logodebata

Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000337806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

sobota, październik 10, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Wiadomości
  • Olsztyn

Olsztyn

Płetwonurkowie alarmują: Jezioro Ukiel umiera na naszych oczach!!!

Szczegóły
Opublikowano: poniedziałek, 24 sierpień 2026 10:23
Adam Jerzy Socha

"Płetwonurkowie alarmują i apelują !!! Jezioro Ukiel umiera na naszych oczach. Proces eutrofizacji gwałtownie przyspieszył. Wkrótce klejnot Olsztyna opanują toksyczne sinice, a Olsztyniacy i turyści będą omijać Jezior UKIEL wielkim łukiem !!!" - Taki wpis wraz ze zdjęciami umieścił na swoim Facebooku olsztyński płetwonurek Paweł Laskowski.

Pod jego wpisem ukazał się komentarze z profilu "Olsztyn nurkuje"

"Nurkowisko za Piratem świeci pustkami. Olsztyńscy płetwonurkowie wybierają tego lata inne akweny w okolicy. Powód jest jeden. W Jeziorze Ukiel gwałtownie spadła przezroczystość wody w ciągu ostatnich dwóch lat. Jezioro Ukiel powoli umiera !!!

Po dłuższej nieobecności, w ostatni weekend, prowadziłem na nurkowisku kurs podwodnej nawigacji. Woda do 6 metra ma miedzy 2, a 1 metrem widzialności. Według relacji kolegów Tomka i Andrzej, dopiero poniżej 12 metra wzrasta widoczność do 4 metrów. Poniżej 26 metra jest już siarkowodór!!! Zaczyna się strefa śmierci jeziora.

Zerwane boje umieściliśmy na podeście z "Sołtysem".

Miłosz Dąbrowski skomentował: "Kogo to obchodzi, biznesy kwitną, beton się leje, trzcina znika..."

"Nie pojmuję...! Toż to największy nasz skarb a Miasto ma ten problem w ........😭" - dopisał Bolesław Uryn.

O agonii jeziora Ukiel napisałem raport w marcu 2026 roku, na kanwie konferencji pt.  „Ochrona jeziora Ukiel” zorganizowanej 27 listopada 2025 roku przez prezydenta Olsztyna Roberta Szewczyka, pod patronatem rektora UWM. Konferencja zamieniła się w stypę. Śmierć jeziora to efekt oddania jego brzegów na łup deweloperom i hotelarzom przez prezedenta Piotra Grzymowicza i jego koalicjantów z Platformy Obywatelskiej. 

Jezioro Ukiel „największy skarb Olsztyna” zamienia się w bagno

Na tej konferencji prof. Jolanta Grochowska, kierownik Katedry Inżynierii Ochrony Wód i Mikrobiologii Środowiskowej UWM, postulowała wykonanie rzetelnych, szeroko zakrojonych badań fizykochemiczne wód, osadów dennych jeziora i spenetrowanie zlewni, żeby móc podać aktualny stan zbiornika. W mojej ocenie takie badania, to będzie "sekcja zwłok jeziora".

Natomiast prezydent Robert Szewczyk zapowiedział, że będzie negocjował z właścicicelem jeziora "Wodami Polskimi" o przekazanie go miastu. Nie wiem, czy coś z tych zapowiedzi wyszło?

Adam Socha

 

Czytaj więcej: Płetwonurkowie alarmują: Jezioro Ukiel umiera na naszych oczach!!!

Komentarz (2)

Taczka dla wiceprezydent Olsztyna

Szczegóły
Opublikowano: piątek, 21 sierpień 2026 14:18
Bogdan Bachmura

Pani wiceprezydentce Olsztyna Sylwii Rembiszewskiej-Piątek się ulało. A może należałoby powiedzieć, że poprzez nią ulało się na zewnątrz nieco plemiennej, zwykle trzymanej na użytek wewnętrzny, żółci nienawiści do publicznych wrogów. Widocznie nieustanne pompowane ciśnienie partyjnej atmosfery musiało znaleźć ujście, więc oznajmiła światu za pośrednictwem Facebooka: WYPIERDALAĆ Kler, PiS i Konfederacja.

wypierdalac

Celowo kaleczę polski język feminatywą „wiceprezydentka”, bo brzmi równie koślawo jak pani Rembiszewska-Piątek pasuje do swojej pełnionej w olsztyńskim ratuszu funkcji. Pani wiceprezydentce wbito do głowy, że szczęśliwym zrządzeniem losu znalazła się po jasnej (może nawet w dziejach ludzkości najjaśniejszej) stronie politycznej mocy. Ona jest po stronie DEMOKRACJI, a więc ma demokratyczny mandat do wskazywania miejsca tym, którzy jej zdaniem, przepuszczonym przez plemienno-umysłowy magiel, na takie miano zasługują.

Szczerze mówiąc mało mnie obchodzi, jakimi inwektywami częstują się nawzajem różnej maści demokraci: progresywni, narodowi czy konserwatywni. Odkąd zaczęli nazywać siebie wrogami, wszystko stało się możliwe. Za komuny krążył taki dowcip: Na czym polega komunizm warstwowy? Warstwa komunistów i warstwa piachu. Warstwa komunistów i warstwa piachu …. Wobec dziesiątków milionów ofiar tego systemu, często tak właśnie traktowanych, takie dowcipy nie dziwiły. Sądząc po dzisiejszym poziomie wzajemnej nienawiści „obozu demokratycznego” coraz bardziej brzmi to serio.

Pół biedy, gdyby granicą ten niebywałej fali chamstwa był świat polityki. Ale to nie stamtąd czerpane są pokłady bylejakości, obyczajowego zdziczenia, którego granice nieustannie przesuwane są tylko w jedną stronę. O ile ustrojowi słusznie minionemu przypisuje się wszystkie społeczne patologie tamtego czasu, to w przekazie publicznym demokracja jako przyczyna czegokolwiek złego nie istnieje. Jako pierwszy w historii ustrój umyła ręce od wszystkiego, co może się kojarzyć z otaczającymi, społecznymi patologiami.

