań. Ci działacze, za podpisanie takich poświadczeń, a także składanie fałszywych zeznań, też zasiedli obok Winiarskiej na ławie oskarżonych.
Prokurator wniosła o kary pozbawienia wolności
Prokurator 2 marca ograniczyła się do odczytania suchego wniosku o uznanie oskarżonych winnymi zarzuconych im czynów i wymierzenie Władysławie Winiarskiej łącznej kary 1. roku pozbawienia wolności, warunkowo zawieszonej na 3 lata, obowiązku informowania w tym czasie kuratora sądowego oraz sądu o przebiegu próby oraz naprawienia szkody w całości (czyli zwrócenia wypłacanego z Urzędu ds. Kombatantów świadczenia pieniężnego, które od 1 marca 2026 roku wynosi 1 978,49 zł miesięcznie).
Dla Wiesława B. (przewodniczącego Zarządu Regionu „S” w Olsztynie po 1990 roku, który pomagał Winiarskiej w wyszukiwaniu działaczy „S” do podpisania oświadczenia) - kary łącznej 1. roku pozbawienia wolności, warunkowo zawieszonej na 3 lata, a dla pozostałych oskarżonych: Zofii D. (koleżanki Winiarskiej z Banku Gospodarki Żywnościowej), Jana M. (brata Winiarskiej ze Szczytna), Jana Zygmunta M. (przewodniczącego KZ „S” w OZOS-ie po 1990 roku), Lecha Ś. (pracownika ZR „S” po 1990 roku), Tadeusza P. (internowanego w stanie wojennym działacza KZ „S” w ART) i Andrzeja Gierczaka (przewodniczącego KZ „S” na PKP w Olsztynie, internowanego w stanie wojennym) – kary 6 miesięcy pozbawienia wolności, warunkowo zawieszonej na okres lat 2.
Jako że młoda prokurator, nie wyszła poza ten suchy komunikat oraz nie odniosła się ani słowem do bałamutnych zeznań świadków Winiarskiej (nie mogła się odnieść, bo po raz pierwszy pojawiła się na sali rozpraw), przytoczę zarzuty z aktu oskarżenia wniesionego do sądu:
„Cynicznie wykorzystała upływ czasu...”
Prokurator ustalił, że Władysława Winiarska w 2018 roku zaczęła nawiązywać kontakty z osobami faktycznie zaangażowanymi w latach 80. w działalność opozycji antykomunistycznej, aranżując z nimi rozmowy na temat ”S” i wypowiadając się w taki sposób, jakby osobiście brała udział w tych wydarzeniach. Robiła to z pełną świadomością, że przedstawia nieprawdę, jednak wykorzystała fakt, że zdarzenia te miały miejsce przed niemal 40 laty i ewentualne wątpliwości rozmówców zrzucała na karb ich niepamięci. Osobom, które były niepewne okoliczności rzekomego prowadzenia przez nią działalności opozycyjnej sama dyktowała oświadczenia (jak Tadeuszowi P., któremu mówiła, "Tadek, nie pamiętasz, jak razem działaliśmy?"). Wykorzystała fakt, że po roku 1990 była księgową Zarządu Regionu „S” w Olsztynie i swoją działalność w tym okresie rozciągnęła na lata 80. XX wieku.
„Cynicznie wykorzystała upływ czasu i społeczny szacunek dla osób prowadzących w latach 80. działalność antykomunistyczną w celu osiągnięcia nienależnej jej korzyści majątkowej w postaci świadczeń pieniężnych” – czytamy w akcie oskarżenia.
W śledztwie ustalono, że większość oświadczeń została sporządzonych przez samą Winiarską, która następnie podsuwała je do podpisu.
Oświadczenia te zbierała w okresie od września do grudnia 2018 roku. Status działacza opozycji antykomunistycznej uzyskała 19 kwietnia 2019 roku. W 2020 roku Władysław Kałudziński, przewodniczący Wojewódzkiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozycji Antykomunistycznej oraz Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych w Olsztynie przy wojewodzie, poprosił mnie w swoim w imieniu oraz członków komisji, autentycznych działaczy podziemia, represjonowanych w stanie wojennym o zbadanie prawdziwości opisu działalności w podziemiu, który Winiarska złożyła do Urzędu ds Kombatantów oraz oświadczeń osób, które tę działalność jej potwierdziły. Wcześniej, żadnej informacji na jej temat nie znaleziono w IPN. Członkowie Komisji byli oburzeni nadaniem Winiarskiej, przez prezesa Urzędu, statusu działacza opozycji antykomunistycznej, po tym, jak Komisja zaopiniowała negatywnie jej wniosek, jako pozbawiony podstaw.
Podjąłem się tego zadania, tym bardziej, że sam działając w opozycji olsztyńskiej, następnie jako dziennikarz Radia Olsztyn, realizowałem dźwiękową historię olsztyńskiej „S” nagrałem rozmowy z ogromną liczbą działaczy „S” oraz z historykami badającymi dzieje „S”, których książki przestudiowałem, tak jak i archiwa IPN i ani razu nie pojawiło się w nich nazwisko Winiarskiej. Osobiście poznałem ją, gdy w 1990 roku zostałem zatrudniony jako redaktor naczelny biuletynu Zarządu Regionu „S” - ”Rezonans” a po mnie Winiarska przeszła do Zarządu z Banku Gospodarki Żywnościowej na księgową.
Moje skrupulatne i wszechstronnie badania opublikowałem w serii czterech artykułów pt. "Bohaterka podziemnej Solidarności czy mitomanka” oraz „To agent SB drukował w piwnicy działacza „Solidarności”
Bohaterka olsztyńskiego podziemia „Solidarności” czy mitomanka? (cz.I)
Bohaterka olsztyńskiego podziemia „S” czy mitomanka (cz.II)?
Bohaterka olsztyńskiego podziemia „S” czy mitomanka? (Cz. III)
To konfident SB zorganizował drukarnię w domu działacza „Solidarności (Andrzeja Gierczaka)”
Komisja wystąpiła do prezesa Urzędu o cofnięcie Winiarskiej statusu, załączając do wniosku moje teksty. Prezes wszczął nadzwyczajne postępowania administracyjnego. Część osób, które podpisały Winiarskiej oświadczenie, uświadomione, że będą odpowiadać za składanie fałszywych zeznań, zmieniła je lub całkowicie się z nich wycofała.
