logodebata

Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez prawie 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

piątek, grudzień 12, 2025
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Blogi
  • Bogdan Bachmura

Bogdan Bachmura

bachnuraPrzedsiębiorca. Z wykształcenia politolog. W l. 80-tych XX wieku wydawał w podziemiu pisma. Na progu III RP uznał, że jego misja, jako wydawcy, skończyła się. Jednak po kilku latach życia w demokracji coraz dotkliwiej odczuwał deficyt wolności słowa w Olsztynie. Tak narodził się miesięcznik „Debata”, a później portal. Uprawia sport. Można go spotkać biegającego w Lesie Miejskim, albo na korcie tenisowym. Nie przepada za demokracją, czemu daje wyraz w swoich publikacjach.

Teraz to my możemy wszystko!

Szczegóły
Opublikowano: niedziela, 10 maj 2020 08:38
Bogdan Bachmura

Wybory, wybory i … po wyborach. Jeszcze tylko Sąd Najwyższy klepnie ich nieważność i mamy problem z głowy. Przynajmniej na razie. A wszystko to dzięki dwóm Jarkom. Przepraszam-Jarkom GENIUSZOM (wiadomo-wszystkie Jarki to mądre chłopaki).

Wprawdzie obaj musieli ofiarnie naprawiać to, co wcześniej tak dokumentnie spieprzyli, ale, co tam! Liczy się efekt końcowy. Demokracje miast średniowiecznych, wszystkie odmiany demokracji nowożytnych: anglosaska, rewolucyjno-francuska, demo-ludowa. Nikomu, ale to nikomu taki patent do głowy nie przyszedł! Nawet średniowieczni mnisi, z takim pietyzmem doskonalący wewnętrzne procedury wyborów swoich przełożonych nie wykazali tyle polotu. Jeszcze raz sprawdziła się stara zasada, że geniusz zasadza się na prostocie.

Błąd wszystkich ślęczących nad problemem demokracji teoretyków polegał na nieuzasadnionym, bezwarunkowym łączeniu wyborów z aktem głosowania. Dopiero geniusz dwóch polskich umysłów koronowirusem inspirowanych wykazał, że tak być nie musi.

Co więcej ten nowy ustrojowy paradygmat wsparł swoim autorytetem sędziego Sądu Najwyższego i byłego szefa PKW Wiesław Kozielewicz. Pan sędzia orzekł mianowicie, że „głosowanie to tylko element procedury wyborczej” wobec czego SN ma obowiązek skontrolować wybory, stwierdzić że się odbyły i w praktyce orzec o ich nieważności.

Od bardzo dawna staram się nie absorbować swoją skromną osobą ludzi z komisji wyborczej. Uważam, że demokracja doskonale się obywa bez mojego głosowania. Ochrzaniany za to od lewa do prawa, przed i po każdych wyborach, za przeproszeniem, jak bura renegacka suka i grzesznik nawet, oto nagle zalazłem się w głównym nurcie systemu! W takim towarzystwie, że aż wstać musiałem pisząc te słowa. Moje obawy, jak ja, były łże-demokrata sobie z tym poradzę, szybko prysły. Ledwie bowiem zacząłem się wygodnie mościć w przytulnym cieple geniuszu Naczelnego Majestatu Demokracji, a tu już olśnienie! Przecież, jak sędzia Laguna z Bolem-łącznikiem w filmie Janusza Zaorskiego „Piłkarski Poker”- „TERAZ TO MY MOŻEMY WSZYSTKO! „

Ledwie to pomyślałem, a tu na pasku telewizora widzę komunikat rządu, że przeprowadzenie wyborów korespondencyjnych było niemożliwe ze względu na stan epidemii.

A więc jednak, jest Plan B! Gdzieś w sierpniu się ogłosi, że koperty nadal bezpiecznie nie są, a później to już z górki. Mając w ręku sprawozdanie PKW z przeprowadzonych 10 maja, bez głosowania, wyborów oraz orzeczenie SN o ich unieważnieniu, ogłaszamy, że na podstawie zdecydowanej przewagi w sondażach, nowe wybory, oczywiście bez głosowania, wygrał Andrzej Duda.

