logodebata

Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000337806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

wtorek, sierpień 11, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Blogi
  • Bogdan Bachmura

Bogdan Bachmura

bachnuraPrzedsiębiorca. Z wykształcenia politolog. W l. 80-tych XX wieku wydawał w podziemiu pisma. Na progu III RP uznał, że jego misja, jako wydawcy, skończyła się. Jednak po kilku latach życia w demokracji coraz dotkliwiej odczuwał deficyt wolności słowa w Olsztynie. Tak narodził się miesięcznik „Debata”, a później portal. Uprawia sport. Można go spotkać biegającego w Lesie Miejskim, albo na korcie tenisowym. Nie przepada za demokracją, czemu daje wyraz w swoich publikacjach.

Dekomunizacja czyli nasze ulice, nasze tablice

Szczegóły
Opublikowano: sobota, 28 maj 2016 16:56
Bogdan Bachmura

Po jednogłośnym głosowaniu w sejmie i przyjęciu bez poprawek przez senat ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i ulic sprawa zniknięcia z przestrzeni publicznej nazw ulic kojarzonych z minionym porządkiem ustrojowym jest już tylko kwestią czasu. W ten oto sposób tylko z ulic miast Warmii i Mazur zniknie ponad 60 nazw symbolizujących komunizm. Gdyby to zrobiono ćwierć wieku temu, ustawa ta miałaby rangę symbolu ustrojowej zmiany i spotkałaby się zapewne z powszechną akceptacją. Dzisiaj wygląda to zupełnie inaczej, ponieważ decyzja parlamentu ma charakter interwencji władzy centralnej w materię z którą już dawno powinny sobie same poradzić lokalne społeczności.
Dlaczego tak się nie stało? Dlaczego Polacy w niemal wszystkich zakątkach kraju nie tylko tolerują, ale wręcz bronią komunistycznej symboliki? Tak przecież stało się choćby w Orzyszu czy Nidzicy, gdzie większość mieszkańców w referendum nie zgodziła się na żadne zmiany. W Olsztynie wprawdzie dość dawno pożegnano się ze Świerczewskim, Marchlewskim, Waryńskim czy Gomułką, ale już w sprawie ulic które się uchowały: Hanki Sawickiej (Shapiro), Dąbrowszczaków czy Pstrowskiego nikt do wyroków lokalnej demokracji odwoływać się nawet nie zamierzał. Ta sytuacja pokazuje, że większym problemem niż postkomunistyczna spuścizna ulic, placów czy pomników, jest stan społecznej świadomości, który stawia pod znakiem zapytania podstawowe aksjomaty demokracji. Łatwiej jest bowiem, w zgodzie z obecnie obowiązującą poprawnością polityczną, zatrzeć symboliczne ślady po komuniźmie, niż poradzić sobie z dzisiejszym pęknięciem pomiędzy decyzjami reprezentantów narodu, a jego rzeczywistą, lokalnie wyrażaną wolą. Pęknięcia tak wielkiego, że nikt nie odważył się wrócić do składanych przy okazji kampanii wyborczych obietnic zwrotu ku demokracji bezpośredniej. Pewnie z obawy, aby patriotyzm i pamięć historyczna nie poległy w demokratycznej konfrontacji ze zwykłą ignorancją, trywialnym przyzwyczajeniem do komunistycznych patronów i obawą przed kosztami wymiany dokumentów.
