logodebata

JESTEŚMY ORGANIZACJĄ POŻYTKU PUBLICZNEGO. PROSIMY o 1,5% Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

wtorek, kwiecień 14, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Wiadomości
  • Olsztyn

Olsztyn

Sąd skazał W. Winiarską za wyłudzenie statusu działacza opozycji antykomunistycznej

Szczegóły
Opublikowano: poniedziałek, 16 marzec 2026 08:55
Adam Jerzy Socha

Sędzia Sądu Rejonowego w Olsztynie Mirella Sprawka ogłosiła w poniedziałek 16 marca wyrok. Władysławę Winiarską skazała na łączną karę 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata oraz orzekła zwrot wyłudzonej kwoty 24 710,68 zł z  Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych.

Osoby, które Winiarskiej podpisywały fałszywe oświadczenia, potwierdzające jej działalność podziemną w latach 1982-1989 sąd skazał na następujące kary:

Głównego "naganiacza" Winiarskiej do podpisywania jej fałszywych oświadczeń Wiesława B. skazała na 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 1 rok. i karę grzywny w wysokości 1 000 zł.

Jana Zygmunta M., który nie przyznał się do winy oraz Zofię D., koleżankę Winiarskiej z banku, która też nie przyznała się do winy, na karę łączną 7 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 1 rok i 1000 zł grzywny.

Jana M. ze Szczytna, brata Władysławy Winiarskiej, który też nie przyznał się do winy, sąd skazał na 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 1 rok i 1000 zł grzywny.

Wobec pozostałych oskarżonych, którzy przyznali się do winy już na etapie postępowania administracyjnego, sędzia zastosowała nadzwyczajne złagodzenie kary:

Tadeuszowi P. i Andrzejowi Gierczakowi wymierzyła karę grzywny w wysokości 500 zł., Lechowi Ś.  - 600 zł.

Wyrok nie jest prawomocny.

UZASADNIENIE ustne wyroku

W ocenie sądu cały zebrany w sprawie materiał dowodowy pozwolił na to, żeby przypisać oskarżonym popełnienie zarzucanych im czynów.

Sąd nie dał wiary wyjaśnieniom oskarżonych w zakresie w jakim nie przyznawali się oni do zarzutów. Trzeba przy tym podkreślić, że część z nich, choć nie przyznawała się do zarzutów, to tak naprawdę nie kwestionowała czy rzeczywiście te oświadczenia zawierały nieprawdę, jak i ich zeznania złożone w toku postępowania administracyjnego.

W szczególności sąd nie dał wiary wyjaśnieniom oskarżonej Władysławy Winiarskiej odnośnie tego, kiedy wskazywała ona jak to w okresie od roku 1980 do 1989, zajmowała się działalnością podziemną, działała w nielegalnych wówczas strukturach Solidarności. Trzeba wskazać, że te jej wyjaśnienia były sprzeczne z dowodami zebranymi w sprawie.

Przede wszystkim z tymi, które zawnioskowane zostały przez prokuratora. Co istotne, jeden z oskarżonych, który początkowo wspierał wersję pani Władysławy Zofii Winiarskiej i który próbował jej pomóc, ażeby uzyskała status opozycjonisty, oskarżony Lech Ś. jeszcze na etapie postępowania administracyjnego przyznał się do tego, że tak naprawdę to oświadczenie, w którym potwierdził, że był świadkiem tego, że pani Winiarska taką działalność prowadziła, to było oświadczenie, które zawierało nieprawdę. Z jego drugich zeznań złożonych w czasie tego postępowania wynika, że został namówiony przez panią oskarżoną do złożenia takiego oświadczenia, że jego treść była właściwie przygotowana przez nią, a tak naprawdę to poznał ją dopiero w latach dziewięćdziesiątych.

W ocenie sądu ta relacja pana Ś., później też składana w charakterze wyjaśnień oskarżonego, jawi się jako bardzo wiarygodna, logiczna. Sam oskarżony nie miał żadnego powodu, ażeby w tym zakresie wyjaśniać nieprawdę i aby bezpodstawnie obciążać panią Winiarską. Zwłaszcza, że również te jego wcześniejsze oświadczenia i zeznania i teraz ich zmiana, narażała go na odpowiedzialność karną, co zresztą się stało, bo też jest jednym z oskarżonych w tej sprawie.

Stanowisko pana Lecha Ś., jego zeznania, kolejne wyjaśnienia również znalazły potwierdzenie w relacjach pozostałych oskarżonych. Może nie wszystkich oskarżonych, ale tych, którzy w zasadzie wycofali się z tych początkowych twierdzeń, w których wskazywali oni, że znają panią Winiarską z tego najwcześniejszego okresu, jako działaczkę podziemia.

Tu trzeba zwrócić uwagę również na wyjaśnienia oskarżonego Andrzeja Gierczaka, który co prawda nie przyznawał się do zarzutu, ale jednocześnie podkreślał, że tak naprawdę on nie znał pani Winiarskiej przed 1989 rokiem wbrew temu, co poświadczył w swoim oświadczeniu. I też tak naprawdę nie mógł wiedzieć, kto z tej drukarni, jeśli była tam rzeczywiście prowadzona drukarnia [w piwnicy domu Andrzeja Gierczaka], a na to wszystko wskazuje, kto z niej te ulotki brał, a kto nie brał.

Mimo tego podpisał on oświadczenie o innej treści. Podobnie tę wersję potwierdzają również wyjaśnienia pana Tadeusza P., który pierwotnie złożył takie oświadczenie, które potwierdzało tę działalność, a następnie się z niego wycofał. Te relacje tych oskarżonych jawią się jako logiczne, obiektywne. Znajdują też wsparcie w zeznaniach świadków przesłuchiwanych w prokuraturze, zwłaszcza tych, którzy byli zawnioskowani przez prokuratora i byli przesłuchiwani również w postępowaniu przygotowawczym, ale także przez ten sąd.

Wyjaśnienia oskarżonej i też tych pozostałych oskarżonych, którzy do końca nie wycofali się z tego swojego stanowiska, ale zwłaszcza oskarżonej pani Winiarskiej, jak i oskarżonej pani Zofii D., pojawiają się w ocenie sądu również jako takie nielogiczne. Oprócz tego, że są po prostu sprzeczne z tym pozostałym materiałem, któremu sąd dał wiarę i są też niewiarygodne w świetle zasad doświadczenia życiowego.

Dziwna jest sytuacja, że przez ten okres [do 2018 roku] , dopóki pani Winiarska nie starała się o uzyskanie tego statusu, nikt tak naprawdę o jej działalności nie wiedział. W żadnych publikacjach jej nazwisko się nie pojawiało, a panie w swoich relacjach wskazywały, że ta działalność była niezwykle szeroka. Właściwie wydawałoby się z tych relacji, że to były główne opozycjonistki tutaj na terenie Olsztyna.

Dziwnym też się wydaje, że skoro prowadziło się, tak jak one twierdzą, takie akcje jak obserwacja budynku KW PZPR, obklejanie go plakatami w tamtych czasach stanu wojennego, rozrzucanie tam ulotek, to trochę dziwnym też się wydaje, że ta ich działalność nigdy nie została wykryta.

Jako niewiarygodne sąd uznał ich stanowisko wskazujące na to, że również miały powielać te przecież tajne informacje na jakichś drukarkach, powielaczach, które działały w banku [Banku Gospodarki Żywnościowej].

Albo też, że te ulotki były przekazywane, jak pani Winiarska wskazywała i też jej świadkowie, którzy raptem się pojawili również w tym postępowaniu sądowym, też wskazywała na to, że tak naprawdę rozdawała ulotki, za które przecież można było mieć duże represje w okresie stanu wojennego, że ona rozdawała je osobom, z którymi miała tylko stosunki służbowe, bo przychodzili oni do banku i byli tylko jej klientami, nie znali się bliżej.

To jest jakby dodatkowy argument na to, wśród tych pozostałych dowodów jednoznacznie wskazujących, że brak jest dowodów, żeby taka działalność, zwłaszcza w zakresie takim, jak została podana tam w oświadczeniu i wniosku, miała miejsce.

Wszystko to doprowadziło do tego, że sąd uznał oskarżonych winnymi popełnienia zarzucanych czynów. Co do tych czynów, które miały charakter pomocnictwa zarzuconych oskarżonym pozostałym niż pani Winiarska, to sąd uznał, że z uwagi na to, że było to pomocnictwo i tak naprawdę te osoby z tego korzyści żadnej nie odniosły, no to sąd tutaj zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary i zastosował karę łagodniejszą. Przy tym też najłagodniej sąd potraktował te osoby, które jednak na pewnym etapie postępowania postanowiły wskazać, jak było naprawdę i wycofać się z tych pierwotnych oświadczeń i opowiedzieć, jak to było naprawdę.

Chodziło tu o pana Lecha Ś. w szczególności. Tutaj też w tym zakresie sąd uznał, że wystarczającą będzie tu kara grzywny, zresztą najłagodniejsza jaką można było tutaj zastosować, bo innych możliwości przy takim zagrożeniu karnym nie można było tutaj uwzględnić, bo wszystkie te czyny są zagrożone karą od 6 miesięcy pozbawienia wolności do 8 lat. Tak więc stosując nawet to nadzwyczajne złagodzenie była to tylko taka możliwość.

Oczywiście tam, gdzie wymierzono karę pozbawienia wolności, sąd uznał, że wszyscy oskarżeni zasługują na warunkowe zawieszenie tych kar. Są to osoby niekarane do tej pory, więc wydaje się, że tutaj rzeczywiście tę instytucję można zastosować. W ostatnich punktach sąd obciążył panią Winiarską kosztami postępowania, ale tylko w tej części, która odpowiada ilości przedstawionych jej zarzutów i przypisanych jej czynów.

Natomiast pozostałych oskarżonych, których sytuacja finansowa jest gorsza, to sąd zwolnił od kosztów sądowych. Oczywiście wyrok jest nieprawomocny. Przysługuje od niego apelacja.

Poniżej wczesniejszy mój tekst

Mimo że oskarżoną była Władysława Winiarska i weterani olsztyńskiej „S”, to w mowach końcowych 2 marca oskarżeni zwracali się nie do Wysokiego Sądu, tylko do mnie; oskarżając, iż to z powodu moich artykułów znaleźli się na ławie oskarżonych. W ich narracji prokurator spisał duże fragmenty z moich tekstów pt. „Bohaterka olsztyńskiej Solidarności czy mitomanka?” i na nich oparł akt oskarżenia. Wnieśli o uniewinnienie.

Proces zaczął się 24 lipca 2025 roku a w poniedziałek 2 marca sędzia Sądu Rejonowego w Olsztynie Mirella Sprawka zamknęła go. Ogłoszenie wyroku nastąpi 16 marca o godz. 14.00, w sali 101.

Władysława Winiarska oskarżona została o wyłudzenie z Urzędu ds Kombatantów i Osób Represjonowanych statusu działacza opozycji antykomunistycznej od 13 grudnia 1981 do 4 czerwca 1989, wyłudzenie od rzeczywiście represjonowanych działaczy „S” i innych osób, fałszywych oświadczeń potwierdzających jej działalność oraz za składanie fałszywych zeznań. Ci działacze, za podpisanie takich poświadczeń, a także składanie fałszywych zeznań, też zasiedli obok Winiarskiej na ławie oskarżonych.

Prokurator wniosła o kary pozbawienia wolności

Prokurator 2 marca ograniczyła się do odczytania suchego wniosku o uznanie oskarżonych winnymi zarzuconych im czynów i wymierzenie Władysławie Winiarskiej łącznej kary 1. roku pozbawienia wolności, warunkowo zawieszonej na 3 lata, obowiązku informowania w tym czasie kuratora sądowego oraz sądu o przebiegu próby oraz naprawienia szkody w całości (czyli zwrócenia wypłacanego z Urzędu ds. Kombatantów świadczenia pieniężnego, które od 1 marca 2026 roku wynosi 1 978,49 zł miesięcznie).

Dla Wiesława B. (przewodniczącego Zarządu Regionu „S” w Olsztynie po 1990 roku, który pomagał Winiarskiej w wyszukiwaniu działaczy „S” do podpisania oświadczenia) - kary łącznej 1. roku pozbawienia wolności, warunkowo zawieszonej na 3 lata, a dla pozostałych oskarżonych: Zofii D. (koleżanki Winiarskiej z Banku Gospodarki Żywnościowej), Jana M. (brata Winiarskiej ze Szczytna), Jana Zygmunta M. (przewodniczącego KZ „S” w OZOS-ie po 1990 roku), Lecha Ś. (pracownika ZR „S” po 1990 roku), Tadeusza P. (internowanego w stanie wojennym działacza KZ „S” w ART) i Andrzeja Gierczaka (przewodniczącego KZ „S” na PKP w Olsztynie, internowanego w stanie wojennym) – kary 6 miesięcy pozbawienia wolności, warunkowo zawieszonej na okres lat 2.

Jako że młoda prokurator, nie wyszła poza ten suchy komunikat oraz nie odniosła się ani słowem do bałamutnych zeznań świadków Winiarskiej (nie mogła się odnieść, bo po raz pierwszy pojawiła się na sali rozpraw), przytoczę zarzuty z aktu oskarżenia wniesionego do sądu:

„Cynicznie wykorzystała upływ czasu...”

Prokurator ustalił, że Władysława Winiarska w 2018 roku zaczęła nawiązywać kontakty z osobami faktycznie zaangażowanymi w latach 80. w działalność opozycji antykomunistycznej, aranżując z nimi rozmowy na temat ”S” i wypowiadając się w taki sposób, jakby osobiście brała udział w tych wydarzeniach. Robiła to z pełną świadomością, że przedstawia nieprawdę, jednak wykorzystała fakt, że zdarzenia te miały miejsce przed niemal 40 laty i ewentualne wątpliwości rozmówców zrzucała na karb ich niepamięci. Osobom, które były niepewne okoliczności rzekomego prowadzenia przez nią działalności opozycyjnej sama dyktowała oświadczenia (jak Tadeuszowi P., któremu mówiła, "Tadek, nie pamiętasz, jak razem działaliśmy?"). Wykorzystała fakt, że po roku 1990 była księgową Zarządu Regionu „S” w Olsztynie i swoją działalność w tym okresie rozciągnęła na lata 80. XX wieku.

„Cynicznie wykorzystała upływ czasu i społeczny szacunek dla osób prowadzących w latach 80. działalność antykomunistyczną w celu osiągnięcia nienależnej jej korzyści majątkowej w postaci świadczeń pieniężnych” – czytamy w akcie oskarżenia.

W śledztwie ustalono, że większość oświadczeń została sporządzonych przez samą Winiarską, która następnie podsuwała je do podpisu.

Oświadczenia te zbierała w okresie od września do grudnia 2018 roku. Status działacza opozycji antykomunistycznej uzyskała 19 kwietnia 2019 roku. W 2020 roku Władysław Kałudziński, przewodniczący Wojewódzkiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozycji Antykomunistycznej oraz Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych w Olsztynie przy wojewodzie, poprosił mnie w swoim w imieniu oraz członków komisji, autentycznych działaczy podziemia, represjonowanych w stanie wojennym o zbadanie prawdziwości opisu działalności w podziemiu, który Winiarska złożyła do Urzędu ds Kombatantów oraz oświadczeń osób, które tę działalność jej potwierdziły. Wcześniej, żadnej informacji na jej temat nie znaleziono w IPN. Członkowie Komisji byli oburzeni nadaniem Winiarskiej, przez prezesa Urzędu, statusu działacza opozycji antykomunistycznej, po tym, jak Komisja zaopiniowała negatywnie jej wniosek, jako pozbawiony podstaw.

Podjąłem się tego zadania, tym bardziej, że sam działając w opozycji olsztyńskiej, następnie jako dziennikarz Radia Olsztyn, realizowałem dźwiękową historię olsztyńskiej „S” nagrałem rozmowy z ogromną liczbą działaczy „S” oraz z historykami badającymi dzieje „S”, których książki przestudiowałem, tak jak i archiwa IPN i ani razu nie pojawiło się w nich nazwisko Winiarskiej. Osobiście poznałem ją, gdy w 1990 roku zostałem zatrudniony jako redaktor naczelny biuletynu Zarządu Regionu „S” - ”Rezonans” a po mnie Winiarska przeszła do Zarządu z Banku Gospodarki Żywnościowej na księgową.

