Władze miasta od początku wiedziały, że projekt „obwodnicy miejskiej” to bomba z opóźnionym zapłonem. Dlatego, podobnie jak to miało miejsce przy ul. Partyzantów, konsultacje społeczne przeprowadzono z garstką ludzi, głównie z wieżowca przy tunelu, którym obiecano wymianę okien. Stąd ciągłe osłabianie czujności mieszkańców i gra na zmęczenie prowadząca do konsekwentnie realizowanego celu”- pisze Bogdan Bachmura
fot: Jacek Strużyński
Równo rok temu zamieściłem na portalu Debaty tekst „Okupanci”. Do mentalności okupanta porównałem w nim plany i sposoby realizacji tzw. obwodnicy miejskiej, a w szczególności przebudowę ul. Partyzantów na arterię czteropasmową. Po roku czasu i obietnicy prezydenta Grzymowicza wstrzymania przebudowy tej ulicy, wymyślona kilka lat temu idea obwodnicy miejskiej, czyli plan udrożnienia przepływu ruchu tranzytowego przez środek miasta ma się dobrze i zagraża miastu w kolejnych miejscach. Polem doświadczalnym tego, co szykowano nam na ul. Partyzantów stała się nowa ul. Artyleryjska. Dla prawidłowego funkcjonowania organizmu miasta i jego mieszkańców rozwiązaniem optymalnym były dwa pasy jezdni i estakada nad rondem Ofiar Katastrofy Smoleńskiej. Był to jedyny sposób na uniknięcie korków i oddzielenia obszaru dawnych Koszar Dragonów od Centrum miasta komunikacyjnym ściekiem. Jedynymi ludźmi, do których nie trafiały te argumenty byli włodarze miasta i olsztyńscy drogowcy. Teraz, gdy mleko się rozlało, publicznie oznajmiają, że o estakadzie też myśleli, ale… zabrakło pieniędzy. Oczywiście wariant przeznaczenia środków na estakadę kosztem rezygnacji z czteropasmowej Artyleryjskiej nie wchodził w grę, bo nie pasował do przyjętej kilka lat wcześniej koncepcji „obwodnicy miejskiej”. Jeszcze ciekawsze dla zrozumienia mentalności ludzi dla niepoznaki nazywanych samorządowcami jest kalendarium wydarzeń związanych z przebudową Al. Wojska Polskiego jako dalszej części obwodnicy. Na wieść, że 55 mieszkańców Al. Wojska Polskiego podpisało protest do Ministerstwa Infrastruktury przeciwko przebudowie Alei 29.10. 2008 r. na sesji RM z-ca prezydenta Tomasz Szczyglewski oznajmia: „Nikt nigdy nie powiedział, że AL. Wojska Polskiego będzie drogą tranzytową dla tirów. Jest to poważne nieporozumienie”. Styczeń 2009 r. Fragment pisma podpisanego przez p.o. prezydenta Tomasza Gałażewskiego: „Planowana zmiana kategorii ul. Artyleryjskiej i Al. Wojska Polskiego z gminnych na krajowe nie oznacza, że ruch tranzytowy wewnątrz miasta będzie automatycznie skierowany na tę drogę bez jej całościowej przebudowy”. Sierpień 2010r. Na spotkaniu u prezydenta Grzymowicza na pytanie Zdzisławy Łukaszewskiej, przewodniczącej Rady Osiedla WP o dalsze losy Al. Wojska Polskiego ówczesny dyrektor MZDiM Paweł Jaszczuk wyjaśnia, że tiry pojadą ul. Jagiellońską. 10 listopada 2011r. na publicznym spotkaniu z mieszkańcami osiedla dyrektor Jaszczuk uznaje to za nieporozumienie, obiecując jednocześnie (w obecności prezydenta Grzymowicza) ograniczenie przejezdności Al. Wojska Polskiego do pojazdów o ładowności 12 ton. Kilkanaście dni temu swoje dorzuca z-ca dyrektora MZDiM Zbigniew Gustek zapowiadając na łamach Gazety Wyborczej ruch przez Al. Wojska Polskiego tirów, ale…tylko pustych.
Władze miasta od początku wiedziały, że projekt „obwodnicy miejskiej” to bomba z opóźnionym zapłonem. Dlatego, podobnie jak to miało miejsce przy ul. Partyzantów, konsultacje społeczne przeprowadzono z garstką ludzi, głównie z wieżowca przy tunelu, którym obiecano wymianę okien. Stąd ciągłe osłabianie czujności mieszkańców i gra na zmęczenie prowadząca do konsekwentnie realizowanego celu. Chytrość i przebiegłość władzy lokalnej w omijaniu kolejnych społecznych raf może imponować. Do tej pory główną, wymienianą przez przedstawicieli władzy przeszkodą w poprowadzeniu tranzytu przez Al. Wojska Polskiego był brak środków na jej dalszą przebudowę. Ale oto nagle MZDiM zapowiada ograniczenie tonażu pojazdów przejeżdżających przez wiadukt przy rondzie Bema. Odpowiedź, gdzie trzeba będzie przenieść ciężki ruch tranzytowy nasuwa się sama. W ten sposób dalsza zamiana Alei Wojska Polskiego na ściek komunikacyjny będzie nie tylko koniecznością, ale godną pochwały zapobiegliwocią władzy.
Nie ulega wątpliwości, że Olsztyn jest w komunikacyjnym punkcie zwrotnym. Prezydent Grzymowicz po raz kolejny zapraszający posłów i rugający ich za brak skuteczności w sprawie obwodnicy miasta to widok budujący, ale głównie dla ratowania jego wizerunku. Odwracający uwagę od pytania, jaki wpływ na decyzję Warszawy o pozbawieniu Olsztyna środków na obwodnicę miały plany budowy własnej „obwodnicy miejskiej” i poradzenia sobie w ten sposób z ruchem tranzytowym. Władze naszego miasta miały do wyboru dwa scenariusze: wziąć stronę mieszkańców i zablokować miasto dla ciężkiego ruchu tranzytowego wymuszając w ten sposób na Warszawie środki na obwodnicę miasta i ratując to, co zostało z naszych dróg i mostów, albo kontynuować obłędną ideę „obwodnicy miejskiej” ze wszystkimi konsekwencjami dla funkcjonowania tkanki miasta. Wybrano rozwiązanie drugie. Ale nie tylko to, także sposób „dochodzenia” do zamierzonego celu nasuwa skojarzenia z mentalnością okupanta dla którego dialog z miejscowymi to uciążliwy slalom z przeszkodami, a wszystko co zastał to jedynie środek do celu, który tylko przez przypadek lub w wyniku stawionego oporu może być zbieżny z interesem lokalnej społeczności.
Bogdan Bachmura


Skomentuj
Komentuj jako gość