III RP jest państwem, które zachęca i czerpie korzyści z anonimowego donoszenia na siebie obywateli. Różnego rodzaju organa kontroli zatruwają, często niesłusznie, życie tysiącom ludzi rocznie. Jeden z takich donosów, wysłany do Ministerstwa Finansów oraz Izby Celnej, stał się przyczyną wizyty inspektorów tych instytucji na zorganizowanej w Biesowie w gminie Biskupiec V Warmińskiej Uczcie Pierogowej. Doszło do skandalu, bo jak raz, pierogów do Biesowa, na zaproszenie radnych z Biskupca, przyjechali skosztować m. in. marszałek senatu Bogdan Borusewicz i marszałek województwa Jacek Protas.
W sprawie nie w porę przeprowadzonej kontroli, sprzedawanych bez udziału kasy fiskalnej pierogów i piwa, oficjalne stanowisko wyraziła Rada Miejska w Biskupcu. Swój „zdecydowany sprzeciw i ubolewanie wobec działań służb państwowych” biskupieccy radni przesłali do prezydenta RP, premiera, ministra finansów, wojewody, a także do narażonego osobiście na pierogową niestrawność marszałka Protasa.
Sprowadzenie fiskalizmu państwa do poziomu bazarowych pierogów i nękanie ludzi 500 zł. mandatami za kilkuzłotową niezgodność stanu kasy z kasą fiskalną to codzienność polskiej małej przedsiębiorczości. W ślad za donosami, często powodowanymi zawiścią i chęcią bezinteresownego uprzykrzenia życia bliźniemu, pojawiły się zastępy inspektorów, których aktywność w związku ze stanem finansów państwa ostatnio mocno się nasiliła. Jednak ich obecność w Biesowie była wynikiem działania obowiązującego w Polsce prawa. Jeżeli funkcjonowanie państwa prawa rozumieć jako niezależność działania prawa od nacisków i humorów polityków, to urzędnicy UKS i UC zachowali się na medal i zasłużyli na zapijaną piwem miskę pierogów. Zwłaszcza, że wykryli groźne dla zagrożonych finansów państwa uchybienia w ewidencjonowaniu sprzedanych pierogów i piwa. Rzecznik UKS wyjaśnia, że podobne wizyty na imprezach to nic niezwykłego, a ilość mandatów wystawionych w ciągu ostatnich 2 miesięcy w związku z brakiem lub kontrolami kas fiskalnych sięga 1000.
W swoim piśmie do najwyższych władz państwowych radni z Biskupca podkreślają, że „Państwo powinno wspierać lokalne, oddolne inicjatywy, a nie działaniem swoich służb budować atmosferę spisku i niepokoju. Powinny być granice ingerencji organów Państwa”. Radni nie precyzują, czy ową granicą ingerencji Państwa mają być samorządowe imprezy, czy tylko obecność na nich demokratycznych kacyków. Jednak nie ulega wątpliwości, że to wyłączenie ma być przywilejem, formą ochrony przed biurokratyczną rzeczywistością państwa policyjnego, którą politycy zafundowali reszcie Polaków.
– Nie ma takiej zbrodni do której nie posunąłby się nawet najbardziej liberalny rząd, gdy zabraknie mu pieniędzy - twierdził już w latach ’30 XIX wieku Alexis de Tocqueville. Przepowiednia przenikliwego Francuza w tzw. rozwiniętych demokracjach wypełniła się do dna. W demokratycznej Szwecji po zarzutem niepłacenia podatków skuto na lotnisku kajdanami powracającego do ojczyzny Ingmara Bergmana. To samo spotkało powracającą do rządzonej przez mafię ojczyzny aktorkę Sophię Loren. Polska demokratyczna mafia ściąga 500 zł. haraczu za brak na kasie fiskalnej sprzedaży karty postojowej za 1 zł. (przypadek znany mi osobiście). Taki sam mandat otrzymał ostatnio mój przyjaciel Wojtek Kozioł za zawyżony o 20 zł stan kasy. Jednak dopiero wizyta i sposób potraktowania przez inspektora UKS uzmysłowiła temu byłemu internowanemu działaczowi „S” podobieństwo do atmosfery byłej Komendy Wojewódzkiej i manier smutnych panów ze Służby Bezpieczeństwa. Panowie ci z anonimowych donosów obywatelskich oczywiście skwapliwie korzystali, a nawet sami je pisali (jestem w posiadaniu takiej, wysłanej do mnie „perełki”). Ale służby skarbowe za Wojciecha Jaruzelskiego robiły to jedynie okazjonalnie i wybiórczo. Reszta szła do kosza. Pełna symbioza aparatu państwowego z ludzką małością i podłością, wzorowana na praktykach Związku Radzieckiego, powróciła w demokracji wywalczonej przez takich ludzi jak Bogdan Borusewicz i Wojtek Kozioł. Obaj doskonale wiedzą, że „rewolucja pożera własne dzieci”. Zawsze, ale nie wszystkich. Niektórzy chcą zjeść pierogi w spokoju.
Bogdan Bachmura


Skomentuj
Komentuj jako gość