logodebata

JESTEŚMY ORGANIZACJĄ POŻYTKU PUBLICZNEGO. PROSIMY o 1,5% Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

niedziela, marzec 08, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Blogi
  • Bogdan Bachmura

Bogdan Bachmura

bachnuraPrzedsiębiorca. Z wykształcenia politolog. W l. 80-tych XX wieku wydawał w podziemiu pisma. Na progu III RP uznał, że jego misja, jako wydawcy, skończyła się. Jednak po kilku latach życia w demokracji coraz dotkliwiej odczuwał deficyt wolności słowa w Olsztynie. Tak narodził się miesięcznik „Debata”, a później portal. Uprawia sport. Można go spotkać biegającego w Lesie Miejskim, albo na korcie tenisowym. Nie przepada za demokracją, czemu daje wyraz w swoich publikacjach.

Degradacja na deskach politycznego teatru

Szczegóły
Opublikowano: wtorek, 20 marzec 2018 13:01
Bogdan Bachmura

Kiedy solidarnościowa opozycja siadała z komunistami do Okrągłego Stołu, uważałem, że to błąd. Nie tylko moralny, ale przede wszystkim polityczny i taktyczny, którego konsekwencje ciągną się za nami do dzisiaj. A że robiono to niejako w moim imieniu, także jako członka solidarnościowej opozycji, to zawsze uważałem za stosowne swój pogląd wyraźnie artykułować. Podobnie jest z degradacją gen. Wojciecha Jaruzelskiego i gen. Czesława Kiszczaka. Ponieważ również dzieje się to w moim imieniu, także jako więźnia stanu wojennego, to chcę powiedzieć wyraźnie, że ta decyzja mi się nie podoba.

Nie bez powodu mówimy: na wszystko jest miejsce i czas. Ponieważ wiemy, jak bardzo wybór niewłaściwego miejsca i czasu zmienia sens naszych działań i oczekiwanych efektów. W przypadku gen. Jaruzelskiego i gen. Kiszczaka granicę właściwego czasu wyznaczyła ich śmierć. Gen. Jarosław Stróżyk, w latach 2010-2016 attaché obrony przy Ambasadzie RP w USA oraz zastępca szefa wywiadu w KG NATO, pisze o tym tak:


Absurdem pozostającym poza możliwością racjonalnego opisania jest natomiast chęć degradacji nieżyjących żołnierzy, w tym uczestników wojen lub operacji międzynarodowych. Nie znam pozasądowych przypadków obniżenia stopni wojskowych w państwach NATO bez przeprowadzenia gruntownego procesu przygotowawczego z udziałem zainteresowanego oraz zachowaniem wszystkich kroków proceduralnych. Trudno natomiast o uczestnictwo w takim procesie osoby zmarłej.


Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób takie myślenie o rzeczonych generałach to niepotrzebne dzielenie włosa na czworo, ponieważ w ich przypadku naruszenie polskiej racji stanu to rzecz poza dyskusją. Dlaczego więc zabrakło czasu aby tych ludzi postawić przed Trybunałem Stanu, czy choćby złożyć w tej sprawie stosowny wniosek?
Naiwnością byłoby sądzić, że to długi jak cała III RP przypadek. To raczej kwestia politycznej kalkulacji i wyobraźni, czym taki sąd nad Jaruzelskim i Kiszczakiem mógłby się dla całej generacji solidarnościowych polityków zakończyć. Ich polityczna reinkarnacja i moralna nobilitacja w III RP to dzieło ludzi, z którymi obecnie rządzący Polską mają niewiele wspólnego. Ale dziś, gdy po prawie trzech dekadach rozważamy sens i rzeczywistą motywację ich spóźnionej degradacji, trudno zapomnieć, że człowiek który o tym zadecydował siedział z Kiszczakiem przy Okrągłym Stole, a jego śp. brat toczył niesławnej pamięci rozmowy w Magdalence. W ich wyniku gen. Jaruzelski został prezydentem RP, a gen. Kiszczak szefem MSW, co zaowocowało spaleniem większej ilości ubeckich akt niż w latach 80. Nie chodzi mi o krytykę Okrągłego Stołu. Jednak układanie się z komunistami, nawet jeśli toczone w dobrej wierze, ma swoje konsekwencje. Zwłaszcza po niemal trzydziestu latach, gdy słowa o obronie polskiej racji stanu brzmią jak slogan wypowiedziany z desek politycznego teatru.
Dlatego nie przemawia do mnie argument użyty przez Łukasza Adamskiego, widzącego sens ustawy degradacyjnej w sferze narodowej symboliki i mitologii, jako koniecznego elementu odcięcia się od komunizmu. Próbuję sobie bowiem wyobrazić co na ten temat usłyszą uczniowie w szkole za 10 czy 20 lat, gdy suweren obejdzie się z PiS-em we właściwy dla siebie sposób. Czy pośmiertna degradacja byłego prezydenta i ministra RP będzie miała wpływ na ich ocenę? Czy będzie interpretowana według założonego dzisiaj przez PiS scenariusza, czy też może jako epizod służący bieżącym interesom tej partii? Zwłaszcza że, jak twierdzi prof. Antoni Dudek, wielu historyków, w tym także on, pisząc o epoce w której żył Jaruzelski nadal będą go tytułować generałem.