Inną kwestią są kryteria według których poszczególni patroni ulic i placów będą znikać z naszej przestrzeni publicznej. Bo o ile ocena wspomnianej Hanki Sawickiej, Dabrowszczaków czy Wincentego Pstrowskiego nie powinny wzbudzać kontrowersji, to z takimi postaciami jak gen. Berling czy zasłużony dla naszego miasta historyk Andrzej Wakar, po wojnie starosta i przewodniczący Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Bartoszycach, a później członek egzekutywy KW PZPR, sprawa nie jest oczywista.
Co z Rooseveltem?
Mnie najbardziej w kontekście dekomunizacji olsztyńskich ulic interesuje postać Franklina Delano Roosevelta. Człowieka, który wprawdzie ze strukturami komunistycznej machiny nie miał nic wspólnego, jednak niespotykane honory, jakimi obdarzyli tego prezydenta Stanów Zjednoczonych w wielu polskich miastach komuniści pokazują, jak wielki był jego udział w zainstalowaniu w Polsce ustroju totalitarnego. Dlatego nie ulega dla mnie wątpliwości, że człowiek po wojnie powszechnie uznawany przez Polaków za zdrajcę to numer jeden na liście dekomunizacyjnej olsztyńskiej przestrzeni publicznej, za którym pozostali kandydaci pozostają daleko w tyle. Rzecz jasna, z oczywistych, politycznych względów, to sprawa niezwykle delikatna. Dlatego jedyną, możliwą i zrozumiałą dla obecnego placu Roosevelta alternatywą byłoby przemianowanie go na plac prezydenta Ronalda Raegana. Pozostaje pytanie, co na to IPN. I czy znajdą się w naszym mieście ludzie, zwłaszcza wśród olsztyńskich radnych, dla których dekomunizacja przestrzeni publicznej to problem dotyczący zasad i wartości pozostających poza bieżącymi, politycznymi interesami.
Dekomunizacja pomnika
W Olsztynie nikt nie bada stanu wiedzy mieszkańców o Hance Sawickiej, formacji Dąbrowszczaków czy Wincentym Pstrowskim, bo wyniki mogłyby podważyć sens jakiejkolwiek zmiany. Może dlatego od lat uwaga lokalnych dekomunizatorów koncentruje się na najbardziej przemawiającym do wyobraźni Pomniku Wdzięczności Armii Czerwonej. Ustawa o której mowa pokomunistycznych pomników wprawdzie nie dotyczy, ale IPN ma inspirować samorządy do załatwienia tego problemu we własnym zakresie. Zdemontowane i przewiezione w jedno miejsce, mają służyć celom edukacyjnym. Olsztyński pomnik to przypadek szczególny, bo autorstwa Xawerego Dunikowskiego i od 1993 roku wpisany do rejestru zabytków. To komplikuje sprawę, bo zgodnie z obowiązującymi kryteriami wykreślić go z rejestru zabytków bez naruszania prawa będzie trudno. Przeciwko takiemu rozwiązaniu występują m.in. środowiska konserwatorów zabytków i architektów. Brak także przychylności dla takiego rozwiązania ze strony radnych RM i prezydenta. Dlatego Stowarzyszenie „Święta Warmia” od dawna proponuje rozwiązanie kompromisowe, polegające na nadaniu placowi przed pomnikiem wyrazistego, patriotyczno-informacyjnego charakteru, zmieniającego dotychczasową funkcję pomnika z symbolicznej na edukacyjną.
Tym, co naprawdę powinno niepokoić, to osiągnięty po 26 latach demokracji stan społecznej obojętności na sprawy symboliki towarzyszącej naszej przestrzeni publicznej. Tryb ustawowego przymusu sytuacji nie polepsza. Dlatego warto postarać się, aby proces dekomunizacji komunistycznych patronów odbywał się z większym społecznym zaangażowaniem i zrozumieniem niż wtedy, gdy ich nazwiska na budynkach wieszano.
Bogdan Bachmura

