Zbliża się czas Świąt Bożego Narodzenia. Ten radosny okres - poza wymiarem czysto religijnym - jest także okazją do spotkań w gronie rodzinnym i przyjaciół. Wigilie coraz częściej urządzane są w miejscach pracy.
Biorą w nich udział nie tylko katolicy, ale także osoby innych wyznań, agnostycy oraz ateiści. Święta są nadal trwałym elementem kulturowego pejzażu współczesnego, mocno zlaicyzowanego Zachodu. Trudno sobie wyobrazić, że ich obchodzenie może razić czyjeś uczucia. Tymczasem w USA i Europie od kilku lat trwają próby wyrugowania Bożego Narodzenia z przestrzeni publicznej. Próby te są efektem politycznej poprawności (political correctness), nowej ideologii wykreowanej w ramach szczytnej walki z dyskryminacją rozmaitych mniejszości.
To dzięki niej passe są nie tylko wyrażenia: Murzyn czy Cygan, ale nawet słowo imigrant (za obraźliwe uznał je na początku bieżącego roku holenderski minister sprawiedliwości, Ernst Hirsch Ballin). Polityczna poprawność doprowadziła również do takich absurdów, jak wprowadzenie do amerykańskich szkół publicznych lekcji „etno-matematyki” czy „matematyki antyrasistowskiej”, gdzie nauczyciele zamiast skupić się na wpajaniu uczniom podstaw algebry, muszą dodatkowo uczyć podopiecznych respektowania ludzkich odmienności i zachowań anty-dyskryminacyjnych. Część rodziców, przestraszona, że zabraknie czasu na naukę klasycznej matematyki, zabiera swoje dzieci do innych, mniej postępowych szkół. Polityczna poprawność nie oszczędziła także grudniowych świąt. W niektórych państwach zachodnich uznano bowiem, iż Boże Narodzenie należy obchodzić wyłącznie w sferze prywatnej. Najlepiej we własnych czterech ścianach, aby przypadkiem nie urazić uczuć nie-chrześcijan.
W 2004 r. nowojorski sąd federalny zakazał wystawiania szopek Bożonarodzeniowych w szkołach publicznych, argumentując to stwierdzeniem, iż są one symbolem religijnym. Co ciekawe, sąd za symbole świeckie uznał żydowską menorę oraz muzułmański półksiężyc. Pod dyktatem politycznej poprawności ugiął się republikański prezydent, George W. Bush, który kilka lat temu nakazał usunięcie sformułowania „Merry Christmas” z kart świątecznych wysłanych corocznie do swoich zwolenników. Tradycyjne życzenia zastąpiono tekstami w rodzaju: „Happy Holidays” lub „Holidays Wishes”. Pat Buchanan, konserwatywny publicysta amerykański opisuje także inne przykłady Bożonarodzeniowej fobii. W Denver organizatorzy corocznej Parady Światła odmówili udziału w imprezie platformie z banerem „Merry Christmas” z członkami kongregacji Faith Bible Chapel, którzy chcieli śpiewać kolędy. Zgodę za to uzyskała platforma sponsorowana przez grupę Indian wyznających wiarę w świętość homoseksualizmu. W Maplewood zakazano orkiestrze dętej szkoły średniej Columbus grania kolęd podczas koncertu świątecznego, nawet w wersji instrumentalnej. Firma Macy's z kolei w swoich reklamach przestała używać zwrotu „Merry Christmas”, zastępując go „nie wykluczającymi” zwrotami „Season's Greetings” i „Happy Holidays”. (P.J. Buchanan, Christianophobia Highlighted at Christmas, „Human Events” 15.12.2004).
W Stanach Zjednoczonych walka z Bożym Narodzeniem jest elementem szerszej wojny, która od lat jest toczona w imię wyrugowania symboli religijnych z miejsc publicznych. Z holu Sądu Najwyższego stanu Alabama usunięto na przykład pomnik Dziesięciu Przykazań. Sąd Federalny w swoim uzasadnieniu oczywiście powołał się na zasadę rozdziału Kościoła od państwa. Europa nie pozostaje tutaj w tyle. We Francji szefostwo jednego z przedszkoli odesłało słodycze nadesłane z okazji Świąt Bożego Narodzenia, które przysłało miejscowe merostwo. Czekoladowe figurki przedstawiały bowiem Świętego Mikołaja. W niektórych włoskich szkołach państwowych zakazano stawiania choinek oraz szopek świątecznych, a figury świętych zastępuje się bajkowymi bohaterami.