Gdy mówimy o zmarłych, nawet jeśli dotyczy to tak mrocznych postaci jak Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak, warto postarać się o wyciszenie emocji, choć dla starszego pokolenia nie jest to łatwe. Śmierć człowieka radykalnie zmienia perspektywę. Wyklucza możliwość rozliczeń z nim samym, ponieważ pozbawia go możliwości obrony. Ocena danej postaci powinna być od tej pory domeną historyków czy publicystów, a nie prawa i sądów.
Bogdan Bachmura

Czytaj więcej: Degradacja na deskach politycznego teatru

Komentarz (29)

Żydowska szkoła przetrwania

Szczegóły
Opublikowano: niedziela, 18 marzec 2018 20:14
Bogdan Bachmura

Pół wieku temu, w marcu 1968 roku, miały miejsce wydarzenia, nad których istotą historycy rozprawiają po dzień dzisiejszy. Cztery jednoczesne procesy: bunt młodzieży akademickiej i szkolnej po zdjęciu Dziadów ze sceny Teatru Narodowego, antyinteligencka kampania wymierzona w naukowców, artystów i pisarzy, walka polityczna w kierownictwie PZPR oraz kampania antysemicka (nazywana przez władze „antysyjonistyczną”) stworzyły całość, której zrozumienie do dzisiaj jest przedmiotem sporów i dociekań.

Tymczasem zupełnie niespodziewanie obchody 50 rocznicy Marca ‘68 nabrały dodatkowego, aktualnego kontekstu. Mam oczywiście na myśli poprawkę do ustawy o IPN i zdecydowaną reakcję Izraela oraz USA, która wielu Polaków, także krytycznie odnoszących się do jej zapisów, musiała mocno zaskoczyć. Skoro bowiem przegłosowana zmiana ustawy, choćby niepotrzebna czy źle napisana, ale tylko dotycząca wąskiego zakresu publikacji, wywołuje dyplomatyczne tsunami, a nasz najbliższy sojusznik i gwarant naszego bezpieczeństwa stawia nasze stosunki na ostrzu noża, to, zachowując właściwą miarę rzeczy, rodzi się pytanie o reakcję USA oraz Izraela na brutalną, antysemicką nagonkę sprzed 50 lat, w wyniku której Polskę opuściło ponad 15 tys. osób żydowskiego pochodzenia.

Ktoś powie, że to sytuacje diametralnie różne. I będzie miał rację. Ale wszystkie tamte okoliczności: brutalność antysemickiej nagonki, jej opłakane skutki, świeża pamięć Zagłady oraz polityczna i ideowa wrogość do komunistycznej Polski, powinny skłonić USA do działań radykalnych, których skutki, nawet za żelazną kurtyną, byłyby dla komunistów mocno odczuwalne. Odpowiedź dlaczego tak się nie stało jest kluczowa dla zrozumienia dzisiejszych relacji Polski z Izraelem i USA oraz uniknięcia na przyszłość kosztownych skutków kopania się z koniem.

Aby zrozumieć przyczyny braku adekwatnej reakcji należy się cofnąć do czasu ”ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Kompletny brak zainteresowania amerykańskiej diaspory żydowskiej informacjami polskiego podziemia na ten temat nie miał nic wspólnego z brakiem zaufania do polskich informatorów. To nie przypadek, że w 1942 r. artykuł o milionie Żydów zabitych przez nazistów ukazał się na siódmej stronie New Jork Timesa.

Od początku swojego istnienia Izrael praktycznie nie istniał w życiu amerykańskich Żydów.

Wszystko uległo zmianie wraz z arabsko – izraelską wojną sześciodniową 1967 r. Istnieje wiele teorii tłumaczących nagły przypływ pamięci o Holokauście po 1967 r. Niewątpliwie jednak Holokaust stał się od tej pory narzędziem poparcia Izraela i bronią przeciwko jego wrogom oraz krytykom. Ale ta zmiana dotyczyła nie tylko bieżącej polityki. Żydzi to naród mądry i przebiegły zarazem. Połączenie wielkości religijnego wybraństwa i lichwiarskiego pragmatyzmu pozwoliły mu na przetrwanie, którego racjonalnie wytłumaczyć nie sposób. Nabyta przez wieki umiejętność przewidywania zagrożeń spowodowała, że żydowskie elity, budując demokrację w Izraelu, szybko dostrzegły jej destrukcyjny charakter. Jej aksjologiczną pustkę i skuteczność eliminowania wszelkich twardych wartości, zwłaszcza tych opartych na religii. Stąd nowe, dodatkowe spoiwo narodu, świecka „religia Holokaust”, oparta na mesjańskim męczeństwie ofiar Zagłady. Opisane przez Normana Filkensteina Przedsiębiorstwo Holokaust to dodatkowy, charakterystyczny dla żydowskiego pragmatyzmu, finansowy filar tego projektu.