Cała piramida kłamstw, którą zbudowała Winiarska, runęła z tego powodu, że Winiarska oparła ją na osobie Lecha Ś. i Andrzeju Gierczaku. Zbudowała w oparciu o nich następującą opowieść. Jako pracownica Banku Gospodarki Żywnościowej i członek KZ "S" po ogłoszeniu stanu wojennego nie zaprzestała działalności i wraz z koleżanką Zofią D. skontaktowała się z Lechem Ś., przewodniczącym KZ "S" w Metalowej Spółdzielni Inwalidów im. F. Nowowiejskiego w Barczewie oraz z Wiesławem B., kierowcą z Zakładów Mięsnych, członkiem Zarządu Regionu "S" i Stanisławem Mackiewiczem ze Spomaszu, wiceprzewodniczącym ZR "S", po wyjściu tych osób z internowania
Wiesław B. miał ją skontaktować z maszynistą kolejowym, wiceprzewodniczacym KZ "S" na PKP Michałem Kwiatkowskim. Od 1983 lub 84 roku Lech Ś. woził ją i Zofię D. regularnie, aż do 1989 roku na Dworzec Główny PKP, tam odbierała ulotki przywiezione przez maszynistę Kwiatkowskiego z Gdańska, następnie Lech Ś. zawoził panie pod dom Gierczaka (zawsze nocą), tam Winiarska przekazywała ulotki, które w piwnicy powielał drukarz. Powielone przekazywała ks. Julianowi Żołnierkiewiczowi, proboszczowi parafii NSPJ w Olsztynie, po Mszy św. niedzielnej, a następnie ksiądz rozprowadzał bibułę wśród opozycjonistów, którzy przychodzili do niego na plebanię po Mszy.
Oprócz tego wraz z Zofią D. rozrzucały część ulotek po Olsztynie, w tym regularnie zostawiały je w ubikacji KW PZPR, bo w bufecie komitetu codziennie jadły śniadanie (budynek KW PZPR sąsiaduje z BGŻ). Część ulotek woziły do Szczytna. Ponadto malowały hasła i naklejały plakaty na murach, w tym na murze KW PZPR, uczestniczyły w marszach i demonstracjach ulicznych. I przez tyle lat SB nie trafiła na ich trop!
Ta opowieść runęła, gdy Lech Ś. zeznał, że nie tylko nie działał z Winiarską w okresie po 13 grudnia 1981 do 4 czerwca 1989 roku, ale w ogóle nie konspirował w tym okresie. Natomiast Andrzej Gierczak udostępnił swoją piwnicę do drukowania "bibuły", ale w 1987 roku a nie w 1983, do tego nie wiedział komu i co ten człowiek drukował i dla kogo?
Natomiast Winiarska twierdzi, że od tego drukarza odbierała ulotki od "1983 lub 1984 roku". Szkopuł w tym, że odkryłem, iż tym "drukarzem" był najwydajniejszy i najlepiej opłacany kapuś SB, wieczny student geodezji ART (1980-1990) Roman Kosiorek. Jak wyznał mi sam Kosiorek, wydrukowane, powielone "Rezonanse" przekazane mu przez SB, zabierał do Kortowa, by przed studentami i olsztyńską opozycją uwiarygodniać się jako wielki opozycjonista. Gdy SB uznała, że osiągnął swój cel, 28 kwietnia 1988 roku esbecy wkroczyli do domu Gierczaka z rewizją i od tego dnia Kosiorek się więcej u niego nie pojawił ani nikt inny.
To konfident SB zorganizował drukarnię w domu działacza „Solidarności (Andrzeja Gierczaka)”
Nie przesłuchano maszynisty PKP Michała Kwiatkowskiego, bo zmarł 11 września 2021 roku. Jego oświadczenie datowane jest na 23 kwietnia 2021 roku, zostało przesłane przez Winiarską do Urzędu już po jego śmierci tj. dopiero 7 października 2021. Zdaniem Urzędu to nie był przypadek.
Mnie się udało porozmawiać z Michałem Kwiatkowskim przed jego śmiercią. Powiedział, że ma problemy z pamięcią i nie kojarzy takiej kobiety. Potwierdził, że przywoził ulotki ze strajkującej w sierpniu 1980 roku Stoczni Gdańskiej, ale po przeprowadzonej z nim rozmowie ostrzegawczej w dyrekcji już nigdy więcej tego nie robił. Po ogłoszeniu stanu wojennego jako wiceprzewodniczący KZ „S” najpierw przez kilka dni się ukrywał (przewodniczący Andrzej Gierczak został internowany), a następnie zgłosił się do dyrekcji i po rozmowie z nim oficera SB, pozwolono mu dalej pracować.
Nie przesłuchano też zmarłego 23 grudnia 2020 roku Stanisława Mackiewicza, wiceprzewodniczącego Zarządu Regionu „S”. Zostały jego wspomnienia drukowane w „Debacie”. Napisał, że po wyjściu z internowania był cały czas prześladowany, często wzywany na przesłuchania, esbecy wpadali do niego do mieszkania z rewizjami, był izolowany w pracy w Spomaszu. Ani słowem nie wspomniał, że podjął jakąkolwiek działalność konspiracyjną. Zaszczuty wyemigrował z rodziną do USA w 1983 roku. Powrócił z emigracji u schyłku życia, schorowany, z problemami z pamięcią, podpisał podsunięte oświadczenie wraz z Wiesławem B. i Lechem Ś.
W jego oświadczeniu dla Winiarskiej napisano: „Wiem, że współpracowała z Lechem Ś (…) w zakresie kolportażu ulotek, przekazywania ustaleń Zarządu (…)”.
Lech Ś. do 13 grudnia 1981 roku przewodniczący KZ „S” w Metalowej Spółdzielni Inwalidów im. F. Nowowiejskiego w Barczewie zeznał, że złożył niezgodne z prawdą oświadczenie, gdyż kierował się chęcią pomocy Winiarskiej w uzyskaniu statusu i świadczenia pieniężnego (Winiarska jako była główna księgowa w ZR „S” w latach 1991-97, a następnie do emerytury w SM „Pojezierze” nie „klepie biedy”, stać ją było na kupno domu w Dajtkach – przypis A.Socha).
Oświadczenia nawet nie czytał, tylko przygotowane przez Winiarską podpisał wraz z Wiesławem B. i Stanisławem Mackiewiczem w jej biurze. Winiarską poznał dopiero jak zaczął pracę w ZR „S” po 1990 roku. Oświadczył, że od 13 grudnia 1981 do 1989 roku nie prowadził żadnej działalności, gdyż jego zakład był zmilitaryzowany, on był ściśle inwigilowany, miał małe dzieci, więc nie ryzykował uwięzienia.