Czytaj więcej: Dekomunizacja czyli nasze ulice, nasze tablice

Komentarz (90)

Radio Olsztyn - prezesa daj nam Boże!

Szczegóły
Opublikowano: wtorek, 26 kwiecień 2016 08:07
Bogdan Bachmura

Z OSTATNIEJ CHWILI. Minister Skarbu Państwa z dniem 25 kwietnia br powołał na stanowisko prezesa Zarządu Radia Olsztyn SA Leszka Sobańskiego. Odwołany został dotychczasowy prezes Zarządu Mariusz Bojarowicz. Czytaj wcześniejszy komentarz Bogdana Bachmury.

Czytaj więcej: Radio Olsztyn - prezesa daj nam Boże!

Komentarz (14)

Ulica ponad podziałami

Szczegóły
Opublikowano: czwartek, 21 kwiecień 2016 19:08
Bogdan Bachmura

W marcu minął rok, jak Stowarzyszenie „Święta Warmia” złożyło na ręce pani Haliny Ciunel, przewodniczącej Rady Miasta Olsztyna, wniosek o nadanie nazwy ulicy, dzisiaj potocznie nazywanej Obiegową, imienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nie konsultowaliśmy tej inicjatywy z lokalnymi władzami, ani radnymi PiS, nie szukaliśmy także tam poparcia. Uznaliśmy, że powinna to być inicjatywa społeczna, bo to jedyna dziś szansa na rzeczową, godną pamięci prezydenta i ofiar katastrofy smoleńskiej rozmowę.
Postaci Lecha Kaczyńskiego i jego długiej, rozpoczętej w 1977 r. współpracą z Komitetem Obrony Robotników służby dla ojczyzny, nikomu nie trzeba szczególnie przedstawiać. Mamy bowiem do czynienia z rzadką sytuacją, kiedy to nie kandydat i jego zasługi muszą „dorosnąć” do kryteriów nobilitujących do patronatu nad ulicą, ale raczej ludzie o tym decydujący stają przed sprawdzianem wierności zasadom dla których pełnią funkcje publiczne. Pierwszy krok został zresztą w tym kierunku zrobiony. Pięć lat temu, rok po katastrofie smoleńskiej, dwa największe kluby radnych naszego miasta porozumiały się co do pomysłu nadania imienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego nowej, największej wtedy inwestycji drogowej w mieście. Ostatecznie nazwano ją ulicą Artyleryjską, ponieważ uchwałą Rady Miasta przyjęto, jako obowiązujący dla nazw nowych ulic, minimum pięcioletni okres od śmierci wnioskowanego patrona. Ta przeszkoda przestała istnieć rok temu.
Nasz wniosek łączy się z nadzieją na powrót do wspólnej dla klubów radnych PO i PiS idei uhonorowania pamięci prezydenta RP i poparcia pozostałych radnych oraz prezydenta miasta. Dotyczy tzw. ulicy Obiegowej, ponieważ ta nowa, zlokalizowana w centrum miasta arteria, stanowi z jednej strony przedłużenie ul. gen. Władysława Sikorskiego, również tragicznie zmarłego w katastrofie lotniczej premiera rządu RP, a z drugiej strony łączy się z aleją marszałka Józefa Piłsudskiego, co tworzy symboliczną ciągłość i nadaje temu miejscu właściwą rangę, pozostając w zgodzie z zapisem uchwały RM dotyczącej tematycznego porządku nazewnictwa ulic.
