„Niemal 96 proc. poparcie udzielone prezydentowi Grzymowiczowi poważnie zbliżyło go do wyników dostępnych dotychczas jedynie dla elity Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Natomiast radny Szewczyk z 98 proc. głosów na „tak”, absolutne poparcie narodu już ma na wyciągnięcie ręki. Jedyną łyżeczką dziegciu w tej plebiscytowej, pełnej obywatelskiego optymizmu beczce miodu jest brak wiadomości na temat liczby oddanych głosów od których policzono owe rekordowe procenty poparcia”- pisze Bogdan Bachmura
rys. A.Wołos
Kilka dni temu ogłoszono wyniki plebiscytu Gazety Olsztyńskiej na najlepiej ocenianych, rok po wyborach, samorządowców naszego z regionu. W rywalizacji prezydentów najlepszy wynik osiągnął Piotr Grzymowicz, a w kategorii radnych miejskich Robert Szewczyk. Zawsze myślałem, że takie zabawy w „najlepszych” i „najpopularniejszych” to zwykła ściema poprawiająca stan kasy wydawców gazet i wizerunek tych, którzy potrafią najskuteczniej zmobilizować do roboty przy wysyłaniu kuponów i esemesów rodzinę, partyjnych kolegów, znajomych czy urzędników. Pamiętam, jak zwycięzcy jednego z pierwszych plebiscytów na najpopularniejszego samorządowca pomagał kolega - wykładowca wyższej uczelni, nakazując studentom przynoszenie odpowiednio wypełnionych plebiscytowych kuponów. Jednak powaga z jaką Panowie Grzymowicz i Szewczyk przyjęli swoje wyniki, wyklucza jakikolwiek do nich frywolny stosunek. Według radnego Szewczyka obywatelskie poparcie którego doświadcza wynika z bacznej obserwacji tego, co robią radni w kierowanej przez niego komisji gospodarki komunalnej. Dlatego z całą powagą trzeba odnotować, że niemal 96 proc. poparcie udzielone prezydentowi Grzymowiczowi poważnie zbliżyło go do wyników dostępnych dotychczas jedynie dla elity Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Natomiast radny Szewczyk z 98 proc. głosów na „tak”, absolutne poparcie narodu już ma na wyciągnięcie ręki. Jedyną łyżeczką dziegciu w tej plebiscytowej, pełnej obywatelskiego optymizmu beczce miodu jest brak wiadomości na temat liczby oddanych głosów od których policzono owe rekordowe procenty poparcia.
Pomijając takie szczegóły, skala akceptacji narodu dla naszej lokalnej elity nie tylko szokuje, ale musi wywoływać poważną refleksję u malkontentów, którzy próbują kopać się z tak potężnym ludowym koniem. Nie ukrywam, mocno wziąłem do siebie komentarz Pana prezydenta, który z goryczą stwierdził, że „trzeba jeszcze dużo wysiłku, by przekonać także tych niezdecydowanych, że sprawy Olsztyna idą w dobrym kierunku”. Na razie, zanim zadeklaruję głęboki namysł i ewentualną poprawę, mogę zapewnić, że z głosami stojącej na straconych pozycjach mniejszości obniżającej prezydencki ranking nie mam nic wspólnego. Zwłaszcza po tym, jak dowiedziałem się podczas spotkania z prezydentem w ratuszu, że nie miał nic wspólnego z próbą położenia przez podległych mu urzędników polbruku w Lesie Miejskim. Jednak, dla rozwiania wszelkich domysłów i podejrzeń, pozwolę sobie na mały donos na temat możliwych sprawców 4 procentowej niesprawiedliwości wobec prezydenta Grzymowicza. Otóż, moim zdaniem, łapy, które klikały bez pamięci w klawiaturę komórek i wysyłały wrogie prezydentowi sms-y mogły na przykład należeć do jakiegoś urzędnika, który poczuł się źle w roli kozła ofiarnego w przedstawieniu pt. źli urzędnicy i dobry prezydent, jakie się odbyło w ratuszu po zablokowaniu budowy betonowej ścieżki rowerowej w Lesie Miejskim.
A skoro już przy tej nieszczęsnej ścieżce jesteśmy, to chciałbym publicznie poinformować Pana prezydenta, że jakiś bałwan znów pod Panem ryje i, wbrew zawartemu ze stroną społeczną porozumieniu i Pana deklaracji, że „nie będzie żadnego betonowania lasu”, położył betonową, 2 metrową wstęgę od ul. Leśnej do Jeziora Długiego. Z uporem godnym lepszej sprawy kładzie także polimerową ścieżkę po drugiej, najpiękniejszej stronie Jeziora Długiego, choć nikt ze strony społecznej, w tym organizacje rowerzystów, nie deklarował takiej potrzeby i nie ma żadnych na ten temat uzgodnień z powołanym do sprawy ścieżki rowerowej zespołem.
Podejrzeń na temat brakujących do pełnej jedności z ludem 4 proc. przychodzi mi do głowy znacznie więcej, ale na razie dam spokój, bo każdemu, zwłaszcza przed świętami i nowym rokiem, trzeba dać szansę na skruchę i poprawę. Także specjalistom od rankingów i plebiscytów, aby unikali podejrzeń o manipulację, jaką, według definicji bp. Adama Lepy jest „celowe i skryte działanie, przez które narzuca się jednostce lub grupie ludzi fałszywy obraz pewnej rzeczywistości”.
Bogdan Bachmura


Skomentuj
Komentuj jako gość