Zofia D., przyjaciółka Winiarskiej z banku, w oświadczeniu z 2018 roku twierdziła, że Lech Ś był najważniejszym współpracownikiem Winiarskiej i jej w podziemiu i opisała ze szczegółami przebieg tej współpracy. Natomiast przesłuchana w postępowaniu nadzwyczajnym w 2019 roku, po tym, jak Lech Ś wycofał się ze swojego oświadczenia, Zofia D. stwierdziła, że nic nie wie o współpracy Winiarskiej z Lechem Ś. Lecha Ś poznały dopiero po 1990 roku, gdy robił w BGŻ szkolenia z zakresu BHP. Miejsce Lecha, w jej zeznaniu, zajął zmarły maszynista Michał Kwiatkowski, jako główny współpracownik pań.
Urząd uznał za niewiarygodną jej opowieść, iż wraz z Winiarską zostawiały ulotki w toalecie KW PZPR, w ten sposób, że „zwijały je w papier toaletowy”, rozrzucały ulotki przed KW PZPR i w drodze do parku oraz rozklejały plakaty i karykatury opozycyjne na bocznej ścianie budynku KW PZPR. „Opis ten brzmi niewiarygodnie biorąc pod uwagę ówczesne warunki oraz wysoki poziom inwigilacji społeczeństwa przez SB” – czytamy w protokole.
Natomiast Winiarska zeznała, że wraz z Zofią D. nawiązała kontakt z Lechem Ś. po ogłoszeniu stanu wojennego „on nam pomagał, uczył, przekazywał informacje jak organizować spotkania z byłymi solidarnościowcami. W kilku spotkaniach uczestniczył, nawiązała się współpraca (,,.) ja odbierałam ulotki z Panem Lechem Ś., jego samochodem podjeżdżaliśmy pod drukarnię, która mieściła się u Pana Andrzeja Gierczaka na Dajtkach, zawsze było to w nocy. Pierwszy raz trafiłam tu w 1983 lub 1984 rok (…). Razem z panem Ś. odbierałam ulotki i zanosiliśmy je do ks. J. Żołnierkiewicza (…). Najściślej współpracowałam z panią Zofią D. i Lechem Ś".
Kłamca wpada na swoim kłamstwie, gdyż nie jest w stanie dokładnie powtórzyć po raz kolejny swoją wersję. Np. Winiarska twierdziła, że bez przerwy Lech Ś. woził ją autem, najpierw na Dworzec Główny PKP, po odbiór ulotek od maszynisty Michała Kwiatkowskiego, następnie z tymi ulotkani i ryzami papieru wyniesionymi z BGŻ wiózł ją pod dom Andrzeja Gierczaka, gdzie drukarz w piwnicy przekazane ulotki powielał i powielone jej przekazywał, a ona je z Zofią D. roznosiła po całym Olsztynie, zostawiały ich część w toalecie KW PZPR, część przekazywała ks. Julianowi Żołnierkiewiczowi.
Natomiast Andrzej Gierczak zeznał, że pewnego dnia w w 2018 roku w osiedlowym sklepiku na Dajtkach podeszła do niego Winiarska i zagadała: "Muszę do Ciebie wpaść, mam sprawę, podaj mi swój adres".
Jak to możliwe, że rzekomo jeżdżąc dziesiątki, jeśli nie setki razy do domu Gierczaka, od 1983 lub 84 do 1989 roku, nie wiedziała gdzie Gierczak mieszka?
Wiesław B., który pomagał Winiarskiej w uzyskaniu statusu, przesłuchany w postępowaniu nadzwyczajnym też zanegował w znacznej mierze swoje oświadczenie. Zeznał, że jego kontakty z Winiarską ograniczyły się do udzielania porad dotyczących sposobu organizacji związku w zakładzie pracy (Wiesław B., kierowca w Zakładzie Mięsnym, wznowił działalność związkową w 1987 roku – przypis Adam S.) i sporadycznych spotkań w Kościele NSPJ przy ul. Kopernika. Nie dawał jej ulotek. Stanowczo zaprzeczył, by kontaktował Winiarską z maszynistą Michałem Kwiatkowskim i organizował przekazywanie przez niego ulotek – jak twierdziła Winiarska.
Andrzej Gierczak, przewodniczący KZ „S” PKP w Olsztynie, internowany, po wyjściu działał podziemiu, za co był represjonowany, zeznał, że poznał Winiarską dopiero w latach 1989-90 i nie ma żadnej wiedzy na temat jej działalności w opozycji antykomunistycznej przed 1989 rokiem. Przyznał, że do podpisania pisemnego oświadczenia, które zawierało nieprawdziwą informację, iż miał ją znać jako osobę prowadzącą działalność w opozycji antykomunistycznej przed 1989 roku, został nakłoniony przez Winiarską: „Ona naciskała na to”.
Jan Zygmunt M. emerytowany przewodniczący KZ „S” w OZOSie po 1990 roku plątał się w swoich zeznaniach. Już nie twierdził, jak w oświadczeniu, że otrzymywał od Winiarskiej ulotki raz w miesiącu, lecz że „czasami wymieniali się ulotkami”.. Raz Jan M. twierdził, że „nigdy nie miałem z tą panią kontaktów a z Zofią D. też jedynie czasami wymienialiśmy się ulotkami i przywoziłem Winiarskiej klej ze swojego zakładu”. Dalej zeznawał, że „w latach 1982-1987/88 spotykał Winiarską, czasami było to tydzień w tydzień, a czasami miesiąc się nie widzieliśmy”. Twierdził, że spotkań z nią mogło być 30 razy. W postępowaniu zwyczajnym zeznawał, że wie od Lecha Ś., że odbierał wraz z Winiarską ulotki z drukarni Gierczaka, a w postępowaniu nadzwyczajnym, że wiedział o tym od samej Winiarskiej. W oświadczeniu z 6 grudnia 2018 roku oraz przesłuchany 1 marca 2019 roku twierdził, że odbierał ulotki od Winiarskiej w kościele, gdzie „miała ona prowadzić kolportaż”, a w nadzwyczajnym postępowaniu w sierpniu 2019 roku temu zaprzeczył.