Moje skrupulatne i wszechstronnie badania opublikowałem w serii czterech artykułów pt. "Bohaterka podziemnej Solidarności czy mitomanka” oraz „To agent SB drukował w piwnicy działacza „Solidarności”

Bohaterka olsztyńskiego podziemia „Solidarności” czy mitomanka? (cz.I)

Bohaterka olsztyńskiego podziemia „S” czy mitomanka (cz.II)?

Bohaterka olsztyńskiego podziemia „S” czy mitomanka? (Cz. III)

To konfident SB zorganizował drukarnię w domu działacza „Solidarności (Andrzeja Gierczaka)”

Komisja wystąpiła do prezesa Urzędu o cofnięcie Winiarskiej statusu, załączając do wniosku moje teksty. Prezes wszczął nadzwyczajne postępowania administracyjnego. Część osób, które podpisały Winiarskiej oświadczenie, uświadomione, że będą odpowiadać za składanie fałszywych zeznań, zmieniła je lub całkowicie się z nich wycofała.

Cała piramida kłamstw, którą zbudowała Winiarska, runęła z tego powodu, że Winiarska oparła ją na osobie Lecha Ś. i Andrzeju Gierczaku. Zbudowała w oparciu o nich następującą opowieść. Jako pracownica Banku Gospodarki Żywnościowej i członek KZ "S" po ogłoszeniu stanu wojennego nie zaprzestała działalności i wraz z koleżanką Zofią D. skontaktowała się z Lechem Ś., przewodniczącym KZ "S" w Metalowej Spółdzielni Inwalidów im. F. Nowowiejskiego w Barczewie oraz z Wiesławem B., kierowcą z Zakładów Mięsnych, członkiem Zarządu Regionu "S" i Stanisławem Mackiewiczem ze Spomaszu, wiceprzewodniczącym ZR "S", po wyjściu tych osób z internowania

Wiesław B. miał ją skontaktować z maszynistą kolejowym, wiceprzewodniczacym KZ "S" na PKP Michałem Kwiatkowskim. Od 1983 lub 84 roku Lech Ś. woził ją i Zofię D. regularnie, aż do 1989 roku na Dworzec Główny PKP, tam odbierała ulotki przywiezione przez maszynistę Kwiatkowskiego z Gdańska, następnie Lech Ś. zawoził panie pod dom Gierczaka (zawsze nocą), tam Winiarska przekazywała ulotki, które w piwnicy powielał drukarz. Powielone przekazywała ks. Julianowi Żołnierkiewiczowi, proboszczowi parafii NSPJ w Olsztynie, po Mszy św. niedzielnej, a następnie ksiądz rozprowadzał bibułę wśród opozycjonistów, którzy przychodzili do niego na plebanię po Mszy.

Oprócz tego wraz z Zofią D. rozrzucały część ulotek po Olsztynie, w tym regularnie zostawiały je w ubikacji KW PZPR, bo w bufecie komitetu codziennie jadły śniadanie (budynek KW PZPR sąsiaduje z BGŻ). Część ulotek woziły do Szczytna. Ponadto malowały hasła i naklejały plakaty na murach, w tym na murze KW PZPR, uczestniczyły w marszach i demonstracjach ulicznych. I przez tyle lat SB nie trafiła na ich trop!

Ta opowieść runęła, gdy Lech Ś. zeznał, że nie tylko nie działał z Winiarską w okresie po 13 grudnia 1981 do 4 czerwca 1989 roku, ale w ogóle nie konspirował w tym okresie. Natomiast Andrzej Gierczak udostępnił swoją piwnicę do drukowania "bibuły", ale w 1987 roku a nie w 1983, do tego nie wiedział komu i co ten człowiek drukował i dla kogo?

Natomiast Winiarska twierdzi, że od tego drukarza odbierała ulotki od "1983 lub 1984 roku". Szkopuł w tym, że odkryłem, iż tym "drukarzem" był najwydajniejszy i najlepiej opłacany kapuś SB, wieczny student geodezji ART (1980-1990) Roman Kosiorek. Jak wyznał mi sam Kosiorek, wydrukowane, powielone "Rezonanse" przekazane mu przez SB, zabierał do Kortowa, by przed studentami i olsztyńską opozycją uwiarygodniać się jako wielki opozycjonista. Gdy SB uznała, że osiągnął swój cel, 28 kwietnia 1988 roku esbecy wkroczyli do domu Gierczaka z rewizją i od tego dnia Kosiorek się więcej u niego nie pojawił ani nikt inny. 

To konfident SB zorganizował drukarnię w domu działacza „Solidarności (Andrzeja Gierczaka)”

Nie przesłuchano maszynisty PKP Michała Kwiatkowskiego, bo zmarł 11 września 2021 roku. Jego oświadczenie datowane jest na 23 kwietnia 2021 roku, zostało przesłane przez Winiarską do Urzędu już po jego śmierci tj. dopiero 7 października 2021. Zdaniem Urzędu to nie był przypadek.

Mnie się udało porozmawiać z Michałem Kwiatkowskim przed jego śmiercią. Powiedział, że ma problemy z pamięcią i nie kojarzy takiej kobiety. Potwierdził, że przywoził ulotki ze strajkującej w sierpniu 1980 roku Stoczni Gdańskiej, ale po przeprowadzonej z nim rozmowie ostrzegawczej w dyrekcji już nigdy więcej tego nie robił. Po ogłoszeniu stanu wojennego jako wiceprzewodniczący KZ „S” najpierw przez kilka dni się ukrywał (przewodniczący Andrzej Gierczak został internowany), a następnie zgłosił się do dyrekcji i po rozmowie z nim oficera SB, pozwolono mu dalej pracować.

Nie przesłuchano też zmarłego 23 grudnia 2020 roku Stanisława Mackiewicza, wiceprzewodniczącego Zarządu Regionu „S”. Zostały jego wspomnienia drukowane w „Debacie”. Napisał, że po wyjściu z internowania był cały czas prześladowany, często wzywany na przesłuchania, esbecy wpadali do niego do mieszkania z rewizjami, był izolowany w pracy w Spomaszu. Ani słowem nie wspomniał, że podjął jakąkolwiek działalność konspiracyjną. Zaszczuty wyemigrował z rodziną do USA w 1983 roku. Powrócił z emigracji u schyłku życia, schorowany, z problemami z pamięcią, podpisał podsunięte oświadczenie wraz z Wiesławem B. i Lechem Ś.

W jego oświadczeniu dla Winiarskiej napisano: „Wiem, że współpracowała z Lechem Ś (…) w zakresie kolportażu ulotek, przekazywania ustaleń Zarządu (…)”.

Lech Ś. do 13 grudnia 1981 roku przewodniczący KZ „S” w Metalowej Spółdzielni Inwalidów im. F. Nowowiejskiego w Barczewie zeznał, że złożył niezgodne z prawdą oświadczenie, gdyż kierował się chęcią pomocy Winiarskiej w uzyskaniu statusu i świadczenia pieniężnego (Winiarska jako była główna księgowa w ZR „S” w latach 1991-97, a następnie do emerytury w SM „Pojezierze” nie „klepie biedy”, stać ją było na kupno domu w Dajtkach – przypis A.Socha).

Oświadczenia nawet nie czytał, tylko przygotowane przez Winiarską podpisał wraz z Wiesławem B. i Stanisławem Mackiewiczem w jej biurze. Winiarską poznał dopiero jak zaczął pracę w ZR „S” po 1990 roku. Oświadczył, że od 13 grudnia 1981 do 1989 roku nie prowadził żadnej działalności, gdyż jego zakład był zmilitaryzowany, on był ściśle inwigilowany, miał małe dzieci, więc nie ryzykował uwięzienia.

Zofia D., przyjaciółka Winiarskiej z banku, w oświadczeniu z 2018 roku twierdziła, że Lech Ś był najważniejszym współpracownikiem Winiarskiej i jej w podziemiu i opisała ze szczegółami przebieg tej współpracy. Natomiast przesłuchana w postępowaniu nadzwyczajnym w 2019 roku, po tym, jak Lech Ś wycofał się ze swojego oświadczenia, Zofia D. stwierdziła, że nic nie wie o współpracy Winiarskiej z Lechem Ś. Lecha Ś poznały dopiero po 1990 roku, gdy robił w BGŻ szkolenia z zakresu BHP. Miejsce Lecha, w jej zeznaniu, zajął zmarły maszynista Michał Kwiatkowski, jako główny współpracownik pań.

Urząd uznał za niewiarygodną jej opowieść, iż wraz z Winiarską zostawiały ulotki w toalecie KW PZPR, w ten sposób, że „zwijały je w papier toaletowy”, rozrzucały ulotki przed KW PZPR i w drodze do parku oraz rozklejały plakaty i karykatury opozycyjne na bocznej ścianie budynku KW PZPR. „Opis ten brzmi niewiarygodnie biorąc pod uwagę ówczesne warunki oraz wysoki poziom inwigilacji społeczeństwa przez SB” – czytamy w protokole.

Natomiast Winiarska zeznała, że wraz z Zofią D. nawiązała kontakt z Lechem Ś. po ogłoszeniu stanu wojennego „on nam pomagał, uczył, przekazywał informacje jak organizować spotkania z byłymi solidarnościowcami. W kilku spotkaniach uczestniczył, nawiązała się współpraca (,,.) ja odbierałam ulotki z Panem Lechem Ś., jego samochodem podjeżdżaliśmy pod drukarnię, która mieściła się u Pana Andrzeja Gierczaka na  Dajtkach, zawsze było to w nocy. Pierwszy raz trafiłam tu w 1983 lub 1984 rok (…). Razem z panem Ś. odbierałam ulotki i zanosiliśmy je do ks. J. Żołnierkiewicza (…). Najściślej współpracowałam z panią Zofią D. i Lechem Ś".

Kłamca wpada na swoim kłamstwie, gdyż nie jest w stanie dokładnie powtórzyć po raz kolejny swoją wersję. Np. Winiarska twierdziła, że bez przerwy Lech Ś. woził ją autem, najpierw na Dworzec Główny PKP, po odbiór ulotek od maszynisty Michała Kwiatkowskiego, następnie z tymi ulotkani i ryzami papieru wyniesionymi z BGŻ wiózł ją pod dom Andrzeja Gierczaka, gdzie drukarz w piwnicy  przekazane ulotki powielał i powielone jej przekazywał, a ona je z Zofią D. roznosiła po całym Olsztynie, zostawiały ich część w toalecie KW PZPR, część przekazywała ks. Julianowi Żołnierkiewiczowi.

Natomiast Andrzej Gierczak zeznał, że pewnego dnia w w 2018 roku w osiedlowym sklepiku na Dajtkach podeszła do niego Winiarska i zagadała: "Muszę do Ciebie wpaść, mam sprawę, podaj mi swój adres".

Jak to możliwe, że rzekomo jeżdżąc dziesiątki, jeśli nie setki razy do domu Gierczaka, od 1983 lub 84 do 1989 roku, nie wiedziała gdzie Gierczak mieszka?

Wiesław B., który pomagał Winiarskiej w uzyskaniu statusu, przesłuchany w postępowaniu nadzwyczajnym też zanegował w znacznej mierze swoje oświadczenie. Zeznał, że jego kontakty z Winiarską ograniczyły się do udzielania porad dotyczących sposobu organizacji związku w zakładzie pracy (Wiesław B., kierowca w Zakładzie Mięsnym, wznowił działalność związkową w 1987 roku – przypis Adam S.) i sporadycznych spotkań w Kościele NSPJ przy ul. Kopernika. Nie dawał jej ulotek. Stanowczo zaprzeczył, by kontaktował Winiarską z maszynistą Michałem Kwiatkowskim i organizował przekazywanie przez niego ulotek – jak twierdziła Winiarska.

Andrzej Gierczak, przewodniczący KZ „S” PKP w Olsztynie, internowany, po wyjściu działał podziemiu, za co był represjonowany, zeznał, że poznał Winiarską dopiero w latach 1989-90 i nie ma żadnej wiedzy na temat jej działalności w opozycji antykomunistycznej przed 1989 rokiem. Przyznał, że do podpisania pisemnego oświadczenia, które zawierało nieprawdziwą informację, iż miał ją znać jako osobę prowadzącą działalność w opozycji antykomunistycznej przed 1989 roku, został nakłoniony przez Winiarską: „Ona naciskała na to”.

Jan Zygmunt M. emerytowany przewodniczący KZ „S” w OZOSie po 1990 roku plątał się w swoich zeznaniach. Już nie twierdził, jak w oświadczeniu, że otrzymywał od Winiarskiej ulotki raz w miesiącu, lecz że „czasami wymieniali się ulotkami”.. Raz Jan M. twierdził, że „nigdy nie miałem z tą panią kontaktów a z Zofią D. też jedynie czasami wymienialiśmy się ulotkami i przywoziłem Winiarskiej klej ze swojego zakładu”. Dalej zeznawał, że „w latach 1982-1987/88 spotykał Winiarską, czasami było to tydzień w tydzień, a czasami miesiąc się nie widzieliśmy”. Twierdził, że spotkań z nią mogło być 30 razy. W postępowaniu zwyczajnym zeznawał, że wie od Lecha Ś., że odbierał wraz z Winiarską ulotki z drukarni Gierczaka, a w postępowaniu nadzwyczajnym, że wiedział o tym od samej Winiarskiej. W oświadczeniu z 6 grudnia 2018 roku oraz przesłuchany 1 marca 2019 roku twierdził, że odbierał ulotki od Winiarskiej w kościele, gdzie „miała ona prowadzić kolportaż”, a w nadzwyczajnym postępowaniu w sierpniu 2019 roku temu zaprzeczył.

Elektromonter Jan M. ze Szczytna zeznał, że otrzymywał od Winiarskiej ulotki raz w miesiącu w plikach po 100-500 sztuk. Po zwolnieniu dyscyplinarnym w 1982 roku już nie prowadził działalności opozycyjnej. Natomiast w artykule prasowym twierdził, że otrzymywał od Winiarskiej ulotki w stanie wojennym, gdy to się wydało został w 1982 roku zwolniony z pracy, a potem już nie kolportował, bo był obserwowany. Nie ma śladu w archiwach IPN na temat Jana M. i jego rzekomego zwolnienia dyscyplinarnego z powodu ulotek, a takie zdarzenie musiałoby być odnotowane przez służby. Natomiast Winiarska twierdziła, że woziła ulotki wraz z Zofią D. do Szczytna, do Jana M. przez całe lata 80.

Urzędnicy, którzy ich przesłuchiwali, podkreślili, że Winiarska i Jan M. ukryli przed nimi, że są rodzeństwem.

Tadeusz P., pracownik ART, członek Zarządu Regionu „S” i delegat na I Krajowy Zjazd „S” w 1981 roku, nie zgłosił się na przesłuchania. W oświadczeniu potwierdził, że znał Winiarską w latach 1980-1981, ale że wyemigrował do USA w 1983 roku, to nic nie wie o jej działalności po tym roku.

Po analizie dokumentów oraz po dwukrotnych przesłuchaniach, prezes Urzędu ds kombatantów odebrał Winiarskiej status działacza opozycji. Jednocześnie złożył zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu wyłudzeniu świadczeń i złożenia fałszywych zeznań przez Winiarską i jej świadków.

Prokuratur: winni są także działacze "S"

Prokurator ustalił, że osoby, które podpisały jej oświadczenia były przez nią inspirowane i częściowo zostały zmanipulowane, jednak wina leży także po ich stronie. Podpisali oświadczenia mimo, że albo sami nie prowadzili w latach 80. żadnych działań, albo w ogóle z takich działań Winiarskiej nie pamiętali. Mieli przy tym świadomość w jakim celu chce Winiarska uzyskać od nich podpisy, a więc udzielili jej pomocy w oszustwie – ocenił prokurator.

Na niekorzyść podejrzanych działa też to, że podejrzani podczas przesłuchań w postępowaniu administracyjnym, świadomie złożyli fałszywe zeznania, z jednej strony chcąc „pomóc” Winiarskiej, a z drugiej strony chcąc prawdopodobnie zachować wiarygodność i swoje dobre imię.

Władysława Winiarska przesłuchana przez prokuratora jako podejrzana, nie przyznała się do winy, odmówiła złożenia wyjaśnień i odpowiedzi na pytania.

„Władysława W. nie spełniała żadnego kryterium ustawy”

Prokurator na podstawie zgromadzonego materiału uznał, że Władysława W. nie spełniła żadnego kryterium wymienionego w ustawie z 20 marca 2015r. o działaczach opozycji antykomunistycznej oraz osobach represjonowanych z powodów politycznych”.