Zawarowanie sobie monopolu na „markę” Holokaust i zdecydowana obrona szczególnego w dziejach ludzkości męczeństwa Żydów nie ma nic wspólnego z brakiem szacunku dla ludobójczych ofiar innych narodów. To po prostu konieczność bez której tożsamościowy aspekt Holokaustu stałby się bezużyteczny.

Nie jest moim zamiarem ferowanie wyroków czy moralnych ocen. Żydzi nie są narodem bez wad i nic dziwnego, że ich pycha często drażni. Ale – jak napisał rosyjski filozof Mikołaj Bierdiajew: Dla nas, chrześcijan, problem żydowski nie polega na tym, czy Żydzi są dobrzy lub źli, ale na tym, czy dobrzy lub źli jesteśmy my – chrześcijanie. Z przykrością należy stwierdzić, że chrześcijanie w tej kwestii okazali się bardzo źli, znacznie gorsi od Żydów.

Wstrzemięźliwość w ocenach nie oznacza jednak zamykania oczu na problem powszechnej dzisiaj instrumentalizacji wszystkiego. Zmielenia największych świętości na publicznie łatwostrawną i biznesowo korzystną papkę.

W Polsce 1968 r. łatką syjonisty, członka „piątej kolumny”, łamano ludzkie życiorysy i kariery. Mówiło się: „Nie ten Żyd kto Żyd, ale kogo partia wskaże”. Dzisiaj, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, równie skutecznym narzędziem publicznej marginalizacji jest mniej lub bardziej uzasadniony zarzut antysemityzmu. Także dzisiaj, w Polsce demokratycznej, partie decydują, kto prawdziwy patriota, a kto zdrajca lub oszołom. Utrata instynktu samozachowawczego autorów nieszczęsnej poprawki ustawy IPN polegała na tym, że do tej gry wciągnięto nie tych co trzeba i „wstawanie z kolan” skończyło się upokarzającym marszem w tej pozycji do żydowskiej Canossy.

Nie naszym zmartwieniem są szkody jakie przynosi Żydom stosowanie podobnych metod. Zasada „silnemu wolno więcej” powoduje, że ich bilans strat i zysków jest zdecydowanie na plusie. Co innego wynik antysemickich ekscesów Władysława Gomułki czy prężenia wątłych muskułów przez arytmetyczną większość obecnego Sejmu. Gospodarcze straty powstałe w wyniku emigracji po marcu 1968 r. wyceniono ostatnio na 21,2 mld zł. Szkód społecznych i kulturowych wycenić nie sposób. Pełnego rachunku za obecne kopanie się z żydowskim koniem być może nie zobaczymy nigdy.

Gdy w 1968 r. polscy studenci walczyli o prawdę, marząc o demokracji, ich rówieśnicy w zachodniej Europie i USA podnieśli bunt przeciwko strukturom demokratycznego świata. Dziś wnukowie pokolenia marca ‘68 żyją w wywalczonej przez swoich dziadków demokracji, ale za ich wiarę w związek woli narodu z prawdą płacą utratą wiary w prawdę. Znam ludzi, którzy nadzieję na rozwiązanie problemu demokratycznego „zagrania się na śmierć”, zastąpienia parlamentarnej agory areną walki o interesy i władzę widzą w zmianie pokoleniowej. Ja bym raczej zaufał mądrości Żydów oraz ich sprawdzonym metodom przetrwania. Także w warunkach demokracji.
Bogdan Bachmura
Prezes Stowarzyszenia „Święta Warmia” i „Fundacji Debata”, politolog, publicysta.

Czytaj więcej: Żydowska szkoła przetrwania

Komentarz (24)