Mamy świadomość, że nasz wniosek, wobec trwającego od lat, nasilającego się konfliktu politycznego i społecznego, może budzić wiele kontrowersji. Jednak śmierć prezydenta podczas pełnienia obowiązków głowy państwa to okoliczność, która powinna unieważnić wszelkie bieżące, choćby najgłębsze podziały. Bez tego bowiem mówienie o Polakach jako narodzie jest pustą, pozbawioną treści figurą. Nikt przecież dzisiaj nie kwestionuje sensu istnienia ulic oraz innych symbolicznych miejsc upamiętniających prezydenta Gabriela Narutowicza, chociaż nie jego krótka prezydentura, ani wcześniejsze zasługi publiczne, lecz okoliczności tragicznej śmierci stanowią główny powód naszej szczególnej pamięci. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że na podobne potraktowanie, gdyby to on znalazł się na miejscu prezydenta Kaczyńskiego, zasługiwałby prezydent Bronisław Komorowski.
Wierzę, że w tej sprawie dojdzie do porozumienia, zwłaszcza z autorami wcześniej złożonych wniosków dotyczących ul. Obiegowej. Jesteśmy przekonani, że Marian Bublewicz powinien mieć swoja ulicę w naszym mieście. Dlatego cieszymy się, że autorzy wniosku w tej sprawie zmienili go z ulicy Obiegowej na ulicę łączącą miasto z przyszłą obwodnicą, w pobliżu dawnego miejsca zamieszkania Mariana Bublewicza. Szczególnie zależy nam na poparciu rad osiedli Kościuszki i Kormoran, które wnioskowały o patronat prof. Zbigniewa Religi, i które w tym pomyśle wspieraliśmy.
Jak wspomniałem na początku, nasz wniosek złożyliśmy ponad rok temu. Zaprosiliśmy też na zebranie stowarzyszenia panią Halinę Ciunel, przewodniczącą RM i Łukasza Łukaszewskiego, przewodniczącego Komisji Gospodarki Komunalnej. Wydawało się, że nasza argumentacja dotycząca patronatu prezydenta Kaczyńskiego spotkała się ze zrozumieniem. Niestety, choć nowa ulica dawno została oddana do użytku, my nawet nie zostaliśmy zaproszeni na posiedzenie Komisji Gospodarki Komunalnej. Żadnego skutku, pomimo zapewnień i obietnic, nie przynoszą bezpośrednie interwencje u pani Ciunel, a od pana Łukaszewskiego dowiedziałem się, że podobno pojawiły się jakieś nowe wnioski i są one opiniowane przez jakąś tajemniczą komisję w Ośrodku Badań Naukowych.
To nie pierwszy wniosek składany przez nas do Rady Miasta. Jednak z takim traktowaniem spotykamy się po raz pierwszy. Wielokrotnie też słyszałem od radnych, że „nie zajmują się polityką”. To doskonała okazja na wykazanie tego w praktyce. Zwłaszcza teraz, kiedy żywo dyskutowane są granice władzy demokratycznej większości, a na demonstracjach KOD-u, także z udziałem pani Haliny Ciunel, ich uczestnicy protestują przeciwko jej przekraczaniu.
Wniosek dotyczący ulicy prezydenta Kaczyńskiego tylko pozornie nie ma z tym związku. To test, czy na poziomie lokalnej społeczności potrafimy wznieść się ponad wyniszczające nas „warszawskie” podziały i pokazać, tu, w Olsztynie, pozapartyjne oblicze samorządności. Czy też znów, jak to widzimy wielokrotnie na posiedzeniach Rady Miasta, zobaczymy z góry przewidywalny, zdyscyplinowany las partyjnych rąk? Jeżeli tego nie zmienimy, jeżeli choćby na poziomie patronów ulic nie wyrwiemy się logice podporządkowania partyjnym interesom, to następnym pokoleniom, zamiast pamięci o wybitnych, choć zróżnicowanych osobowościach, pozostawimy świadectwo czasu ludzi „bez właściwości”, których nazwiska na tabliczkach oznaczających nazwy ulic pozwolą rozpoznać jedynie rytm kolejnych fal politycznych przypływów i odpływów.

