logodebata

Wspomóż jedyny portal na Warmii i Mazurach, który nie boi się publikować prawdy o politykach i jest za to ciągany po sądach. Nigdy, przez prawie 18 lat istnienia, nie dostaliśmy 1 grosza dotacji publicznej. Redaktorzy i autorzy są wolontariuszami. Nr konta bankowego Fundacji „Debata”: 26249000050000450013547512. KRS: 0000 337 806. Adres: 11-030 Purda, Patryki 46B

czwartek, luty 19, 2026
  • Debata
  • Wiadomości
    • Olsztyn
    • Region
    • Polska
    • Świat
    • Urbi et Orbi
    • Kultura
  • Blogi
    • Łukasz Adamski
    • Bogdan Bachmura
    • Mariusz Korejwo
    • Adam Kowalczyk
    • Ks. Jan Rosłan
    • Adam Jerzy Socha
    • Izabela Stackiewicz
    • Bożena Ulewicz
    • Mariusz Korejwo
    • Zbigniew Lis
    • Marian Zdankowski
    • Marek Lewandowski
  • miesięcznik Debata
  • Baza Autorów
  • Kontakt
  • Jesteś tutaj:  
  • Start
  • Blogi
  • Adam Kowalczyk

Adam Kowalczyk

Sowietyzacja czy polonizacja?

Szczegóły
Opublikowano: wtorek, 09 sierpień 2016 19:02
Adam Kowalczyk

Dr Waldemar Brenda w swoim artykule „Polska 1944/1945: wyzwolenie czy nowa okupacja?” zamieścił cały akapit odnoszący się do sowietyzacji armii. Jest to wprawdzie zgodne z obowiązującą obecnie „właściwą” wersją historii ale nie wydaje mi się oddawać wiernie obraz sytuacji. Osobiście raczej bym użył określenia „polonizacja sowietów”.
Dr Brenda pisze „Jednym z elementów sowietyzacji była obecność oficerów sowieckich w „ludowym” Wojsku Polskim i Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Wiosną 1945 roku „popi” (pełniący obowiązki Polaków) stanowili prawie 53% wszystkich oficerów w armii. W latach 1945-1948 do „ludowego” Wojska Polskiego skierowano 16 460 oficerów z Armii Czerwonej. W grudniu 19455 r. na 63 polskich generałów było 54 „ruskich” (86%), a na 309 pułkowników aż 228 (74%) stanowili Sowieci. Łącznie stanowili oni ok. 40% polskiej (polskiej?) kadry oficerskiej.” Dalej jest o marszałku Konstantym Rokossowskim i „Nadszedł wreszcie moment wprowadzenia do przysięgi wojskowej formuły o „sojuszu z ZSRR”! Wreszcie w 1956 r. sowietnicy i popi wrócili „do siebie”, ale podległość polskiego wojska utrzymano w ramach Układu Warszawskiego.”
No cóż, cenię sobie Autora jako historyka i z tego samego powodu muszę Mu wytknąć manipulację, która historykowi nie przystoi. Prawdą jest, że „sowietnicy” wrócili do ZSRR w 1956 roku ale skąd ta kolejność – przysięga sojuszu z ZSRR i potem wyjazd? Wyjechali w 1956 a przysięgę wojskową zmieniono za Gierka w latach siedemdziesiątych. To tak na marginesie.
Ale wróćmy do naszej sowietyzacji.
Powołam się na łacińską maksymę „Amicus Plato, sed magis amica veritas” czyli "Drogi mi Platon, ale jeszcze droższa prawda". Aby do niej się zastosować trzeba na sprawę patrzeć w szerszym kontekście. Perspektywa ipeenowska sprzyja raczej uprawianiu propagandy niż dochodzeniu prawdy obiektywnej. Oczywiście jeżeli przyjmiemy śmiałe założenie, że taką możemy poznać.
Skąd oficerowie radzieccy w Wojsku Polskim?
Stalin stanął wobec problemu polskiego, który jakoś musiał rozwiązać. Rozmowy z Rządem RP na emigracji nie dawały rezultatu z tego choćby powodu, że londyńscy politycy nie przyjmowali do wiadomości realnego układu sił. Zachowywali się tak jakby stosunek sił pomiędzy Polską a ZSRR był dokładnie odwrotny niż był. Wobec braku perspektyw porozumienia Stalin przystąpił do tworzenia konkurencyjnego Wojska Polskiego jako środka do nacisku na rząd londyński i jednocześnie jako zagospodarowanie żywiołu polskiego w ZSRR. Nie wymyślił niczego nowego. Przedtem zrobił to Napoleon, po nim car Aleksander I, w czasie I wojny światowej Austriacy, Niemcy, Rosjanie i Francuzi a w czasie II WŚ Francuzi i Anglicy. Stanął przed tym samym problemem co jego poprzednicy – brakiem wykwalifikowanych kadr. Takich kadr brakowało i to bynajmniej nie z powodu Katynia jak zwykło się twierdzić. W Katyniu wśród zabitych było ok. 8 tys. oficerów zdolnych do służby liniowej i byli to praktycznie wyłącznie oficerowie piechoty oraz częściowo kawalerii. Oficerowie broni technicznych praktycznie w całości wylądowali na Zachodzie. Zresztą, w 1939 roku mieliśmy np. 16 (szesnastu) oficerów wyszkolonych na tyle żeby mogli dowodzić kompanią czołgów.
A co na Zachodzie?
Nie było przypadkiem, że gen. Maczek, który przecież uratował z Polski i Francji gros swojej kadry oficerskiej, 1 Dywizję Pancerną tworzył i szkolił w Szkocji począwszy od 25 listopada 1942 roku do sierpnia 1944. Nie walczyli tylko dwa lata szkolili się przy wydatnej pomocy Anglików. Stalin tego czasu nie miał. Jeżeli miał przelicytować aliantów i rząd emigracyjny musiał dać to czego na Zachodzie nie było. Armię polską jako wielką formacje nierozparcelowaną pomiędzy jednostki brytyjskie. W dodatku musiał zrobić to już a nie za dwa czy trzy lata. Zrobił więc to co Francuzi tworząc „Błękitną Armię” gen. Hallera w 1918 roku. Użył polskich rekrutów i swojej kadry oficerskiej. W polskim lotnictwie, które przyleciało z Francji wraz z armią Hallera nazwy jednostek i komenda były francuskie. Jednym z „pop-ów” w naszej ówczesnej armii, że posłużę się tym określeniem, był nie kto inny jak późniejszy sławny generał Charles de Gaulle. Przybył do Polski jako kapitan w 5 pułku strzelców polskich.
A pierwszym dowódcą sławnego dywizjonu 303 był S/Ldr Ronald Gustave Kellet, Anglik jako żywo.

