Piotr Zaremba w swoim artykule krytykuje Piotra Zychowicza za jego poglądy na temat roli Anglii w spowodowaniu II wojny światowej. Konkretnie chodzi o ocenę jej działań, które Zychowicz nazwał perfidnymi. W swojej świetnej książce „Pakt Ribbentrop-Beck” Zychowicz postawił tezę, że jedynym rozsądnym wyjściem dla Polski było zawarcie sojuszu wojskowego z Hitlerem.
Aby temu zapobiec premier Wielkiej Brytanii Neville Chamberlain udzielił Polsce gwarancji na wypadek wojny z Niemcami. Gwarancje zostały przez Polskę przyjęte i to spowodowało zwrot w Polskiej polityce w stosunku do Niemiec i zawarcie sojuszu z Wielką Brytanią. I tu jest sedno sporu. Wg Zychowicza, Chamberlain wiedząc, że wojna z Niemcami jest pewna, postanowił wciągnąć w konflikt naiwnych Polaków uchodzących do tej pory za sojuszników Niemiec. Spowodowało to wściekłość Hitlera i konieczność zabezpieczenia sobie tyłów poprzez zawarcie sojuszu ze Związkiem Sowieckim oraz szybką likwidacje słabszego partnera koalicji anglo-francuskiej czyli Polski, zanim Francja będzie zdolna do walki. Było to działanie z premedytacją mające skierować pierwsze uderzenie na Polskę, której nie zamierzano udzielić żadnej pomocy.
Natomiast wg Zaremby gwarancje brytyjskie Chamberlaina był to bluff, który się nie powiódł. Taka nieudana próba zastraszenia Hitlera tak aby wojny nie rozpoczynał. Co „usprawiedliwia” decyzję ministra Becka o podpisaniu układu z Anglią. Niestety nie mogę się z tym zgodzić. Patrząc na to z ówczesnej perspektywy, wg ówczesnej wiedzy teza ta nie trzyma się kupy. Próba takiego bluffu byłaby dowodem skrajnej naiwności a akurat o taką cechę królewskich polityków trudno podejrzewać. Przede wszystkim to, że wojna wybuchnie i Zachód jej nie jest w stanie powstrzymać było powszechnie wiadomo. Pisząc powszechnie myślę tu o kręgach wojskowych i politycznych Europy. Zamiar siłowej likwidacji skutków traktatu wersalskiego Hitler głosił jeszcze w „Mein Kampf”. Władzę zdobył i popularność osiągnął nie dlatego, że głosił pokój ale dlatego, że obiecał Niemcom rozprawienie się z Francją, pobicie jej i odpłatę za upokorzenie Niemiec w I wojnie światowej. Rozpędzona machina wojenna była już nie do zatrzymania i sztaby generalne wszystkich krajów europejskich oceniały jednoznacznie, że wojna zacznie się od uderzenia na Francję gdzieś w 1939-1941. Polska uznawana za kraj wrogo nastawiony do Związku Sowieckiego miała stanowić osłonę Niemiec od wschodu bo po prostu nie miała innego wyjścia. Aby ZSSR mógł zagrozić Niemcom trzeba było zlikwidować Polskę, najlepiej rękami Niemiec. Stąd pomysł udzielenia brytyjskich gwarancji Polsce, która zrobiła głupotę tysiąclecia gwarancje te przyjmując.
Minister Beck dał się nabrać a Niemcy nie. Rzekomy bluff nie mógł zadziałać jako bluff. Nie mógł bo Anglia nie posiadała armii lądowej, której mogłaby użyć w Europie. Na wyspach mieli wszystkiego 6 dywizji. Francja miała ich chyba 144 a Polska niecałe 50. Pytanie kto mógł na serio myśleć, że ta grupka żołnierzy brytyjskich może przestraszyć Niemców? Bluff musi być poparty jakąś siłą a tu tej zabrakło. Hitler nie był idiotą, Chamberlain też nie. Nie wiem tylko co sądzić o kimś kto przyjmuje gwarancje od kogoś bezsilnego. Jako ciekawostkę należy tu dodać, że brytyjskie gwarancje dotyczyły wyłącznie zachodnich granic Polski, nie obejmowały granic wschodnich. Jest to o tyle istotne, że gdy przed podpisaniem paktu Ribbentorp-Mołotow Stalin prowadził rozmowy z Anglikami i Francuzami to kraje te zgodziły się na wprowadzenie wojsk sowieckich do Polski bez konsultacji z Polską. Polacy postawili weto i z rozmów nic nie wyszło. Już wtedy szykowano nam Jałtę. Nasi alianci wiedzieli, że za pomoc ZSSR trzeba będzie zapłacić i już wtedy uznali, że zapłaci Polska swoimi kresami wschodnimi.
W efekcie tych rozmów i tych gwarancji wszystkie strony zostały poinformowane przez Anglików i Francuzów o ich „prawach”. Rosjanie dowiedzieli się, że Zachód uznaje ich „prawo” do zagarnięcia wschodniej Polski. Polacy, że moją prawo się bić za wolność waszą, nasza może poczekać. Niemcy, że mogą bezpiecznie zaatakować Polskę i nie grozi im wojna na dwa fronty a Zachód uznał, że ma jeszcze rok na dozbrojenie.
Gorąco polecam wszystkim książkę Zychowicza. Jest to nad wyraz dokładnie opracowane dzieło uwzględniające wszystkie aspekty sprawy. Oczywiście są w niej i mankamenty w postaci nazbyt optymistycznej oceny wyszkolenia i wyposażenia armii polskiej i możliwości polskiego przemysłu zbrojeniowego. Drugim mankamentem jest ocena ówczesnej Armii czerwonej jako dziadowskiej i wyposażonej w przestarzały sprzęt. To akurat nieprawda. Te mankamenty nie zmieniają jednak mojej pozytywnej oceny tej książki i dziwi mnie trochę, że tak wytrawny i rozsądny publicysta ja Piotr Zaremba odrzuca tezy Zychowicza.
Jakby nie patrzeć temat jest ciekawy i wart dyskusji. W końcu, powtarzając za Zychowiczem cytat z Karola Zbyszewskiego: „Jeżeli zdechnie osioł, może istotnie to tylko pech, ale gdy ginie całe państwo, ktoś jednak jest temu winien.”
Adam Kowalczyk


Skomentuj
Komentuj jako gość