Po roku 1989 część środowisk opiniotwórczych wmawiała nam, że patriotyzm „brzydko pachnie nacjonalizmem”, a stawianie muzeów jest niepotrzebne - lepiej budować szkoły i autostrady. Do muzeów chodzą wyłącznie staruszkowie albo wycieczki szkolne w ramach zajęć obowiązkowych. Rządzący nie dbali o politykę historyczną, promowanie historii Polski na świecie. Niemcy znakomicie wykorzystali marketingowo upadek muru berlińskiego, organizując wielkie widowisko muzyczne w lipcu 1990 roku zatytułowane „Mur”, z udziałem m.in. Rogera Watersa.
W Polsce dopiero 16 lat po zmianie ustroju, z okazji 25 - lecia „Solidarności”, zorganizowano duże uroczystości, zaproszono Jeana Michela Jarrea, którego poza granicami naszego kraju na ekranach oglądały prawie 3 miliony ludzi. Takie imprezy to znakomita okazja do reklamy zarówno Polski, jak i naszej historii. Do tej pory nie nakręcono również ani jednego, rodzimej produkcji, filmu na temat „Solidarności”, czy pomocy, jakiej Polacy udzielali Żydom podczas II wojny światowej (jedynie naszym rodakom za pomoc Żydom w okupowanej przez Niemców Europie groziła kara śmierci). Zdecydowanie najwięcej Polaków otrzymało tytuł „sprawiedliwych wśród narodów świata”, niestety na skutek czarnego pijaru takich ludzi jak Gross czy Wiesel, na świecie coraz częściej mówi się o tym, że to właśnie nasz naród ochoczo pomagał hitlerowcom wyrzynać Żydów.
Powstanie Muzeum było nam bardzo potrzebne, aby w końcu zagraniczni turyści odwiedzający stolicę, dowiedzieli się, że w Warszawie było również inne powstanie, niż to w żydowskim getcie. Każdy, kto zwiedzał Muzeum (znajdujące się w budynku z początków XX w.) wie, jakie robi ono wrażenie, wystarczy wspomnieć o aranżacji kanału ściekowego, którymi poruszali się powstańcy, czy o pomieszczeniu, gdzie puszczany jest film z wyznaniami żołnierza Wehrmachtu, który opowiada o tym, jak SS-mani zatłukli kolbami dzieci z jednej ze szkół lub o słynnej masakrze w szpitalu na Woli.
Zwiedzając parę lat temu Muzeum, pamiętam, że oprócz wycieczek szkolnych było tam bardzo dużo młodzieży, która nie zmuszona przez nikogo przyszła dowiedzieć się więcej na temat powstania. Złamano przy okazji mit, iż zwiedzanie muzeów jest nudne, ponieważ znajdują się tam wyłącznie gabloty z monetami i parę obrazów.
Tegoroczna rocznica nie była świętem jedynie garstki osób, które przeżyły tamte wydarzenia. Obchody wybuchu Powstania Warszawskiego ściągnęły tysiące warszawiaków. Prezydent Lech Kaczyński odznaczył kilkudziesięciu bohaterów powstania wysokimi odznaczeniami państwowymi i orderami, także pośmiertnie. Świetnym pomysłem, aby przyciągnąć na obchody młodych ludzi oraz ożywić ich pamięć o Powstaniu było zaproszenie zespołu punk rockowego „Armia” oraz fińskiego kwartetu smyczkowego „Apokaliptyki”, który dwanaście lat temu zadebiutował krążkiem, na którym znalazły się covery znanego zespołu Metallica wykonane wyłącznie na wiolonczelach. Koncert tych zespołów rozpoczął tegoroczne obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.
Niestety, nie dla wszystkich obchody były świętem bohaterów Powstania. „Gazeta Wyborcza”, jak zwykle niezawodna jeśli chodzi o obrzucanie błotem Prezydenta, przy okazji rocznicy na pierwszej stronie wydania weekendowego wytknęła kombatantom, uczestniczącym w obchodach, „buczenie” na Bartoszewskiego, Tuska, Gronkiewicz-Waltz i innych polityków PO. Prawdziwy skandal - kombatanci buczeli na polityków PO. Gdyby to samo przydarzyło się politykom PiS lub Prezydentowi, Wyborcza napisałaby zapewne, iż jest to zdrowy odruch społeczeństwa obywatelskiego. No, ale czego można się spodziewać po gazecie, która kilka miesięcy przed pięćdziesiątą rocznicą Powstania Warszawskie puszcza tekst w wydaniu weekendowym, kiedy nakład jest większy, poprzedzony komentarzem (czytaj moralizatorskim bełkotem) naczelnego, w którym przekonuje, że „reakcyjne grupy” AK i NSZ podczas walk powstańczych zajmowały się głównie mordowaniem Żydów. Niezależnie od wysiłków organu Michnika na rzecz zdeptania tego, co dla tak wielu jest ważne - pamięci o powstańcach i tych, którzy przeżyli, obchody Powstania Warszawskiego stają się powoli ważną częścią naszej narodowej tradycji.
Kamila Kamińska
(bardzo proszę o niezamieszczanie mojego mejla, z góry dziękuję)


Skomentuj
Komentuj jako gość