Tymczasem zła wiadomość dla milionów ślepych wyznawców ustroju „końca historii” jest taka, że obyczajowa patologia, wyrażana poprzez język i kulturę, pochodzi z samych trzewi „świętej” demokracji. Z pierwszego przykazania jej dekalogu: równości. Weźmy naszą olsztyńską wiceprezydentkę. Gdyby jej awans pochodził z ustroju zachowującego hierarchię społeczną i wartości, pozycja jaką zajmuje rodziłaby konkretne zobowiązania. Zarówno te dotyczące standardów jej środowiska, oraz zobowiązania do dawania dobrego przykładu w dół społecznej drabiny. Występek przeciwko dobrym obyczajom, gdyby pani Rembiszewska-Piątek takowemu wtedy uległa, równałby się nie tylko utratą stanowiska, ale wykluczeniem z dobrego towarzystwa.

W demokracji jest odwrotnie. Chamstwo, byle odpowiednio adresowane, pozwalana umocnić się w „dobrym towarzystwie”. Środowiskową bazą bowiem, a zarazem źródłem awansu pani wiceprezydentki, jest jej polityczne otoczenie, a szerzej patrząc, plemienna baza polityczna. Jeśli nawet ktoś poczuje się jej formą wypowiedzi zniesmaczony, to zaraz mu przypomną, że „tamci” przecież są jeszcze gorsi.

Na paradoks może zakrawać fakt, że sprawa dotyczy osoby, która w ratuszu jest odpowiedzialna za edukację i kulturę. Zdawałoby się, że choćby z tego powinna wynikać misja podnoszenia publicznych standardów. Ale pozory mogą mylić. Wiceprezydentka nasiąkła kulturą, ale masową, więc uprawia „ćwiczenia z prowokacji”. Tymczasem prawdziwa kultura ma kierunek odwrotny i polega na „wyzwaniu rzuconym masie w nas samych”. To właśnie dlatego, z powodu wewnętrznego umasowienia, kryzys demokracji nie jest głównie kryzysem politycznym, a przede wszystkim kryzysem duchowym. Politycy są tylko rakowatym wytworem równościowej rewolucji, która – ujmując to słowami Alexisa de Tocqueville – na naszych oczach postępuje naprzód wśród zniszczeń będących jej własnym dziełem. Objawy tej choroby są tak masowe, jak masowa i równościowa jest z natury demokracja.

I nie dzieje się tak bez przyczyny. W demokracji ateńskiej, do której tak chętnie odwołują się współcześni demokraci, równość pojmowano jako równość pomiędzy równymi. Dzisiaj jest to równość powszechna, tylko – jak u Orwella – jedni są równiejsi od drugich. Reszta zrównanych tworzy masę, która różni się tak, aby nie robiło to istotnej różnicy. Na wszelkie próby rzeczywistego, pionowego rozróżnienia, masa reaguje po swojemu: ściągnięciem delikwenta do swojego poziomu. To dlatego – jak napisał Theodor W. Adorno: Pod względem jednolitości kultura bije dziś na głowę wszystko.

Równy szacunek i wysoki szacunek wykluczają się wzajemnie. Tam, gdzie jest on równy, walce o uznanie i eksponowane pozycje towarzyszy zawiść i zazdrość, a przegrani w tym wyścigu często staczają się w otchłań depresji. Dziedziną w której te wszystkie elementy widać jak na dłoni jest demokratyczna polityka. Tu „jeńców się nie bierze”. Lud gardzi wybranymi, a wybrani ludem. Pod partyjnymi dywanami toczy się bardziej zażarta i bezwzględna walka o pozycję niż ta, którą widzimy na tzw. scenie politycznej. Tak walczy świat, któremu brak innych kryteriów niż chwilowa opinia „wyimaginowanego plenum nie-odróżnionych”.

Poza wszystkim pozostaje jeszcze kwestia instytucji. W normalnym państwie są one dobrem wspólnym, umocowanym i rozumianym jako odrębne od polityki byty prawne. Pracujący tam ludzie, zwłaszcza na kierowniczych stanowiskach, są zobowiązani do ochrony ich prestiżu i autorytetu. Jeśli ktoś tego nie rozumie, albo nie potrafi temu zadaniu podołać, automatycznie stawia się poza ich strukturami. Tymczasem logika funkcjonowania olsztyńskiego Ratusza, podobnie jak wielu innych instytucji w Polsce, jest inna. Jest ona podporządkowana interesom partyjnej sitwy. To właśnie jej dobro zadecydowało o symbolicznym, dla zewnętrznego picu, ukaraniu koleżanki przez prezydenta Roberta Szewczyka.

Dopiero ten mechanizm pozwala zrozumieć, dlaczego pani Rembiszewska-Piątek pozostała na swoim stanowisku, przesunięta w szeregu wiceprezydentów o dwa miejsca w dół. Bez zmiany wysokości uposażenia rzecz jasna. To symboliczna danina złożona oburzonej gawiedzi, świadcząca o rzeczywistych standardach, tak chętnie przywoływanych przez prezydenta. W partii pewnie mają ubaw po pachy, pełni uznania za odwagę powiedzenia głośno i dosadnie tego, co pozostali mówią tylko między sobą. Zapewne nie wszystkim to się spodobało, ale szeregi wojska muszą być równe. Pod presją prezydenta Rembiszewska-Piątek przeprosiła na swoim profilu. Na ile szczerze, można wywnioskować po podziękowaniu jakim odpowiedziała za wsparcie, m.in. radnej Ewy Zakrzewskiej.

Ileż to razy słyszałem, że parytety na listach wyborczych służą cywilizowaniu politycznych obyczajów. To kolejny, feministyczny mit, który demokratyczna rzeczywistość z hukiem obaliła. Można odnieść wrażenie, że kobiety, szczególnie te młodszego pokolenia, za punkt honoru przyjęły rywalizację z mężczyznami o palmę pierwszeństwa na poziom chamstwa i zawiści. Jeszcze dwa-trzy pokolenia wstecz to płeć piękną postrzegano jako tę, która łagodziła brutalniejsze środowisko mężczyzn. Demokracja sobie z tym poradziła. Zgodnie z jej logiką i tutaj równościowy walec wszystko wyrównał – oczywiście w dół. Choć pomimo parytetów w polityce kobiet jest ciągle mniej, to po ilości bluzgów jakie płyną w wypacykowanych usteczek polskich polityczek można odnieść wrażenie, że jest ich większość.

Do przypadku pani Rembiszewskiej-Piątek odniosłem się nie dlatego, że jest szczególnie drastyczny. To tylko kolejny dowód na słuszność powiedzenia, że Człowiek w masie traci na klasie. Czerwona linia, którą przekroczyła, to zastosowanie do wyrażenia swoich prymitywnych emocji historycznej czcionki zaprojektowanej w sierpniu 1980 roku do napisu "Solidarność". Trudno powiedzieć co zagrało w jej głowie, że używając wulgaryzmu postanowiła nawiązać do spuścizny „Solidarności”. Może z przekonania, że nie tylko demokracja, ale także spuścizna „Solidarności” jest w walce z klerem, PiS-em i Konfederacją po „naszej” stronie?