„Prokurator powołał tylko trzech świadków...”

Ostatnie słowo obrońców oskarżonych i samych oskarżonych

Jako pierwszy głos na ostatniej rozprawie 2 marca zabrał mec. Michał Lubieniecki. Wniósł o uniewinnienie swojego klienta Wiesława B. Argumentował, że prokurator powołał tylko trzech świadków: red. Adama Sochę, którego „artykuły zostały rozdmuchane i skierowane do prokuratury”.

- Redaktor powołał się na rozmowy z wieloma działaczami „S”, ale prokurator z tego grona powołał na świadka, oprócz red. Sochy, urzędnika z Urzędu ds. Kombatantów oraz Danutę Gulko, jako jedyną działaczkę podziemia, represjonowaną opozycjonistkę - wytykał obrońca. - Natomiast oskarżona powołała cały szereg świadków, którzy potwierdzili współpracę z nią w podziemiu: Jerzego Gosiewskiego z Mrągowa, który zeznał, że znał oskarżoną przed i po wprowadzeniu stanu wojennego, gdyż jako pracownica banku obsługiwała Lasy Państwowe. Winiarska w tym banku przekazywała mu ulotki w w latach 1982-1989, Gosiewski brał udział w spotkaniach z Winiarską i Zofią D., rozmawiali, o planach protestów, marszach w drugiej połowie lat 80. XX wieku.

[Jak leśniczy z Mrągowa mógł obsługiwać konto Nadleśnictwa Mrągowo w BGŻ w Olsztynie? Ten „konspirator” zapisał się w 1987 roku do PZPR i awansował na Nadleśniczego – przypis A.Socha]

- Świadek Leszek Bubel zeznał, że w 1984 roku pani Winiarska była u niego kilkanaście razy po ulotki. Sam je redagował na podstawie swoich tekstów, informacji z Radia Wolna Europa i Głosu Ameryki oraz drukował po tysiąc - dwa tysiące egzemplarzy. Pani Winiarska brała ich tyle, że nie mieściły się jej w torbie - cytował mec. Lubieniecki. - Świadek Marek Żejmo też wskazał, że w BGŻ otrzymywał od pani Winiarskiej ulotki, co by potwierdzało, że W. Winiarska faktycznie się tym zajmowała – kontynuował adw. Lubieniecki. - Świadek Kazimierz Winiarski, mąż oskarżonej zeznał, że woził żonę autem na dworzec PKP w Olsztynie, żona odbierała ulotki od kolejarzy, a także z innych miejsc, z bloków w okolicach SM „Pojezierze”, wyjeżdżała po ulotki do Warszawy - uzasadnił wniosek mec. Lubieniecki.

Mec. Marek Lewandowski reprezentujący Lecha Ś. zwrócił uwagę na jego zasługi jako działacza „S” i opozycjonisty oraz ciężki stan zdrowia i wniósł, w razie uznania jego winy, o jak najmniejszy wymiar kary.

Najdłuższą, półgodzinną mowę obrończą miała bohaterka procesu Władysława Winiarska.

Skupiła się głównie na moich artykułach. Twierdziła, że prokurator w akcie oskarżenia przepisał całe fragmentu moich tekstów, które w jej ocenie zawierają liczne manipulacje i nieprawdziwe informacje na jej temat.

Winiarska szczególnie długo rozwodziła się nad kwestią, od kiedy datuje się moja z nią znajomość, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Twierdziła, że poznałem ją w domu jej brata Jana M. w Szczytnie, w latach 80. XX wieku. Owszem byłem w jego domu jednorodzinnym, gdy pisałem o nim tekst interwencyjny w związku z jego zwolnieniem dyscyplinarnym z Fermy Lisów we Wiartlu pod Szczytnem. Ale zapamiętałem tylko jego a nie inne osoby, które w tym dniu mogły tam przebywać. Skoro rzekomo wówczas ją u brata poznałem, to dlaczego w pierwszej rozmowie ze mną w 2020 roku, w której wysłuchałem jej opowieści o rzekomej działalności w podziemiu, powiedział tak:

„woziłam ulotki do Szczytna, do pana Jana M., jeździłam z Zofią D. Pana M. znałam z Zarządu Regionu Solidarności”.

Czy śp. ks. Julian Żołnierkiewicz był kolporterem wydawnictw podziemnych, współpracownikiem Winiarskiej?

Winiarska twierdziła w mowie obrończej, że dowodem na to, że odbierałą ulotki z drukarni Gierczaka i zawoziła po Mszy niedzielnej do śp. ks. Juliana Żołnierkiewicza, proboszcza parafii NSPJ w Olsztynie, kapelana olsztyńskiej „S” jest to, że w życiorysie księdza podano, że prowadził kolportaż wydawnictw podziemnych.

Faktycznie, tak podano w Encyklopedii Solidarności i w Wikipedii (dziwne, że nie ma tam biogramu Winiarskiej, rzekomo czołowej działaczki podziemia?). Jednak w dużej mierze te życiorysy sporządzane były na podstawie tego, co podawali sami ich bohaterowie. Życiorys ks. Żołnierkiewicza weryfikowała historyk IPN Renata Gieszczyńska, autorka rozdziału książki „Region Warmińsko-Mazurski” w: NSZZ „S” 1980-89, t.5 Polska środkowo-wschodnia pod red. Łukasza Kamińskiego i Grzegorza Waligóry, IPN, Warszawa 2010, ale też inni historycy. Ustaliła, że ksiądz był na każdym kroku inwigilowany, toczyło się śledztwo w sprawie 2 mln zł, które grupa działaczy wycofała z konta związku w przedzień stanu wojennego i zdeponowała u księdza, ponadto w tym kościele odbywały się „Msze za Ojczyznę”, na które przychodziła cała olsztyńska opozycja. Toteż parafia ta była naszpikowana szpiclami. Gdyby ksiądz prowadził kolportaż, zwłaszcza, gdyby po niedzielnej Mszy kolporterzy szli na plebanię po ulotki, jak twierdzi Winiarska, to zaraz po wyjściu zostaliby z nimi zatrzymani przez SB, natychmiast wpadłby ksiądz i osoby z nim współpracujące.

Nikt z autentycznych kolporterów nie potwierdził, że ks. Żołnierkiewicz prowadził kolportaż. Nie ma też o tym mowy w książce historyka ks. prof. Andrzeja Kopiczko (Dzieje kościoła i parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynie 1903–2003. Tym bardziej, że ksiądz był od lat 70. zarejestrowany jako TW „Marek” i stale wizytował go w domu parafialnym oficer SB. To na polecenie SB na mszy pogrzebowej studenta Marcina Antonowicza ks. Żołnierkiewicz wzywał żałobników, by na cmentarz pojechali podstawionymi pod kościół autokarami. SB chciała w ten sposób nie dopuścić do marszu konduktu żałobnego przez ulice miasta, co się nie udało. Przy okazji, po wyjściu po Mszy żałobnej z kościoła, Władysław Kałudziński długo szukał w tłumie odważnego, kto z nim poniesie wieniec od „Solidarności”. Wszyscy odmawiali. Dlaczego nie zgłosiła się Winiarska, która rzekomo szła w tym kondukcie? Zaofiarował się w końcu redaktor „Posłańca Warmińskiego” Ryszard Kułakowski.

Ks. Żołnierkiewicz zajmował się organizowaniem pomocy materialnej dla rodzin internowanych i przyjmowaniem transportów z żywnością i środkami higieny z Zachodu. Nie mógł narażać tak ważnej pomocy humanitarnej zajmowaniem się kolportażem.

Winiarska, jak i Jan Zygmunt M. twierdzili, że uczestniczyli w stanie wojennym w „marszach głodowych” w Olsztynie.

Tutaj znów wychodzi na jaw ich nieznajomość historii „Solidarności”. Marsze głodowe miały miejsce w 1981 r. (głównie przełom lipca/sierpnia), zorganizowane były przez Solidarność przeciwko drastycznym brakom żywności i kryzysowi gospodarczemu. Taki kilkutysięczny marsz odbył się też w Olsztynie 5 sierpnia 1981 roku, przeszedł ul. Zwycięstwa (obecnie Al. M. J. Piłsudskiego), więc Winiarska mogła go widzieć z okna BGŻ.

Występujący po Winiarskiej, Jan Zygmunt M. emerytowany przewodniczący KZ „S” w OZOSie (Michelin) po 1990 roku wytknął mi w moich artykułach dwa błędy. Przyznaję, że pomyliłem się podając, iż członek Wojewódzkiej Rady Konsultacyjnej do spraw Działaczy Opozycji Antykomunistycznej oraz Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych Marek Jaskuła weryfikując oświadczenie Winiarskiej, z nim rozmawiał. Natychmiast opublikowałem sprostowanie Jaskuły, które Jan M. na sali sądowej zacytował. Druga pomyłka, że nie mieszkał przy Kościuszki tylko Kołobrzeskiej w Olsztynie. Tylko jakie te pomyłki mają znaczenie dla sprawy ustalenia, czy Winiarska prowadziła działalność podziemną?

Występujący po Winiarskiej jej brat Jan M. ze Szczytna stwierdził, że oskarżenie jest „absurdalne” a jego siostra „przedobrzyła”.

- Przecież wystarczy do Urzędu ds. Kombatantów podać dwóch świadków. Po co aż tylu podała? Może chciała się pochwalić, jak dużo działała? – stwierdził i prosił o uniewinnienie.

Andrzej Gierczak powiedział, że nigdy nie sądził, że po tylu latach działalności w „Solidarności”, po tym jak był internowany, a po wyjściu nadal represjonowany za prowadzenie działalności podziemnej, trafi do sądu jako oskarżony.

- Ktoś chciał zabłysnąć, siebie zaprezentować, nie zawsze jest to rozsądne – komentował Gierczak. - Od początku tej sprawy wyraźnie mówiłem, że owszem, była u mnie w domu drukarnia podziemna, ale powiedziałem tej pani [Winiarskiej], że ja nie prowadziłem kolportażu ani druku. Może odbierała coś z drukarni, ale ja o tym nic nie wiem, dlatego nie rozumiem na jakiej podstawie uznano, że zasługuję na karę? – dziwił się.

- Proszę zrozumieć, że są różne nieporozumienia, różne ludzkie przywary i słabości. Jedni atakują drugich z powodów politycznych, inni z powodu zawiści. Źle się stało, że te sprawy trafiają do sądów, to smutne zjawisko. To godzi w podstawową zasadę człowieczeństwa w dążeniu do prawdy, do miłości i szacunku do drugiego człowieka, bo miłość do Boga i ojczyzny to trzeba mieć w sercu a nie w gębie. Proszę o uniewinnienie - zakończył swoje krótkie wystąpienie.

To był dziwny proces...

Tak go też ocenił Stefan Śnieżko, internowany w stanie wojennym, w wolnej Polsce zastępca prokuratora generalnego, którzy przyszedł na rozprawę. Zdziwiło go, że sędzia przychyliła się do wniosku obrony, mimo jawności procesu z mocy ustawy, żebym jako dziennikarz opuścił salę rozpraw, bo chcą mnie ponownie wezwać na świadka. Prokurator nie oponował. Następnie mijały kolejne wokandy i kolejne miesiące, a sędzia nie powoływała mnie na świadka, aż złożyłem skargę do prezesa sądu i wtedy dopiero sędzia Mirella Sprawka oddaliła wniosek obrony.

Prokurator był całkowicie bierny podczas procesu. Nie zaprotestował, gdy Winiarska nagle zgłosiła na świadków swojej działalności konspiracyjnej osoby, których nazwisk nie podawała w postępowaniu przed Urzędem ds. Kombatantów. Do tego osoby niewiarygodne, o których działalności podziemnej nie ma śladu w archiwach IPN i w książkach historyków.

Tę paradę blagierów otworzył Jerzy Gosiewski, były poseł PiS z Mrągowa, który w 1987 roku zapisał się do PZPR i dzięki temu dostał awans na nadleśniczego, jego konfabulacje były opisywane w mediach. Próbował uzyskać status działacza opozycji, ale jego wniosek nie został potwierdzony przez IPN i przez Komisję przy wojewodzie i został odrzucony.

Skandalista Leszek Bubel, w 1991 roku poseł Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, w 1995 roku jako kandydat na prezydenta Polski zajął ostatnie 13. miejscem z wynikiem 0,04%. Przepadł z kretesem startując też na senatora z Olsztyna w 2019 roku. Twierdził, że zakupił wiele maszyn drukarskich, które przekazał warszawskiemu podziemiu. Tylko, że historyk, autor książki o warszawskim podziemiu solidarnościowym nigdzie nie natknął się na jego nazwisko. Przed sądem w Olsztynie Bubel twierdził, że Winiarska wielokrotnie przyjeżdżała do niego do Warszawy w 1984 roku po ulotki, które on drukował w tysiącach.

Paweł Abramski, najpierw w 1991 poseł KLD, następnie od 1997 senator AWS. Odszedł z polityki w atmosferze skandalu (po informację na ten temat odsyłam do Wikipedii, bo P. Abramski zagroził procesem za informowaniem o wyroku, który uległ zatarciu, tu link:[ https://pl.wikipedia.org/wiki/Pawe%C5%82_Abramski ]. Jeszcze kilkakrotnie próbował powrócić do polityki, m.in. wraz z Winiarską zapisał się do partii śp. Kornela Morawieckiego. Winiarska nawet została szefową w Olsztynie tej kanapowej partyjki, ostatniej w życiu twórcy Solidarności Walczącej, ale cała akcja zakończyłą się jedną wielką klapą. Abramski zeznał, że przywoził z Berlina nielegalne w PRL paczki z książkami i przekazywał Winiarskiej. 

Jedynie w tym momencie prokurator się ocknął i po raz pierwszy zapytał, ile razy świadek przekazał te paczki i gdzie?

„Raz - odparł Abramski. - na parkingu w Kortowie".

O tych świadkach napisałem w tekście:

Na procesie Winiarskiej zeznawali Socha, Gulko i b. poseł KLD Abramski. Bubel ukarany grzywną

Winiarska, po Bublu, Gosiewskim i Abramskim powołała na świadka Żejmo

Ostatni świadek Marek Żejmo został prawomocnie skazany za złożenie fałszywego oświadczenia lustracyjnego jako olsztyński radny z listy Czesława Jerzego Małkowskiego. W roku 1980 rozwiódł się, by wziąć fikcyjny ślub z obywatelką RFN i móc mieszkać tam i pracować do 1990 roku. Zeznał, że w latach 80. XX wieku brał kredyty w BGŻ i za każdym razem dostawał od Winiarskiej ulotki.

Dziwne, że Żejmo w swojej książce „Liderzy podziemia Solidarności”, w której na końcu zamieścił setki nazwisk osób działających w podziemiu z Gdańska i Olsztyna, nie umieścił na tej liście Winiarskiej a umieścił mnie!?

Żejmo w sądzie starał się także pozbawić mnie wiarygodności jako dziennikarza, twierdząc, że przeprowadziłem z nim 5-godzinny wywiad, jako autorem książki „Liderzy podziemia Solidarności” i nic z tej rozmowy nie zamieściłem.

Szkopuł w tym, że tę rozmowę nagrywał zarówno Marek Żejmo, jak i ja. Gdybym nie uzyskał tej rozmowy, to nie mógłbym napisać aż 6 artykułów, obficie cytując jego wypowiedzi.

Kim jest Marek Żejmo? Cz.1

Kim jest Marek Żejmo? Cz.2

Kim jest Marek Żejmo? Cz. 3

Kim jest Marek Żejmo? Cz. 4

Kim jest Marek Żejmo? Cz. 5

Kim jest Marek Żejmo? Cz. 6

 

PRAWDZIWI DRUKARZE I KOLPORTERZY PRASY PODZIEMNEJ

Moje teksty o sprawie Winiarskiej poświęcam autentycznym DRUKARZOM I KOLPORTEROM podziemnej solidarności z Olsztyna. Do tego grona należała śp dr Józefa Mielnik „Ziuta”, skazana na więzienie za druk ulotek ze studentami przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. W więzieniu podtrzymywała na duchu inne więźniarki. Po wyjściu wyrzucono ją z uczelni, na której miała rozpoczęty doktorat z biologii. W końcu dostała pracę laborantki szpitalnej. Nadal prowadziła działalność podziemną, ze swojej skromnej pensji wspierała rodziny aresztowanych za działalność opozycyjną.