Elektromonter Jan M. ze Szczytna zeznał, że otrzymywał od Winiarskiej ulotki raz w miesiącu w plikach po 100-500 sztuk. Po zwolnieniu dyscyplinarnym w 1982 roku już nie prowadził działalności opozycyjnej. Natomiast w artykule prasowym twierdził, że otrzymywał od Winiarskiej ulotki w stanie wojennym, gdy to się wydało został w 1982 roku zwolniony z pracy, a potem już nie kolportował, bo był obserwowany. Nie ma śladu w archiwach IPN na temat Jana M. i jego rzekomego zwolnienia dyscyplinarnego z powodu ulotek, a takie zdarzenie musiałoby być odnotowane przez służby. Natomiast Winiarska twierdziła, że woziła ulotki wraz z Zofią D. do Szczytna, do Jana M. przez całe lata 80.
Urzędnicy, którzy ich przesłuchiwali, podkreślili, że Winiarska i Jan M. ukryli przed nimi, że są rodzeństwem.
Tadeusz P., pracownik ART, członek Zarządu Regionu „S” i delegat na I Krajowy Zjazd „S” w 1981 roku, nie zgłosił się na przesłuchania. W oświadczeniu potwierdził, że znał Winiarską w latach 1980-1981, ale że wyemigrował do USA w 1983 roku, to nic nie wie o jej działalności po tym roku.
Po analizie dokumentów oraz po dwukrotnych przesłuchaniach, prezes Urzędu ds kombatantów odebrał Winiarskiej status działacza opozycji. Jednocześnie złożył zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu wyłudzeniu świadczeń i złożenia fałszywych zeznań przez Winiarską i jej świadków.
Prokuratur: winni są także działacze "S"
Prokurator ustalił, że osoby, które podpisały jej oświadczenia były przez nią inspirowane i częściowo zostały zmanipulowane, jednak wina leży także po ich stronie. Podpisali oświadczenia mimo, że albo sami nie prowadzili w latach 80. żadnych działań, albo w ogóle z takich działań Winiarskiej nie pamiętali. Mieli przy tym świadomość w jakim celu chce Winiarska uzyskać od nich podpisy, a więc udzielili jej pomocy w oszustwie – ocenił prokurator.
Na niekorzyść podejrzanych działa też to, że podejrzani podczas przesłuchań w postępowaniu administracyjnym, świadomie złożyli fałszywe zeznania, z jednej strony chcąc „pomóc” Winiarskiej, a z drugiej strony chcąc prawdopodobnie zachować wiarygodność i swoje dobre imię.
Władysława Winiarska przesłuchana przez prokuratora jako podejrzana, nie przyznała się do winy, odmówiła złożenia wyjaśnień i odpowiedzi na pytania.
„Władysława W. nie spełniała żadnego kryterium ustawy”
Prokurator na podstawie zgromadzonego materiału uznał, że Władysława W. nie spełniła żadnego kryterium wymienionego w ustawie z 20 marca 2015r. o działaczach opozycji antykomunistycznej oraz osobach represjonowanych z powodów politycznych”.
„Prokurator powołał tylko trzech świadków...”
Ostatnie słowo obrońców oskarżonych i samych oskarżonych
Jako pierwszy głos na ostatniej rozprawie 2 marca zabrał mec. Michał Lubieniecki. Wniósł o uniewinnienie swojego klienta Wiesława B. Argumentował, że prokurator powołał tylko trzech świadków: red. Adama Sochę, którego „artykuły zostały rozdmuchane i skierowane do prokuratury”.
- Redaktor powołał się na rozmowy z wieloma działaczami „S”, ale prokurator z tego grona powołał na świadka, oprócz red. Sochy, urzędnika z Urzędu ds. Kombatantów oraz Danutę Gulko, jako jedyną działaczkę podziemia, represjonowaną opozycjonistkę - wytykał obrońca. - Natomiast oskarżona powołała cały szereg świadków, którzy potwierdzili współpracę z nią w podziemiu: Jerzego Gosiewskiego z Mrągowa, który zeznał, że znał oskarżoną przed i po wprowadzeniu stanu wojennego, gdyż jako pracownica banku obsługiwała Lasy Państwowe. Winiarska w tym banku przekazywała mu ulotki w w latach 1982-1989, Gosiewski brał udział w spotkaniach z Winiarską i Zofią D., rozmawiali, o planach protestów, marszach w drugiej połowie lat 80. XX wieku.
[Jak leśniczy z Mrągowa mógł obsługiwać konto Nadleśnictwa Mrągowo w BGŻ w Olsztynie? Ten „konspirator” zapisał się w 1987 roku do PZPR i awansował na Nadleśniczego – przypis A.Socha]
- Świadek Leszek Bubel zeznał, że w 1984 roku pani Winiarska była u niego kilkanaście razy po ulotki. Sam je redagował na podstawie swoich tekstów, informacji z Radia Wolna Europa i Głosu Ameryki oraz drukował po tysiąc - dwa tysiące egzemplarzy. Pani Winiarska brała ich tyle, że nie mieściły się jej w torbie - cytował mec. Lubieniecki. - Świadek Marek Żejmo też wskazał, że w BGŻ otrzymywał od pani Winiarskiej ulotki, co by potwierdzało, że W. Winiarska faktycznie się tym zajmowała – kontynuował adw. Lubieniecki. - Świadek Kazimierz Winiarski, mąż oskarżonej zeznał, że woził żonę autem na dworzec PKP w Olsztynie, żona odbierała ulotki od kolejarzy, a także z innych miejsc, z bloków w okolicach SM „Pojezierze”, wyjeżdżała po ulotki do Warszawy - uzasadnił wniosek mec. Lubieniecki.
Mec. Marek Lewandowski reprezentujący Lecha Ś. zwrócił uwagę na jego zasługi jako działacza „S” i opozycjonisty oraz ciężki stan zdrowia i wniósł, w razie uznania jego winy, o jak najmniejszy wymiar kary.
Najdłuższą, półgodzinną mowę obrończą miała bohaterka procesu Władysława Winiarska.
Skupiła się głównie na moich artykułach. Twierdziła, że prokurator w akcie oskarżenia przepisał całe fragmentu moich tekstów, które w jej ocenie zawierają liczne manipulacje i nieprawdziwe informacje na jej temat.
Winiarska szczególnie długo rozwodziła się nad kwestią, od kiedy datuje się moja z nią znajomość, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Twierdziła, że poznałem ją w domu jej brata Jana M. w Szczytnie, w latach 80. XX wieku. Owszem byłem w jego domu jednorodzinnym, gdy pisałem o nim tekst interwencyjny w związku z jego zwolnieniem dyscyplinarnym z Fermy Lisów we Wiartlu pod Szczytnem. Ale zapamiętałem tylko jego a nie inne osoby, które w tym dniu mogły tam przebywać. Skoro rzekomo wówczas ją u brata poznałem, to dlaczego w pierwszej rozmowie ze mną w 2020 roku, w której wysłuchałem jej opowieści o rzekomej działalności w podziemiu, powiedział tak:
„woziłam ulotki do Szczytna, do pana Jana M., jeździłam z Zofią D. Pana M. znałam z Zarządu Regionu Solidarności”.