Problem w tym, że „Solidarność” to nie jakiś abstrakcyjny ustrój, ani wymarłe miasto, w którym każdy może ogłosić się szeryfem. To jest konkretna spuścizna i konkretni ludzie, którzy, choć w coraz mniejszym gronie, i często nie najlepszego zdrowia, ale nadal są wśród żywych. Jeśli pani Rembiszewska-Piątek, sama „Solidarności” nie pamiętając, o tym także zapomniała, to postaramy się o swoim istnieniu przypomnieć. A skoro już o „Solidarności” mowa, to chciałbym pani Rembiszewskiej-Piątek przypomnieć, że z tamtych właśnie czasów pochodzi symbol taczek, na których wywożono z zakładów pracy tych, którzy nie wiedzieli kiedy sami powinni je opuścić.

Bogdan Bachmura

Zapraszamy na konferencję prasową

Zarząd Regionu Warmińsko-Mazurskiego NSZZ „Solidarność” w Olsztynie oraz Stowarzyszenie Represjonowanych w Stanie Wojennym „Pro Patria” w Olsztynie zapraszają na konferencje prasową, na której przedstawimy stanowisko naszych organizacji w sprawie wpisu w sieci wiceprezydent Olsztyna pani Sylwii Rembiszewskiej-Piątek: „WYPIERDALAĆ: Kler, PiS i Konfederacja”.

Konferencja odbędzie się w środę 26 sierpnia o godz. 9.00 na placu Dunikowskiego w Olsztynie.

Następnie uczestnicy pójdą na sesję Rady Miasta Olsztyna z protestem. Sesja zaczyna się o godz. 10.00.

W imieniu organizatorów konferencji

Bogdan Bachmura

członek Stowarzyszenia „Pro Patria”

Od redakcji "Debaty":

Radny Możdżonek: To nie pierwszy taki wpis wiceprezydent"

Radny Marcin Możdżonek poinformował na swoim Facebooku, że tego rodziaju wpis nie jest jednorazowym wyskokiem wiceprezydent Sylwii Rembiszewskiej-Piątek, lecz stałą jej postawą. Poniżej cytuję w całości wpis radnego:

Wiceprezydent Olsztyna popisuje się swoim brakiem klasy, podstawowej umiejętności uczestnictwa w debacie publicznej i zwyczajnym politycznym chamstwem, a Pan Prezydent Robert Szewczyk Prezydent Olsztyna zamyka sprawę. Państwo wyjaśnili sobie wszystko w rozmowie.

Szanowny Panie Prezydencie, to nie jest pierwszy raz, kiedy Pani wiceprezydent musi usunąć post, bo myślenie nie zabolało. Swoich politycznych adwersarzy obraża w internecie notorycznie. Przypomnę tylko, że to urzędnik podległy Panu i utrzymywany również przez tych, których obraża.

Deklaruje Pan, że nie ma w "pańskim" urzędzie miejsca na takie zachowania, ale to nieprawda. Pani Rembiszewska-Piątek nie zmieniła swoich przyzwyczajeń i Pan o tym wie. Widział Pan również poprzednie wpisy.

Proszę nie zatrudniać "nadwornych błaznów", pożytecznych dla politycznej sprawy, tylko zwolnić urzędnika, który przynosi wstyd. Wtedy sprawa będzie naprawdę zamknięta, zgodnie z wysokimi standardami, o których lubi Pan pisać.

P.S.

Poniżej nie tylko ostatni usunięty post, ale też jeden z poprzednich wpisów Pani Rembiszewskiej-Piątek. Proszę wybaczyć, że nie założyłem kolekcji screenów pozostałych.

Wpis Rembiszewskiej

 

Czytaj więcej: Taczka dla wiceprezydent Olsztyna

Komentarz (9)

Green Festiwal, czyli jak i ile spółka "Wyborcza" zarabia na Olsztynie

Szczegóły
Opublikowano: środa, 19 sierpień 2026 14:58
Adam Jerzy Socha

Te same pytania, które zadawałem w 2014 roku w sprawie kosztów i zysków dla mieszkańców Olsztyna Green Festiwal, i na które nie uzyskałem wówczas odpowiedzi, powróciły dzisiaj i doszły nowe pytania, w tym od radnego Marcina Możdżonka oraz przedsiębiorców, którzy prowadzą lokale na terenie dzierżawionym od miasta i tracą połowę obrotów z powodu ograniczeń wprowadzanych na czas festiwalu przez organizatora, spółkę "Wyborcza". Przedsiębiorcy wynajęli prawnika i wystąpią do sądu z pozwem o odszkodowanie.

Na tegoroczny festiwal miasto wyłożyło 1 mln zł brutto, dwa lata wcześniej zapłaciło po pół miliona zł. Po tegorocznej krytyce 3-dniowej imprezy ze strony radnego Możdżonka m.in. jej kosztów dla kasy miasta, ale także zamykania na tydzień dla mieszkańców plaży miejskiej, horrendalnie drogich biletów (nie można kupić biletu na pojedynczy koncert, trzeba kupić karnet na trzy dni za 450 zł) i uderzenie w olsztyńskich przedsiębiorców. Radny postuluje przeniesienie festiwalu na teren lotniska w Dajtkach, które sąsiaduje z bogatą ofertą hotelową, plażą i przystanią nad jez. Ukiel.

Prezydent Olsztyna Robert Szewczyk odpowiadając radnemu w nagranej rolce, że środki wydane na promocję opłacają się miastu, gdyż widownia festiwalu liczy tysiące osób, które wynajmują hotele, korzystają z restauracji, sklepów, taxi itp. Niestety, mimo, że to była 12 edycja, do dzisiaj nie ma żadnych wiarygodnych danych ani badań ekonomicznych na temat zysków, jakie miasto ma z festiwalu.

W 2015 roku organizator podał, że frekwencja wyniosła ok. 20 tys. osób, w rekordowym 2024 roku - 45 tys. osób. Z tych danych nie wynika jasno, czy chodzi o unikalnych uczestników, czy o sumę wejść w ciągu trzech dni. To bardzo istotna różnica. Osoba posiadająca karnet trzydniowy może przecież pojawić się na festiwalu trzy razy.