Poniżej przedstawiam listę rzeczywistych drukarzy i kolporterów prasy podziemnej w Olsztynie, powstałej na podstawie książek historyków oraz Raportu SB z 1987 roku na temat rozpracowanych grup drukarsko-kolporterskich:

Jak wynika z opracowań historyków, największa skala internowań dotknęła działaczy „S” w woj. olsztyńskim (w przeliczeniu na 10 tys. mieszkańców), społeczeństwo woj. olsztyńskiego było jednym z najbardziej zastraszonych i duża jego część była lojalna wobec władzy komunistycznej, informując milicję i SB o każdym przejawie działalności opozycyjnej. Toteż SB w tym regionie była najbardziej skuteczna w rozbijaniu drukarni wydawnictw podziemnych i siatek kolporterów.

Praktycznie o każdej znalezionej ulotce w miejscu publicznym czy na terenie zakładu, ktoś z agentów, albo zwykłych pracowników czy mieszkańców zawiadamiał milicję.

Pierwszymi aresztowanymi byli pracownicy i studenci ART w Kortowie, którzy po wprowadzeniu stanu wojennego zredagowali i wydrukowali ulotki z protestem. Akcję zainicjował pracownik Tadeusz Poźniak (2,5 roku więzienia), włączyła się Józefa Mielnik (2,5 roku wiezienia), Antoni Jutrzenka-Trzebiatowski (2 lata więzienia) i studenci, członkowie NZS Mirosław Pyszko (1,8 miesięcy pozbawienia wolności, Marek Kaszubski – 1 rok, śp. Wojciech Jaryński – 1 rok, Jan Osiecki 1,3 miesiące, Paulina Beer, Jacek Nowak, Jarosław Kochanek – 1 rok pozbawienia wolności, wszyscy studenci w zawieszeniu.

Inna grupa studentów z ART, czł. NZS Stanisław Piórkowski (2 lata pozbawienia wolności), Wiesław Ciołkowski (1,5 roku więzienia) i Bernardyna Góralczyk (1 rok pozb. wolności) w dniu 17 grudnia 1981 roku na ręcznym powielaczu białkowym „Cyklon” sporządziła 1000 ulotek i następnie dnia rozkolportowali je po Olsztynie przy pomocy jeszcze Mirosława Pyszko, Jarosława Kochanka i Tadeusza Skwarczyńskiego (zarejestrowany po zatrzymaniu jako TW Franciszek).

Pierwszy konspiracyjny „Rezonans” od wprowadzenia stanu wojennego pojawił się w Olsztynie już 14 lutego 1982 z inicjatywy młodego absolwenta Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie (historia), pracownika Zarządu Regionu „S” Kazimierza Wośka, przepisany został przez czł. NZS Henryka Kajata. W druk i kolportaż Rezonansu zaangażowani też byli Ewa i Wojciech Ruszkowscy, Bohdan Kłosiński – nauczyciel w Lamkowie (pomagał mu drugi nauczyciel Bogusław Kaczyński) i Janusz Śliwiński, też z Zarządu Regiony „S”. Przez pewien czas matryce pisała Irena Kurnatowska (sąsiadka szefa wojewódzkiego milicji gen. Kazimierza Dudka przy ul. Radiowej w Olsztynie).

Kazimierz Wosiek nawiązał współpracę z architektem Tadeuszem Adamskim i jego żona Ewą, którzy winietę Rezonansu odlewali w gipsie. Do grupy Adamskiego należeli Teresa Stefanowicz - pisała matryce, dostarczane przez Adamskiego. W kolportaż byli zaangażowani do stycznia 1984 roku: Zb. Rosiński, Zdz. Prot, Roman Rudziński, Barbara Pałubińska.

Bogdan Bachmnura, który stanął na czele Tymczasowego Zarządu Regionu W-M „S” (w skład weszli śp. Zb. Baranowski, Wojciech Ruszkowski, Andrzej Gierczak, śp. Sławomir Olek, śp. Zdzisław Płotek, Zb. Tymoszczyk i Kazimierz Wosiek), przywiózł z Gdańska powielacz i w marcu 1982 roku ulokował go w gospodarstwie rodziny Szuliów w Gutkowie. Tam był drukowany Biuletyn Solidarności oraz Rezonans.

Wkrótce „Rezonans” zaczął też być kolportowany na terenie OZGraf. W wyniku działań SB i posiadania na terenie OZGrafu agentów B, PT i PP, doszło 28 sierpnia 1982 roku do aresztowania całej grupy, na czele z jej organizatorką i dostarczycielką „Rezonansu” Danutą Gulko (skazana na 3 lata i 6 miesięcy więzienia), Romanem Brysiakiem (3 lata więzienia), pracownicami Haliną Pietkiewicz, śp. Agatą Sidor, Ireną Michalską oraz współpracującą z tą grupą pracownicą Szkoły Podstawowej nr 15 Barbarą Nowak w zaawansowanej ciąży, które zostały internowane. Aresztowania nastąpiły na 4 dni przed drugą rocznicą podpisania Porozumień Sierpniowych. Grupa w kolportowanych na terenie OZGRaf ulotkach nawoływała tego dnia do udziału w marszu protestu ulicami Olsztyna. W marszu wzięło udział kilkaset osób.

W kwietniu 1983 aresztowaną cała grupę Bogdana Bachmury, a więc braci Jana, Józefa i Piotra Szulia, którzy drukowali Rezonans w swoim gospodarstwie w Gutkowie, a także pracownicę Olsztyńskiej Fabryki Mebli Marię Pawlak, której Bachmura wrzucał wydrukowane pismo do jej skrzynki pocztowej, a ona przekazywała do pracownicy OFM Danieli Uberman, też aresztowanej.

W OZOS-ie, największej fabryce Olsztyna, którego kierownictwo związku na czele z przewodniczącym Zbigniewem Przewłockim, za wywołanie strajku protestacyjnego 13 grudnia 1981 roku, trafiło do więzienia na długie lata, „Rezonans kolportował śp. Wiesław Sasin, który też organizował zbiórkę pieniędzy na rzecz rodzin internowanych działaczy „S” z OZOSu. Pismo odbierał od nauczyciela z Lamkowa Bogdana Kłosińskiego, następnie od Sławomira Olka i Bogdana Bachmury. W 1983 roku Sasin też wpadł w ręce SB i to zakończyło kolportaż na terenie OZOSu. Wcześniej, bo w 1982 roku, wpadli inni pracownicy OZOS-u, Piotr Bączyk, który wciągnął do kolportażu Jerzego Raczkowskiego i Andrzeja Stefańskiego.

W roku 1983 wiceprzewodniczący ZR „S” Andrzej Bober, po wyjściu z więzienia nawiązał kontakt z Joanną Rusiecką z ZR „S” Mazowsze, która pomogła mu zorganizować druk biuletynu pt. "Agencja Informacyjna Solidarności" (AIS). Bober do grupy wciągnął ze swojego zakładu, Eltor, Grażynę Przyborowską, która odbiera matryce od Joanny Rusieckiej a biuletyn drukowano w mieszkaniu małżeństwa Zofii (INWESTPROJEKT) i Jana Trzeciakiewiczów (Dyrekcja Poczty). Wspomagał ich też brat Andrzeja - Marek Bober. Biuletyn był kolportowany także poza Olsztynem. Esbecy otrzymali zgłoszenia o pojawieniu się "AIS" w Iławie i Lidzbarku Warmińskim. Esbecy rozbili grupę pod koniec 1984 roku, a Andrzej Bober wyemigrował z rodziną do USA.

W tymże samym roku działacz NZS, student geodezji ART Jerzy Szmit zorganizował druk i kolportaż ulotek nawołujących do bojkotu wyborów do sejmu.

W dniu 27 maja 1984 wręczył ulotki na terenie Duszpasterstwa Akademickiego (które po zawieszeniu NZS było głównym oparciem dla członków tego związku.) lek. wet. Markowi Chybowskimu. Następnie Chybowski wraz ze studentami rozlepiali je na klatkach schodowych bloków 9 czerwca. Lojalni wobec władzy komunistycznej mieszkańcy natychmiast zawiadomili milicję o pojawieniu się ulotek. O godz. 22.30 zostali zatrzymani Joanna Skuza i Bogusław Piórkowski (tego dnia Bogusław oświadczył się Joannie), a później także Chybowski i Jarosław Włodkowski.

W dniu 1 października 1985 roku aresztowany został nauczyciel Zespołu Szkół Budowlanych w Olsztynie Bogusław Owoc. Dostarczał podziemne wydawnictwa Sławomirowi Sokołowskiemu, pracownikowi Warszawskiej Fabryki Pomp Oddział Bartoszyce, które je powielał na zakładowej kserokopiarce, a wspomagał go Czesław Żukowski. Zdekonspirował ich agent z fabryki. Otrzymali po 1,5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu.

Uwadze SB nie uszło kolportowanie pism „S” na terenie Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej w Olsztynie. Sprawa Operacyjnego Rozpoznania „Bibuła” doprowadził do rozbicia grupy w 1986 roku. Jej inicjatorem był kierowca Ludwik Jurkowski, który oprócz dostarczania pism organizował zbiórki pieniężne wśród pracowników na ich drukowanie. Jego kolporterami byli Józef Hryckiewicz, Zdzisław Czerwiński, Waldemar Bobrycki, Piotr Urban, Czesław Mościcki i Jan Maćkowiak. Do rozpracowania grupy przyczynił się agent „Pszczoła”. Dobrowolnie swoją działalność kolporterską w WPKM ujawnili Piotr Urban i Zdz. Czerwiński. Pozostali zatrzymani zaprzeczyli. Wszyscy skorzystali z amnestii

W 1986 roku wobec apatii i marazmu jaki ogarnął społeczeństwo TZR chciał zawiesić wydawanie Rezonansu.

O marazmie świadczą wspomnienia nagrane przeze mnie dla Radia Olsztyn śp dr Józefy Mielnik, w której kawalarce przy ul. Puszkina mieścił się punkt, do którego trafiały wydrukowane pisma a od niej odbierali je kolporterzy. Powiedziała mi, że od 1986 roku pisma zalegały w jej tapczanie. Tylko sporadycznie ktoś się po nie zgłaszał.

Zawieszeniu Rezonansu sprzeciwił się śp. Zdzisław Płotek, który kontynuował jego druk w garażu swojego domu przy ul. Dębowej wraz z historykiem Grzegorzem Jasińskim, który zajmował się też redakcją a Płotek dodatkowo kolportażem. Matryce nadal z Warszawy przywoził Tadeusz Adamski (który tam się przeprowadził), nadal Teresa Stefanowicz pisała matryce, Danuta Gulko zbierała i przekazywała informacje z zakładów pracy. Ostatni, setny numer ukazał się 4 czerwca 1989 roku na okrągłostołowe wybory.

Pod koniec 1987 roku Bogdan Bachmura i Jerzy Szmit zaczęli wydawać kwartalnik „Inicjatywy Warmińskie”, który był drukowany w Warszawie. Pisali do niego m.in. Igor Hrywna (16 XII 1983 zarejestrowany przez Wydział III WUSW w Olsztynie jako TW pseud. Andrzej. 16 VI 1986 - 22 I 1987 zarejestrowany jako informator Zarządu WSW w Olsztynie pod pseud. Andrzej. Z zachowanych materiałów wynika, że do faktycznej współpracy nie doszło - za Encyklopedią Solidarności), Marian Świetlik, Piotr Piaszczyński i Adam Jerzy Socha (następnie jako red. naczelny pisma). „Inicjatywy” ukazywały się do 1989 roku.

Bezpieka wiedziała kto jest zaangażowany w wydawanie i kolportaż Rezonansu, ale nie była w stanie nikogo więcej „złapać za rękę”. SB wytypowała jako osoby związane z kolportażem i drukiem Michała Powrożnego, przewodniczącego ZR „S” do stanu wojennego, Leszka Grucelę, Wojciecha Ruszkowskiego, Ryszarda Afeltowicza, jego żonę Krystynę Afeltowicz i Kazimierza Wośka, Jana Horisznę, Bogdana Kłosińskiego, Danutę Gulko, Wojciecha Kozioła, Bogdana Bachmurę i Stefana Śnieżko.

Laboratoria bezpieki przeprowadziły aż 27 ekspertyz „Rezonansu”, by ustalić na jakich maszynach do pisania są sporządzane matryce, jaka jest używana farba, jaka jest technika druku itp. Jednak nie doszli do garażu Zdzisława Płotka.

To dzięki tym ludziom "padła komuna"

Adam Socha

Na zdjęciu od lewej Władysława Winiarska, Zofia D. i Jan Zygmunt M., niżej adw. Michał Lubieniecki. fot. A.Socha

JESTEŚMY ORGANIZACJĄ POŻYTKU PUBLICZNEGO. PROSIMY o 1,5% Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

 

Czytaj więcej: Sąd skazał W. Winiarską za wyłudzenie statusu działacza opozycji antykomunistycznej

Komentarz (4)

Lekarz-łgarz z Olsztyna, gwiazdą programu TVP "Omnibus — szybcy i mądrzy"

Szczegóły
Opublikowano: sobota, 14 marzec 2026 11:27

Neurochirurg z Olsztyna Łukasz G., którego kłamstwa zdemaskowali dziennikarze WP.pl (m.in. kreował się w mediach na heroicznego lekarza, który z narażeniem życia operuje w ukraińskich szpitalach rannych żołnierzy) i który ma proces w Sądzie Rejonowym w Olsztynie, został teraz gwiazdą nowego programu TVP "Omnibus — szybcy i mądrzy", który wystartował 3 marca. To teleturniej, w którym występują celebryci, a wśród jurorów są znani aktorzy.

Na rolce zamieszczonej przez TVP na FB z udziałem lekarza, Łukasz G. mówi, że "Jestem neurochirurgiem. Znalazłem się tutaj, to duże wyróżnienie. W czym czuje się mocny? Znam się na medycynie, wiem jak działa mózg, lubię poszukiwanie świadomości, pasjonuję się żeglarstwem i lotnictwem, obawiam się pytań o emerytach, popkulturze, czyli spraw bieżących, bo w tym dobrze się nie czuję, geografia całkiem nieżle, historia zobaczymy"

 

 

Wcześniej prowadził program w TVP Nauka. Jako "wybitny neurochirurga" realizował serial pt. "Tajemnice sal operacyjnych".

Neurochirurg z Olsztyna, Łukasza G., który karierę medyczna zaczynał w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym UWM w Olsztynie, jako pupil ówczesnego prorektora ds. Collegium Medicum prof. Wojciecha Maksymowicza. Mentor był promotorem jego pracy doktorskiej a także obsypał swojego ulubieńca licznymi funkcjami: był zastępca dyrektora ds. medycznych USK, kierownikiem pracowni rezonansu, kierownikiem kliniki „Budzik” dla dorosłych, lekarzem w klinice neurochirurgii i na izbie przyjęć. Zarabiał tyle, że nie wiedział, co z taką furą pieniędzy zrobić.

To eldorado skończyło się, gdy Grabarczyk chciał także przejąć kierownictwo kliniki neurochirurgii, które prof. Maksymowicz, po odejściu na stołek wiceministra,  powierzył najbliższej sobie osobie dr hab. Monice Barczewskiej.

Prof. Maksymowicz ogłosił wobec swojego pupila wotum nieufności, błyskawicznie zebrał podpisy szefów pozostałych klinik pod apelem do rektora UWM o odwołanie G. ze stanowiska zastępcy dyrektora ds. medycznych USK. Tak się stało.

Ale wcześniej G. zaczął karierę w mediach telewizyjnych, za sprawą romansu z dziennikarką TVN. W czasie Covidu stał się jednym z bohaterów TVN „UWAGA”, jako lekarz, który naraża zdrowie i życie, lecząc pacjentów na oddziale covidowym.

Prawda była inna, o czym dowiedzieliśmy się z listu pielęgniarek, które ujawniły, że na tym oddziale pracują one i rezydenci a lekarze na stanowiskach są jedynie figurantami, którzy pobierają olbrzymią kasę, a pielęgniarki nic z tego nie mają.

Następnie TVN lansowała go, ale i inne media, jako bohaterskiego lekarza, który z narażeniem życia jeździ na Ukrainę operować rannych żołnierzy ukraińskiej.