Planty (nie)równości

Szczegóły
Opublikowano: poniedziałek, 19 luty 2018 22:43
Bogdan Bachmura

Planty Joanny i Wandy Pieniężnych przy ulicy Seweryna Pieniężnego? Taki patronat dla nowo powstających w Olsztynie plant zaproponował olsztyński oddział partii Razem. Pomysł rodzinnego sąsiedztwa w nazewnictwie przestrzeni publicznej może się podobać, albo też budzić wątpliwości, jako wprowadzające chaos „masło maślane”. Ale nie to jest głównym powodem mojego sprzeciwu wobec inicjatywy partii Razem. Chodzi o uzasadnienie wniosku i powody dla których partia Razem taki wniosek złożyła. Owszem, znajdziemy tam listę zasług Joanny i Wandy Pieniężnych, przypomnienie ich działalności na rzecz Polskości na Warmii i działalności wydawniczej związanej z Gazetą Olsztyńską. Ale wątek patriotyczny to dobra, historyczna przystawka do całkiem aktualnego dania głównego.
Okazją do uhonorowania Joanny i Wandy Pieniężnych ma być rok 2018. Bo ogłoszono go Rokiem Kobiet, czyli świętem połowy ludzkiej populacji. Po analizie dorobku Joanny i Wandy Pieniężnych działaczom Razem wyszło, że „tworzyły zalążki działalności kobiecej”. Natomiast ich zepchnięcie w nazewniczy niebyt, przy jednoczesnym uhonorowaniu ulicą Seweryna Pieniężnego, według wnioskodawców „utrwala wiodącą rolę męską”.
Ponadto dla działaczy Razem marne 25 „kobiecych” ulic w Olsztynie to świadectwo „historii pisanej dla mężczyzn i przez mężczyzn”. Zmiana tych proporcji byłaby „przypomnieniem, że kobiety są równoprawnym członkiem społeczeństwa w sensie cywilizacyjnym”.

Gdy człowiek słyszy takie argumenty ma chęć krzyknąć: odczepcie się od tych kobiet! Chcecie szukać historycznych uzasadnień dla swoich ahistorycznych, feministyczno-równościowych ideologii, to poszukajcie gdzie indziej. Problem w tym, że przyprawianie „gęby” kobiecych aktywistek staje się koniecznością, ponieważ jedne trupy ze starych, lewicowych szaf zlustrowano, a inne strach otwierać.
Ostatnią rzeczą na jaką nie można się zgodzić jest instrumentalne wykorzystywanie ludzi do celów zasadniczo sprzecznych z pamięcią i spuścizną, którą po sobie pozostawili. Milczenie zza grobu powinno skłaniać do szczególnej roztropności i namysłu nad ich dorobkiem, a nie dawać przyzwolenia na ideologizację ich życiorysu.
Przywiązanie rodziny Pieniężnych, katolików, do tradycyjnych wartości jest wiedzą łatwo dostępną. Także kontekst polityczny i społeczny w jakim przyszło działać rodzinie Pieniężnych oraz idee o które walczyli były biegunowo dalekie obecnej ideologii praw kobiet. Przypisywanie obcych im intencji i wpisywanie w kontekst bieżącego, ideologicznie motywowanego konfliktu płci, jest nie tylko zabiegiem ahistorycznym, ale przede wszystkim obrażającym ich dobrą pamięć.
To samo dotyczy „ wkręcania” ich dorobku w równościowy proces odkupienia „wiodącej roli męskiej” w zakresie nazewnictwa ulic. „Choć powszechnie wiadomo, iż równość jest nieosiągalna, pokutuje dziwne przekonanie, że jest ona w jakiś sposób pożądana”. Te słowa Rogera Scrutona doskonale odnoszą się także do problemu płciowej nierówności patronów ulic. Można je wyrównać metodą zaproponowaną przez partię Razem. Bo przecież nie tylko Pieniężni mieli żony, siostry czy córki, które wspierały ich na różne, godne uznania sposoby. Wystarczy tylko zastąpić dotychczasową selekcję zasług selekcją płci. I znów jesteśmy w piekle. Nie w klasowym czy rasowym, a tym razem w płciowym. Nie tak gorącym, ale - patrząc na otaczający świat – nie mniej zwodniczym i destrukcyjnym. Najbardziej bowiem błędny wniosek byłby taki, że w tym wszystkim chodzi o równość. Bo prawdziwa równość to domena śmierci. Życie zaś to hierarchia, a walka o równość to jedynie próba zaprowadzenia nowej, swojej hierarchii.

Według działaczy partii Razem pozytywna odpowiedź na ich apel byłaby „działaniem podkreślającym rolę kobiet w demokratycznym społeczeństwie”. Bez względu na to jak postąpi w tej sprawie Rada Miasta oraz prezydent, ideologiczne wątki, które inspirowały członków partii Razem nie powinny być brane pod uwagę, ani służyć za oficjalne uzasadnienie.
Niezależnie od powyższych uwag Stowarzyszenie „Święta Warmia” złożyło swój wniosek o patronat nad nowo powstającymi plantami. Uważamy, że osobą szczególnie zasługującą na uhonorowanie w tym miejscu jest Jakub Rarkowski, niesłusznie zapomniany, ostatni przedwojenny polski burmistrz Olsztyna (1836 – 1865). Rarkowski był założycielem Towarzystwa Upiększania Miasta i pierwszych publicznych parków Olsztyna. Obok przyszłych plant stoi wzniesiony przez niego budynek szkoły żeńskiej (obecnie Przedszkole Miejskie nr 6), który jest jedyną zachowaną budowlą w Olsztynie z czasów Jakuba Rarkowskiego (poniżej pełny tekst wniosku).