Robert Mazurek na łamach Rzeczpospolitej proponuje, aby zakończyć sprawę inaczej, po prostu losując nowego prezydenta. Powołuje się przy tym na precedens losowania wyniku meczu pomiędzy Górnikiem Zabrze a AS Romą w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1970 r.

Można i tak, jednak aby nie ośmieszać powagi święta demokracji skojarzeniem z krótkimi majtkami sportowców, proponuję legitymizację wyborów bez głosowania powagą tradycji demokracji ateńskiej, Tam wszystkich uważano (jak w prawdziwej demokracji) za równie dobrych i godnych, więc zdawano się na wynik losowania. Wyobrażacie sobie Państwo ten powrót do źródeł? Kopara by wszystkim w Europie i za oceanem opadła! A co z Polską? O to jestem spokojny, bo, powiedzmy sobie szczerze, prawdopodobieństwo, że moglibyśmy trafić gorzej niż dotychczas jest raczej znikome.
I bardzo bym prosił, aby tą ostatnią myśl podkreślić wężykiem!

Bogdan Bachmura

* Ten tekst mógł być opublikowany dzięki życzliwości Państwowej Komisji Wyborczej, która mi zdjęła ciszę.

Czytaj więcej: Teraz to my możemy wszystko!

Komentarz (42)

Wybory jak gorący kartofel

Szczegóły
Opublikowano: sobota, 25 kwiecień 2020 21:14
Bogdan Bachmura

Gdy piszę ten tekst zaczyna się permanentne noszenie maseczek i choć szczyt zachorowań ciągle przed nami, to w poniedziałek wpuszczą nas do lasu czy parku, nawet do sklepu w większej liczbie wejdziemy. Ale na majowe wybory, sieroty po demokracji, pójść nie mamy jak.

Sprawa rozbija się o terminy i okoliczności w jakich mamy obchodzić święto demokracji. Jarosławowi Kaczyńskiemu pasuje załatwić wszystko w maju, więc przeprosił się z wyborami korespondencyjnymi i robi wszystko aby prawo jeszcze raz było po jego stronie. Opozycja próbuje przekonać prezesa Kaczyńskiego do stanu klęski żywiołowej, bo w tym stanie ma być możliwa normalna kampania wyborcza i spotkanie za kilka miesięcy na ubitej ziemi z Andrzejem Dudą.

O koniecznych konsultacjach w tej sprawie z koronawirusem na razie opozycja milczy.

Na stole jest jeszcze pomysł Jarosława Gowina odłożenia wyborów o dwa lata, teraz już złożony jako własny projekt przez PiS, wcześniej już odrzucony przez opozycję z powodu koniecznych zmian w Konstytucji.

Wszyscy myślą, że w coś grają, ale głównym rozgrywającym jest strach. Lęk wywołany nie dającą oddechu medialną histerią, często wykluczający zdolność racjonalnego myślenia, stał się piaskiem rzuconym w tryby polskiej demokracji.

Z sondaży wynika, że prawie 80 proc. Polaków jest przeciwko organizowaniu majowych wyborów. W ślad za tym nagle okazało się, że wybory, do niedawna przedstawiane jako najważniejsze od 30 lat, stały się dla wszystkich problemem trzeciorzędnym. Że to nie moment na jakiekolwiek głosowanie. Demokratyczny czas się zatrzymał. To, co było pewnikiem, niczym wschodzące słońce o poranku, stało się problemem. Gorącym kartoflem, którym przerzucają się zwaśnieni kapłani demokratycznego obrządku. Tymczasem na trzy tygodnie przed obowiązującym terminem wyborów nic się nie zmieniło. Nadal obowiązują przepisy na postawie których Państwowa Komisja Wyborcza powinna przygotowywać wybory w normalnym trybie. Dlaczego żaden z kandydatów i popierających ich partii nie bierze tego pod uwagę? Dlaczego nikt po prostu nie zaproponował pójścia do urn wyborczych 10 maja? Jak zawsze, osobiście, choć, ze względu na szczególne okoliczności, z zachowaniem wszelkich środków ostrożności: w maskach, z użyciem odkażającego płynu lub rękawiczek, wchodząc kolejno, w zależności od możliwości lokalowych, z odpowiednio zabezpieczonymi członkami komisji wyborczych. Ewentualnie z możliwością głosowania korespondencyjnego dla osób powyżej 60 roku życia.