Bogdan Bachmura

Czytaj więcej: Ulica ponad podziałami

Komentarz (18)

Dziękuję, Panie marszałku za lotnisko w Szymanach

Szczegóły
Opublikowano: czwartek, 07 kwiecień 2016 13:21
Bogdan Bachmura

Panie marszałku, lotnisko w Szymanach od lat budzi kontrowersje. Łącznie z jego lokalizacją i decyzją o inwestowaniu środków właśnie tam. Tymczasem proszę - lotnisko jest, działa, samoloty wylatują i lądują.

Czytaj więcej: Dziękuję, Panie marszałku za lotnisko w Szymanach

Komentarz (9)

Polska polskim murem podzielona

Szczegóły
Opublikowano: czwartek, 24 marzec 2016 20:55
Bogdan Bachmura

Poniższy tekst, będący reakcją na zamieszczony na łamach „Rzeczpospolitej” artykuł Eweliny Pietrygi, nie został opublikowany przez redakcję „Rz”. Zdecydowałem się go zamieścić na naszym portalu jako głos w dyskusji zainspirowanej przez Mariusza Korejwę artykułem „My, naród (refleksje na dzień 14 marca).

Polska polskim murem podzielona

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie publikacja pani Eweliny Pietrygi „Polska pruskim murem podzielona” (Plus-Minus, 30-31 maja 2015). Piszę zza „pruskiego muru” właśnie, z krainy Warmią od wieków nazywaną, która, wraz z okalającymi Warmię Mazurami, stanowi część tzw. Ziem Odzyskanych.
Doceniam troskę i niepokój pani Pietrygi o stan świadomości mieszkańców naszego rodzimego „Dzikiego Zachodu”. Z zainteresowaniem przeczytałem wyniki badań socjologicznych obrazujących alarmujące rezultaty zerwania kulturowej i historycznej ciągłości Dolnego i Górnego Śląska, ziemi lubuskiej, Pomorza Gdańskiego czy Warmii i Mazur. Wątpliwym atrybutem mieszkańców tych ziem są więc „nietradycyjne zachowania” w postaci częstszych rozwodów, związków konkubenckich oraz dzieci urodzonych w nieformalnych związkach. Brak zwartych, przekazywanych z pokolenia na pokolenia wzorców, prowadzi do demoralizacji, a co za tym idzie większej przestępczości, przy relatywnie mniejszych wpływach Kościoła.
Z faktami trudno polemizować. Od siebie, od urodzenia mieszkańca Warmii, dodałbym szczególnie silną, rozwijającą się na gruncie braku więzi społecznych i społecznej samoorganizacji pozycję lokalnych sitw, mających istotny wpływ na stan tutejszej gospodarki i exodus za chlebem młodych ludzi.
Moje poważne wątpliwości budzi natomiast sposób w jaki pani Pietryga postrzega problem poniemieckości oraz domniemanych kompleksów obecnych mieszkańców tych ziem wobec Niemiec i niemieckości. Ilustracją tego problemu ma być następujący fragment jej artykułu: „Na szczęście nie powiodła się inna inicjatywa mająca uhonorować żelaznego kanclerza. Mieszkańcy wsi Nakomiady kilka lat temu przywrócili obelisk ku czci Bismarcka, jednak po decyzji nadzoru budowanego musieli go zdemontować. I pomyśleć, że mowa o potomkach przesiedleńców, którzy ukrywali pruskie mury , tynkując swoje nowe domostwa”. Przytaczam ten fragment dosłownie, ponieważ w tych trzech zdaniach pani Pietryga dwukrotnie mija się z prawdą, bezkrytycznie powtarzając stare, nie swoje kłamstwa tylko dlatego, że pasują do jej tezy o naszych poniemieckich kompleksach. A ponieważ jestem prezesem Stowarzyszenia „Święta Warmia”, jednej z kilku organizacji które wspierały mieszkańców Nakomiad w sprawie kamienia Bismarcka, pozwolę sobie na kilka koniecznych na ten temat uwag. Otóż kamień ten (a nie, jak napisała pani Pietryga, obelisk) z wyrytym napisem: Kanclerz Otto von Bismark 1815-1898 (błąd w nazwisku oryginalny), postawiono w Nakomiadach, podobnie jak wiele podobnych, istniejących do dzisiaj kamieni i wież Bismarcka na terenie Prus Wschodnich, po jego śmierci. Stał tutaj, w centrum wsi, aż do roku 1964, kiedy to przewróciła go przypadkowo, napisem do ziemi, maszyna drogowa. Kiedy po wielu latach podniesiono go podczas porządkowania terenu, normalnym odruchem, tak się przynajmniej wydawało mieszkańcom wsi, było postawienie go na swoim miejscu. Tym razem na ok. 30 cm betonowej podmurówce dla zabezpieczenia przed wywróceniem na pochyłym terenie. Kiedy zagrano patriotyczne larum, to właśnie na ten betonowy klocek, postawiony bez zezwolenia na budowę (!) znalazł się paragraf dzięki któremu „przywrócono stan dotychczasowy”, czyli zostawiono kamień tak, jak leżał i leży do tej pory.
Dlaczego kamień, który do 1964 r. nie przeszkadzał ani sowieckim „wyzwolicielom”, ani władzy którą tutaj zainstalowali, pomimo ich jednoznacznego stosunku do Bismarcka, za demokracji stał się zagrożeniem dla polskiej racji stanu? Dlaczego „szczęściu” pani Pietrygi z powodu przywrócenia poziomej pozycji kamienia muszą towarzyszyć tyleż nośne co chybione oskarżenia o intencję uhonorowania żelaznego kanclerza? Czy niemieckie kompleksy, które z taką lekkością pióra przypisuje nam autorka to na pewno nasz kłopot? Bo przecież uogólnienie dotyczące tych „którzy ukrywali pruskie mury, tynkując swoje nowe domostwa” również jest nietrafione. Liczne grono osób zaangażowanych w sprawę kamienia Bismarcka to przekrój życiorysów nie pasujących do prostych tez pani Pietrygi. Od ludzi o tutejszych korzeniach, poprzez potomków tzw. repatriantów, aż do świeżo osiadłych tutaj pasjonatów tej pięknej krainy. Takich jak „warszawiak” Piotr Ciszek, właściciel pałacu w Nakomiadach, który wieloletnim wysiłkiem przywrócił do stanu pierwotnej świetności ten piękny, postawiony na początku osiemnastego wieku przez Jana von Hoverbeck obiekt, doprowadzony do ruiny w Polsce demokratycznej. Wspominam o Piotrze także dlatego, ponieważ nie skorzystał z oferty postawienia kamienia Bismarcka przy pałacu. Dlaczego tak postąpił? Odpowiedź jest prosta: bo jego miejsce jest tam, gdzie go postawiono. Bo jest świadectwem minionego czasu, śladem po dawnych mieszkańcach tej ziemi, dowodem ciągłości istnienia.