Ostróda Reggae Festiwal w 31-tysięcznym mieście gromadzi ok. 28 tys. słuchaczy. Open’er Festival gromadzi ponad 130 tys. unikalnych uczestników.

Olsztyn Green Festiwal, w mieście liczącym ok. 170 tys. mieszkańców, podaje, że przez pierwszych 10 lat festiwal odwiedziło ponad 220 tys. osób, czyli średnio 22 tys. osób rocznie, ale jednocześnie organizator podkreślał, że wydarzenie przyciąga zarówno mieszkańców, jak i turystów z całej Polski. Nie podano proporcji między tymi grupami.

Oczekuję od prezydenta miasta wiarygodnych danych:

ilu uczestników Green Festival mieszka w Olsztynie;

ilu przyjeżdża spoza miasta;

z jakich województw lub miast;

ilu zostaje na jedną noc, dwie lub trzy;

ilu korzysta z hoteli, apartamentów, Airbnb czy noclegów u znajomych;

ile średnio wydają na nocleg;

ile wydają w restauracjach i barach poza terenem festiwalu;

ile wydają łącznie podczas pobytu w Olsztynie.

Bez takiego badania każde twierdzenie w rodzaju:

„Green Festival przynosi olsztyńskiej gastronomii i hotelom X milionów złotych” byłoby w najlepszym razie szacunkiem, a nie twardą daną.

„Trzeba się zastanowić jakie korzyści (wymierne) ma ten festiwal dla Olsztyna i mieszkańców – napisał fejsbukowicz Mikołaj Podczarski i odpowiedział:

Na festiwalu zarabia Warszawa i korporacje

Olsztyn wykłada pieniądze na stół

Zyski z festiwalu lecą do Warszawy i za granicę

W weekend otwarte tylko sklepy jednej sieci (zielonej), więc zyski z zakupów uczestników lecą do Warszawy i do USA (właściciel firmy), a nie do lokalnych przedsiębiorców.

Noclegi. Większość pieniędzy z noclegów (80%) leci do Warszawy i USA (właściciel)

Większość uczestników festiwalu, nie wraca jesienią/zimą/wiosną do Olsztyna (dane GUS).

Czy to jest promocja miasta? Tak, ale czy koszt tej promocji nie przewyższa korzyści? Temat warty przedyskutowania. Jedna duża impreza nie wypełni luki turystycznej. Kołobrzeg, który jest 5 razy mniejszy ma 10 razy więcej turystów niż Olsztyn (16 jezior). Zatem dochody z turystyki są dużo większe w Kołobrzegu, niż w Olsztynie”.

"Olsztyn wspiera po cichu Gazetę Wyborczą"

To wszystko przewidział menedżer kultury, konferansjer i olsztyński radny w 2014 roku Mariusz Korpoliński, gdy miasto odrzuciło jego ofertę, tak jak i dwie pozostałe i wybrała ofertę spółki Agora, wydawcy „Gazety Wyborczej”, na organizację międzynarodowego festiwalu w Olsztynie z udziałem gwiazdy międzynarodowej.

Przypomnę jego interpelację z 2014 roku:

„Po miesiącu oczekiwań otrzymałem od Pana Prezydenta Piotra Grzymowicza umowę z Agorą dotyczącą organizacji dużej imprezy w Olsztynie. Na zrobienie ksero 4 stron urzędnicy Grzymowicza potrzebowali aż 30 dni. Punkt drugi umowy to jawna kpina i niebywały skandal. Okazało się bowiem, że poza deklarowaną wcześniej kwotą 200.000 złotych miasto po cichu wsparło wydawcę Gazety Wyborczej dodatkowymi środkami.

Bez mrugnięcia okiem przejmie na siebie wiele obowiązków, które zwyczajowo w takich sytuacjach pozostają po stronie organizatora. Tak oto podatnicy zapłacą za udostępnienie terenu, sprzątanie przed, w trakcie i po imprezie, ochronę całego festiwalu, opiekę medyczną, prąd, miejskie powierzchnie reklamowe, ubezpieczenie imprezy, a nawet toalety.

To wedle bardzo szacunkowych kosztów usługi za ponad 100.000 zł. Nie za bardzo wiadomo skąd pochodzą te środki. Rada Miasta wydała zgodę na 200.000 zł, tymczasem wynagrodzenie z miejskiej kasy wzrosło de facto do grubo ponad 300.000 zł.

Prezydent niczym wprawiony kelner podał również hojnych sponsorów na tacy. Podpisali oni umowy z Agorą, a nie gminą i ten zgrabny zabieg nie pozwoli nam na poznanie tych kwot, jak się domyślam stanowią one tajemnicę handlową. Prawdopodobnie sponsorzy przekażą organizatorowi blisko 600.000 złotych, choć zaznaczam, że jest to wiadomość nieoficjalna.

Tak oto Agora zainkasuje za festiwal kwotę około 900.000 zł. (w roku 2014, a ile zarabia teraz? - przypis A. Socha)

Za co? Za koncerty tylko polskich, choć na pewno ciekawych artystów w przedwyborczym terminie, za organizację czegoś, co szumnie nazywamy festiwalem. Tym samym między bajki można włożyć zapewnienia Pana Żmijewskiego - doradcy prezydenta, że oferta Agory była najtańszą, a usłyszałem takie słowa na konferencji prasowej.

Oczywiście cieszyłby mnie taki obrót spraw, gdybyśmy otrzymali za te pieniądze spektakularne wydarzenie, wszak o wysoki budżet bardzo zabiegałem. Okazuje się w ostatecznym rozrachunku, że to absolutnie nieadekwatna kwota do rozmiaru imprezy. Nawet nie chcę pytać o wpływy z biletów, które mogą stanowić dodatkowy zastrzyk finansowy organizatora. Lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na Olsztyńskie Lato Artystyczne. Nawet Pan Marek Marcinkowski lepiej rozporządzałby tymi pieniędzmi.

Przykładowo ostródzki festiwal reggae dotowany jest z publicznych środków na kwotę mniejszą o ponad połowę. Pozwala to mimo wszystko na produkcję 4-dniowej imprezy z wielotysięczną publicznością i realizację telewizji ogólnopolskiej. Na scenie prezentować będą się zagraniczne gwiazdy z różnych stron świata. Olsztyński festiwal to zaprzeczenie idei i naszych marzeń, to kosmicznie "przebudżetowane" wydarzenie i nie łudźmy się, że tłumnie przyjadą na nie fani z całego kraju.