Bogdan Bachmura

 

Olsztyn dn. 12. 02. 2018 r.

Sz.P. Halina Ciunel
Przewodnicząca Rady Miasta Olsztyna

WNIOSEK

Szanowna Pani Przewodnicząca

W związku z trwającymi pracami nad odnowieniem plant w centrum Olsztyna zwracam się do Pani w imieniu Stowarzyszenia „Święta Warmia” o nadanie im nazwy „Planty Jakuba Rarkowskiego”.

UZASADNIENIE

Jakub Rarkowski (1809-1872), był człowiekiem zasłużonym dla Olsztyna, burmistrzem, piastującym urząd w latach 1836-1865. Urodził się w Olsztynie, w rodzinie leśniczego miejskiego, zmarł w swym mieście rodzinnym i pochowany został na starym Cmentarzu św. Jakuba na Zatorzu. Pełnił początkowo funkcję sekretarza landratury, potem skarbnika olsztyńskiego magistratu. Podczas nieprzerwanego, trwającego 25 lat urzędowania na stanowisku burmistrza przeprowadził separację gruntów komunalnych i wprowadził w Olsztynie nową ordynację miejską. Zmodernizował zaopatrzenie miasta w wodę, wprowadził oświetlenie ulic (latarnie olejowe, potem naftowe) – na murach domów zawisły pierwsze tabliczki z ich nazwami, zaś nawierzchnia placów i ulic doczekała się brukowania, powstały pierwsze uliczki służące ochronie przeciwpożarowej miasta. Wyremontowany został gmach Starego Ratusza, zbudowano także pierwszy budynek komunalny zlokalizowany poza pierścieniem miejskich fortyfikacji – katolicką szkołę dla dziewcząt, przy narożniku dzisiejszego pl. Jedności Słowiańskiej i ul. Pieniężnego. Założył podmiejski ośrodek wypoczynkowy w Jakubowie. Za jego kadencji Olsztyn przesunął się wśród miast warmińskich z pozycji piątej na trzecią, a liczba ludności uległa niemal podwojeniu (z 2838 do 4808 mieszkańców).
Rarkowski był założycielem Towarzystwa Upiększania Miasta, którego zadaniem była troska o wygląd Olsztyna: miejskie skwery, zieleńce, pamiątki przeszłości. Dbał o obiekty sakralne i życie religijne miasta. Z jego inicjatywy co roku w dniu patrona miasta, św. Jakuba Starszego (25 lipca) urządzano w Olsztynie „Święto Jakubowe”. W 1853 r. zorganizował obchody z okazji 500-lecia nadania miastu praw miejskich. Wykazywał się aktywnością jako członek katolickiej społeczności Olsztyna: należał do rady parafialnej, wspierał ruch trzeźwości oraz misje jezuickie, kazał bić w dzwony, kiedy w 1840 r. władze pruskie wypuściły z twierdzy w Kołobrzegu arcybiskupa Dunina, uchodzi za inicjatora wystawienia krzyża z polskim napisem „Od powietrza, głodu ognia i wojny zachowaj nas Panie”, znajdującego się dziś koło Kaplicy Jerozolimskiej. Od czasów Wiosny Ludów wspierał konserwatystów, m.in. występując przeciw uniezależnieniu szkół ludowych od Kościoła. Historycy podkreślają, że był on ostatnim „polskim burmistrzem Olsztyna” – mającym świadomość swego pochodzenia oraz darzącym Polaków sympatią. W 1863 r. w swym majątku Kortowo udzielał schronienia polskim powstańcom.
Zasłużony burmistrz Olsztyna nie został dotąd w naszym mieście w żaden sposób uhonorowany. Profesor Janusz Jasiński napisał kiedyś: „Sądzę, że Olsztyn winien go uczcić może nie tyle ulicą, co raczej tablicą pamiątkową na kamienicy naprzeciw poczty, czyli na wybudowanej przez niego szkole żeńskiej”. Uważamy, że zbliżające się otwarcie Plant przy ul. Pieniężnego daje znakomitą okazję by uhonorować burmistrza Jakuba Rarkowskiego, choćby dlatego, że był on pionierem ruchu zmierzającego do uporządkowania przestrzeni miejskiej i założycielem pierwszych publicznych parków Olsztyna (Towarzystwo Upiększania Miasta, park w Jakubowie, cmentarz św. Krzyża, plac Trzech Krzyży). Jest również budowniczym pierwszego nowoczesnego budynku szkolnego - zabytkowego obiektu, który dziś owe Planty otwiera, i który jest jedyną zachowaną do dziś budowlą z czasów Jakuba Rarkowskiego (Przedszkole Miejskie nr 6). Nadanie plantom imienia Jakuba Rarkowskiego stanowić może doskonałą okazję do zawieszenia na budynku tablicy pamiątkowej, która przypominałaby postać burmistrza i jego zasługi dla Olsztyna.