Moi rodzice przybyli na tereny Prus Wschodnich z Mazowsza. Matka w latach pięćdziesiątych, ojciec, jako dziewięcioletni chłopak, został zesłany przez Niemców wraz z rodziną na roboty przymusowe do niemieckiego majątku w Kiejkutach. Od dzieciństwa mam w uszach przyjemny zaśpiew „Wilniuków”, zaciągających z ruska Ukraińców czy mówiących gwarą przybyszów z Kurpi. Z kolei w rodzinie znajomych moich rodziców, do których jeździliśmy pomagać w wykopkach, w domu mówiono po Niemiecku. Ale reszta Polski i tak nazywała nas wtedy wszystkich „krzyżakami”.
Powojenne deportacje i ucieczka miejscowej ludności to dla mnie historia. Ale wyludnione wsie lat siedemdziesiątych dobrze zachowałem w pamięci. Pustki po tych ludziach, po ich niezwykłej pracowitości, przywiązaniu do wiary i ojcowizny, tradycji „tutejszości” nigdy nie zdołaliśmy wypełnić. W tekście pani Pietrygi, poza mało satysfakcjonującym wątkiem poniemieckich kompleksów, nie znalazłem próby zmierzenia się z pytaniem o przyczyny trwającego już 70 lat stanu tymczasowości i rozpadu lokalnych społeczności. A jest o czym mówić, ponieważ po drugiej, stronie pruskiego muru, w Małopolsce, na Podlasiu czy Podkarpaciu, które pani Pietryga przedstawia jako wzorce kulturowego zakorzenienia, trwa tak naprawdę walka na przetrwanie w obliczu zewnętrznego świata, którego zasadą jest ciągła zmiana, relatywizm norm i wartości oraz niespotykana w Europie aż do drugiej połowy XIX wieku ingerencja instytucji państwa w lokalną, społeczną tkankę. Globalizacja oraz dominujące dziś, nie tylko w Europie, silne tożsamości narodowe, stanowią nie tylko faktyczną przyczynę rozpadu wspólnot lokalnych, ale istotny hamulec ich powstawania. Przyczyną jest horyzontalny, instytucjonalny system nadzoru nad społeczeństwem, którego rozwinięte, biurokratyczne struktury, wnikając głęboko w lokalną tkankę społeczną zniosły odrębność dawniej współistniejących w obrębie jednego państwa tożsamości etnicznych i tożsamości narodowej. Ta swoista homogenizacja tożsamości rozpoczęła się w Prusach Wschodnich od lat osiemdziesiątych XIX wieku, kiedy to ideę Heimat, wcześniej bliskiej polskiej „ojcowiźnie”, poddano nacjonalistycznej instrumentalizacji i zaczęła ona oznaczać „ostateczną niemiecką wspólnotę”. Nie oznaczało to likwidacji lokalnych wspólnot. Wręcz przeciwnie. Dzięki olbrzymim środkom nastąpił ich gwałtowny rozwój, ale podporządkowany nowej, niemieckiej, narodowej mitologii obejmującej całość dziejów Prus Wschodnich. Wspólnotowej pustki powstałej po powojennej wędrówce ludów nie był w stanie wypełnić komunistyczny mit Ziemi Odzyskanej, podobnie jak dzisiejszy, nieprzystający zupełnie do skomplikowanych tutejszych realiów spór zwolenników utopi multikulturalizmu z depozytariuszami jedynie słusznej wykładni patriotyzmu. Czy to dobry sposób na kruszenie „pruskiego muru” czy może odwrotnie: na jego podwyższenie?
Odnoszę wrażenie, że przed tym murem postawiliśmy inną zaporę: braku zrozumienia i dobrej woli wsłuchiwania się w argumenty, które zastąpiono paternalistycznymi przemowami wygłaszanymi z warszawskiej ambony. Tymczasem jedna sprawa wydaje się bezsporna: historia Prus Wschodnich (poza okresem zwierzchnictwa królów polskich) nie jest historią Polski. Jednak dla nas, ludzi tu na stałe osiadłych, jest to w całości historia naszego regionu. Z którą możemy się identyfikować lub nie, ale której wymazać się nie da. Bo przecież Prusy Wschodnie to nie tylko ostoja władzy Hitlera i antypolskiej polityki Bismarcka. To także wielkie dzieło cywilizowania tej ziemi. Wzorcowe prawodawstwo, wysoka kultura rolna i przemysłowa, bogata infrastruktura miejska oraz rozbudowana sieć kolejowa i drogowa, a także przenikająca wszystkie sfery życia religijność protestanckich Mazur i katolickiej „Świętej Warmii”. To także symbol wielkiego dzieła zjednoczenia Niemiec z którego i dzisiaj, dla dobra Polski, nie tylko pruskim, ale i polskim murem podzielonej, wiele możemy się nauczyć.