Oficjalnie tak duże środki zostaną przeznaczone na reklamę Green Festivalu. Sęk w tym, że głównej mierze w mediach Agory - Radiu Złote Przeboje, kinach Helios, Gazecie Wyborczej. Tak oto pieniądze zostaną na koncie organizatora.

Sprawy etyki nie mają przy tej aferze już żadnego znaczenia. Prezydent anektował ten festiwal niczym Rosja Krym i rozwija sprawy po swojemu. Zawłaszczono nazwę festiwalu firmie STX Jamboree. Przykłady można by mnożyć.

Podczas tej imprezy na pewno znajdę czas, by zobaczyć kilka koncertów, wystąpią artyści, których szanuję i cenię. To jedyna satysfakcja, która pozwala zachować mi odrobinę ciepłych myśli na temat tego wydarzenia.

Podziwiam odwagę prezydenta. Przecież w CBA, czy prokuraturze również pracują fani muzyki, którzy znają się na planowaniu kosztorysów festiwali. Nie zdziwię się, jeśli zainteresują się tym tematem nie tylko od strony muzycznej.

Radny Mariusz Korpoliński"

Jak widzimy, ani tamten, ani ten prezydent nie muszą obawiać się CBA a spółka Wyborcza może doić Olsztyn.

Korpoliński podał przykład festiwalu Reggae w Ostródzie. Ja podam przykład Kołobrzegu. Festiwal Sunrise który odbywa się co rok w Kołobrzegu od 2003 roku, został przeniesiono z amfiteatru w Kołobrzegu do byłego lotniska w Podczelach ( parę kilometrów od Kołobrzegu) i ściąga rok w rok od 70 tyś do 100 tyś osób z całej Europy i jest to kultowa impreza Kołobrzegu, liczącego 43 tys. mieszkańców, bez odcinania ich od plaży miejskiej i jej kawiarni i restauracji.

Adam Socha

Radny Możdżonek i przedsiębiorcy vs prezydent Szewczyk

Poniżej krytyka radnego Marcina Możdżonka, odpowiedź prezydenta Olsztyna Roberta Szewczyka, reakcja radnego na manipulacje prezydenta oraz protest przedsiębiorców.

Możdżonek: Miejskie kąpielisko za 240 zł

 

Rolka z 11 sierpnia W Olsztynie od dziś przez cały tydzień zamknięta będzie plaża miejska. W weekend odbędzie się Olsztyn Green Festival, więc dla mieszkańców wstęp niedozwolony. Nie wolno. To znaczy w sumie dozwolony, jeśli kupią bilety na festiwal, a tanio nie jest. Trzydniowy karnet (a tylko taki jest w sprzedaży), to koszt 426,90 zł (w 2014 roku CENY BILETÓW W PRZEDSPRZEDAŻY: bilet jednodniowy: 20 zł karnet dwudniowy: 35 zł, obecnie obowiązkowy karnet na 3 dni za 450 zł - przypis A.Socha).

Rolka z 13 sierpnia. Trzy plaże, trzy zakazy kąpieli

 

Na Likusach, w Gutkowie i w Łupstychu - na tych trzech bardzo fajnych plażach możecie wyrzucić śmieci do miejskiego kosza, usiąść na miejskiej ławce. Możecie nawet skorzystać z miejskiego toi toia i przebrać się w przebieralni, ale nie możecie się kąpać.

Miasto postawiło na każdej z tych plaż znak zakazu kąpieli. Nie na czas festiwalu, tylko permanentnie, na stałe. Tu jest kuriozalna sytuacja

Prezydent odpowiada: Nie zamierzam przepraszać za to, że chcemy mieć w naszym mieście imprezy, których inni nam zazdroszczą

 

W sobotę, 15 sierpnia, już podczas trwania festiwalu, do krytyki odniósł się Robert Szewczyk. Prezydent Olsztyna również opublikował nagranie w mediach społecznościowych. Będąc na plaży, czyli miejscu imprezy, Szewczyk przekonywał, że dyskusja wokół Green Festivalu pokazuje szerszy problem – każde większe wydarzenie w mieście wiąże się z czasowymi ograniczeniami i zawsze znajdzie się grupa osób, dla której będą one uciążliwe. – Czyli jak wydarzeń nie ma, źle. Jak są, też źle – komentował.

Prezydent zwrócił też uwagę na gospodarczy wymiar festiwalu. Jak argumentował, wydarzenie przyciąga do miasta tysiące osób, które korzystają z hoteli, apartamentów, gastronomii, sklepów, taksówek i innych usług.

- Nie zamierzam przepraszać za to, że chcemy mieć w naszym mieście imprezy, których inni nam zazdroszczą – podkreślił, dodając, że Olsztyn oferuje zarówno szeroką ofertę wydarzeń płatnych, jak i bezpłatnych.

Riposta radnego Możdżonka: Prezydent Olsztyna manipuluje moją wypowiedzią.

Prezydent Olsztyna tylko dlatego, że zgłasza się wątpliwości co do lokalizacji i finansowania festiwalu muzycznego oraz kilku absurdalnych decyzji, rozpoczyna to, co Koalicja Obywatelska robi najlepiej od wielu lat - nakleja partyjną etykietę i manipuluje. Szkoda.

 

Protest przedsiębiorców, dzierżawców terenu OSiRu

Green przedsiębiorcy

(Fot. TKO.pl)

Magdalena Łokaj z Kapitańska Beach Club tłumaczy, że przedsiębiorcy dzierżawią miejskie tereny, którymi administruje OSiR. W umowach ma znajdować się zapis pozwalający miastu podczas dużych imprez ograniczyć lub wstrzymać ich działalność.

– Kiedy teren przejmuje organizator festiwalu, to on ustala warunki. Miasto w zasadzie przestaje angażować się w sprawę i oczekuje, że porozumiemy się bezpośrednio z organizatorem – mówi.

„W tym roku sytuacja się zmieniła”

Kością niezgody w tym roku są zasady sprzedaży alkoholu. Według przedsiębiorczyni na początku lipca lokale dostały informację, że podczas festiwalu będą mogły sprzedawać wyłącznie napoje zawierające do 3,5 proc. alkoholu. Wykazyimprez

Łokaj podkreśla, że podczas poprzednich edycji przedsiębiorcy działali inaczej i mogli sprzedawać również mocniejsze alkohole.

– Gdyby zakaz obejmował wszystkich, moglibyśmy go zrozumieć. Tymczasem ograniczenie dotyczy lokalnych przedsiębiorców, ale prawdopodobnie nie będzie dotyczyć sponsorów festiwalu. To właśnie uważamy za dyskryminację – mówi Magdalena Łokaj.