"Cudotwórca", "lekarz z powołania", "lekarz z misją", "bohater", "wyjątkowy człowiek", "międzynarodowy konsultant" - tak był określany w tekstach i reportażach w telewizji, internecie, gazetach i stacjach radiowych.

Za swoją heroiczną postawę został nawet laureatem nagrody marszałka województwa warmińsko-mazurskiego "Najlepszy z Najlepszych" w kategorii "Osobowość".

Te kłamstwa o operowaniu rannych żołnierzy w ukraińskich szpitalach, o specjalnym pociągu, który woził G. do tych szpitali, gdzie ratował życie rannym, zdemaskowało troje dziennikarzy dziennikarzy WP.pl Szymon Jadczak, Tatiana Kolesnychenko i Dariusz Faron w tekście „Między szpitalem a skandalem. Łukasz Grabarczyk i mroczna strona celebryty w kitlu”

Dziennikarze WP.pl prześledzili też karierę naukową dr G. - Prowadzę trochę badań naukowych, chciałbym odkryć gdzie jest świadomość - mówił G. Kanałowi Sportowemu, pytany o zawodowe marzenia. Okazało się, że neurochirurg swoją działalność naukową koncentrował na… owocach rokitnika. I bobie – warzywie! Do tego ewidentnie był dopisywany do artykułów na ten temat.

Po zdemaskowaniu jego kłamstw TVP początkowo wycofała z ramówki kanału TVP Nauka program "Tajemnice sal operacyjnych”, aby następnie go przywrócić. TVP wydało wówczas oświadczenie, że „Łukasz G. nie jest pracownikiem Telewizji Polskiej".

Dziennikarze odkryli też, że G. był w procedurze in vitro z dwiema kobietami jednocześnie, z żoną Katarzyną Grabarczyk, pielęgniarką z Olsztyna oraz z Katarzyną Górniak, dziennikarką TVN.

Po tym skandalu, nadal pracował w USK, prowadząc zajęcia ze studentami medycyny. Na jednych z zajęć połączył się telefonicznie ze swoją kochanką na głośno-mówiącym, a ta opowiadał, jakim Łukasz jest cudownym człowiekiem. Studenci mieli dosyć wciągania ich w życie prywatne swojego wykładowcy. Napisali skargę i uczelnia się z nim pożegnała.

Według śledczych miał nielegalnie dostać się do danych na telefonie swojej żony i ujawnić pozyskane w ten sposób wrażliwe informacje.

Wiosną 2024 r. lekarz dowiedział się, że żona i była partnerka chcą nagłośnić jego zachowania. Wtedy w środku dnia pojawił się w mieszkaniu, w którym żyli z żoną przed rozstaniem (a w którym wciąż mieszka jego była partnerka). Według Katarzyny Grabarczyk szarpał się z nią, wyrwał telefon i laptopa.

Kilka dni po wydarzeniu, na portalu Salon24, pojawił się paszkwil - sugerujący, że "znany neurochirurg padł ofiarą zorganizowanej grupy hejterskiej". Materiał zawierał zrzuty ekranu z wiadomości pochodzących z telefonu żony Łukasza G.

Z kolei po wysłaniu przez dziennikarzy WP.pl do różnych instytucji pytań dotyczących Łukasza G., mężczyzna podający się dziennikarza Roberta W. wysłał im informacje z korespondencji prowadzonej przez żonę lekarza i sugerował, że tekst dziennikarzy WP.pl był próbą wymuszenia na lekarzu 1,5 miliona złotych. I sam przyznał, że posiada tę wiedzę z korespondencji między byłymi partnerkami Łukasza G.

Robert W. w 2012 r. został skazany na rok pozbawienia wolności, w zawieszeniu na pięć lat, za wyniesienie z czytelni IPN dokumentów z archiwów służb specjalnych PRL. Był też aresztowany na dwa miesiące za to, że wynajął Rosjanina, żeby ten spalił zwierzęta należące do jego byłej żony. Chciał się w ten sposób zemścić na kobiecie.

Dwa zarzuty

Łukasz G. usłyszał dwa zarzuty prokuratury w Olsztynie. Po pierwsze bezprawnego uzyskania dostępu do pamięci urządzeń użytkowanych przez Katarzynę Grabarczyk. A po drugie bezprawnego ujawnienia tych danych innym osobom, w efekcie czego doszło do publikacji materiałów zawierających wrażliwe informacje pochodzące z prywatnych wiadomości w serwisie YouTube oraz w portalu X. Akt oskarżenia trafił w czerwcu 2025 roku do Sądu Rejonowego w Olsztynie

Z aktu oskarżenia wynika, że Łukasz G. ujawnił też dane pochodzące z przestępstwa w swojej sprawie rozwodowej oraz w skardze do Rady Etyki Mediów na dziennikarza Wirtualnej Polski. REM nie dopatrzyła się uchybień w pracy redakcji WP, a wysłane przez Łukasza G. pismo stało się dowodem w sprawie przeciwko niemu.

Wkrótce po publikacji tekstu Łukasz G. został powołany na dyrektora Kliniki Budzik dla Dorosłych i prezesa zarządzającej kliniką spółki Budzik sp. z o.o. Za tą nominacją stoi aktorka Ewa Błaszczyk, klinika jest kontrolowana przez jej Fundację Akogo.

Łukasz G. nie odpowiedział dziennikarzom WP.pl na prośbę o ustosunkowanie się wobec postawionych mu przez prokuraturę zarzutów. Natomiast wytoczył im proces o zniesławienie.Twierdzi, że jest "ofiarą skrupulatnie zaplanowanego i zrealizowanego szantażu".

Lekarzowi grożą dwa lata pozbawienia wolności.

Adam Socha

Na zdjęciu, od lewej Łukasz G. odbiera nagrodę "Osobowość Roku", od prawej reklamuje swój udział w programie TVP

Szanowny Panie Redaktorze,

w imieniu zarządu oraz członków stowarzyszenia Rotary Club Olsztyn, zwracam się do Pana z uprzejmą prośbą o aktualizację informacji w artykule zatytułowanym „Lekarz-łgarz z Olsztyna...”, który ukazał się w portalu debata.olsztyn.pl w minioną sobotę (https://www.debata.olsztyn.pl/wiadomoci/olsztyn/9871-lekarz-lgarz-lukasz-g-programu-tvp-omnibus-szybcy-i-madrzy-najnowsze-slajd-kafelek.html), w jego pierwszym zdaniu pan Łukasz G. został bowiem określony mianem „Rotarianina”. Informacja ta jest nieaktualna i niezgodna ze stanem faktycznym, ponieważ nie należy on już do naszego Klubu, ani do innego klubu „Rotary” według aktualnego stanu naszej wiedzy.

Zgodnie ze statutem, przynależność do stowarzyszenia wygasa automatycznie w przypadku niewypełniania podstawowych obowiązków członkowskich. Formalne stwierdzenie tego faktu następuje w drodze uchwały. Właśnie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w tym przypadku i 03 lipca 2025 roku zarząd podjął stosowną decyzję, ostatecznie i formalnie stwierdzającą ustanie powiązań pana Łukasza G. z nami. Zdajemy sobie sprawę, że bohater Pańskiego artykułu w przeszłości był członkiem naszego klubu i stąd mogła wyniknąć ta nieścisłość.

Będziemy bardzo wdzięczni za korektę artykułu w wersji elektronicznej poprzez usunięcie słowa „Rotarianin” z jego treści. Zależy nam jedynie na usunięciu tego detalu z tekstu na portalu, co pozwoli uniknąć wprowadzania czytelników w błąd i łączenia stowarzyszenia z osobą, znajdującą się poza naszą społecznością.

Z góry dziękuję za zrozumienie i szybką reakcję.

Z wyrazami szacunku,

Karol Klink

Prezydent

Rotary Club Olsztyn

Czytaj też na temat Łukasz G.:

Kto stworzył „folwark” w szpitalu uniwersyteckim?

WP: Osobowość Roku WiM, dr Łukasz G. zmyślił, że ratował ukraińskich żołnierzy

JESTEŚMY ORGANIZACJĄ POŻYTKU PUBLICZNEGO. PROSIMY o 1,5% Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

 

Czytaj więcej: Lekarz-łgarz z Olsztyna, gwiazdą programu TVP "Omnibus — szybcy i mądrzy"

Komentarz (3)

Jezioro Ukiel „największy skarb Olsztyna” zamienia się w bagno

Szczegóły
Opublikowano: środa, 11 marzec 2026 17:39
Adam Jerzy Socha

Tak można podsumować głosy naukowców, płetwonurków i użytkowników jeziora Ukiel, z konferencji: „Ochrona jeziora Ukiel” zorganizowanej 27 listopada 2025 roku przez prezydenta Olsztyna, pod patronatem rektora UWM. W mojej ocenie konferencja była stypą.

Prezydent Robert Szewczyk otwierając konferencję i później zabierając głos w debacie podkreślał, że jezioro Ukiel w środku miasta o powierzchni 412 ha i 23 km linii brzegowej, sąsiadujące z czterema osiedlami, to największy skarb i wizytówka Olsztyna, o który trzeba dbać i go chronić. Wskazał na przykład jez. Długiego, dla którego pomoc przyszła za późno. 

- Cóż po wspaniałych hotelach z pięknym widokiem na jezioro, jeśli nie będzie można otworzyć okna z powodu smrodu – zapytał prezydent.

W maju poprzedniego roku prezydent Olsztyna zwrócił się do prezesa Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie z wnioskiem o powierzenie gminie Olsztyn wykonywania praw właścicielskich Skarbu Państwa w odniesieniu do jez. Ukiel. 

"Dzięki temu jako samorząd moglibyśmy w znaczącym stopniu wpływać na kwestie związane z bezpieczeństwem na i nad akwenem związane m.in. z kwestiami uprawiania sportu i turystyki. Jednocześnie biorąc pod uwagę wnioski płynące z tematów poruszanych podczas konferencji, samorząd Olsztyna musi zważyć wszystkie aspekty związane z przejęciem praw właścicielskich do jeziora i realnymi możliwościami wpływania na to co się w akwenie dzieje np. w zakresie kształtowania gospodarki rybackiej" - odpisał mi prezydent Robert Szewczyk.

Konferencja miała zapoczątkować prace nad planem ratunkowym dla jeziora, ale czy ratunek jest możliwy, przy tej intensywności zabudowy nad brzegami? Jak poinformowała wiceprezydent do tej pory wydano 14 pozwoleń budowlanych, w tym 12 na hotele-apartamentowce, pozostałe na osiedla mieszkaniowe. Pełny ich wykaz, przekazany przez Urząd Miasta, zamieściłem pod tekstem.

To nie koniec zabudowy brzegów jeziora. W projekcie Planu Ogólnego, na terenie pomiędzy gutkowską częścią jeziora Ukiel a jeziorem Sukiel zaplanowano intensywną zabudowę hotelowo-apartamentową z plażami i pomostami; maksymalna wysokość budynków wyniesie 12 m. Ujawnił to radny Adam Andrasz na konferencji prasowej. Kolejne intensywne ingerencje w brzegi jeziora Ukiel będą dla niego bardzo destrukcyjne.

Dlatego radny Andrasz postuluje aby dla omawianego obszaru uchwalić Plan Ogólny który ograniczałby intensywność zabudowy oraz uniemożliwiałby ingerencję w brzegi jeziora Ukiel. Został miesiąc na wniesienie uwag do tego planu.

Trwa agonia jeziora

Każdy użytkownik jeziora Ukiel musi mieć świadomość, że trwa agonia jeziora Ukiel. Podczas kąpieli ocieramy się piersią o gęstą roślinność. Woda jest mętna. Latem pojawiają sinice i trzeba zamykać strzeżone plaże. 

sinice

 

Moczarka anektuje coraz większe obszary akwenu.

moczarka

Dlaczego tak się dzieje, opowiedziała na konferencji dr hab. inż. Jolanta Grochowska, kierownik Katedry Inżynierii Ochrony Wód i Mikrobiologii Środowiskowej UWM.

- Wszystkie części jeziora są poniżej stanu dobrego – oceniła prof. Grochowska i jako przyczyny wymieniła: intensywna zabudowę brzegów jeziora, niszczenie naturalnej strefy buforowej w postaci roślinnej otuliny, która chroniła jezioro przed eutrofizacją (przeżyznieniem), budową pomostów i utwardzonych dróg, awarie przeciążonej sieci instalacji sanitarnych, ekspansja jednostek pływających i motorowodnych, które niszczą roślinność, płoszą ryby i ptactwo, a pośrednio są źródłem wprowadzania do jeziora substancji chemicznych i płynów z toalet. Nawet kilka kropel paliwa ze skuterów i motorówek tworzy na powierzchni wody plamę odbierającą wodzie tlen. Na to wszystko nakładają się zmiany klimatu i deszcze nawalne, które niosą do jeziora, które jest najniżej położonego wszelkie zanieczyszczenia

W rezultacie osady denne są odtlenione, powstaje metan i siarkowodór; następuje uwalnianie znacznych ładunków fosforu i azotu, co jeszcze bardziej wzmaga proces eutrofizacji. Końcowym etapem degradacji jeziora są zakwity (szczególnie groźne dla człowieka - sinicowe) glonów, zmniejszają one przeźroczystość wody, wydzielają toksyny powodujące zły smak i zapach wody, aż w końcu ograniczają ilość tlenu powodując przyduchy, co z kolei prowadzi do masowych śnięć ryb.

Na koniec swojego wystąpienia prof. Grochowska postulowała wykonanie rzetelnych, szeroko zakrojonych badań fizykochemiczne wód, osadów dennych jeziora i spenetrowanie zlewni, żeby móc podać aktualny stan zbiornika.

Nurkowie: woda straciła przezroczystość, na dnie czuć siarkowodór

Słowa profesor potwierdzili nurkowie, którzy badanie wód jeziora i jego dna prowadzą codziennie. Płetwonurek Igor Bartoszewicz poinformował, że od 3–4 lat woda straciła przejrzystość a na dnie czuć siarkowodór.

- Sytuacja jest alarmująca – dodał instruktor nurkowania ze Skorpeny, członek podkomisji badań podwodnych PTTK, z wykształcenia inżynier ochrony wód. – Deficyt tlenu występuje już od 12 metra głębokości (maksymalna głębokość jeziora wynosi 43 metry). Głębiej jest siarkowodór. Nasilają się z roku na rok zakwity. Najniebezpieczniejsze dla człowieka są cyjanobakterie w sinicach. Kolejne sygnały alarmowe to inwazja moczarki oraz sumika karłowatego, który zjada ikrę i narybek rodzimych polskich ryb, w rezultacie na 10 sztuk wyłowionych ryb – 8-9 to sumiki.

Motorowodniacy (Hołowczyc) vs kajakarze i żeglarze

Mieszkańcy, którzy zabrali głos w debacie, głównie skarżyli się na motorowodniaków, których jest coraz więcej i zagrażają zarówno korzystającym z kąpieli, jak i żeglarzom i kajakarzom. Z Centrum Kajakowego korzysta średnio-tygodniowo 250 dzieci i młodzieży, a w wakacje 300. Wytwarzana przez skutery fale wywracają kajaki. Jeden z mieszkańców, którego dzieci od 9 lat żeglują po jeziorze zwrócił uwagę, że motorowodniacy i skuterowcy szaleją na wodach pod wpływem alkoholu. W 2023 roku pijany instruktor motorowodny uszkodził jacht.

motorowka ukiel

 

Na zdjęciu: Niebezpieczne zdarzenie na jeziorze Ukiel w Olsztynie. Jak podało Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe łódź z dużą prędkością wpłynęła na brzeg. Fot. WOPR

- Czy czekamy, aż jakieś dziecko zostanie śmiertelnie potrącone przez motorowodniaka – zapytała pani Kinga? Dodajmy do tego ryk silników, który zabija wypoczynek mieszkańcom i turystom szukającym ciszy na łonie przyrody.

Na te głosy zareagował wzburzony słynny rajdowiec Krzysztof Hołowczyc, który przyznał, że uwielbia ścigać się na Ukielu na skuterach wodnych.

- To ostatnie jezioro bez strefy ciszy. Nie zamykajcie go dla motorowodniaków! – zaapelował. – Dzięki temu jezioro przyciąga klientów do hoteli, które płacą miastu podatki. Każda motorówka i skuter napowietrza jezioro. Mówicie państwo, że wodom zaszkodzi kilka kropel paliwa, a tymczasem co roku z dziko rosnących drzew na brzegach wpada rocznie do wody 160 ton liści. To jest prawdziwy problem, tak jak i moczarka. Jacek Kicerman (właściciel restauracji i hotelu „Przystań”) wyciągnął w tym roku z wody 25 ton moczarki. Są sposoby na eutrofizację jeziora. Wystarczy wpuścić do wody bakterie (oklaski).

