Spór o wizytę patriarchy Cyryla I w Polsce pokazał niepokojące zjawisko na prawej stronie polskiej sceny politycznej. Zjawisko jest o tyle niepokojące, że dotyczy Kościoła. Los różnych, większych czy mniejszych ugrupowań politycznych mało mnie obchodzi. O to niech martwią się ci, którzy mają z tego swoje konfitury. Trudno mi za to pogodzić się z instrumentalnym traktowaniem Kościoła przez znaczącą część tych, którzy mienią się polską prawicą. Doskonale było to widać w czasie „wojny o krzyż smoleński, która rychło zamieniła się w wojnę krzyżem.
Katolik powinien bronić Krzyża przed profanacją. W tym jednak przypadku użyto Krzyża jako narzędzia. Odnoszę wręcz wrażenie, że w nadziei na to, że tzw. władzy puszczą nerwy i Krzyż zostanie sprofanowany co da się wykorzystać w bieżącej grze politycznej.
Teraz za to mamy kolejną odsłonę. Okazało się, że nagle pojawiła się w Polsce aż taka gorliwość religijna, że nawet, po szesnastu wiekach, odżyła herezja donatyzmu. Dla przypomnienia: Donatyści negowali ważność sakramentów, jeżeli udzielał ich kapłan znajdujący się w stanie grzechu. Sprzeciwiali się też ponownemu dopuszczaniu do Kościoła tych, którzy wyrzekli się wiary w czasach prześladowań. Ostro wystąpił przeciwko nim św. Augustyn, który głosił, że Kościół jest wspólnotą składającą się również z grzeszników oraz że łaska sakramentów nie zależy od moralności tego, kto nimi administruje. „Ex opere operato, non ex opera operantis - Łaska wynika z tego, co się robi, a nie z tego, kto to robi”.
I tu wracamy do krytyków wizyty Cyryla I w Polsce. Podnieśli oni krzyk, że arcybiskup Józef Michalik miał być agentem SB o pseudonimie Zefir a Patriarcha Cyryl I agentem KGB o pseudonimie Michałow czy Michałkow. Ja tam papierów nie widziałem więc wypowiadać się co do przeszłości obu hierarchów nie mogę. Wiem jednak, że Kościół odrzuca takie stawianie sprawy. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że filarami Kościoła są: święty Piotr, który w chwili strachu, w chwili zwykłej ludzkiej słabości, zaparł się Chrystusa oraz święty Paweł, który przecież wcześniej „dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich”.
Więc może już czas przyjąć do wiadomości fakt, że dokument podpisują głowa Kościoła Polskiego z głową Cerkwi Rosyjskiej. To, że przypadkiem funkcje te piastują Józef Michalik i Cyryl I to oznacza tylko tyle, że Duch Św. tchnie kędy chce.
Dla mnie, ułomnego katolika, jest rzeczą oczywistą, że gdy hierarchowie dwóch bratnich Kościołów, wskazują nam, że czas wejść na trudną ścieżkę pojednania, to należy spróbować iść tą drogą. Właśnie dlatego ich przesłanie jest tak ważne, że droga ta jest trudna i wymagająca wyrzeczeń. Ale tak zawsze było, że drogi łatwe, szerokie i wygodne to prowadzą do piekła a nie do zbawienia.
Wezwanie do pojednania nie jest wezwaniem politycznym lecz religijnym i ogólnoludzkim. Oczywiście rodzi konsekwencje polityczne. Jeśli do pojednania rzeczywiście dojdzie to zmaleje niebezpieczeństwo wygranej zła. Dlatego uważam, że wierni miast wymądrzać się na temat kto, co, kiedy i komu, powinni słuchać swoich biskupów.
Adam Kowalczyk


Skomentuj
Komentuj jako gość