– Byliśmy również u prezydenta Olsztyna. Liczyliśmy, że miasto stanie w obronie lokalnych przedsiębiorców, którzy działają tutaj przez cały sezon. Prezydent także powoływał się jednak na przepisy dotyczące imprez masowych – relacjonuje Łokaj.

„Zwykły weekend jest dla nas lepszy”

Przedsiębiorca przekonuje też, że obecność tysięcy festiwalowiczów wcale nie oznacza dla stałych lokali nad Ukielem rekordowych zarobków.

– Panuje przekonanie, że skoro na plaży pojawiają się tysiące ludzi, przedsiębiorcy zarabiają ogromne pieniądze. Tak nie jest. Podczas zwykłego, pogodnego weekendu osiągamy lepsze obroty niż w czasie festiwalu. Porównując podobne warunki pogodowe, obrót w weekend festiwalowy potrafi stanowić około połowy obrotu ze zwykłego weekendu – mówi.

W tym roku obawia się jeszcze słabszego wyniku. Mimo tego jej lokal ma zostać otwarty. Przedsiębiorczyni chce porównać tegoroczne obroty z wynikami osiąganymi podczas wcześniejszych edycji festiwalu.

Te dane mają później posłużyć w przygotowywanym postępowaniu.

Według Łokaj dwa lokale nie otworzą się przez cały okres festiwalu. Powodem mają być koszty uruchomienia działalności przy ograniczonej możliwości sprzedaży. Wykazyimprez

– Wkładamy własne pieniądze w rozwój tych miejsc. Wszelkie ulepszenia w dzierżawionych lokalach finansujemy sami. Tymczasem zewnętrzny organizator, który korzysta z miejskiego terenu, może narzucić nam zasady praktycznie uniemożliwiające działalność – podsumowuje Magdalena Łokaj.

Przedsiębiorcy mają pretensje także do miasta, które od lat finansowo angażuje się w Olsztyn Green Festival w ramach promocji Olsztyna. W latach 2024 i 2025 przeznaczało na ten cel po 500 tys. zł rocznie, a teraz zakontraktowało kolejne dwie edycje – w 2026 i 2027 roku. Wartość zamówienia wynosi 813 008,13 zł netto, czyli około 1 mln zł brutto.

KILKA SŁÓW PO OLSZTYN GREEN FESTIVAL

kapitanska

Długo zastanawiałyśmy się, czy w ogóle pisać ten post, ale widziałyśmy dyskusję, która toczy się w mediach i chciałybyśmy wyjaśnić kilka kwestii, które zostały różnie zrozumiane.

Nie chcemy być łączone z tymi, którzy narzekają na festiwal.

Nie jesteśmy przeciwko Olsztyn Green Festival. Wręcz przeciwnie — cieszymy się, że nasze miasto przyciąga ludzi, że coś się w nim dzieje i że Olsztyn może być gospodarzem dużych wydarzeń, ale jesteśmy też osobami, które przez całe lato pracują na miejskiej plaży i współtworzą jej codzienne życie.

Za każdym sezonem stoją miesiące przygotowań, inwestycje, zatrudnieni ludzie, czynsz, podatki, rachunki i ogromna zależność od pogody. A nad jeziorem sezon jest naprawdę krótki.

Lipiec i sierpień to dla nas kulminacja całego roku pracy — czas, kiedy musimy wykorzystać możliwości, jakie daje nam krótki sezon na plaży.

I chcemy podkreślić jedną rzecz: nie chodzi nam o maksymalizowanie zysków ani o wykorzystywanie festiwalowego czasu do dodatkowego zarobku. Chodzi o skalę ograniczeń, jakie organizacja tak dużego wydarzenia oznacza dla miejsc funkcjonujących na tej plaży, nie tylko dla nas, ale wszystkich lokali i punktów usługowych.

W tym roku plaża była zamknięta dla mieszkańców od 12 do 17 sierpnia włącznie. Jednak już od 5 sierpnia trwały montaże, a zakończenie demontażu zaplanowano dopiero na 19 sierpnia wieczorem. W tym okresie ograniczona jest również dostępność części infrastruktury, między innymi zajmowane są parkingi.

W praktyce oznacza to, że wpływ wydarzenia obejmuje nie tylko kilka jego dni, ale znaczną część jednego z najważniejszych okresów sezonu — również dni przed rozpoczęciem i po zakończeniu imprezy. Dla miejsc, które mają zaledwie dwa miesiące w roku na prowadzenie działalności w pełnym sezonie, to naprawdę dużo.

Nie mamy gwarantowanych zysków. Mamy za to odpowiedzialność za ludzi, których zatrudniamy i za miejsce, w które każdego roku wkładamy własne pieniądze, serce oraz mnóstwo pracy, żeby stworzyć atrakcyjną ofertę dla mieszkańców Olsztyna i turystów.

Dlatego tegoroczna sytuacja była dla nas tak trudna.

Od początku wiedziałyśmy, że OGF będzie potrzebował dużej przestrzeni i że jego organizacja będzie wiązała się z pewnymi ograniczeniami. Przez poprzednie lata potrafiliśmy jednak wszyscy porozumieć się z organizatorem i znaleźć rozwiązania, które pozwalały nam w miarę normalnie funkcjonować w tym czasie.

W tym roku również mogliśmy prowadzić działalność, ale z jakichś powodów nie udało się uzgodnić warunków, które pozwoliłyby nam oferować pełny zakres naszej oferty, w związku z czym dwa lokale w ogóle nie otworzyły się na czas festiwalu.

I właśnie tego nie potrafimy zrozumieć.

Co takiego zmieniło się w tym roku, że porozumienie nie było możliwe?

Tym bardziej, że podczas festiwalu organizowanego przez Wyborczą Sp. z o.o. pojawiły się zewnętrzne podmioty komercyjne spoza Olsztyna, które otrzymały możliwość sprzedaży podczas imprezy tego, na czym nam wszystkim zależało. Trudno przejść nad tym obojętnie, kiedy firmy spoza naszego miasta mogą prowadzić swobodnie działalność, a nam — lokalnym najemcom obecnym na tej plaży przez całe lato — nie udało się uzyskać podobnych warunków.

Nie chodzi o to, żeby komuś coś odbierać. Chodzi o równe zasady, możliwość rozmowy i zwykłe poczucie, że ci, którzy są tutaj na co dzień, również są brani pod uwagę.