Medialny terror wszystkich odmian specjalistów i ekspertów jest tak paraliżujący, że nikt ze strachu przed publicznym linczem nawet o tym nie pomyśli, choć tak naprawdę wybory to jak jeszcze jedna wizyta w dobrze chronionym sklepie, do których dostęp właśnie ułatwiono.

Owszem, podniosą się liczne głosy oburzenia na niską frekwencję wywołaną strachem, który przecież nagle nie zniknie. Zgadza się. Ale skoro epidemia to także czas pozytywnych przewartościowań, to może także mitowi wyborczej frekwencji warto spojrzeć w oczy. W 1949 roku T. S. Eliot napisał: Jak frazes brzmi obecnie twierdzenie, że wzrost liczby uprawnionych do głosowania oznacza zagładę demokracji, że wraz z każdym dodanym głosem waga każdego głosu maleje. Następne siedemdziesiąt lat to ponury proces jakościowej degradacji wybieralnych elit, którego nic nie potrafiło zatrzymać. Powszechne głosowanie stało się prawem, a nie połączonym z odpowiedzialnością przywilejem i zaszczytem, choć o zaszczycie często publicznie się mówi.

Co ma do tego koronawirus? To proste. Daje niepowtarzalną szansę wyboru prezydenta głosami tych, którym naprawdę zależy. Którzy wiedzą po co idą do urn i są świadomi wagi tych wyborów. Świadomi, że warto mieć to za sobą, bo idą czasy trudne i odkładanie (jak chce opozycja) wyborów o kilka miesięcy, to skazywanie się na ciągły, kampanijny jazgot, na dodatek bez gwarancji, że wybory wtedy się odbędą.

Zdaję sobie sprawę, że taki koronawirusowy cenzus patriotyzmu, będący testem rzeczywistego przywiązania Polaków do demokracji, to pomysł mocno ryzykowny. Bo nagle może się okazać, że demokratyczny król, którego nagość wszyscy przeczuwają, naprawdę tak wygląda. Może w tym panicznym, zgodnie nakręcanym strachu przed prawdziwym świętem demokracji, gdy wybór jest wyborem, a nie stadnym rytuałem, o to właśnie chodzi?

Kolejny, podnoszony przez wszystkich konkurentów Andrzeja Dudy problem, to nierówność szans w kampanii wyborczej. Owszem, szanse nie są równe. Jak zawsze, gdy w trudnych czasach naród skupia się wokół aktualnej władzy. Ale w życiu tak bywa, że najważniejsze jest znaleźć się we właściwym miejscu i we właściwym czasie. W 2004 r. Jose Luis Zapatero dostał prezent w postaci władzy w Hiszpanii, bo w odpowiednim dla niego czasie podłożono bombę w madryckim metro. Zrządzenie losu chciało, że dzisiaj w Polsce okoliczności sprzyjają obecnemu prezydentowi. Takie jest życie i konia z rzędem temu, kto zagwarantuje, że któryś z jego konkurentów na jego miejscu zachowałby się inaczej. To prawda, że związane z epidemią ograniczenia w praktyce wygasiły kampanię bezpośrednią. Ale czy brak możliwości wiecowania ogranicza wiedzę Polaków na temat od dawna znanych, najważniejszych kandydatów? Czy brak bezpośredniego kontaktu z wyborcami uchronił panią Kidawę-Błońską przed pokazaniem swojej niekompetencji? A może wręcz zapobiegł dalszym stratom? Czy Władysław Kosiniak-Kamysz, zamiast satysfakcji z zaszczytnego trzeciego miejsca nie stał się głównym problemem Andrzeja Dudy? Co do reszty kandydatów, od początku pozbawionych szans na końcowy sukces, sprawa jest prosta. Swoje kalkulacje na polityczne wypromowanie siebie i swoich partii przy okazji wyborów po prostu trzeba odłożyć. Wraz z milionami Polaków, dla których nie tylko najbliższe plany, ale często dorobek życia okazał się iluzją.