Z poważaniem

Bogdan Bachmura
Prezes Stowarzyszenia „Święta Warmia”

Otrzymują:
- Pan Piotr Grzymowicz, Prezydent Miasta Olsztyna
- Pan Łukasz Łukaszewski, Przewodniczący Komisji Gospodarki Komunalnej

Czytaj więcej: Planty (nie)równości

Komentarz (17)

Grać to trzeba umić

Szczegóły
Opublikowano: sobota, 17 luty 2018 16:29
Bogdan Bachmura
Międzynarodowa awantura wokół nowelizacji ustawy o IPN ma jeden wspólny mianownik: nikt niczego nie rozumie i wszyscy są zaskoczeni. Autorzy ustawy i stojący za nimi murem PiS są zaskoczeni pretensjami Izraela i Stanów Zjednoczonych o to, że Polska chce skorzystać z prawa do obrony swojego dobrego imienia. Nasi sojusznicy ostro protestują, bo nie pojmują dlaczego Polska próbuje narzędziami prawnymi ograniczyć wolność wypowiedzi na temat Holokaustu. Na Ukrainie zastanawiają się dlaczego polski parlament penalizując historię polsko-ukraińską począwszy od lat 20. podgrzał do czerwoności nasze i tak ostatnio napięte stosunki. Natomiast walczący od dawna z „polskimi obozami zagłady” Lech Obara i Szymon Topa, reprezentujący Stowarzyszenie Patria Nostra, zachodzą w głowę, jakim sposobem ich pomysł walki z nieprawdziwym sformułowaniem o „polskich obozach zagłady”, poparty konkretnym projektem ustawy, zamienił się w potworka z legislacyjnej gumy.

Po prostu komedia pomyłek. Tak by się przynajmniej mogło wydawać. Jednak nie trzeba szczególnie wyrafinowanej politycznej buchalterii aby dostrzec, że Polska w zamian za uznanie oczywistej odpowiedzialności Niemiec za budowę przemysłu śmierci podczas II wojny światowej zdecydowanie przepłaciła. Owszem, udało się sprowokować międzynarodową dyskusję, ale nie jest prawdą twierdzenie prof. Jacka Czaputowicza, ministra MSZ, że Polska zyskała, ponieważ uświadamia opinii międzynarodowej jaka była prawda ws. niemieckich obozów śmierci i Holokaustu. Niestety, stało się dokładnie odwrotnie. Dzięki narracji jaką uruchomiły Izrael i Stany Zjednoczone wyszło na to, że Polska chce kneblować dyskusję na temat rzeczywistej odpowiedzialności za Holokaust. Nie ma bowiem wątpliwości, że karta jaką w tej sprawie zagrano to legislacyjny bubel w którego mętnej wodzie utopiono jasne przesłanie walki z „polskimi obozami zagłady”.

Ale z pewnością nie jest to wypadek przy pracy. Druzgocące opinie prawne, pokazujące zagrożenia i zupełną nieprzydatność noweli ustawy do deklarowanych celów, nie były brane pod uwagę, bo zupełnie rozmijały się z rzeczywistymi intencjami rządzącej partii. Nie bez powodu PiS sięgnął po metodę budowania łatwego poparcia, którą w nauce przyjęto nazywać penalnym populizmem. Postulowane przez Stowarzyszenie Patria Nostra precyzyjne zapisy ustawy, odnoszące się do „polskich obozów zagłady”, nie spełniały oczekiwań PiS, ponieważ jej ostrze było skierowane poza granice Polski. Natomiast ostateczny, tak powszechnie krytykowany kształt ustawy, ma dla PiS ten walor, że adresatem kolejnej wojny w obronie polskiej godności pozostają Polacy, bo tylko tutaj jest miedza, a za nią „wróg na własnej piersi wyhodowany” i tylko w konfrontacji z nim można zewrzeć własne szeregi i pokazać koniec dotychczasowej dyplomacji wstydu.

Trudno, aby Jarosław Kaczyński i jego otoczenie nie zauważyli, że przegłosowane zmiany legislacyjne są narzędziem nieprzydatnym do rozstrzygania sporów dotyczących odpowiedzialności za Holokaust. Nie tylko dlatego, że jej zasięg w praktyce ogranicza się do granic Polski. Paragrafami można ludzi zastraszyć, zmusić do postaw konformistycznych. Trudno jednak walczyć w ten sposób o prawdę i dobre imię Polski.