Nie było wyboru
Powiedzmy sobie szczerze - co miał zrobić zesłaniec czy uczestnik wywózki w głąb ZSRR, jeżeli pojawiła się przed nim jedyna szansa wyrwania się z "nieludzkiej ziemi" ? Kto dziś wie, co sobie prywatnie on myślał o tym "raju" obiecywanym przez komunistów, ludzi, którzy stworzyli mu piekło na Ziemi?
Tak więc Stalin użył polskich rekrutów i dostępnych polskich oficerów uzupełniając ich oficerami radzieckimi. W lipcu 1943, na ogólną liczbę 684 oficerów 1 Dywizji Piechoty im Tadeusza Kościuszki, aż 448 było oficerami radzieckimi. Z tej przyczyny, wielu radzieckim oficerom rozkazami personalnymi przypominano ich polskie korzenie, ubierano w polskie mundury i zaganiano do nauki języka polskiego. Przenoszono przede wszystkim Polaków, potem mających polskie pochodzenie np. potomków zesłańców z XVIII i XIX wieku i Rosjan mających polskie nazwiska. Efekty tego były ciekawe. Ci ludzie polonizowali się. Część z nich odchodząc z WP w 1956 roku pozostała w Polsce. Nie była to taka prosta sprawa. Trzeba było zrezygnować z obywatelstwa radzieckiego i wystąpić o polskie. Nikt wtedy nie wiedział jak taka deklaracja może się skończyć dla takiego delikwenta.
Tworzenie całej armii wymagało stworzenia wojsk technicznych jak np. lotnictwo i broń pancerna. I tu było kiepsko. Bo gros z nich (np. taki 3 pułk lotnictwa szturmowego albo 16 Brygada Pancerna) to były rosyjskojęzyczne jednostki Wojska Polskiego czyli jednostki radzieckie w pełnym bojowym składzie, żywcem przeniesione do WP. Dopiero po tym przeniesieniu, w miarę szkolenia żołnierzy, podoficerów a później oficerów stopniowo zastępowano Rosjan Polakami. Takim, powszechnie zresztą lubianym i szanowanym oficerem był w broni pancernej pułkownik, później gen. bryg. Jan (Iwan) Mierzycan, pierwowzór postaci sympatycznego grubaska z serialu „Czterej pancerni i pies”.