- Muszę sprostować mity, które wygłosił pan Hołowczyc – odpowiedziała dr hab inż. Renata Augustyniak z Katedry Inżynierii Ochrony Wód i Mikrobiologii Środowiskowej UWM, specjalistka od badania pokładów dennych jezior i ich rekultywacji. - To nie prawda, że intensywne motorowodniactwo natlenia wodę. Mikroorganizmy nie są sposobem na rekultywację jezior. Nie ma ani jednego naukowego dowodu na skuteczność tej metody.

- Jezioro jest dobrem wspólnym, więc jest traktowane jako niczyje – podsumowała prof. Augustyniak. – Musimy zmienić to podejście. To co wspólne, to jest także moje i powinnam o to dobro dbać, jak o swoje. (oklaski).

Do skarg na zagrożenia i hałas ze strony motorowodniaków odniósł się prezydent Szewczyk. Potwierdził, że w tej sprawie przychodzą do niego do ratusza mieszkańcy, żeglarze i kajakarze.

- Jeśli wprowadzimy strefę ciszy, to hotelarze i restauratorzy będą musieli zamknąć biznesy – stwierdził prezydent. – Trzeba znaleźć balans. Tylko, że jak miasto chciało wprowadzić ograniczenia dla motorowodniaków, to wojewoda je uchylił, bo nie mamy do tego prawa. Każdy może zwodować motorówkę czy skuter wodny czy nawet łódź oceaniczną. Na Zachodzie właściciel takiego sprzętu musi uzyskać licencję na korzystanie z wody. Mam świadomość zagrożeń. Każdy z nas widzi, że motorowodniacy tankując paliwo, nie wyciągają sprzętu na brzeg. Hałas jest największym problemem dla korzystających ze ścieżek rowerowych. Potrzebujemy zmian w legislacji, żebyśmy mieli narzędzie do regulowania tego sportu. Dzisiaj jedynie możemy uruchamiać patrole wodne straży miejskiej i policji.

Do tego co powiedział prezydent dodam, że poprzednik Piotr Grzymowicz dwukrotnie występował do wojewody o zgodę, na rozciągniecie nakazu pływania motorowodniakom w odległości 100 metrów od wszystkich brzegów akwenu, a nie tylko od plaż. Bez rezultatu.

Skarb deweloperów

Jeden z mieszkańców, uczestników debaty, nawiązując do słów prezydenta Szewczyka, że Ukiel to „największy skarb Olsztyna”, stwierdził, że owszem to skarb, ale deweloperów.

- Jak to możliwe, że obiekty powstają przy linii brzegowej jeziora lub 20 m od niej, mimo że zgodnie z przepisami prawa budowlanego i ochrony środowiska odległość musi wynosić co najmniej 100 metrów? – zapytał mieszkaniec. Nie otrzymał odpowiedzi, ani od prezydenta, wiceprezydent, ani od gościa konferencji Dariusza Sargalskiego, dyrektora Zarządu Zlewni w Olsztynie Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie. Sam jej poszukałem. Owszem, można wprowadzić zakaz lokalizacji budynków w pasie 100 m od linii brzegowej jezior i rzek, na podstawie Ustawa o ochronie przyrody, ale tylko na określonych obszarach chronionych, np.: park krajobrazowy, obszar chronionego krajobrazu. Zakaz jest wtedy wprowadzony uchwałą sejmiku województwa dla konkretnego obszaru. Ukiel nie jest takim chronionym obszarem. Ale Gmina może w planie miejscowym ustalić np.:50 m, 100 m lub inną odległość stawianych budynków od jeziora.

 Prawdziwa ekspansja na jezioro zaczęła się po 2008 roku, gdy Piotr Grzymowicz, żeby przyciągnąć inwestorów, uzbroił tereny nadjeziorne za środki unijne. Inwestorzy pojawili się natychmiast.

Zatoka Miła – prywatyzacja przestrzeni publicznej

Jako pierwsza o pozwolenie na budowę wystąpiła spółka „Produkt” Dariusza Zawadzkiego, w 2008 roku. Zawadzki deklarował budowę, przy ul. Miłej 10, zespołu rekreacyjno-sportowego z niewielkim portem, plażą i oświetloną promenadą, która miała być dostępna dla wszystkich,

Deweloper był w 2008 roku w ratuszu na prezentacji planów miasta wobec terenów nad Ukielem i przekonywał, że planom miasta brakuje rozmachu. – Zagospodarowanie brzegów nie może się skończyć na wytyczeniu ścieżki – mówił wówczas Zawadzki. – Niech powstaną budynki sięgające nawet kilkudziesięciu pięter, z widokiem na jezioro. Miasto nie może ograniczać inwestorów. Urzędnicy powinni się cieszyć, że ktoś chce wyłożyć swoje pieniądze.

„Rozmach” Zawadzkiego polegał na postawieniu dwóch apartamentowców, przy samym brzegu, z budynków wychodzi się wprost na pomost, wydzielił z nich mieszkania i ogłosił ich sprzedaż w bardzo wysokiej wówczas cenie, jak na warunki olsztyńskie, niemal 13 tys. zł za m kw. Lokal o pow. 140 mkw w 2021 roku kosztował 3 100 000 zł. Urząd miasta próbował zastopować inwestora, ale ten złożył skargę do Samorządowe Kolegium Odwoławczego i wygrał. Dzisiaj właścicielem jest Wspólnota Mieszkaniowa WillaVella.

3. Zatoka Miła VillaVella zawadzki

W 2017 roku poszedł za ciosem syn inwestora Krzysztof Zawadzki i jako spółka Link Invest kupił prywatną działkę nad Zatoką Miłą (kiedyś był tam camping). Chce zbudować condohotel złożony z trzech dwupiętrowych budynków, połączone podziemnym garażem na 60 lokali o łącznej powierzchni około 3,5 tys. m kw. Gdy w ratuszu urzędnicy zobaczyli projekt nie mieli wątpliwości, że ma powstać osiedle mieszkaniowe i nie wydali pozwolenia. Inwestor odwołał się do wojewody, a ten uchylił decyzję miasta.

 

Zbulwersowany tą inwestycją był Henryk Jabłoński z Rady Osiedla Dajtki. – To jest zbrodnia na żywym organizmie – mówił w rozmowie z Radiem Olsztyn. – Uważam to za wielkie oszustwo ludzi związanych z biznesem i kapitałem, którzy, jak się okazuje, mogą robić wszystko, na co mają ochotę. To zbrodnia, która powinna być stanowczo ukarana – dodał Jabłoński.

W ocenie Mariusza Szafarzyńskiego, przewodniczącego Warmińsko-Mazurskiej Okręgowej Izby Architektów, nie może dochodzić do sytuacji, w której prywatyzuje się przestrzeń publiczną. – Faktem jest, że mieszkania nad samym jeziorem są bardzo atrakcyjne. Wszyscy chcielibyśmy mieszkać w takich okolicznościach przyrody. Tylko jezioro nie jest formą prywatną, a publiczną – mówił Szafarzyński.

Wpis pod artykułem w Wyborczej: „Budynki powstają 20 m od jeziora, a przecież powinien być 100 metrowy pas ziemi wolny dla mieszkańców, którzy chcą spacerować wokół. To żaden pensjonat, tylko zwykły budynek mieszkalny. na dodatek brzydki. Olsztyn mnie zadziwia. Zacznijcie bronić swojego miasta. Nikt za Was tego nie zrobi”.

Rada miasta podjęła 29 marca 2017 roku uchwałę o zakazie wydzielania z obiektów o charakterze usługowym samodzielnych lokali mieszkaniowych. To obostrzenie objęło też inwestycję Krzysztofa Zawadzkiego przy ul. Sielskiej.

Cypel przy ul. Miłej 12 z prywatną plażą

W 2023 r. wydano pozwolenia na kolejną budowę, na cyplu przy Zatoce Miłej, gdzie była Rybaczówka i plaża nudystów. DBK (Ireneusz Sobieski) zbudował tam zespół 4 budynków z 45. luksusowymi apartamentami o pow. od 80 do 400 mkw i z garażem podziemnym. Ciekawostka jest usypanie prywatnej plaży, która nie widnieje w planie zagospodarowania miasta. Brak też odpowiednich zezwoleń i zgód na jej utworzenie.

4. Zatoka MIła cypel

To na temat tej inwestycji na konferencji pytanie zadał prof. Marek Kruk z Wydziału Nauk o Środowisku UWM.

- Jaka instytucja wydała zezwolenie na tę inwestycję i jakie były kompetencje osób, które wydały opinię środowiskową? W związku z budową tam podziemnych garaży, w 2025 roku od wiosny przez pół roku wypompowywano do jeziora wodę gruntową, pozbawioną tlenu, z uwolnionymi związkami fosforu, w ilości 5-10 litrów na sekundę. I właśnie w tym miejscu wystąpiła inwazja moczarki i sinic. Nie pamiętam takiej inwazji wcześniej. To efekt zanieczyszczeń.

Pytanie pozostało bez odpowiedzi ze strony prezydenta Roberta Szewczyka i wiceprezydent Justyny Sarny-Pezowicz.

Hotele, apartamentowce, osiedla nad brzegiem jeziora

Takich prywatnych obiektów przy samej linii brzegowej lub w niewielkiej odległości powstało lub powstaje w sumie 14. Budowa prawie każdego z nich wywoływała protesty społeczne. B. prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz za każdym razem twierdził, że inwestor łamie pozwolenie budowlane i prawie za każdym razem przegrywał. Albo wojewoda, albo SKO przyznawało rację inwestorowi.

Pierwszym inwestorem nad jeziorem Ukiel był Andrzej Antoniuk, który w 1997 roku zbudował przy ul. Bałtyckiej hotelik „Pirat” a następnie, za środki unijne, basen. Obecna nazwa to Hotel „Ukiel”. Jego właściciel skarżył się na konferencji, że nie dostał zgody od Wód Polskich na wybudowanie pomostu.

Teraz przy ul. Bałtyckiej powstaje osiedle Dwa Jeziora (pomiędzy jez. Ukiel a Tyrsko) złożone z 4 budynków, łącznie 102 mieszkania. Jego budowa wywołała protesty mieszkańców Gutkowa.

Pomiędzy „Piratem” a dawnym hotelem „Kur” na skarpie,wyrosło teraz nad samym brzegiem jeziora ogromne osiedle mieszkaniowe „Warmiński Port” firmy D.Dom.

2. warminski port osiedle

1. Warmia Port Bałtycka

 

„Cud” nad Zatoką Ukiel

W 2000 roku Jacek Kicerman, zbudował w Zatoce Ukiel restaurację „Przystań” z pomostem i mariną przy ul. Żeglarskiej 4. Na jeziorze, gdyż jedna z dwóch działek, którą nabył, okazała się kawałkiem jeziora, co prawnie było niemożliwe, bo nie można kupić jeziora należącego do Skarbu Państwa. Jakim cudem na mapach geodezyjnych to nie było jezioro, tylko grunt? Dochodzenie ustaliło, na czym ten „cud” polegał, jak do tego doszło, ale sprawa się przedawniła i inwestorowi się upiekło. W 2014 roku, obok restauracji zbudował hotel na 129 pokoi z własną plażą i mariną.

8. Przystan Rest i Hotel

Idąc w prawo, w sąsiedztwie Hotelu Przystań wyrósł, też nad samym jeziorem, Tiffi Boutique Hotel z mariną.

7. Tiffi marina

Idąc w lewo od Kicermana, nad Zatoką powstało Centrum Rekreacyjno-Sportowego (plaża miejska) z wypożyczalnią sprzętu wodnego i restauracją. W sąsiedztwie CRS, przy ul. Kapitańskiej deweloper Condoinvest postawił hotel „Zatoka” ze 144 pomieszczeniami o powierzchni od 30 do ponad 40 m kw. Obiekt jest koszmarną dominantą zatoki.

hotel zatoka

Syn miliarder kupił cypel i stawia wieżę

W 2021 roku malowniczy cypel o łącznej powierzchni ponad 8 ha przy ul. Pływackiej (wjazd od ul. Bałtyckiej) kupił od prywatnego właściciela (Warmiaka) Szymon Ruta, syn miliardera Hieronima, płacąc za niego ok. 11 mln zł i natychmiast zagrodził dostęp do jeziora, łamiąc przepis każący zostawić wolny pas o szerokości półtora metra wzdłuż linii brzegowej, jeśli akwen należy do Skarbu Państwa. Sprawdziłem to wówczas osobiście. Przecisnąłem się przez ogrodzenie, które niemal wchodziło do jeziora. Po chwili pojawił się strażnik z psem.

Interweniowałem nie tylko ja, ale i inni mieszkańcy w Dyrekcji Regionalnej Zarządu Gospodarki Wodnej w Białymstoku. Dyrekcja nakazał likwidację ogrodzenia.

Obecnie trwa na cyplu budowa, zaprojektowana przez Grzegorza Dżusa, 23-metrowej wieży widokowej, która będzie miała osiem kondygnacji, w tym jedną podziemną. Znajdą się tam loggie z lunetami, taras widokowy oraz winda. Mimo, że plan zagospodarowania przestrzennego wyklucza tam funkcje hotelowe czy handlowe, to mieszkańcy sąsiednich Likus nie wierzą, że jeśli ktoś wydał 11 mln zł na działki, to poprzestanie na budowie wieży.

ukiel wieza ruta

Protest mieszkańców Likus wywołał też plan inwestora, który w 2020 roku nabył od miasta działkę nad Ukielem przy ul. Kajakowej, w sąsiedztwie osiedlowej plaży. Zgodnie z planem zagospodarowania powinien tutaj stanąć hotel lub obiekt z funkcjami związanymi z rekreacją i sportem. Ale nieliczni mieszkańcy, którzy widzieli wniosek o pozwolenie na budowę, są przekonani, że pod płaszczykiem hotelu powstać ma budynek mieszkalny. Wskazują na to w dokumentacji mieszkania, niekiedy kilkupokojowe, z aneksami kuchennymi. W sumie w czterokondygnacyjnej bryle z podziemnym garażem, będzie ponad 126 lokali i dodatkowo 5 usługowych. - To będzie tak naprawdę bardzo duży wielorodzinny budynek mieszkaniowy - denerwuje się jeden z mieszkańców okolicy. Obawia się on, że obiekt będzie generował ogromny ruch, hałas, a ucierpi na tym okolica.

Przy Słonecznej Polanie, przy ul. Olimpijskiej powstały: wypożyczalnia sprzętu wodnego z mariną, restauracja na jeziorze, i trzy kompleksy apartamentowców („Widok”, Elite4Rent, Olimpijska).

Wymieńmy jeszcze osiedle z trzech budynków Azyllium przy ul. Żurawiej.

Azylium

Nowe tereny inwestycyjne

Na kolejne planowane działki pod inwestycje nad brzegami jeziora, pomiędzy Gutkowem a Łupstychem oraz Jez. Sukiel, zwrócił uwagę radny Adam Andrasz, na konferencji prasowej. Na tym drugim terenie obowiązujący MPZP zakłada gęstą zabudowę apartamentowców/hoteli o wys. Do 12 m., co pociągnie za sobą budowę kolejnej wielkiej plaży. Z kolei nad jeziorem pomiędzy Gutkowem a Łupstychem nie obowiązuje MPZP. Zgodnie z projektem planu ogólnego na terenie obecnego kempingu nad jeziorem, zostanie ustanowiona strefa usług, która będzie dopuszczać zabudowę o maksymalnej wysokości 10 m.

- Jest kwestią oczywistą, że strefa usług tuż przy jeziorze przeobrazi się w hotele/apartamenty – mówi Andrasz. - Ich znaczna ilość w tym regionie będzie wymuszała powstanie kolejnej plaży/pomostów na tej działce. Podczas konferencji 27 listopada ubiegłego roku na temat ochrony jeziora Ukiel naukowcy stwierdzili, że ingerencja w brzegi jeziora jest najbardziej dla niego destrukcyjna. Dlatego jest dla mnie dziwne, lokalizowanie w tym miejscu strefy usług, bez planów miejscowych. Dlatego postuluję aby zmniejszyć intensywność zakładanej zabudowy, a także nie dopuścić do dalszej ingerencji w jego linię brzegową oraz dolesienie terenu. Jeśli Ukiel zostanie śmietnikiem to straci całe miasto.