W 2004 r. Polska Agencja Prasowa podała, że decyzją ówczesnego premiera Wielkiej Brytanii, Tony'ego Blaira, polecono wydrukowanie dwóch rodzajów kartek z życzeniami - z neutralnym tekstem, przeznaczonym dla niechrześcijan: „Najlepsze życzenia noworoczne” oraz tradycyjnych, z życzeniami z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku. W 2008 r. władze lokalne Oksfordu zrezygnowały z nazwy Boże Narodzenie ustalając, iż seria widowisk zaplanowanych na ten okres będzie się nazywać „Zimowym festiwalem światła”. Miejscy notable uznali, iż święta dzięki temu staną się bardziej „globalne”, obejmujące wszystkie wyznania. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, iż ta absurdalna decyzja wzbudziła nie tylko protesty chrześcijan, ale także mieszkańców i liderów innych społeczności religijnych, np. muzułmańskiej czy żydowskiej.
W Polsce na razie nie zgłasza się tak radykalnych postulatów, choć niektórzy już dziś próbują podobnych sztuczek. Antyklerykalny tygodnik „Fakty i Mity” z satysfakcją podał, że tuż po wyborach parlamentarnych w 2005 r. do komisariatu policji w Krakowie trafiło pismo o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego, który miał złamać prawo poprzez dopuszczenie do zawieszenia w lokalach wyborczych krzyża. Autorem zawiadomienia był niejaki Stanisław Błąkała. Jak do tego doszło? Otóż S. Błąkała: „Idąc do wyborów parlamentarnych, przekonany o sile swojego głosu i dumny z życia w wolnej demokratycznej Polsce, rozczarował się po wejściu do lokalu wyborczego. Po prawej stronie godła powieszono równy jego wielkości krzyż z przybitą do niego, metalową imitacją trupa ludzkiego” (sic!). Zniesmaczony tym faktem, czym prędzej zwrócił się do policji (D. Ptaszek, Droga Krzyżowa, „Fakty i Mity”, 2006, nr 11). Rewolucyjna czujność pana Stanisława doskonale współgra z biadoleniem autorytetów polskiej lewicy, która głosem prof. Marii Szyszkowskiej ostrzega, iż to właśnie nasz kraj zagraża Europie jako źródło re-chrystianizacji. Pani profesor na swoim blogu grzmi: „Pomysły, by na nowo uczynić Europę kontynentem jednolicie kulturowym, zespolonym z religią chrześcijańską, głoszone są od pewnego czasu przez niektórych Polaków, a ta tendencja do budowy neośredniowiecza budzi niepokój w krajach europejskich” (M. Szyszkowska, Re-chrystianizacja Europy, 2.03.2008).
Cieszmy się, że dotychczas nikomu w naszym kraju nie przyszło do głowy wyrzucać Bożego Narodzenia z przestrzeni publicznej. Szkoda tylko, że w tym roku ktoś najwyraźniej postanowił popsuć nam świąteczną atmosferę i na plakatach - obecnych także w Olsztynie, a reklamujących operatora jednej z sieci telefonicznych - umieścił Mikołaja o twarzy Che Guevary z radosną nowiną „Rewolucja na Święta”. Cóż, wydaje się, iż do kompletu brakuje tutaj tylko śnieżynki o gładkim licu Ulriki Meinhoff i renifera z ponurym pyskiem Pol Pota.
Marcin Chełminiak, doktor nauk politycznych na UWM, publicysta
2008
Zdjęcie na głównej stronie pochodzi z filmu "Zły mikołaj", reż. Terry Zwigoff. Dystrybucja w Polsce S


Skomentuj
Komentuj jako gość