Jesteśmy stąd.

Tu zatrudniamy ludzi.

Tu płacimy podatki i czynsz.

Tu kupujemy od lokalnych dostawców.

Tu inwestujemy.

Dlatego jeszcze przed imprezą byłyśmy u Prezydenta Miasta, próbując zwrócić uwagę na sytuację najemców i znaleźć rozwiązanie, które pozwoliłoby pogodzić interesy wszystkich stron. Niestety, nie odniosłyśmy wrażenia, że ten temat został potraktowany z należytą uwagą.

Dlatego postanowiłyśmy zabrać głos publicznie.

Bo ta sprawa dotyczy nie tylko nas.

Ta plaża jest częścią Olsztyna.

To miejsce, z którego latem korzystają tysiące mieszkańców — rodziny z dziećmi, młodzi ludzie, osoby starsze. To restauracje, wypożyczalnie, atrakcje wodne, place zabaw, przestrzeń do odpoczynku i spotkań. To wreszcie jezioro, zachody słońca i wspomnienia wielu Olsztyniaków.

Rozumiemy, że duże wydarzenie potrzebuje odpowiedniej przestrzeni. Rozumiemy też jego znaczenie dla promocji miasta.

Ale czy jego rozwój musi oznaczać, że przez znaczną część najcieplejszego miesiąca mieszkańcy mają ograniczony dostęp do jednego z najważniejszych miejsc wypoczynku w Olsztynie, a funkcjonujące tam firmy ponoszą tego konsekwencje?

Może warto w końcu zatrzymać się i zastanowić, czy OGF nie urósł już do rozmiarów, które wymagają od organizatora i Miasta zupełnie innego podejścia do otaczającej go przestrzeni.

Nie chcemy walczyć z OGF. Chcemy, żeby był częścią Olsztyna, a nie odbywał się jego kosztem.

Chcemy festiwalu. Chcemy turystów. Chcemy, żeby o naszym mieście było głośno.

Ale chcemy również, żeby pamiętano o tych, którzy są tutaj nie przez jeden festiwalowy weekend, ale przez całe lato.

O pracownikach. O rodzinach. O lokalnych firmach.

O mieszkańcach.

Nie prosimy o przywileje. Prosimy o szacunek, rozmowę i uczciwe zasady.

Wierzymy, że można zrobić świetny festiwal i jednocześnie zadbać o ludzi, którzy każdego dnia tworzą to miasto.

Bo Olsztyn jest dla nas czymś więcej niż miejscem prowadzenia biznesu.

To nasze miasto.

I chcemy, żeby było dobre dla wszystkich

Prezydent Olsztyna Robert Szewczyk już ogłosił - Olsztyn Green Festiwal w 2027 roku tez odbędzie sie na Plaży Miejskiej nad jez. Ukiel.

 

Czytaj więcej: Green Festiwal, czyli jak i ile spółka "Wyborcza" zarabia na Olsztynie

Komentarz (7)

Sprostowanie do artykułu "Czy Skarb Państwa odzyska 34 mln zł od Helpera?"

Szczegóły
Opublikowano: wtorek, 18 sierpień 2026 12:19

,,Nieprawdziwa jest informacja, że Jarosław Sztachański był świadkiem w postępowaniu dotyczącym Helpera. Nieścisłe jest przedstawienie Małgorzaty Borkowskiej-Sztachańskiej jako zatrudnionej przez Helper do kwalifikowania osób do środowiskowych domów samopomocy. W ramach działalności gospodarczej wykonywała konsultacje psychiatryczne w placówkach Helpera, jak również w innych placówkach tego rodzaju.

Transakcje dotyczące nabycia udziałów w nieruchomości od spółki Plaza miały charakter prywatny i nie miały związku z miejscem pracy ani stanowiskiem Wzywających. Nieścisłe jest także przedstawienie tych transakcji w sposób sugerujący ich związek z późniejszymi zarzutami wobec Tomasza K. W dniach 8.06.2018 r. i 19.02.2019 r. Tomasz K. nie był podejrzanym; pierwsze postanowienie o przedstawieniu mu zarzutów ogłoszono 15.11.2019 r."

Stan faktyczny i charakter naruszenia

Wzywający nabyli, a następnie zbyli prawa do nieruchomości jako osoby fizyczne. Czynności te należały do ich sfery prywatnej i nie były podejmowane w ramach wykonywania zawodu radcy prawnego, lekarza psychiatry ani w związku z pełnieniem jakiejkolwiek funkcji publicznej. Nie istniał zatem rzeczowy związek pomiędzy opisywanymi transakcjami a ujawnionymi w materiale miejscami pracy i stanowiskami zawodowymi Wzywających.

Pomimo tego autor publikacji podał pełne dane identyfikujące Wzywajacych oraz dodatkowo informacje dotyczące ich zawodu, stanowiska oraz miejsca pracy. Informacje te nie były konieczne do opisania transakcji dotyczących nieruchomości ani do przedstawienia przedmiotu postępowania dotyczącego Helpera. Ich zestawienie z prywatną transakcją nieruchomościową prowadzi natomiast do nieuzasadnionego powiązania osoby Wzywającej, jej działalności zawodowej i miejsca zatrudnienia z opisywaną sprawą karną.

Prywatna czynność nabycia i zbycia udziałów w nieruchomości nie była wykonywana w związku z zatrudnieniem, stanowiskiem zawodowym ani wykonywaniem zawodu lekarza psychiatry jak również wykonywanime zawodu radcy prawnego. Podanie tych informacji nie służyło wyjaśnieniu charakteru transakcji, natomiast dodatkowo identyfikowało Wzywających w ich środowisku zawodowym i tworzyło skojarzenie pomiędzy wykonywanymi przez nich zawodami a sprawą Helpera.

W chwili zarówno nabycia, jak i późniejszej transakcji dotyczącej udziałów Tomasz K. nie posiadał statusu podejrzanego. Pierwsze postanowienie o przedstawieniu mu zarzutów zostało ogłoszone dopiero w dniu 15 listopada 2019 r. Zestawienie wcześniejszych, legalnych czynności prywatnych Wzywających z późniejszymi zarzutami karnymi, bez wyraźnego rozdzielenia tych zdarzeń w czasie i znaczeniu, tworzy mylące wrażenie ich równoczesności lub wzajemnego związku.