Bogdan Bachmura

Prusy Wschodnie.svg

Czytaj więcej: Polska polskim murem podzielona

Komentarz (5)

Więcej artykułów…

  1. Dwa oblicza polskiego „państwa na niby”
  2. Arbitrzy demokratycznej elegancji
  3. Socjalizm z twarzą dziecka
  4. W sprawie pomówienia

Strona 24 z 55

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

Warmia i Mazury- chachłackie eldorado
To politycy stworzyli ludobójc...
7 godzin(y) temu
Ponoć istnieje coś takiego jak konfiskata majątku. Złodzieje POwinni wszystko stracić!
To politycy stworzyli ludobójc...
8 godzin(y) temu
Artykuł o Królu w punkt, szkoda tylko, że nikt nie zajmuje się jego podejrzanymi związkami z jedną z firm obsługującą transport publiczny w gminach, z...
To politycy stworzyli ludobójc...
19 godzin(y) temu
Polecam ciekawy tekst na:
https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/furia-czyli-prymus-pryncypala,216135
albo na:
https://opinie.olsztyn.pl/olsztyn/furia-...
To politycy stworzyli ludobójc...
1 dzień temu
"Bohater" z klubu oszołomów Życie w Olsztynie to dzika przyjemność za 50 tysięcy zł
z kieszeni podatników: https://zielona.interia.pl/wiadomosci/pol...
Nauczyciel „tęczowego” liceum ...
około 2 dni temu
Bohater a nie sprawca!!!!
Nauczyciel „tęczowego” liceum ...
około 3 dni temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • Remont PDK bez końca. Pisz oddaje dotację, a sprawę bada prokuratura
  • W Olsztynie rusza punkt transgranicznej pomocy prawnej dla Ukraińców
  • Prezydent Olsztyna „ukarał” wiceprezydent Sylwię Rembiszewską-Piątek
  • Red. Słowik: „Dlaczego przez 5 lat nie rozliczono prof. Maksymowicza?”
  • Dzierżawca parkingu odpowiedział filmem na rolkę Prezydenta Olsztyna
  • Rada Gminy Gietrzwałd jednomyślnie przyjęła Plan Ogólny, ze strefą na wielkie magazyny
  • Czy Skarb Państwa odzyska 34 mln zł od Helpera?
  • Kto z Warmii i Mazur został wyrzucony z PiS wraz z Morawieckim?
  • Zarobki lekarzy na Warmii i Mazurach. Oto rekordziści ze szpitali wojewódzkich
  • Prokuratura bada, czy wpis radnego znieważył ukraińskość dyrektorki szkoły w Bartoszycach
  • Wygląda na to, że wiceprezydent Olsztyna Rembiszewska-Piątek jest z siebie dumna

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.