Gutkowo

Gutkowo jak może być

Jezioro, które jest z mocy prawa dobrem wspólnym wszystkich mieszkańców staje się prywatnym akwenem właścicieli hoteli, apartamentowców, restauratorów i mieszkańców osiedli. Pozostali mieszkańcy Olsztyna zostaną pozbawieni możliwości spacerów i rekreacji z widokiem na jezioro. Zostanie im podziwianie widoku hoteli i apartamentów.

Czy Ukiel w tym stanie rzeczy jest do uratowania, czy też rozpoczęty proces tworzenia się bagna będzie postępował?
Adam Socha

(priv mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.)

Przy Jeziorze Ukiel zostały wydane pozwolenia na budowę obejmujące:
- budowę budynku hotelu z garażem podziemnym, dojazdami, stanowiskami postojowymi oraz ścieżką z punktem widokowym i rozbiórką kolidującej infrastruktury, na dz. nr 294, 271/8, 271/20, 271/22, obr. 45, w sąsiedztwie ul. Sielskiej w Olsztynie. Budynek o III kondygnacjach, wysokości 10m, kubaturze 23192m3. Powierzchnia działki wynosi 7443m2.

Teren inwestycji nie styka się bezpośrednio z jeziorem;
- budowę budynku usług turystycznych zakwaterowania turystycznego wraz z instalacją kanalizacji deszczowej do zespołu skrzynek rozsączających, bez przyłączy, na dz. nr 37/3, obr. 145, przy ul. Żurawiej w Olsztynie. Budynek o III kondygnacjach, wysokości 10m, kubaturze 12393m3. Powierzchnia działki wynosi 5069m2;

- budowę zespołu dwóch budynków mieszkalnych wielorodzinnych z garażami podziemnymi wraz z dojściami i miejscami postojowymi, na dz. nr 71/2, obr. 40, przy ul. Bałtyckiej w Olsztynie. Budynki o III kondygnacjach, wysokość każdego budynku 9,8m, kubatura łączna 10039,92m3. Powierzchnia działki wynosi 4091m2;

- budowę zespołu dwóch budynków usług turystycznych - zakwaterowania turystycznego z funkcjami towarzyszącymi, dojazdami, dojściami, garażem podziemnym, zjazdem i murkami oporowymi, zlokalizowanego na dz. nr 45/2, 45/1, 15/38, 15/36, 47/5, 15/50, obr. 35, przy ul. Sielskiej w Olsztynie. Budynki o III kondygnacjach, wysokość każdego budynku 9,72m, kubatura łączna 45752m3. Powierzchnia działki wynosi 10122m2. Teren inwestycji nie styka się bezpośrednio z jeziorem;

- budowę zespołu dwóch budynków mieszkalnych wielorodzinnych (bez przyłączy) z garażami podziemnymi wraz z dojściami, dojazdami i miejscami postojowymi oraz murami oporowymi, na częściach dz. nr 71/2 i 71/3, obr. 40, przy ul. Bałtyckiej w Olsztynie. Budynki o III kondygnacjach, wysokość każdego budynku 9,8m, kubatura łączna 24763,6m3. Powierzchnia działki wynosi 6376m2;

- budowę zespołu dwóch budynków hotelowych wraz z dojściami pieszymi, miejscami postojowymi i zagospodarowaniem terenu zlokalizowanego, na dz. nr 5, obr. 44 i dz. nr 49, 15/45, obr. 35, przy ul. Kapitańskiej w Olsztynie. Budynki o III kondygnacjach, wysokość budynku H1: 12,66m, budynku H2: 14,44m, kubatura łączna 73261,25m3. Powierzchnia działki
wynosi 11844m2;

- budowę zespołu budynków pensjonatowych i murów oporowych wraz z zagospodarowaniem działki (bez przyłączy), dz. nr 272/6, obr. 45, przy ul. Sielskiej w Olsztynie. Budynki o II kondygnacjach, wysokość każdego budynku 7,35m, kubatura łączna 8811,55m3. Powierzchnia działki wynosi 3706m2;

- budowę zespołu trzech budynków usług turystycznych - hotelu z funkcjami towarzyszącymi, dojazdami, dojściami, murami oporowymi i garażem podziemnym nad jeziorem Ukiel w Olsztynie wraz z rozbiórką obiektów budowlanych - budynku niemieszkalnego i czterech innych budowli, dz. nr 1 i 2/13, obr. 35, przy ul. Miłej w Olsztynie.

Pozwolenie zostało zmienione, zmiana obejmowała m.in. udzielenie pozwolenia na czwarty budynek. Budynki o III kondygnacjach, wysokość budynku A1: 11,88m, A2: 11,88m, B: 11,88m, C: 11,5m, kubatura łączna 40446,4m3. Powierzchnia działki wynosi 19737m2;

- rozbiórkę istniejącego budynku hotelowego oraz budowę dwóch budynków usług zakwaterowania turystycznego z garażem podziemnym wraz z dojściami, dojazdami i miejscami postojowymi, na dz. nr 70/1, obr. 40, przy ul. Bałtyckiej w Olsztynie. Budynki o III kondygnacjach, wysokość każdego budynku 9,8m, kubatura łączna 14327,6m3. Powierzchnia działki wynosi 6196m2;

- rozbiórkę budynku hangaru na sprzęt wodny oraz budowę zespołu trzech budynków mieszkalnych wielorodzinnych z garażem podziemnym wraz z dojściami, dojazdami i miejscami postojowymi oraz murami oporowymi, na dz. nr 70/2, obr. 40, przy ulicy Bałtyckiej w Olsztynie. Budynki o III kondygnacjach, wysokość każdego budynku 9,8m, kubatura łączna
17595,72m3. Powierzchnia działki wynosi 7951m2;

- budowę budynku sportowo-rekreacyjnego z pokojami gościnnymi i kortów do tenisa wraz z rozbiórką trzech obiektów budowlanych, na dz. nr 153/9, 153/12, obr. 43, przy ul. Olimpijskiej w Olsztynie. Budynek o I-II kondygnacjach, wysokości 10,66m, kubaturze 19452,92m3. Powierzchnia działki wynosi 9266m2. Teren inwestycji nie styka się bezpośrednio z jeziorem;

- budowę budynku usługowego z apartamentami przeznaczonymi do krótkoterminowego wynajmu (usługi turystyczne) wraz z murami oporowymi, na dz. nr 272/3, w obr. 45 i nr 8/1 w obr. 120, przy ul. Sielskiej w Olsztynie. Budynek o II kondygnacjach, wysokości 11,48m, kubaturze 10709,71 m3. Powierzchnia działki wynosi 1708m2. Teren inwestycji nie styka się bezpośrednio z jeziorem;

- budowę budynków usług turystycznych - 3 hoteli z garażami podziemnymi (łącznie zawierających 95 jednostek hotelowych, po 1 lokalu mieszkalnym w budynku, lokale usług gastronomicznych i handlu) wraz z niezbędną infrastrukturą obejmującą: instalacje zewnętrzne sanitarne, elektryczne - wlz, gazowe oraz dojścia, dojazdy, murki oporowe, na dz. nr 50, w obr. 35 przy ul. Sielskiej w Olsztynie. Budynki o III kondygnacjach, wysokość budynku A: 10,55m, budynku B: 10,55m, budynku C: 10,8m, kubatura łączna 29671,36m3. Powierzchnia działki wynosi 10935,95m2. Teren inwestycji nie styka się bezpośrednio z jeziorem;

- budowę budynku letniskowego (bez przyłączy) z zagospodarowaniem terenu i murami oporowymi na dz. nr 272/7 obr. 45, przy ul. Sielskiej w Olsztynie. Budynek o I kondygnacji, wysokości 3,4m, kubaturze 139m3. Powierzchnia działki wynosi 3691,04m2. Teren inwestycji nie styka się bezpośrednio z jeziorem.

5. Proszę o pdf mapy/planu jez. Ukiel z zaznaczeniem:

Obowiązujące na terenie Olsztyna miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego są ogólnie dostępne w Biuletynie Informacji Publicznej Urzędu Miasta Olsztyna pod linkiem: https://bip.olsztyn.eu/kategoria/196/plany-miejscowe-obowiazujace.html oraz na stronie msipmo.olsztyn.eu w zakładce plany miejscowe.

Na mapie Miejskiego Systemu Informacji Przestrzennej Miasta Olsztyna (MSIPMO) są oznaczone wszelkie budynki znajdujące się na terenie miasta.

Decyzje o pozwoleniu na budowę są udostępnione na portalu mapowym www.geoportal.gov.pl oraz w internetowej przeszukiwarce pod adresem: https://wyszukiwarka.gunb.gov.pl/

Urząd Miasta Olsztyna

 

JESTEŚMY ORGANIZACJĄ POŻYTKU PUBLICZNEGO. PROSIMY o 1,5% Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

 

Czytaj więcej: Jezioro Ukiel „największy skarb Olsztyna” zamienia się w bagno

Komentarz (2)

Arkadiusz Sz. przyznał się do winy i zeznał: „Helper miał parasol ochronny”

Szczegóły
Opublikowano: środa, 11 marzec 2026 05:34
Adam Jerzy Socha

„Moja była żona Katarzyna K. od samego początku miała wiedzę o tym, że prowadzenie środowiskowych domów samopomocy to jest dobry biznes. Nie trzeba mieć żadnego wkładu własnego. Sto procent pochodzi z budżetu państwa. Trzeba tylko było napisać dobre wnioski i mieć poparcie do nich” - zeznał Arkadiusza Sz., jednego z czworga głównych oskarżonych w procesie Helpera.

Na początku postępowania prokuratorskiego podczas przesłuchań Arkadiusz Sz. kluczył i zasłaniał się niepamięcią. Zmienił swoją postawę, gdy jego pełnomocnikiem został Roman Giertych. W dniu 19 czerwca 2019 roku przyznał się do winy i złożył obszerne zeznanie. Obejmują one okres 4 lat, sprzed powołania stowarzyszenia Helper w 2010 roku, do 13 maja 2013 roku, gdy odeszła od niego żona i zakończył pracę w Helperze jako kierownik Środowiskowych Domów Samopomocy w Marcinkowie i Prejłowie, gm. Purda. Zakres jego wiedzy był ograniczony, bowiem wszystkie decyzje podejmowały prezes Katarzyna K. i skarbnik Marzena H.

Katarzyna i Arkadiusz pobrali się w 2003 roku, następnie 2 lata pracowali w USA. Po powrocie, przed powołaniem Helpera, Arkadiusz prowadził jednoosobową firmę transportowo-budowlaną, która nie przynosiła dochodów. Żona Katarzyna, prawniczka, zapisała się do PiS i była dyrektorką biur poselskich Iwony Arent, Jerzego Szmita i Wojciecha Kossakowskiego oraz europosła Jacka Kurskiego w Olsztynie, następnie asystentką wojewody, dyrektorką w OHP. Pracowała też w centrali PiS w Warszawie. Mają dwoje dzieci. Przed Helperem wyprowadzili się od jego rodziców na Dajtkach, do kupionego domu przy ul. Radiowej, który remontowali.

Pierwszy raz w życiu rozmawiałem z Arkadiuszem Sz. pod koniec 2015 roku, gdy już było wiadomo, że w sprawie Helpera toczy się śledztwo. Jedyne co mi wówczas powiedział, to: „sprawa zostanie zamieciona pod dywan”.

Jak zaczął się proces, w styczniu 2025 roku, przysłuchiwał się wyjaśnieniom składanym przez kierownictwo Helpera: prezes Katarzynę K., kolejnego prezesa Tomasza Kaczmarka, skarbnik Marzeny H. i jej męża Jacka. Składając po nich wyjaśnienia Arkadiusz Sz. odniósł się do ich twierdzeń. Odczytane na sali sądowej wszystkie swoje zeznania ze śledztwa potwierdził i je znacząco uzupełnił.

Poniżej cytuję z akt sprawy obszerne fragmenty wyjaśnień Arkadiusza Sz.

JAK POWSTAŁ HELPER

„Chcę składać wyjaśnienia w sprawie, przyznaję się do części zarzuconych mi przestępstw. Uczestniczyłem w zorganizowanej grupie przestępczej, ale nie przyznaję się do kierowania tą grupą. Zmieniłem swoje nastawienie do tej sprawy, w momencie, gdy dostałem profesjonalnego pełnomocnika. Po rozmowie z nim i analizie dokumentów postanowiłem przyznać się do winy. Zamierzam powiedzieć całą prawdę, którą znam, dotyczącą funkcjonowania Stowarzyszenia Helper, ponieważ chciałbym skorzystać z instytucji „małego świadka koronnego”. Mam nadzieję, że moja szczerość będzie miała wpływ na wymiar kary. Uczestniczyłem w procederze wyłudzeń związanych jedynie z funkcjonowaniem środowiskowego domu w Marcinkowie, w Prejłowie już pobocznie, w których byłem kierownikiem.

Moja była żona Katarzyna K. od samego początku miała wiedzę o tym, że prowadzenie środowiskowych domów samopomocy to jest dobry biznes. Nie trzeba mieć żadnego wkładu własnego. Sto procent pochodzi z budżetu państwa. Trzeba tylko było napisać dobre wnioski i mieć poparcie do nich. Katarzyna pracowała wcześniej w Urzędzie Wojewódzkim w Olsztynie jako asystentka wicewojewody Jacka Mrozka i widziała, jak ten cały proceder wygląda, jak się zakłada takie domy. Na tamten czas wierzyłem żonie, że wszystko to co robi, robi dobrze, nie wiedziałem, że będzie to mega niemoralne, nie byłem tego świadomy. Byłem bardzo zakochany.

Sędzia Iwona Litwińska-Palacz: Czy w związku z utworzeniem tych środowiskowych domów samopomocy Katarzyna K. angażowała jakieś własne środki finansowe?

- Nie, nie angażowaliśmy. To był jej pomysł, żeby za państwowe pieniądze, zero wkładu własnego, otworzyć środowiskowy dom. Na początku to nie było zamysłu wyciągania tak znacznych kwot, to miał być nasz sposób na życie, na pracę, mamy wypłatę. Traktowaliśmy to jako swój biznes, o który dbaliśmy. Była żona wiedziała, że trzeba założyć stowarzyszenie, żeby takie domy prowadzić, ale wiedziała, że tego sama nie pociągnie, dlatego zaproponowała współpracę Marzenie H. Marzenę poznała podczas pracy w Zarządzie Budynków i Lokali Komunalnych w Olsztynie. Marzena pracowała tam jako zwykła urzędniczka. W tym momencie z państwem H. weszliśmy na stopę koleżeńską, zaprzyjaźniliśmy się, odbywały się liczne spotkania towarzyskie. Pani Marzena jest osobą bardzo mądrą, bystrą i inteligentną. Jacek, mąż Marzeny zajmował się wynajmowaniem kilku pokoi w ich domu i wcale im się nie przelewało. Jak pani Marzena zgodziła się na współpracę, to zaczęły tworzyć stowarzyszenie, wymyśliły nazwę Europejskie Centrum Wsparcia Społecznego Helper (pomocnik). Zebranie założycielskie wyglądało tak, że były cztery osoby, czyli ja, moja była żona, Marzena H. i jej mąż Jacek H. Każdy zobowiązał się do zdobycia części podpisów na dokumentach założycielskich. Podpisy zdobyliśmy głównie od naszych rodzin, rodziców, rodzeństwa i krewnych. Do zarejestrowania stowarzyszenia potrzeba było 15 podpisów. Osoby, które podpisały się na dokumentach założycielskich nie miały jakiegokolwiek wpływu na stowarzyszenie. Nie było żadnego zgromadzenia założycieli, nie było żadnych zebrań, uchwał. Członkowie stowarzyszenia nie płacili składek członkowskich. Wszystkie decyzje podejmowała moja była żona z Marzeną H. Ja o niczym nie decydowałem.

Biuro mieliśmy w kamienicy na ul. 11 Listopada, w której mieściły się też biura poselskie Iwony Arent i Jerzego Szmita. Moja była żona zajmowała się częścią prawną a Marzena ogarniała część finansową.