Taki sposób skonstruowania narracji może prowadzić czytelnika do nieuzasadnionego wniosku, że wzywający dokonywali transakcji już w czasie, gdy wobec Tomasza K. toczyło się postępowanie w charakterze podejrzanego, albo że ich czynności pozostawały w związku z późniejszymi zarzutami. Tymczasem chronologia zdarzeń temu przeczy.

Jarosław Sztachański nie był świadkiem postępowania dotyczącego Helpera. Informacja przypisująca mu taki status jest zatem nieprawdziwa.

Przed publikacją autor ani redakcja nie skontaktowali się z Wzywającymi w celu zweryfikowania ich statusu procesowego, charakteru wykonywanych czynności, związku zawodowego z podmiotami wymienionymi w materiale ani prywatnego charakteru transakcji.

W artykule ujawniono pełne dane Wzywających, ich dane zawodowe i informacje pozwalające na ich jednoznaczną identyfikację, natomiast w odniesieniu do innych uczestników opisywanych zdarzeń zastosowano anonimizację. Pełna identyfikacja Wzywających nie była niezbędna do przedstawienia przebiegu transakcji ani do realizacji celu informacyjnego artykułu. Ten sam cel można było osiągnąć bez ujawniania ich pełnych danych, stanowisk oraz miejsc pracy.

Wzywający nie wyrazili zgody na publikację ich pełnych danych osobowych i zawodowych w kontekście opisanej sprawy karnej.

Jeżeli Małgorzata Borkowska-Sztachańska występuje w postępowaniu w charakterze świadka - a taki status wynika z treści publikacji - zastosowanie znajduje również art. 13 ust. 2 Prawa prasowego, zgodnie z którym bez zgody nie wolno publikować w prasie wizerunku ani innych danych osobowych świadków. Wzywająca takiej zgody nie udzielała.

Niezależnie od powyższego art. 14 ust. 6 Prawa prasowego ogranicza możliwość publikowania bez zgody informacji i danych dotyczących prywatnej sfery życia, jeżeli nie pozostają one w bezpośrednim związku z działalnością publiczną danej osoby. Prywatny obrót nieruchomością przez Wzywających nie pozostawał w bezpośrednim związku z ich pracą zawodową.

Zgodnie z art. 12 ust. 1 Prawa prasowego dziennikarz zobowiązany jest zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych w ujawnianym materiale prasowym, przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, w szczególności sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości a także chronić dobra osobiste osób, których materiał dotyczy.

Ponadto dobra osobiste człowieka, w tym nazwisko, prywatność, cześć i dobre imię, podlegają ochronie na podstawie art. 23 Kodeksu cywilnego. Zgodnie z art. 24 Kodeksu cywilnego osoba, której dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, a w razie dokonanego naruszenia również podjęcia czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków.

W związku z powyższym Wzywający jednoznacznie sprzeciwiają się dalszemu wykorzystywaniu i rozpowszechnianiu ich pełnych danych identyfikacyjnych, stanowisk i miejsc pracy w związku z opisywaną sprawą oraz żądają anonimizacji tych danych w już opublikowanym materiale i innych pozostających pod kontrolą Redakcji formach jego rozpowszechniania.

Wyjątek od powyższego dotyczy wyłącznie opublikowania sprostowania w treści wskazanej w niniejszym piśmie oraz przetwarzania danych w zakresie rzeczywiście koniecznym do rozpoznania i wykonania niniejszego wezwania.

Małgorzata Borkowska-Sztachańska

Jarosław Sztachański

Czytaj więcej: Sprostowanie do artykułu "Czy Skarb Państwa odzyska 34 mln zł od Helpera?"

Komentarz (0)

Więcej artykułów…

  1. Przyczyna katastrofy w hotelu „Manor: przypadek czy głupota?
  2. Dzierżawca parkingu odpowiedział filmem na rolkę Prezydenta Olsztyna

Strona 5 z 537

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

Cwaniaczko :-) i do tego 100 tys premii czyli 8,3 tys na miesiąc. Razem daje 13,3 tys zł i to jest już git. Do tego paliwo, auto, gabinet, telefon, ko...
Prezes WFOŚiGW w Olsztynie odw...
1 dzień temu
Ja biorę za 5000 brutto. I co, zatkało?
Prezes WFOŚiGW w Olsztynie odw...
1 dzień temu
Co za fryzurka. Do jakiego ukr fryzjera chodzi ten w niebieskiej koszuli?
Do szpitala rehabilitacyjnego ...
1 dzień temu
https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/furia-czyli-prymus-pryncypala,216135
https://opinie.olsztyn.pl/olsztyn/furia-czyli-prymus-pryncypala/
"Krytyka Polityczna" ostrzega:...
1 dzień temu
A jakby starym komuchom naprawdę nie chciało się przenieść szubienic na Czarci Ostrów, to powinny sobie przypomnieć, że obecnie:
"Taki jest nakaz p...
Wkrótce wyrok NSA w sprawie na...
1 dzień temu
Mieszkańcy Olsztyna zafundowali sobie i okolicznym gminom duży problem. Ogródki działkowe na Wójtowej Roli są najbardziej narażone na emisje.
Ogromne przekroczenia emisji w...
1 dzień temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • PILNE / MONIT: Żądanie interwencji poselskiej – Międzynarodowe śledztwo EPPO a milczenie elit politycznych
  • Abp Filipazzi: Treść przesłania gietrzwałdzkiego można streścić w trzech słowach: nawrócenie, pokora i zaufanie
  • Premier Donald Tusk tumani, uwodzi, szczuje, manipuluje, kłamie i straszy. A Polska tonie...
  • Prezes WFOŚiGW w Olsztynie odwołany. Czy jest ofiarą walki pomiędzy Centrum a Partią2050?
  • Neurochirurg-celebryta z Olsztyna Grabarczyk zarabiał nawet 1000 zł za 5-19 minut w Piszu
  • We wrześniowej „Debacie” Bachmura o zamordyzmie KO, Socha demaskuje Tuska a Kowalczyk mówi „Tak dla imigracji”
  • Radni KO odrzucili prawo mieszkańców Olsztyna do głosu na sesjach
  • Ile jest prawdy w oskarżeniach Serafina: „Macie brudne łapy, PSL-owskie świnie”?
  • Ofierska twierdzi, że "Deb@ta" naruszyła jej dobra, żąda przeprosin i 500 zł. ODMAWIAMY
  • Teatr Narodowy im. Donalda Tuska: Jak przedszkolaki bawią się w rządzenie państwem
  • Operatora Term Warmińskich licytuje komornik

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.