– Polska nie da się dłużej obrażać – mówi wiceminister Patryk Jaki. Pytanie: a kto ją obrażał i kiedy? W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Jaki wyjaśnia, że odpowiedzialności nie będą podlegały na przykład osoby twierdzące, że Polacy odpowiadają za pogrom kielecki czy w Jedwabnem. Inaczej byłoby, gdyby odpowiedzialnością obarczono naród polski. Z kolei prof. Andrzej Nowak zapewnia, że rygorom ustawy nie podlegałby Jan Gross za „Sąsiadów”. Ale już w przypadku jego wypowiedzi dla „Die Welt”, gdzie Gross mówił o Polakach, którzy zabili więcej Żydów niż Niemcy, ustawa miałaby zastosowanie. Tak więc jeden przypadek mamy. A gdzie są, poza „polskimi obozami zagłady” inne przykłady?

Obóz rządzący popełnił błąd, stawiając się między młotem oczekiwań własnego elektoratu, a kowadłem twardej postawy swoich strategicznych sojuszników. W jednym z wywiadów Ludwik Dorn stwierdził, że polityka zagraniczna nigdy nie była najmocniejszą stroną Jarosława Kaczyńskiego. Trzeba jednak przyznać, że warunki do rozegrania tradycyjnego scenariusza oblężonej twierdzy, z Niemcami i Rosją w roli głównej, nie były tym razem sprzyjające. Niemcy, spolegliwym oświadczeniem swojego szefa MSZ, sprytnie zeszły z linii frontu, a Rosja z oczywistych powodów, tym razem na adwersarza się nie nadawała. Natomiast takiej reakcji Izraela, a zwłaszcza USA, obóz rządzący z pewnością się nie spodziewał. I to także nie wystawia mu najlepszego świadectwa. Zapomniano, że w Izraelu także jest demokracja i tam również zbliżają się wybory. Liczono na to, że poprawki w ustawie jakich dokonano pod wpływem sugestii Izraela, dotyczące wyjęcia spod odpowiedzialności naukowców i artystów, wystarczą do milczącej akceptacji pozostałych zapisów ustawy. Jednak powyborcze być albo nie być premiera Benjamina Netanjahu jeszcze bardziej niż w Polsce zależy od wewnętrznej walki o pozycję lidera i gwaranta polityki historycznej Izraela. Natomiast o zaskoczeniu reakcją USA przez litość rozpisywał się nie będę, tłumacząc sobie, że tylko niezłomna wiara w bezgraniczną miłość Donalda Trumpa do Polski mogła wyprzeć z pamięci istnienie żydowskiego lobby w USA.

Pomimo publicznego napinania muskułów obóz władzy zdaje sobie sprawę, że zapędził się do narożnika i z naszymi sojusznikami trzeba się jakoś dogadać. Gdyby Polska była normalną demokracją niezbędne korekty ustawy byłyby nie tylko możliwe, ale świadczyłyby o sile i żywotności systemu. Od czego ostatecznie mamy Senat jako „izbę rozsądku” i Prezydenta jako strażnika dobrego prawa i reprezentanta państwa w stosunkach zewnętrznych. Niestety, w systemie partiokracji który panuje w Polsce taka próba wybicia się na normalność Senatu lub Prezydenta wywołałaby polityczne tsunami, ponieważ podważałoby całą, rzeczywistą hierarchię władzy i zostałaby odebrana jako słabość systemu. Przykro powiedzieć, ale tą ustrojową paranoję, uznającą partię za byt nieomylny, uznaliśmy za normę, choć tyle ma wspólnego z demokracją, co „polskie obozy zagłady” z historyczną prawdą.

Na zakończenie smutna, ogólniejszej natury refleksja. Wielu Polaków, zwłaszcza starszego pokolenia, szokuje sama istota problemu z którym przychodzi nam walczyć. Chodzi o istnienie masowego odbiorcy, na tyle tępego, że geograficzna zbitka „polskie obozy zagłady” może być uznana za fakt historyczny, albo odpowiednio często używany termin „naziści” może stworzyć odrębny byt, pomniejszający winę Niemiec i Niemców za II wojnę światową i Holokaust.

W wywiadzie dla „Debaty” Szymon Topa mówi, że Stowarzyszenie Patria Nostra podjęło walkę z „polskimi obozami zagłady”, ponieważ przeciętny zagraniczny czytelnik nie jest w stanie z tego rodzaju określeniami sobie poradzić samodzielnie i z góry odrzucić je jako nieprawdziwe. Wyjaśnienie tego problemu nie jest proste. Schyłkowa cywilizacja Zachodu, zastępując Boga bożkiem konsumpcji, wyhodowała pokolenie idiotów. Dawniej głupek był głupkiem. Stan umysłu to był jego problem i podniesienie go na wyższy poziom również. Później przyszła Rewolucja Francuska, a z nią zapowiedź powszechnego oświecenia. Ale plan wziął w łeb, bo wyhodowano „człowieka masowego”, którego cechuje minimum wymagań wobec siebie i maksimum wobec otoczenia. To on tworzy tzw. opinię publiczną, choć w rzeczywistości żadnej opinii nie posiada. Kieruje się emocjami i stereotypami. Im prymitywniejszymi, tym łatwiej przyswajanymi.