Czy śp. ks. Julian Żołnierkiewicz był kolporterem wydawnictw podziemnych, współpracownikiem Winiarskiej?
Winiarska twierdziła w mowie obrończej, że dowodem na to, że odbierałą ulotki z drukarni Gierczaka i zawoziła po Mszy niedzielnej do śp. ks. Juliana Żołnierkiewicza, proboszcza parafii NSPJ w Olsztynie, kapelana olsztyńskiej „S” jest to, że w życiorysie księdza podano, że prowadził kolportaż wydawnictw podziemnych.
Faktycznie, tak podano w Encyklopedii Solidarności i w Wikipedii (dziwne, że nie ma tam biogramu Winiarskiej, rzekomo czołowej działaczki podziemia?). Jednak w dużej mierze te życiorysy sporządzane były na podstawie tego, co podawali sami ich bohaterowie. Życiorys ks. Żołnierkiewicza weryfikowała historyk IPN Renata Gieszczyńska, autorka rozdziału książki „Region Warmińsko-Mazurski” w: NSZZ „S” 1980-89, t.5 Polska środkowo-wschodnia pod red. Łukasza Kamińskiego i Grzegorza Waligóry, IPN, Warszawa 2010, ale też inni historycy. Ustaliła, że ksiądz był na każdym kroku inwigilowany, toczyło się śledztwo w sprawie 2 mln zł, które grupa działaczy wycofała z konta związku w przedzień stanu wojennego i zdeponowała u księdza, ponadto w tym kościele odbywały się „Msze za Ojczyznę”, na które przychodziła cała olsztyńska opozycja. Toteż parafia ta była naszpikowana szpiclami. Gdyby ksiądz prowadził kolportaż, zwłaszcza, gdyby po niedzielnej Mszy kolporterzy szli na plebanię po ulotki, jak twierdzi Winiarska, to zaraz po wyjściu zostaliby z nimi zatrzymani przez SB, natychmiast wpadłby ksiądz i osoby z nim współpracujące.
Nikt z autentycznych kolporterów nie potwierdził, że ks. Żołnierkiewicz prowadził kolportaż. Nie ma też o tym mowy w książce historyka ks. prof. Andrzeja Kopiczko (Dzieje kościoła i parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynie 1903–2003. Tym bardziej, że ksiądz był od lat 70. zarejestrowany jako TW „Marek” i stale wizytował go w domu parafialnym oficer SB. To na polecenie SB na mszy pogrzebowej studenta Marcina Antonowicza ks. Żołnierkiewicz wzywał żałobników, by na cmentarz pojechali podstawionymi pod kościół autokarami. SB chciała w ten sposób nie dopuścić do marszu konduktu żałobnego przez ulice miasta, co się nie udało. Przy okazji, po wyjściu po Mszy żałobnej z kościoła, Władysław Kałudziński długo szukał w tłumie odważnego, kto z nim poniesie wieniec od „Solidarności”. Wszyscy odmawiali. Dlaczego nie zgłosiła się Winiarska, która rzekomo szła w tym kondukcie? Zaofiarował się w końcu redaktor „Posłańca Warmińskiego” Ryszard Kułakowski.
Ks. Żołnierkiewicz zajmował się organizowaniem pomocy materialnej dla rodzin internowanych i przyjmowaniem transportów z żywnością i środkami higieny z Zachodu. Nie mógł narażać tak ważnej pomocy humanitarnej zajmowaniem się kolportażem.
Winiarska, jak i Jan Zygmunt M. twierdzili, że uczestniczyli w stanie wojennym w „marszach głodowych” w Olsztynie.
Tutaj znów wychodzi na jaw ich nieznajomość historii „Solidarności”. Marsze głodowe miały miejsce w 1981 r. (głównie przełom lipca/sierpnia), zorganizowane były przez Solidarność przeciwko drastycznym brakom żywności i kryzysowi gospodarczemu. Taki kilkutysięczny marsz odbył się też w Olsztynie 5 sierpnia 1981 roku, przeszedł ul. Zwycięstwa (obecnie Al. M. J. Piłsudskiego), więc Winiarska mogła go widzieć z okna BGŻ.
Występujący po Winiarskiej, Jan Zygmunt M. emerytowany przewodniczący KZ „S” w OZOSie (Michelin) po 1990 roku wytknął mi w moich artykułach dwa błędy. Przyznaję, że pomyliłem się podając, iż członek Wojewódzkiej Rady Konsultacyjnej do spraw Działaczy Opozycji Antykomunistycznej oraz Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych Marek Jaskuła weryfikując oświadczenie Winiarskiej, z nim rozmawiał. Natychmiast opublikowałem sprostowanie Jaskuły, które Jan M. na sali sądowej zacytował. Druga pomyłka, że nie mieszkał przy Kościuszki tylko Kołobrzeskiej w Olsztynie. Tylko jakie te pomyłki mają znaczenie dla sprawy ustalenia, czy Winiarska prowadziła działalność podziemną?
Występujący po Winiarskiej jej brat Jan M. ze Szczytna stwierdził, że oskarżenie jest „absurdalne” a jego siostra „przedobrzyła”.
- Przecież wystarczy do Urzędu ds. Kombatantów podać dwóch świadków. Po co aż tylu podała? Może chciała się pochwalić, jak dużo działała? – stwierdził i prosił o uniewinnienie.
Andrzej Gierczak powiedział, że nigdy nie sądził, że po tylu latach działalności w „Solidarności”, po tym jak był internowany, a po wyjściu nadal represjonowany za prowadzenie działalności podziemnej, trafi do sądu jako oskarżony.
- Ktoś chciał zabłysnąć, siebie zaprezentować, nie zawsze jest to rozsądne – komentował Gierczak. - Od początku tej sprawy wyraźnie mówiłem, że owszem, była u mnie w domu drukarnia podziemna, ale powiedziałem tej pani [Winiarskiej], że ja nie prowadziłem kolportażu ani druku. Może odbierała coś z drukarni, ale ja o tym nic nie wiem, dlatego nie rozumiem na jakiej podstawie uznano, że zasługuję na karę? – dziwił się.