„WÓJT PURDY UFAŁ MOJEJ ŻONIE BEZGRANICZNIE”

Najpierw dziewczyny pojechały do wójta Jonkowa, ale nie miał wolnego budynku. Dowiedziały się, że pusty budynek po kasynie wojskowym jest w gminie Purda, w Marcinkowie. Pojechały do wójta Jerzego Laskowskiego. Wójt się zgodził na współpracę, bo miał pustostan do remontu i dziewczyny miały poparcie od księdza Henryka Błaszczyka z Klebarka Wielkiego.

Jak już było zarejestrowane stowarzyszenie, był budynek, podpisana umowa dzierżawy, to Gmina Purda ogłosiła konkurs na prowadzenie ŚDS-u. Konkursy były tak robione, że wiadomo było kto je wygra. (Przed ogłoszeniem konkursu włodarze gmin podpisywali z Helperem wieloletnie umowy na bezpłatną dzierżawę budynku, a to przesądzało, że ofertę mógł złożyć tylko Helper – przypis A.Socha). Jak już był budynek, to trzeba było go wyremontować. Wykonawców szukaliśmy po znajomych budowlańcach. W pierwszym etapie remontowaliśmy tylko parter i uruchamialiśmy działalność. Pewną część prac w Marcinkowie wykonywali więźniowie. W 2011 roku zaczęliśmy remont I pietra, to zakres prac wykonywanych przez więźniów był dużo większy.

W chwili podpisania umowy o powierzenie realizacji zadania nie było możliwe wykonanie prac remontowych w Marcinkowie do końca grudnia 2010 roku, bo zakres prac był zbyt duży. Potwierdzają to historia kolejnych remontów, żaden z domów nie był oddany do użytku w terminie, zgodnie z umową. Prace adaptacyjne przedłużały się na kolejny rok. Mieliśmy stres, że będziemy musieli zwracać dotacje do gminy. (Niezakończenie remontu w terminie zawartym w umowie, za deklarowaną kwotę, automatycznie zobowiązywało gminy do zerwania umowy. Gminy ani razu tego nie zrobiły – przypis A.Socha).

Dziewczyny odetchnęły po rozmowie z wójtem Laskowskim. Przekonały go, że placówka powstanie, ale z małym poślizgiem.

Wójt ufał mojej żonie bezgranicznie, w stu procentach. Opierał się tylko i wyłącznie na tym, co ona mu mówi. Moja była żona grała rolę osoby nieskazitelnej. Miała bardzo duży dar przekonywania. Uspokajała go, że wszystko będzie dobrze, że nie musi się o nic zamartwić. Aby wyrobić sobie dobrą opinię w gminie, to stowarzyszenie wyremontowało mieszkanie socjalne w Purdzie.

Przed podpisaniem pierwszej umowy w 2010 roku, to kwota 554.000 zł na remont w Marcinkowie była oszacowana przez nas. Ale przyszedł moment, że zabrakło pieniędzy. Wykonawcy czekali na wypłaty. Stowarzyszenie nie miało innego źródła finansowania jak tylko dotacje.

Oficjalnie otworzyliśmy dom 1 stycznia 2011 roku, mimo że wykonanie było na poziomie 30-40% i wtedy żona napisała kolejny wniosek o dotację na bieżącą działalność i te środki za styczeń, luty, marzec zostały przekierowane na dokończenie remontu parteru. Dostaliśmy dotację mimo, że ŚDS ruszył dopiero od kwietnia 2011 roku. Dlatego przy kolejnych remontach dziewczyny już w ogóle nie przejmowały się opóźnieniami. Katarzyna miała takie powiedzenie: „najważniejsze, żeby rozgrzebać, a potem już to się załatwi”.

Wracając do Marcinkowa, na dobry pomysł wyciągnięcia dodatkowej dotacji wpadła moja była żona, na pokrycie strat spowodowanych zalaniem sprzętu AGD i RTV i na remont piwnicy po zalaniu. Zalanie było fikcją. W Marcinkowie rzeczywiście na początku stała woda gruntowa, lecz nie wyrządziła szkód materialnych. Wypompowaliśmy wodę, przerzuciliśmy zamoknięty pellet i osuszyliśmy piwnicę. Sprzęt AGD i RTV, który rzekomo miał być zalany dziewczyny rozdawały na prawo i lewo, znalazł się też u pani Iwony Arent. (Poseł Iwona Arent odpisała mi: „Wszystko, co na mój temat pada w tej sprawie, to insynuacje bez żadnych dowodów” – przypis A.Socha).

Pamiętam jak dla pana wojewody Mariana P., zepsuła się pralka, to Kaśka dostarczyła mu nową. Jak raz się udało, to dziewczyny powtarzały „zalania” w kolejnych domach.

Już przy Marcinkowie było widać, że słaba jest kontrola nad tymi budowami, że wojewoda przyjmuje wszystko co mu się podsunie i szły coraz większe pieniądze, coraz większe dofinansowania. To zaczęło się szybko, wręcz lawinowo rozwijać.

„POMOC SPOŁECZNA TO JEST NIEZŁY BIZNES”

Katarzyna mi powiedziała, że muszę podjąć studia podyplomowe, żeby zostać kierownikiem ŚDS w Marcinkowie. Taki był przepis. Sam nie wybierałem kierunku, tylko z moją byłą żoną i Marzeną, z którą razem studiowałem.

Dopiero od kwietniu 2011 roku zaczęliśmy przyjmować podopiecznych do Marcinkowa, początkowo zmieściliśmy 40 osób, bo gotowy był tylko parter. Pozyskiwaniem podopiecznych do Marcinkowa ja się zajmowałem. Moja była żona zeznała, że to ona jeździła z 2-letnim synem po domach namawiać osoby do ŚDS-u, ale to nie miało miejsca. W GOPS-ie był powołany zespół do poszukiwania podopiecznych. Jeździła ze mną pracownica GOPS-u pani Teresa Chrostowska, obecna wójt, po domach przedstawiając ofertę ŚDS. Osoby, które wyraziły chęć, to tylko jedna czy dwie były chore psychicznie, pozostałe były tylko zaniedbane, samotne, ale wszyscy musieli mieć skierowanie od psychiatry. Jak uzbierała się grupa chętnych, to przyjeżdżała z Olsztyna pani psychiatra Małgorzata Borkowska-Sztachańska i wystawiała po kilku minutach rozmowy skierowanie. Mówiła mi, że u każdego można wykryć chorobę. (Stowarzyszenie zatrudniło psychiatrę na stałe – przypis A.Socha).

Zależało nam na frekwencji uczestników, bo za tym szły pieniądze. Jeżeli było 100% frekwencji, to przy 60 osobach, za każdą osobę dostawaliśmy 1000 zł, więc dotacja na bieżącą działalność wynosiła 60.000 zł. Jeżeli podopieczny pojawił chociaż na jeden dzień, to prosiłem o podpisy na liście obecności za cały miesiąc z „góry". Żeby było 100% dofinansowania trzeba było przebywać w ŚDS minimum 11 dni.

Kolejnym etapem było zatrudnienie pracowników. Pracownicy byli miejscowi, z pobliskich wniosek. Moja była żona zeznała, że musiała zatrudniać partyjnych z PiSu. To nieprawda. Za moich czasów wyjątkiem był syn pani Iwony Arent, który był na liście, ale nie przyjeżdżał i ówczesny partner pani Arent [Adam Sz], który pracował w ŚDS w Olsztynie. Pani Arent od samego początku brała udział przy zakładaniu stowarzyszenia.

Pracownicy byli bardzo kreatywni, wymyślali różne zajęcia dla podopiecznych, stawali na głowie, aby pozyskać coś za darmo (np. zrobili zbiórkę używanej odzieży), zorganizować jakieś występy czy zabrać gdzieś podopiecznych. Jedna z pracownic poprosiła swoją koleżankę, żeby przyjechała jako wolontariuszka i zrobiła kosmetykę i fryzury podopiecznym. Przyjechała ze swoim sprzętem. Za moich czasów nie było żadnych urządzeń pielęgnacyjnych. Moja była żona zeznała, że zakupiliśmy sprzęt i kosmetyki wysokiej klasy. To nieprawda. Zakupiłem zwykłe rzeczy z marketu. Jakiś student w ramach pracy dyplomowej zrobił ogródek warzywny. Podopieczni mieli za zadanie go pielęgnować.

2. SDS Marcinkowo zajecia

Na zdjęciu: jedna z sal w ŚDS w Marcinkowie, 19.11. 2025 r., fot. A. Socha

Pracownicy wykonywali polecenia przełożonych, nie wnikali w szczegóły, raziło ich tylko, jak mi powiedzieli „bogactwo zarządu”. Komentowali między sobą, że „pomoc społeczna to jest niezły biznes”, bo na samym początku Katarzyna przyjeżdżała starą Hondą. Jak już zaczęliśmy dostawać dotacje kupiła sobie Audi Q5 a Tomaszowi Kaczmarkowi Mercedesa klasy V za 300 tys. zł. oraz Porsche Cayenne,w którym mieli stłuczkę w Warszawie, opisywana przez tabloidy. (Zarząd Helpera wynajmował od zarejestrowanych na siebie spółek dwa auta: Mercedes-Benz Klasy V 250 CDI oraz Audi Q5, płacąc z dotacji 5 tys. zł miesięcznie – przypis A.Socha), a podopieczni byli wożeni starymi furgonetkami, które ciągle się psuły. Jeden przejęliśmy po ośrodku Zakonu Maltańskiego w Klebarku Wielkim, a drugi dostaliśmy od Inspekcji Transportu Drogowego.

Ja, moja była żona i Marzena zarabialiśmy dużo więcej od personelu, ale Katarzyna i Marzena przyjeżdżały „do pracy” tylko z okazji świąt, na które zapraszały prominentnych gości albo, żeby zrobić film czy zdjęcia do kampanii reklamowej i wtedy Katarzyna sama podawała posiłki. To nieprawda, że te przyjęcia organizowała firma zewnętrzna. Wszystkie imprezy przygotowywali sami pracownicy z podopiecznymi, piekli ciasta, dekorowali salę, robili część artystyczną. Później Zarząd Helpera wszystkie zasługi personelu przypisywał sobie.

Jeżeli były kupowane ciasta czy bukiety na fakturę Helpera, to na nasze potrzeby, czyli moje, mojej byłej żony, Marzeny i Jacka H., bo np. szliśmy na urodziny. Wszystkie nasze domowe zakupy braliśmy na Helpera.

„HELPER BYŁ POD PARASOLEM OCHRONNYM URZĘDU”

My nie musieliśmy dużo wydawać z dotacji na prowadzenie ŚDS-ów. Stowarzyszenie uzyskiwało darowizny. Z tego co pamiętam to meble dostaliśmy z firmy Szynaka i Ikea, od kogoś komputery używane. Z hurtowni warzywnej dostawaliśmy dobre jeszcze owoce i warzywa. Chleb dostawaliśmy od pana Zbigniewa Dąbkowskiego. Wszystkie produkty były przekazywane nam za darmo, stowarzyszenie w żaden sposób tego nie rekompensowało. Jedynie dla Banku Żywności Jacek H. musiał wpłacić chyba 1 % od wartości dostarczonego jedzenia.

Ile dokładnie było zdefraudowanych pieniędzy w Marcinkowie to nie wiem. Pieniądze w stowarzyszeniu rozliczała pani Marzena.

Jak tak dobrze poszło nam z Marcinkowem, to wójt Laskowski zaproponował, żebyśmy otworzyli kolejny dom w nieczynnej szkole w Prejłowie.

W tym czasie zaprzyjażniliśmy się z dyrektorką Wydziału Polityki Społecznej Urzędu Wojewódzkiego panią Edytą Jędrzejewską i jej mężem, której podlegały środowiskowe domy samopomocy. Nawet byliśmy nawet na wspólnych wakacjach w Egipcie. Pani Edyta ma dom w gminie Purda. 

Nad Helperem rozciągnięty został tzw. parasol ochronny. Jeżeli były jakieś błędy w sprawozdaniach, to był telefon z urzędu, że tam i tam jest błąd, i w tym momencie była drukowana jeszcze raz poprawiona karta i ja albo  ktoś inny, zaufany zawoził tę kartkę do urzędu, była ona podmieniana i w sprawozdaniu było wszystko w porządku.

Zarząd Helpera wiedział pierwszy gdzie, ile i kiedy będą pieniądze z urzędu na dotacje na ŚDS-y, więc mógł pisać wnioski, a wojewoda nie kwestionował ich zasadności i wszystko bezkrytycznie podpisywał, a potem, jak zeznała moja była żona i pan Tomasz Kaczmarek, był problem z wydaniem tych pieniędzy do końca roku, bo za dużo ich było.
Adam Socha (priv mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.)
PS. Ciąg dalszy zeznań Arkadiusz Sz. pt. "Czy Katarzyna K. opłacała Iwonę Arent i wojewodę Mariana P.?" ukaże się w miesięczniku "Debata", w punktach sprzedaży Kolportera i księgarniach Domu Książki już od piątku 13 marca.

Na zdjęciu, na tle ŚDS w Marcinkowie, od lewej Tomasz Kaczmarek, prezes Helpera Katarzyna K. i skarbnik Marzena H., na wieczorze wyborczym PiS w Olsztynie, w Hotelu "Dyplomat", 25 pażdziernika 2015 roku, fot. A.Socha

Czytaj też na ten temat:

„Męczeństwo św. Katarzyny K. od Helpera” (relacja z procesu sądowego

JESTEŚMY ORGANIZACJĄ POŻYTKU PUBLICZNEGO. PROSIMY o 1,5% Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

 

Czytaj więcej: Arkadiusz Sz. przyznał się do winy i zeznał: „Helper miał parasol ochronny”

Komentarz (8)

Więcej artykułów…

  1. Dlaczego głosowałem przeciw powołaniu przez Olsztyn "miejskiej spółki" ?
  2. Radna pyta: Dlaczego prezydent Olsztyna promuje „kulturę śmierci”?

Strona 5 z 522

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

Czy to prawda, że prezes TBS zwolnił połowę załogi a następnie zatrudnił swoją żonę, która po tym fakcie zmieniła swoje nazwisko ?
Zobacz jakie premie dostali pr...
8 godzin(y) temu
ZŁO DZIE JE Z KO
SWOJE IM DAJCIE NA TE PREMIE A NIE NASZE
Zobacz jakie premie dostali pr...
10 godzin(y) temu
pis niesie hasła ale nic więcej z tego nie wynika. Udają, że dbają o wartości chrześcijańskie jak ta posłanka, rozwódka co żonatego przygłupa z Aleksa...
Awantura w PiS-ie pomiędzy sze...
23 godzin(y) temu
"Dlatego uważam, że kierunek polegający na eskalowaniu sporów i kierowaniu wniosków o wykluczenie w oparciu o niezweryfikowane informacje nie służy ro...
Awantura w PiS-ie pomiędzy sze...
23 godzin(y) temu
Bierz tabletki na wypróżnianie to może i na głowę pomoże bredziarzu.
Awantura w PiS-ie pomiędzy sze...
1 dzień temu
Nie można poważnie traktować zarzutów o działanie na szkodę ugrupowania, gdy jednocześnie własne działania budzą istotne wątpliwości co do spójności s...
Awantura w PiS-ie pomiędzy sze...
1 dzień temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • PiS grozi prezydentowi Olsztyna referendum. Prezydent: Apeluję - działajmy wspólnie!
  • Starcie studentów UWM z europosłem Patrykiem Jakim: SAFE, OZE, Trump, Niemcy, imigracja
  • STANOWISKO W SPRAWIE PROJEKTU PLANU OGÓLNEGO GMINY GIETRZWAŁD
  • Spór o plan rozwoju Gietrzwałdu: stać się Lourdes czy strefą przemysłową?
  • Awantura w PiS-ie pomiędzy szefem partii w Szczytnie Żuchowskim a poseł Arent
  • Czy Katarzyna K. opłacała Iwonę Arent i wojewodę Mariana P.?
  • R. Zawadzki: "Nie byłem związany z Galwanotechniką w 2014 roku"
  • Tymiński ma pomóc Braunowi w wyborach na Warmii i Mazurach
  • Syn wojewody Radosława Króla (PSL) dostał pracę w starostwie olsztyńskim
  • Lekarz-łgarz z Olsztyna, gwiazdą programu TVP "Omnibus — szybcy i mądrzy"
  • B. poseł SLD Monika Falej zasiliła kadry WM Specjalnej Strefy Ekonomicznej

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.