Politykę historyczną jako element budujący spójność państwa wobec innych państw stosowano od zawsze. Ale w świecie masowej świadomości i masowej komunikacji zmieniła się w oręże dotychczas nieznane. Niezbędne, a zarazem groźne, ponieważ państwa, tworząc korzystną dla siebie wizję dziejów, naginając historię do własnych potrzeb, często wchodzą na kurs kolizyjny z analogicznymi wizjami innych państw.

Polska, dzięki swojej burzliwej historii, posiada wielki potencjał do budowania skutecznej polityki historycznej, ale przez to okazji do zderzenia z obcymi interesami także nie brakuje. Możliwie bezkolizyjne przebijanie się do pustej głowy człowieka masowego wymaga konsekwencji, finezji i oczywiście niemałych środków. Stany Zjednoczone, Niemcy i przede wszystkim Izrael wraz z żydowską diasporą to wzorce trudne do doścignięcia. Jak mówił Cezary Pazura w filmie „Sztos”: „Grać, to trzeba umić”. Ale próbować trzeba.
Bogdan Bachmura
Prezes Stowarzyszenia „Święta Warmia” i „Fundacji Debata”, politolog, publicysta


Czytaj więcej: Grać to trzeba umić

Komentarz (26)

Radna Ciborowska z wodą w ustach

Szczegóły
Opublikowano: czwartek, 01 luty 2018 21:12
Bogdan Bachmura

Każdy ma prawo do poglądu, że jednoczesne pobieranie emerytury i pensji z tytułu zatrudnienia, choć zgodne z prawem, to praktyka niemoralna. Ale gdy taki zarzut jest stawiany funkcjonariuszowi publicznemu, na dodatek przez radną miasta, to sprawa wymaga komentarza.

Czytaj więcej: Radna Ciborowska z wodą w ustach

Komentarz (4)

Więcej artykułów…

  1. Rachunek za tradycję
  2. O manipulacji "Gazety Olsztyńskiej" w sprawie wniosku 3 stowarzyszeń
  3. Musztarda po dekomunizacyjnym obiedzie
  4. Dąbrowszczacy z ulicy Dąbrowszczaków

Strona 15 z 55

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

Byłem na spektaklu. Poruszający to chyba trochę mało powiedziane...
Ale zauważyłem dwa rzędy przede mną siedząca osobę z umieszczonej w tekście listy...
Olsztyńska prokuratura wszczęł...
1 godzinę temu
Oj dana dana - https://www.youtube.com/watch?v=77cKcUoKjXg&list=RD77cKcUoKjXg&start_radio=1
Radna pyta: Dlaczego prezydent...
4 godzin(y) temu
"Moja jest tylko racja, i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Bo właśnie moja racja jest racja najmojsza!"
Radna pyta: Dlaczego prezydent...
18 godzin(y) temu
Ekstra, teraz może wstąpi do KO? Byłby wzmocnieniem.
Przeprosiny
19 godzin(y) temu
Dlaczego radny Andrasz, mistrz konferencji, milczy w tak ważnym temacie?
Radna pyta: Dlaczego prezydent...
20 godzin(y) temu
Brawo radna. Ogólnopolskie media piszą już o festiwalu. Super promocja, dużo osób się dowiedziało co się dzieje. Jedna taka interpelacja ma dużo więks...
Radna pyta: Dlaczego prezydent...
20 godzin(y) temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • Wiernikowska po 23 latach opowiedziała historię Klewek, Leppera i Skowrońskiego
  • Presja na lekarzy Szpitala w Olsztynie, by wykonali aborcję. Kaja Godek ma dla kobiety dom
  • Prezydent Olsztyna uprawia pijar i zaklinanie rzeczywistości
  • „Męczeństwo św. Katarzyny K. od Helpera” (relacja z procesu sądowego)
  • Burmistrz apeluje o powrót festiwalu muzyki death-metal do Dobrego Miasta
  • Fundacja im. M. Bublewicza nie przekazywała dotacji na Szkołę im. M. Bublewicza
  • Kto „szerzy kłamstwa”, media czy beneficjentka dotacji Beata Bublewicz?
  • Petycja do KEP o aprobatę nazwy Sanktuarium Narodowe w Gietrzwałdzie
  • Policja zatrzymała właścicielki prywatnych szkół w Olsztynie
  • Jak rozliczono dotację dla Fundacji im. M.Bublewicza na "Ochronę Ostoi Derc"
  • "Dolina nicości jest w nas". Znakomita ekranizacja powieści Wildsteina

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.