Pamiętają państwo niedawno odbytą, ogólnonarodową debatę na temat korespondencyjnych wyborów w Bawarii? Oto nagle niemieccy politycy stali się wzorem do naśladowania dla partii Jarosława Kaczyńskiego! Tymczasem w Korei Południowej, również walczącej z pandemią, właśnie wyborcy poszli do urn. Mierzono temperaturę, obowiązywały maseczki i rękawiczki oraz stosowne odstępy. Frekwencja: dwie trzecie uprawnionych do głosowania. Najwięcej od początku lat 90. W Polsce o tym cicho sza! Bo nikomu ten przykład nie pasuje! Środki masowego rażenia histerią pierwsze nabrały wody w usta.

Jak to zrobili Koreańczycy? Przede wszystkim porozumieli się ponad partyjnymi podziałami.

Wyobrażacie sobie Państwo coś takiego w Polsce? Że te zwaśnione plemiona zgarną z ust pianę i zgodnie coś nam zaproponują? Warto tą lekcję demokracji zapamiętać, bo za trzy lata wybory do parlamentu i może czas cały ten śmietnik posprzątać?

Bogdan Bachmura
Prezes Stowarzyszenia „Święta Warmia” i „Fundacji Debata”, politolog, publicysta

Czytaj więcej: Wybory jak gorący kartofel

Komentarz (21)

Wybory prezydenckie jak gorący kartofel

Szczegóły
Opublikowano: czwartek, 23 kwiecień 2020 06:30
Bogdan Bachmura

Gdy piszę ten tekst zaczyna się permanentne noszenie maseczek i choć szczyt zachorowań ciągle przed nami, to w poniedziałek wpuszczą nas do lasu czy parku, nawet do sklepu w większej liczbie wejdziemy. Ale na majowe wybory, sieroty po demokracji, pójść nie mamy jak.

Czytaj więcej: Wybory prezydenckie jak gorący kartofel

Komentarz (14)

Wszyscy umoczeni

Szczegóły
Opublikowano: niedziela, 22 marzec 2020 22:28
Bogdan Bachmura

Olsztyn spiskami stoi. Zwrócił mi na to uwagę ostatnio jeden ze stałych czytelników „Debaty” z odległego regionu Polski. Faktycznie. Zenon Procyk, Jerzy Czesław Małkowski, a teraz Katarzyna i Tomasz Kaczmarkowie. To wszystko ofiary spisku. Tak przynajmniej sami twierdzą.

O ile jednak kulisy dwóch pierwszych knowań skrzętnie zakryły sądowe wyłączenia jawności, to Katarzyna Kaczmarek publicznie wskazuje, kto był spirytus movens kłopotów rodziny Kaczmarków. Po pierwsze Jerzy Szmit - bo Tomasz Kaczmarek, znany jako agent Tomek, zagrażał jego pozycji szefa regionalnych struktur PiS. Po drugie Maciej Wąsik - ten knuł z zazdrości, bo jego przyjaciel Tomek w 2011 roku dostał się do Sejmu, a Wąsikowi się nie udało.

Ale sprawa Helpera, obok spiskowej, ma też drugą, moim zdaniem znacznie ciekawszą stronę medalu. Tu nie ma spisku, jest za to sprytnie utkana, przemyślana w każdym szczególe sieć polityczno-towarzyskich powiązań, mająca w razie potrzeby zabezpieczać przed działaniami instytucji państwa. Filarem tej misternie zbudowanej konstrukcji jest poseł Iwona Arent, przyjaciółka Kaczmarków, która nie kryje wzajemnej zażyłości. Każdy, kto stanie na drodze interesów Helpera ma automatycznie z nią do czynienia. Już w 2015 r. podejrzewa spisek przeciwko Helperowi w Prokuraturze Okręgowej w Olsztynie oraz KWP i składa w tej sprawie zawiadomienie do Prokuratora Generalnego, oskarżając prokuratora Jana Przybyłka, rzecznika prokuratury Zbigniewa Czerwińskiego oraz jednego z funkcjonariuszy KWP. Mimo iż rewelacje poseł Arent nie znajdują potwierdzenia, będące na ukończeniu śledztwo zostaje przeniesione do świeżo utworzonej przez ministra Ziobrę Prokuratury Regionalej w Białymstoku.