- Proszę zrozumieć, że są różne nieporozumienia, różne ludzkie przywary i słabości. Jedni atakują drugich z powodów politycznych, inni z powodu zawiści. Źle się stało, że te sprawy trafiają do sądów, to smutne zjawisko. To godzi w podstawową zasadę człowieczeństwa w dążeniu do prawdy, do miłości i szacunku do drugiego człowieka, bo miłość do Boga i ojczyzny to trzeba mieć w sercu a nie w gębie. Proszę o uniewinnienie - zakończył swoje krótkie wystąpienie.
To był dziwny proces...
Tak go też ocenił Stefan Śnieżko, internowany w stanie wojennym, w wolnej Polsce zastępca prokuratora generalnego, którzy przyszedł na rozprawę. Zdziwiło go, że sędzia przychyliła się do wniosku obrony, mimo jawności procesu z mocy ustawy, żebym jako dziennikarz opuścił salę rozpraw, bo chcą mnie ponownie wezwać na świadka. Prokurator nie oponował. Następnie mijały kolejne wokandy i kolejne miesiące, a sędzia nie powoływała mnie na świadka, aż złożyłem skargę do prezesa sądu i wtedy dopiero sędzia Mirella Sprawka oddaliła wniosek obrony.
Prokurator był całkowicie bierny podczas procesu. Nie zaprotestował, gdy Winiarska nagle zgłosiła na świadków swojej działalności konspiracyjnej osoby, których nazwisk nie podawała w postępowaniu przed Urzędem ds. Kombatantów. Do tego osoby niewiarygodne, o których działalności podziemnej nie ma śladu w archiwach IPN i w książkach historyków.
Tę paradę blagierów otworzył Jerzy Gosiewski, były poseł PiS z Mrągowa, który w 1987 roku zapisał się do PZPR i dzięki temu dostał awans na nadleśniczego, jego konfabulacje były opisywane w mediach. Próbował uzyskać status działacza opozycji, ale jego wniosek nie został potwierdzony przez IPN i przez Komisję przy wojewodzie i został odrzucony.
Skandalista Leszek Bubel, w 1991 roku poseł Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, w 1995 roku jako kandydat na prezydenta Polski zajął ostatnie 13. miejscem z wynikiem 0,04%. Przepadł z kretesem startując też na senatora z Olsztyna w 2019 roku. Twierdził, że zakupił wiele maszyn drukarskich, które przekazał warszawskiemu podziemiu. Tylko, że historyk, autor książki o warszawskim podziemiu solidarnościowym nigdzie nie natknął się na jego nazwisko. Przed sądem w Olsztynie Bubel twierdził, że Winiarska wielokrotnie przyjeżdżała do niego do Warszawy w 1984 roku po ulotki, które on drukował w tysiącach.
Paweł Abramski, najpierw w 1991 poseł KLD, następnie od 1997 senator AWS. Odszedł z polityki w atmosferze skandalu (po informację na ten temat odsyłam do Wikipedii, bo P. Abramski zagroził procesem za informowaniem o wyroku, który uległ zatarciu, tu link:[ https://pl.wikipedia.org/wiki/Pawe%C5%82_Abramski ]. Jeszcze kilkakrotnie próbował powrócić do polityki, m.in. wraz z Winiarską zapisał się do partii śp. Kornela Morawieckiego. Winiarska nawet została szefową w Olsztynie tej kanapowej partyjki, ostatniej w życiu twórcy Solidarności Walczącej, ale cała akcja zakończyłą się jedną wielką klapą. Abramski zeznał, że przywoził z Berlina nielegalne w PRL paczki z książkami i przekazywał Winiarskiej.
Jedynie w tym momencie prokurator się ocknął i po raz pierwszy zapytał, ile razy świadek przekazał te paczki i gdzie?
„Raz - odparł Abramski. - na parkingu w Kortowie".
O tych świadkach napisałem w tekście:
Na procesie Winiarskiej zeznawali Socha, Gulko i b. poseł KLD Abramski. Bubel ukarany grzywną
Winiarska, po Bublu, Gosiewskim i Abramskim powołała na świadka Żejmo
Ostatni świadek Marek Żejmo został prawomocnie skazany za złożenie fałszywego oświadczenia lustracyjnego jako olsztyński radny z listy Czesława Jerzego Małkowskiego. W roku 1980 rozwiódł się, by wziąć fikcyjny ślub z obywatelką RFN i móc mieszkać tam i pracować do 1990 roku. Zeznał, że w latach 80. XX wieku brał kredyty w BGŻ i za każdym razem dostawał od Winiarskiej ulotki.
Dziwne, że Żejmo w swojej książce „Liderzy podziemia Solidarności”, w której na końcu zamieścił setki nazwisk osób działających w podziemiu z Gdańska i Olsztyna, nie umieścił na tej liście Winiarskiej a umieścił mnie!?
Żejmo w sądzie starał się także pozbawić mnie wiarygodności jako dziennikarza, twierdząc, że przeprowadziłem z nim 5-godzinny wywiad, jako autorem książki „Liderzy podziemia Solidarności” i nic z tej rozmowy nie zamieściłem.
Szkopuł w tym, że tę rozmowę nagrywał zarówno Marek Żejmo, jak i ja. Gdybym nie uzyskał tej rozmowy, to nie mógłbym napisać aż 6 artykułów, obficie cytując jego wypowiedzi.
Kim jest Marek Żejmo? Cz.1
Kim jest Marek Żejmo? Cz.2
Kim jest Marek Żejmo? Cz. 3
Kim jest Marek Żejmo? Cz. 4
Kim jest Marek Żejmo? Cz. 5
Kim jest Marek Żejmo? Cz. 6
PRAWDZIWI DRUKARZE I KOLPORTERZY PRASY PODZIEMNEJ
Moje teksty o sprawie Winiarskiej poświęcam autentycznym DRUKARZOM I KOLPORTEROM podziemnej solidarności z Olsztyna. Do tego grona należała śp dr Józefa Mielnik „Ziuta”, skazana na więzienie za druk ulotek ze studentami przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. W więzieniu podtrzymywała na duchu inne więźniarki. Po wyjściu wyrzucono ją z uczelni, na której miała rozpoczęty doktorat z biologii. W końcu dostała pracę laborantki szpitalnej. Nadal prowadziła działalność podziemną, ze swojej skromnej pensji wspierała rodziny aresztowanych za działalność opozycyjną.
