Z przyznanych Agnes Trawny w grudniu 2009 r. przez olsztyński Sąd Okręgowy 1,1 mln .zł. rekompensaty za niezgodne z prawem przejęcie przez Skarb Państwa i następnie sprzedanie 6 ha ziemi, po niedawnym wyroku białostockiego Sądu Apelacyjnego pozostało jej 191,5 tyś. Apelację złożyła sama Trawny, żądając rekompensaty sięgającej 1,5 mln zł., a skończyło się na 191,5 tyś. Poza suchymi, prasowymi informacjami nie znalazłem żadnych komentarzy na ten temat. Po wcześniejszym spektaklu ogólnonarodowego oburzenia z powodu roszczeń „chciwej Niemry” sądowy rabunek został przyjęty z milczącą satysfakcją.
Co ja mówię rabunku! Rabunek ma miejsce wtedy, gdy jednostka obrabuje jednostkę. Gdy czyni to w imieniu narodu państwo lub jego instytucje, mamy do czynienia ze sprawiedliwością społeczną. A ponieważ Rzeczpospolita Polska zgodnie z art. 2 Konstytucji jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej, to sędzia Elżbieta Kuczyńska chcąc pozostać w zgodzie ze swoim demokratycznym sumieniem inaczej postąpić nie mogła.
A ponieważ czyste sumienie skłania do szczerości to Pani sędzia bez ogródek mogła oznajmić, iż „orzeczenie nie może zmierzać do wyrównania szkody, ale do odzyskania tego, co Skarb Państwa uzyskał kosztem powódki zbywając jej nieruchomości”. W tej nowej, demokratycznej dialektyce widać wprawę z jaką III RP, jako jedyny z pośród krajów postkomunistycznych, zręcznie unika reprywatyzacji i wyrównania dawnych krzywd. W naszym demokratycznym państwie sprawiedliwości społecznej możliwe jest więc wypłacenie odszkodowania dla wrogów poprzedniego systemu według cen obowiązujących w dniu orzekania o odszkodowaniu - jak ma to ma choćby miejsce w przypadku zwrotu dawnych majątków kościelnych przez Komisję Majątkową - albo dla dzisiejszych wrogów - po cenie jaką państwowy paser uzyskał ze sprzedaży zawłaszczonego majątku kilkadziesiąt lat temu.
Jak wiadomo fundamentalną cechą państwa prawa jest pewność i trwałość prawa oraz odporność na pokusy jego instrumentalnego stosowania. Powszechna tendencja do demokratyzacji konstytucji odwraca te założenia do góry nogami. Zaowocowała zastąpieniem sprawiedliwości, sprawiedliwością społeczną. Przejściem od rządów prawa do rządów za pomocą prawa w których sędziowie coraz częściej biorą prawo w swoje ręce.
Zwracając się do sądu apelacyjnego o wyższe odszkodowanie Agnes Trawny naiwnie wierzyła, że nie grozi jej nic, poza sprawiedliwością. Nawet, jeśli z wyższego odszkodowania będą nici. Nie wiem, za co płaciła polskiemu prawnikowi, skoro nie uprzedził jej o istnieniu sprawiedliwości, przed którą nikt niczego pewny być nie może.
P.S. Kilka lat temu, przed tym samym sądem, przekonałem się o jej istnieniu osobiście. Spór o ochronę znaku towarowego z największym w mojej branży producentem na świecie przed olsztyńskim sądem także wygrałem. Przed białostockim Sądem Apelacyjnym było odwrotnie. Wysoki Sąd nie dał wiary moim trzem świadkom, żądając potwierdzenia w postaci faktur sprzed kilkunastu lat, których nikt oczywiście tak długo nie trzyma. Znajomy prawnik powiedział, że do sprawiedliwości brakuje mi 300 tyś. zł. Na szczęście tylko żartował.


Skomentuj
Komentuj jako gość