W czerwcu 2016 r. pojawia się tam poseł Arent w towarzystwie Tomasza Kaczmarka, gdzie miała domagać się odsunięcia olsztyńskiej policji od sprawy Helpera. Z kolejną odsieczą Helperowi ruszyła pani poseł po ogłoszeniu przez UW w Olsztynie wyników kontroli domów prowadzonych przez to stowarzyszenie. Tym razem zawiadomienie do prokuratury dotyczyło podejrzenia przekroczenia uprawnień przez dyrektora Wydziału Polityki Społecznej UW.

Logika postępowania poseł Arent nie mogła ominąć „Debaty”. Red. Socha został oskarżony o naruszenie jej dóbr osobistych. Oskarżenie zostało wprawdzie przez Sąd Okręgowy w Olsztynie oddalone, ale bat na nas i tak się znalazł. Poszło o zamieszczoną na portalu „Debaty” kopię pozwu poseł Arent, na którym był adres pani poseł, a którego przez nieuwagę nie zasłoniliśmy. Na jej interwencję mogliśmy to zrobić natychmiast. Ale przecież nie o to chodziło. Adam trzy, ja dwa i od dawna nie związani z portalem Adam Kowalczyk oraz Łukasz Adamski. Tyle razy byliśmy w tej sprawie przesłuchiwani na policji. W taki sposób, abyśmy nie mieli złudzeń po co tam naprawdę jesteśmy. Na rozprawie poseł Arent łamiącym się głosem opowiadała o nie przespanej nocy i traumie jaką wtedy przeżyli. Tymczasem okazało się, że jej adres zwyczajnie można odnaleźć w KRS-e jednej z fundacji.

Narastające kłopoty Kaczmarków oraz rosnące prawdopodobieństwo prawdziwości stawianych im zarzutów nie skłaniały do refleksji i bynajmniej nie zniechęcały poseł Arent. Ten daleko posunięty brak ostrożności i powściągliwości może zadziwiać, ale jedynie postronnych obserwatorów. Ci bliżej kuchni wiedzą, że, jak u Barei w Alternatywach 4, bez swojego „towarzysza Winnickiego”, partia by jej na takie harce nie pozwoliła.

Ale nie ten parasol w tej układance jest najciekawszy. „Podwieszenie” pod swojego patrona na partyjnej „górze” stało się standardem, bez którego nie sposób pociągać za sznurki lokalnej polityki. Skalę przemyślności i konsekwencji z jaką realizowano „projekt Helper” najlepiej obrazują zdjęcia z hucznie i z przytupem obchodzonego w 2015 r. jubileuszu 5-lecia powstania Helpera. Na scenie prof. Ryszard Górecki, senator PO, wojewoda Marian Podziewski z PSL, no i oczywiście Iwona Arent z PiS. Na sali wypełnionego po brzegi Centrum Konferencyjnego UWM znamienici goście: arcybiskup senior Edmund Piszcz, ks. Henryk Błaszczyk od Kawalerów Maltańskich, posłowie PiS: Adam Lipiński, Marek Suski, Andrzej Jaworski, Stanisław Szwed oraz włodarze gmin Olsztyn, Purda, Jedwabno i Reszel, w których Helper prowadził swoje ŚDS-y. Katarzyna Kaczmarek szczególnie serdecznie dziękuje za wsparcie poseł Iwonie Arent oraz rektorowi Ryszardowi Góreckiemu. Poseł Arent i senator Górecki mówią o ponadpartyjnym porozumieniu na rzecz Helpera: posła z PiS, senatora z PO i wojewody z PSL. Wojewoda Podziewski w tym czasie już wie, że od kilku miesięcy prokuratura i Wydział Przestępczości Gospodarczej Komendy Wojewódzkiej prowadzi śledztwo w sprawie 12 mln zł. Pomimo to z Urzędu Wojewódzkiego, via samorządy, na konto Helpera płynie wartki strumień pieniędzy. Z 102 mln zł. które w sumie otrzymało 70 SDS-ów na Warmii i Mazurach za urzędowania wojewody Podziewskiego, niemal połowę, czyli 50 mln zł. Otrzymał Helper, prowadzący tylko 6 domów opieki.