Poniżej przedstawiam listę rzeczywistych drukarzy i kolporterów prasy podziemnej w Olsztynie, powstałej na podstawie książek historyków oraz Raportu SB z 1987 roku na temat rozpracowanych grup drukarsko-kolporterskich:
Jak wynika z opracowań historyków, największa skala internowań dotknęła działaczy „S” w woj. olsztyńskim (w przeliczeniu na 10 tys. mieszkańców), społeczeństwo woj. olsztyńskiego było jednym z najbardziej zastraszonych i duża jego część była lojalna wobec władzy komunistycznej, informując milicję i SB o każdym przejawie działalności opozycyjnej. Toteż SB w tym regionie była najbardziej skuteczna w rozbijaniu drukarni wydawnictw podziemnych i siatek kolporterów.
Praktycznie o każdej znalezionej ulotce w miejscu publicznym czy na terenie zakładu, ktoś z agentów, albo zwykłych pracowników czy mieszkańców zawiadamiał milicję.
Pierwszymi aresztowanymi byli pracownicy i studenci ART w Kortowie, którzy po wprowadzeniu stanu wojennego zredagowali i wydrukowali ulotki z protestem. Akcję zainicjował pracownik Tadeusz Poźniak (2,5 roku więzienia), włączyła się Józefa Mielnik (2,5 roku wiezienia), Antoni Jutrzenka-Trzebiatowski (2 lata więzienia) i studenci, członkowie NZS Mirosław Pyszko (1,8 miesięcy pozbawienia wolności, Marek Kaszubski – 1 rok, śp. Wojciech Jaryński – 1 rok, Jan Osiecki 1,3 miesiące, Paulina Beer, Jacek Nowak, Jarosław Kochanek – 1 rok pozbawienia wolności, wszyscy studenci w zawieszeniu.
Inna grupa studentów z ART, czł. NZS Stanisław Piórkowski (2 lata pozbawienia wolności), Wiesław Ciołkowski (1,5 roku więzienia) i Bernardyna Góralczyk (1 rok pozb. wolności) w dniu 17 grudnia 1981 roku na ręcznym powielaczu białkowym „Cyklon” sporządziła 1000 ulotek i następnie dnia rozkolportowali je po Olsztynie przy pomocy jeszcze Mirosława Pyszko, Jarosława Kochanka i Tadeusza Skwarczyńskiego (zarejestrowany po zatrzymaniu jako TW Franciszek).
Pierwszy konspiracyjny „Rezonans” od wprowadzenia stanu wojennego pojawił się w Olsztynie już 14 lutego 1982 z inicjatywy młodego absolwenta Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie (historia), pracownika Zarządu Regionu „S” Kazimierza Wośka, przepisany został przez czł. NZS Henryka Kajata. W druk i kolportaż Rezonansu zaangażowani też byli Ewa i Wojciech Ruszkowscy, Bohdan Kłosiński – nauczyciel w Lamkowie (pomagał mu drugi nauczyciel Bogusław Kaczyński) i Janusz Śliwiński, też z Zarządu Regiony „S”. Przez pewien czas matryce pisała Irena Kurnatowska (sąsiadka szefa wojewódzkiego milicji gen. Kazimierza Dudka przy ul. Radiowej w Olsztynie).
Kazimierz Wosiek nawiązał współpracę z architektem Tadeuszem Adamskim i jego żona Ewą, którzy winietę Rezonansu odlewali w gipsie. Do grupy Adamskiego należeli Teresa Stefanowicz - pisała matryce, dostarczane przez Adamskiego. W kolportaż byli zaangażowani do stycznia 1984 roku: Zb. Rosiński, Zdz. Prot, Roman Rudziński, Barbara Pałubińska.
Bogdan Bachmnura, który stanął na czele Tymczasowego Zarządu Regionu W-M „S” (w skład weszli śp. Zb. Baranowski, Wojciech Ruszkowski, Andrzej Gierczak, śp. Sławomir Olek, śp. Zdzisław Płotek, Zb. Tymoszczyk i Kazimierz Wosiek), przywiózł z Gdańska powielacz i w marcu 1982 roku ulokował go w gospodarstwie rodziny Szuliów w Gutkowie. Tam był drukowany Biuletyn Solidarności oraz Rezonans.
Wkrótce „Rezonans” zaczął też być kolportowany na terenie OZGraf. W wyniku działań SB i posiadania na terenie OZGrafu agentów B, PT i PP, doszło 28 sierpnia 1982 roku do aresztowania całej grupy, na czele z jej organizatorką i dostarczycielką „Rezonansu” Danutą Gulko (skazana na 3 lata i 6 miesięcy więzienia), Romanem Brysiakiem (3 lata więzienia), pracownicami Haliną Pietkiewicz, śp. Agatą Sidor, Ireną Michalską oraz współpracującą z tą grupą pracownicą Szkoły Podstawowej nr 15 Barbarą Nowak w zaawansowanej ciąży, które zostały internowane. Aresztowania nastąpiły na 4 dni przed drugą rocznicą podpisania Porozumień Sierpniowych. Grupa w kolportowanych na terenie OZGRaf ulotkach nawoływała tego dnia do udziału w marszu protestu ulicami Olsztyna. W marszu wzięło udział kilkaset osób.
W kwietniu 1983 aresztowaną cała grupę Bogdana Bachmury, a więc braci Jana, Józefa i Piotra Szulia, którzy drukowali Rezonans w swoim gospodarstwie w Gutkowie, a także pracownicę Olsztyńskiej Fabryki Mebli Marię Pawlak, której Bachmura wrzucał wydrukowane pismo do jej skrzynki pocztowej, a ona przekazywała do pracownicy OFM Danieli Uberman, też aresztowanej.
W OZOS-ie, największej fabryce Olsztyna, którego kierownictwo związku na czele z przewodniczącym Zbigniewem Przewłockim, za wywołanie strajku protestacyjnego 13 grudnia 1981 roku, trafiło do więzienia na długie lata, „Rezonans kolportował śp. Wiesław Sasin, który też organizował zbiórkę pieniędzy na rzecz rodzin internowanych działaczy „S” z OZOSu. Pismo odbierał od nauczyciela z Lamkowa Bogdana Kłosińskiego, następnie od Sławomira Olka i Bogdana Bachmury. W 1983 roku Sasin też wpadł w ręce SB i to zakończyło kolportaż na terenie OZOSu. Wcześniej, bo w 1982 roku, wpadli inni pracownicy OZOS-u, Piotr Bączyk, który wciągnął do kolportażu Jerzego Raczkowskiego i Andrzeja Stefańskiego.
