Rozważania mojego zacnego kolegi Adama, choć na pozór słuszne, nie dowodzą prawowitości roszczeń dynastii Romanowych do Korony Polskiej. Kwestia legalności, którą zajął się Adam, jest kwestią wtórną. Tym, co decyduje o prawowitości władzy monarszej jest jej legitymizm.
Prawowitość to zgodność z "wyższym" prawem, legalność zaś to zdolność władcy do wymuszenia ustanowionego przez niego prawa dzięki posiadanej sile. Król Stanisław August Poniatowski nie mógł, zachowując zasadę legitymizmu, abdykować na rzecz Katarzyny II, nawet gdyby ten akt nie był wynikiem przymusu. Zgodnie ze słynną formułą św. Tomasza z Akwinu "Królestwo dane jest Królowi, ale Królestwo nie jest dla Króla". Oznacza to, że królestwo nie jest własnością króla, a jedynie depozytem przekazanym pod rygorem działania zgodnego z prawem naturalnym. "Legitymizm wiary" nie pozwalał zatem Stanisławowi Augustowi abdykować na rzecz carycy, ponieważ prawowity polski monarcha musi być katolikiem i sprawować swoje rządy w taki sposób, aby przynajmniej nie utrudniać poddanym zbawienia. W sakrze koronacji i namaszczenia władca otrzymuje łaskę konieczną do posiadania niezbędnego do rządzenia autorytetu. To, co dokonało się pomiędzy Stanisławem Augustem a Katarzyną II trudno nazwać przekazaniem takowego. Likwidacja przez carycę oddanego jej w "opiekę" Królestwa Polskiego jest kolejną dyskwalifikacją Romanowych jako spadkobierców Korony Polskiej. Pozostaje bowiem w jawnej sprzeczności z "legitymizmem celu", który nakazuje monarsze działanie zgodne z dobrem wspólnym rządzonej społeczności. Poddani króla Stanisława Poniatowskiego mieli nie tylko prawo, ale także obowiązek wypowiedzenia mu posłuszeństwa. Tym bardziej dotyczy to Aleksandra I, który - jak to określił Adam - "przywrócił i przyjął tytuł króla Polski" i Mikołaja I, który koronował się w Warszawie na Króla Polski. Wszyscy byli pozbawieni pochodzącego od Boga autorytetu, a poddani postawieni wobec wyboru posłuszeństwa człowiekowi i Bogu, wyboru w istocie nie mają żadnego. Te dwa ostatnie akty koronacji można co najwyżej uznać za legalne, bo zgodne z prawem ustanowionym i wymuszonym przez tych władców. Koronacja i rzeczywiste władanie terytorium nie są, jak twierdzi Adam, warunkami wystarczającymi do uznania prawowitości władzy monarszej, co wynika z kardynalnej różnicy pomiędzy pojęciem legalności i legitymizmu.
Wszelkie próby pożenienia demokracji z monarchią wynikają z niezrozumienia zasady legitymizmu monarszego i braku wniosków ze stanu świadomości dzisiejszych kandydatów na poddanych. Sw. Tomasz twierdził, że "lud wzięty jako załość, staje się poniekąd jednym tyranem". Demokratyczny tyran może, dla pozorów ratowania się przed nieuchronnym upadkiem, umieścić w jakimś pałacu pozbawionego władzy, lecz legalnego ludowego błazna i nazwać go królem. Lecz prawowitym "porucznikiem Boga" to go nie uczyni.
Bogdan Bachmura


Skomentuj
Komentuj jako gość