Gdy „Debata”, piórem Adama Sochy, zamieszcza kolejne publikacje na temat Helpera, staje się rzecz zdumiewająca. Czyhająca na wszelkie, prawdziwe czy wykreowane, potknięcia polityków PiS opozycja nagle nabiera wody w usta. Nikt nie grzmi w zaprzyjaźnionych mediach, nie składa interpelacji poselskich. Reguły wojny polsko-polskiej nagle przestały obowiązywać. Nawet włączenie poseł Arent do komisji Amber Gold nie podnosi żadnego larum. Dlaczego siedzą cicho? Bo wiedzą, że wszyscy są „na haku”. Że każde publiczne pytanie o poseł Arent to miecz obosieczny, którego drugi koniec dosięgnie „naszych”.

Uważam, że to najciekawsza strona sprawy Helpera. Autentyczna perełka dla studentów politologii (gdyby oczywiście ich wykładowcy mieli odwagę ją na zajęciach wykorzystać).

Sprawa Helpera to soczewka, w której skupiła się prawda o polskiej polityce. O teatralizacji konfliktu, którego twarde reguły nagle idą w kąt, gdy milczenie leży we wspólnym interesie partii.

Co w takim razie poszło nie tak? Trzecie prawo Murphy’ego powiada: Jeśli myślisz, że idzie ci dobrze - na pewno nie wiesz wszystkiego. Jeżeli na dodatek pycha kroczy przed upadkiem, a tutaj mamy do czynienia z przypadkiem modelowym, to recepta na porażkę gotowa.

Śledztwem w sprawie Helpera objętych jest 40 osób. Nie wiem czy wśród nich jest poseł Iwona Arent. Wiem za to na pewno, że, obok głównych oskarżonych, to właśnie ona ma najwięcej do wyjaśnienia. Nie tylko prokuraturze, ale przede wszystkim wyborcom i ludziom, którzy składają się na jej poselskie uposażenie i partyjne fundusze. Z nami pani poseł nie chce rozmawiać. W ogóle jakby zapadła się pod ziemię. Ale mandat posła to nie piaskownica, skąd w każdej chwili zabiera się zabawki. Z każdego kroku trzeba się rozliczyć, zwłaszcza jeśli zrobiło się ich o kilka za dużo.

Bogdan Bachmura
Prezes Stowarzyszenia „Święta Warmia” i „Fundacji Debata”, politolog, publicysta

Czytaj więcej: Wszyscy umoczeni

Komentarz (19)

Ciszej nad trumną demokracji

Szczegóły
Opublikowano: sobota, 22 luty 2020 22:50
Bogdan Bachmura

Co mogą zrobić zwykli ludzie, obywatele z resztkami wiary, że może jednak żyjemy w demokracji, gdy widzą, jak elity zwarły się w sporze o sądownictwo, którego ofiarą są najważniejsze instytucje państwa? Odpowiedź wydaje się prosta: zorganizować spotkanie, zaprosić strony sporu i zapytać, jak zamierzają nas z tej kabały wyplątać.

Tak też zrobiliśmy. Zaprosiliśmy parlamentarzystów, lokalnych polityków oraz sędziów i adwokatów, aby wysłuchać, co mają w tej sprawie do powiedzenia. Bo gdzie rozmawiać, jak nie w mieście sędziego Pawła Juszczyszyna i prezesa Macieja Nawackiego?


Gdy okazało się, że z pierwszym terminem spotkania trafiliśmy w sesję Sejmu, szybko to skorygowaliśmy, bo obecność parlamentarzystów, choćby po jednym ze stron sporu, wydawała nam się oczywista i konieczna. Niestety, poza Jarosławem Słomą z PO (o czym później) nie zjawił się nikt. Z diametralnie inną reakcją spotkaliśmy się ze strony sędziowsko-adwokackiej. Bo choć nie wszyscy zaproszeni mogli przybyć, to swoją obecnością zaszczycili nas: Ewa Kurasz, sędzia Sądu Rejonowego w Bartoszycach, wiceprezes Olsztyńskiego Oddziału SSP Iustitia, Maciej Wasilewski, sędzia Sądu Okręgowego w Olsztynie w stanie spoczynku, prezes Olsztyńskiego Oddziału SSP Iustitia, Bogdan Bieniek, sędzia Sądu Najwyższego, Rafał Jerka, sędzia Sądu Okręgowego w Olsztynie, mec. Wojciech Wrzecionkowski, radca prawny Szymon Topa, Stefan Śnieżko, zastępca prokuratora generalnego RP w stanie spoczynku, były senator RP.