W roku 1983 wiceprzewodniczący ZR „S” Andrzej Bober, po wyjściu z więzienia nawiązał kontakt z Joanną Rusiecką z ZR „S” Mazowsze, która pomogła mu zorganizować druk biuletynu pt. "Agencja Informacyjna Solidarności" (AIS). Bober do grupy wciągnął ze swojego zakładu, Eltor, Grażynę Przyborowską, która odbiera matryce od Joanny Rusieckiej a biuletyn drukowano w mieszkaniu małżeństwa Zofii (INWESTPROJEKT) i Jana Trzeciakiewiczów (Dyrekcja Poczty). Wspomagał ich też brat Andrzeja - Marek Bober. Biuletyn był kolportowany także poza Olsztynem. Esbecy otrzymali zgłoszenia o pojawieniu się "AIS" w Iławie i Lidzbarku Warmińskim. Esbecy rozbili grupę pod koniec 1984 roku, a Andrzej Bober wyemigrował z rodziną do USA.
W tymże samym roku działacz NZS, student geodezji ART Jerzy Szmit zorganizował druk i kolportaż ulotek nawołujących do bojkotu wyborów do sejmu.
W dniu 27 maja 1984 wręczył ulotki na terenie Duszpasterstwa Akademickiego (które po zawieszeniu NZS było głównym oparciem dla członków tego związku.) lek. wet. Markowi Chybowskimu. Następnie Chybowski wraz ze studentami rozlepiali je na klatkach schodowych bloków 9 czerwca. Lojalni wobec władzy komunistycznej mieszkańcy natychmiast zawiadomili milicję o pojawieniu się ulotek. O godz. 22.30 zostali zatrzymani Joanna Skuza i Bogusław Piórkowski (tego dnia Bogusław oświadczył się Joannie), a później także Chybowski i Jarosław Włodkowski.
W dniu 1 października 1985 roku aresztowany został nauczyciel Zespołu Szkół Budowlanych w Olsztynie Bogusław Owoc. Dostarczał podziemne wydawnictwa Sławomirowi Sokołowskiemu, pracownikowi Warszawskiej Fabryki Pomp Oddział Bartoszyce, które je powielał na zakładowej kserokopiarce, a wspomagał go Czesław Żukowski. Zdekonspirował ich agent z fabryki. Otrzymali po 1,5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu.
Uwadze SB nie uszło kolportowanie pism „S” na terenie Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej w Olsztynie. Sprawa Operacyjnego Rozpoznania „Bibuła” doprowadził do rozbicia grupy w 1986 roku. Jej inicjatorem był kierowca Ludwik Jurkowski, który oprócz dostarczania pism organizował zbiórki pieniężne wśród pracowników na ich drukowanie. Jego kolporterami byli Józef Hryckiewicz, Zdzisław Czerwiński, Waldemar Bobrycki, Piotr Urban, Czesław Mościcki i Jan Maćkowiak. Do rozpracowania grupy przyczynił się agent „Pszczoła”. Dobrowolnie swoją działalność kolporterską w WPKM ujawnili Piotr Urban i Zdz. Czerwiński. Pozostali zatrzymani zaprzeczyli. Wszyscy skorzystali z amnestii
W 1986 roku wobec apatii i marazmu jaki ogarnął społeczeństwo TZR chciał zawiesić wydawanie Rezonansu.
O marazmie świadczą wspomnienia nagrane przeze mnie dla Radia Olsztyn śp dr Józefy Mielnik, w której kawalarce przy ul. Puszkina mieścił się punkt, do którego trafiały wydrukowane pisma a od niej odbierali je kolporterzy. Powiedziała mi, że od 1986 roku pisma zalegały w jej tapczanie. Tylko sporadycznie ktoś się po nie zgłaszał.
Zawieszeniu Rezonansu sprzeciwił się śp. Zdzisław Płotek, który kontynuował jego druk w garażu swojego domu przy ul. Dębowej wraz z historykiem Grzegorzem Jasińskim, który zajmował się też redakcją a Płotek dodatkowo kolportażem. Matryce nadal z Warszawy przywoził Tadeusz Adamski (który tam się przeprowadził), nadal Teresa Stefanowicz pisała matryce, Danuta Gulko zbierała i przekazywała informacje z zakładów pracy. Ostatni, setny numer ukazał się 4 czerwca 1989 roku na okrągłostołowe wybory.
Pod koniec 1987 roku Bogdan Bachmura i Jerzy Szmit zaczęli wydawać kwartalnik „Inicjatywy Warmińskie”, który był drukowany w Warszawie. Pisali do niego m.in. Igor Hrywna (16 XII 1983 zarejestrowany przez Wydział III WUSW w Olsztynie jako TW pseud. Andrzej. 16 VI 1986 - 22 I 1987 zarejestrowany jako informator Zarządu WSW w Olsztynie pod pseud. Andrzej. Z zachowanych materiałów wynika, że do faktycznej współpracy nie doszło - za Encyklopedią Solidarności), Marian Świetlik, Piotr Piaszczyński i Adam Jerzy Socha (następnie jako red. naczelny pisma). „Inicjatywy” ukazywały się do 1989 roku.
Bezpieka wiedziała kto jest zaangażowany w wydawanie i kolportaż Rezonansu, ale nie była w stanie nikogo więcej „złapać za rękę”. SB wytypowała jako osoby związane z kolportażem i drukiem Michała Powrożnego, przewodniczącego ZR „S” do stanu wojennego, Leszka Grucelę, Wojciecha Ruszkowskiego, Ryszarda Afeltowicza, jego żonę Krystynę Afeltowicz i Kazimierza Wośka, Jana Horisznę, Bogdana Kłosińskiego, Danutę Gulko, Wojciecha Kozioła, Bogdana Bachmurę i Stefana Śnieżko.
Laboratoria bezpieki przeprowadziły aż 27 ekspertyz „Rezonansu”, by ustalić na jakich maszynach do pisania są sporządzane matryce, jaka jest używana farba, jaka jest technika druku itp. Jednak nie doszli do garażu Zdzisława Płotka.
To dzięki tym ludziom "padła komuna"
Adam Socha
Na zdjęciu od lewej Władysława Winiarska, Zofia D. i Jan Zygmunt M., niżej adw. Michał Lubieniecki. fot. A.Socha
JESTEŚMY ORGANIZACJĄ POŻYTKU PUBLICZNEGO. PROSIMY o 1,5% Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B
Czytaj więcej: Sąd skazał W. Winiarską za wyłudzenie statusu działacza opozycji antykomunistycznej





SWOJE IM DAJCIE NA TE PREMIE A NIE NASZE