„Polskie sądownictwo: spór o władzę czy o Rzeczpospolitą?”. W tym tytule debaty zawarliśmy nasz zamiar oddzielenia ziarna koniecznych reform sądownictwa od plew partyjnych interesów i propagandowych manipulacji. W ostatecznym bowiem rozrachunku oczekiwania Polaków wobec reformy polskich sądów sprowadzają się do trzech kwestii: zachowania niezawisłości, realnej możliwości dyscyplinowania sędziów oraz likwidacji przewlekłości sądowych postępowań.

Co na to uczestnicy debaty? Do mnie osobiście najbardziej przemówiła sugestywna wypowiedź mec. Wrzecionkowskiego dotycząca prawnych uregulowań sądowych postępowań. Według pana mecenasa zmiana 250 artykułów postępowania cywilnego doprowadziła do formalizmu, z którym przegrywają ludzkie racje, a przede wszystkim sprawiedliwość. – Mamy głupie prawo. To powoduje, że człowiek wychodzi wkurzony z sądu, mimo że ma rację. Doprowadzimy do tego, że wszyscy będą wychodzili z sądu wkurzeni. Tylko cwaniacy będą wygrywali sprawy, a przeciętny obywatel sobie nie poradzi. I obywatele będą oskarżać sądy za to, bo nie wiedzą, że to ustawodawca uchwalił złe przepisy, a sędzia musi je stosować – mówi mec. Wrzecionkowski.

Warto zajrzeć na portal Debaty, gdzie znajduje się pełne nagranie dźwiękowe spotkania, także dalszy ciąg wypowiedzi mec. Wrzecionkowskiego, z której dowiedzą się państwo jak „zreformowano” procedurę ugodową, „przyspieszono” procedurę odwoławczą, albo „ulżono” przedsiębiorcom w sądach gospodarczych.

Moje największe rozczarowanie przebiegiem debaty dotyczy kwestii dyscyplinowania sędziów. Pomimo wysiłków nie usłyszeliśmy na ten temat żadnych konkretów. Owszem, pani sędzia Kurasz odesłała nas do projektu złożonego w Senacie, ale okazało się, że to praktycznie powrót do dawnego status quo, kiedy to sędziowie sami Izbę Dyscyplinarną wybierali i sami się dyscyplinowali. To oczywiste, że funkcjonowanie obecnej Izby Dyscyplinarnej jako ekspozytury ministra sprawiedliwości jest nie do przyjęcia. Nie oznacza to jednak, że podjęcie tego tematu przez ministra Zbigniewa Ziobrę nie było słuszne. Powszechne postrzeganie środowiska sędziowskiego przez pryzmat swoistego poczucia wyższości oraz łatwość z jaką „kupiono” medialną kreację sędziowskiej „kasty” nie bierze się znikąd. Nieliczne wprawdzie, ale przemawiające do wyobraźni przypadki ratowania zagrożonych dyscyplinarkami sędziowskich bonzów oraz obrażające elementarne poczucie sprawiedliwości kolesiostwo zrobiło swoje. Uderzenie TSUE i SN w obecną Izbę Dyscyplinarną, nawet jeśli okaże się skuteczne, nie może oznaczać powrotu do starego systemu zamiatania środowiskowych brudów pod dywan.

Inny, charakterystyczny wątek debaty, który zapewne nie tylko mi pozostał w pamięci, to wypowiedź działacza PO Jarosława Słomy, którego obecność, na tle gremialnej rejterady polityków, zasługuje na pozytywne podkreślenie. Co chcieliśmy usłyszeć od przedstawiciela najważniejszej część parlamentarnej opozycji? Przede wszystkim odpowiedzi na pytanie, dlaczego, zamiast pakietu systemowych i ustrojowych rozwiązań problemów polskiego sądownictwa, Platforma Obywatelska ograniczyła się do roli politycznej tuby sędziowskich protestów? Niestety, bez powodzenia. W zamian za to usłyszeliśmy stały, wiecowy zestaw oburzenia z powodu łamania przez władzę Konstytucji, i obietnic, jak skończą w przyszłości prezydent Andrzej Duda i prezes Jarosław Kaczyński.

Słuchając Jarosława Słomy, a przede wszystkim obserwując, jak zabrał się do reformowania sądownictwa PiS, jestem przekonany, że naprawę polskiego sądownictwa należy zacząć od naprawy polskiej polityki. To tutaj gra na władzę i interes partii wszelkimi dostępnymi środkami wzięła górę nad interesem Rzeczpospolitej. Przekonanie, że granie na nucie pojednania i kompromisu się nie opłaca, że własny elektorat lepiej kręci pokazywanie konkurencji środkowego palca, to patent na politykę zaaplikowany u nas przez Donalda Tuska. Jarosław Kaczyński jego zalety tylko twórczo rozwinął. To właśnie zachwianie proporcji między normalną w polityce grą złudzeń i mistyfikacji, a światem realnych problemów powoduje, że nie tylko sprawy sądownictwa nie znajdują prostych, racjonalnych rozwiązań. Warunek pierwszy: trzeba przyjść i rozmawiać. Uwaga ta dotyczy zwłaszcza parlamentarzystów i działaczy Zjednoczonej Prawicy, bo piłka w tej grze jest teraz po waszej stronie. Zbyt dobrze pamiętam o jaką demokrację nam chodziło wtedy, gdy większość z was co najwyżej koszulę w zębach nosiła. Jeśli zaś wróciliśmy do czasów dyscypliny partyjnego wojska, to przynajmniej, proszę, ciszej nad tą trumną demokracji!

Bogdan Bachmura
Prezes Stowarzyszenia „Święta Warmia” i „Fundacji Debata”, politolog, publicysta

Czytaj więcej: Ciszej nad trumną demokracji

Komentarz (13)

Więcej artykułów…

  1. Ktoś trzeci potrzebny od zaraz
  2. Ziobro i jego sojusznicy
  3. A drugiego Franco nie widać…
  4. Polska jest tylko snem

Strona 9 z 55

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

Wreszcie jakiś pomysł na olsztyńską komunikację. Ukłony dla autorów: Soni oraz Panów Adama i Bartosza. Mam pytanie: a nie dałoby rady wykroić wiaduktu...
Plan opozycji rozwoju infrastr...
10 godzin(y) temu
???
Plan opozycji rozwoju infrastr...
14 godzin(y) temu
Pociąg na trasie Jaroty Osiedle Sterowów ! - rzeczywiście śmieszne! W epoce koła z samonaprawiająca się oponą i zaawansowanych technologii mobilności ...
Plan opozycji rozwoju infrastr...
23 godzin(y) temu
Kanalizacji deszczowej nie uświadczysz także na podwórkach przy ul. Limanowskiego.
Mieszkańcy zaśmiewając się, brodzą w błocie, a składane przez nic...
Plan opozycji rozwoju infrastr...
23 godzin(y) temu
https://biznes.interia.pl/nieruchomosci/news-prezesi-na-cztery-lata-pelna-jawnosc-wydatkow-nowe-prawo-dla,nId,22466199
no i nareszcie skończy się feu...
Dlaczego Walne SM "Jaroty" nie...
1 dzień temu
W smętnym miasteczku, jakim jest Olsztyn, gdzie nie ma pieniędzy na budowę podstawowej infrastruktury, jakim jest kanalizacja deszczowa na ulicy Ofice...
Plan opozycji rozwoju infrastr...
1 dzień temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Trwa presja koncernów OZE na gminy Warmii i Mazur. Kolej na Korsze
  • Wójt gminy Barciany pozostaje na stanowisku. Czy to koniec wojny?
  • Radny olsztyński PiS Jarosław Babalski został wykluczony z partii
  • Radny olsztyński PiS Jarosław Babalski został wykluczony z partii
  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • Protest w sprawie plakatu sztuki Teatru Jaracza radnych i posłów PiS oraz Archidiecezji Warmińskiej. Oświadczenie dyrektora
  • Sprostowanie wojewody w sprawie zwolnienia Piotra Junkera
  • Czy Grzegorz Smoliński "zdradził" PiS zatrudniając się w UW?
  • Po wyroku sądu rektor UWM zweryfikuje oceny negatywne nauczycieli
  • Prokuratur nie wniesie o likwidację Związku PRAWDA na UWM
  • To idealny moment na zaatakowanie Polski. Rozleci się jak gliniany garnek
  • Czy prezydent Olsztyna naraził zdrowie i życie przedszkolaków?

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.