Mierzycan
Formacja ta podlegała radzieckiemu kierownictwu, i realizowała radzieckie cele polityczne. Fakt. A czyje było kierownictwo i czyje cele realizowano na Zachodzie? A i w NATO dzisiaj Polska też raczej kierowniczej roli nie odgrywa.
Szkolenie Polaków
Ilość oficerów radzieckich szybko spadała w miarę szkolenia Polaków. Pierwsza fala Rosjan opuściła Polskę w latach 1946-1947 w ramach powojennej demobilizacji wojska..
Dopiero zmiana sytuacji międzynarodowej związana z wybuchem wojny koreańskiej wymusiła podniesienie stanów liczebnych WP i wtedy ponownie dał się we znaki brak kadr. O ile w czasie wojny na wschodzi mieliśmy trochę ponad 300 tys. żołnierzy to w latach pięćdziesiątych podniesiono liczebność wojska na stopie pokojowej do ponad pół miliona. Wtedy ponownie sięgnięto po oficerów z ZSRR. Nie chodziło tu wcale o sowietyzację armii lecz o jej liczebność. Oczywiście szkolenie ideologiczne prowadzono cały czas podobnie zresztą jak i dzisiaj ale w praktyce z każdym dniem Wojsko polskie coraz bardziej różniło się od swojego radzieckiego sojusznika i protektora.
Przysięga wojskowa
Wojsko Polskie w ZSRR składało polską przysięgę wojskową. Tego komfortu odmówili Polakom Anglicy. Wg wojskowej umowy polsko-brytyjskiej (wg której PSZ operacyjnie podlegały Anglikom) oraz umowy lotniczej z czerwca 1940 polscy lotnicy składali dwie przysięgi, jedną na wierność królowi Jerzemu VI a drugą polską, musieli wstąpić do ochotniczej rezerwy RAF, flaga RAF wisiała powyżej polskiej i dowodzili oficerowie brytyjscy. W czasie obowiązywania tej pierwszej umowy rozpoczęto formowanie czterech polskich dywizjonów (300 - 303). Dopiero skandal związany z przypadkami odmowy złożenia przysięgi brytyjskiej doprowadził do podpisania nowej z 5 sierpnia, wg której nie było już dwóch przysiąg, wstępowania do ochotniczej rezerwy RAF a flagi były „równorzędne".
Jakoś nie przypominam sobie żeby ktokolwiek pisał o polskojęzycznych dywizjonach RAF ani o anglicyzacji Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.
Zresztą dziwi mnie jak mało osób pamięta, że wrogiem wtedy była III Rzesza, a nie ZSRR. Wtedy ludzie o tym doskonale wiedzieli, teraz trochę pamięć wyblakła. Nie ulega wątpliwości, że (l)WP nie było kryształowe, ale osobiście uważam, że potępianie go w czambuł to obecnie zbyt niebezpieczny mit. Może to zresztą działać i w drugą stronę. Jeśli uznamy rząd w Londynie za nielegalny to wojska polskie na Zachodzie okażą się być "polskojęzycznymi dywizjami angielskimi". A są ku temu podstawy. Rząd ten został nam narzucony wpierw przez Francuzów a potem Anglików, opłacany był z budżetu Zjednoczonego Królestwa a w końcu cofnięto mu uznanie, wstrzymano wypłaty i wyrzucono z hotelu Rubens, w którym urzędował.
Rokossowski
Jak wielu innych Polaków wstąpił do armii carskiej. Jego lewicowe poglądy spowodowały, że służył też w Armii Czerwonej. W 1937 roku został oskarżony o współpracę z wywiadem polskim i japońskim. Ponadto jego brat, z którym służył w armii rosyjskiej, wrócił do Polski i został oficerem Służby Śledczej Policji Państwowej. Rokossowskiego torturowano strasznie. Połamano mu żebra i wybito zęby. Po wyjściu, do końca życia trzymał przy sobie pistolet, nawet podczas snu, mówiąc, że drugi raz żywcem już go nie wezmą. Współwięźniowie relacjonowali, że Konstanty tłumaczył im, by niczego nie podpisywali i nikogo swoimi zeznaniami nie obciążali. W 1940 roku Stalin szykował się już do wojny i potrzebni mu byli fachowi dowódcy. Upomniał się wtedy o niego marszałek Timoszenko. W czasie wojny okazał się być najlepszym z dowódców radzieckich. Natomiast po wojnie w Polsce w 1949 roku został Ministrem Obrony Narodowej. Często się mu zarzuca, że czas jego rządów to był mroczny okres terroru i sowietyzacji armii. Jednak sprawa nie jest tak jednoznaczna. W tym czasie Informacja Wojskowa formalnie mu podległa, faktycznie służyła też do kontrolowania jego samego i działała niezależnie od niego.
Warto pamiętać, że to marszałek Rokossowski wydał rozkaz, że przed aresztowaniem każdego oficera trzeba uzyskać zgodę jego przełożonego. Skutecznie interweniował w obronie wielu osób. Raczej należy uznać, że gdyby nie marszałek Rokossowski to terror w wojsku byłby znacznie większy. Jednocześnie przez cały ten okres stopniowo wymieniał oficerów radzieckich na Polaków.
Ze wspomnień ówczesnych oficerów i inżynierów wynika, że Rokossowski, podobnie jak wielu innych „pop-ów”, lepiej rozumiał Polaków i interes Polski niż kompletnie skundleni ludzie znikąd, którzy sprawowali władzę cywilną w Polsce za czasów Bieruta.
Rokossowski był Polakiem i był też sowieckim oficerem, chyba najlepszym radzieckim dowódcą, który dla dobra wojska postawił się Stalinowi. Jasne, że nie mieścił się w naszej dzisiejszej definicji Polaka, a gdyby się mieścił to znaczyłoby, że Polska uległa sowietyzacji. Ale Polakiem był i nie widzę powodu do odmawiania mu polskości.
Podsumowując uważam, że niezależnie od różnie odczytywanych i przedstawianych intencji twórców i dowódców ludowego Wojska Polskiego, przez cały okres jego istnienia następował proces polonizacji a nie „sowietyzacji”.
Adam Kowalczyk

Czytaj więcej: Sowietyzacja czy polonizacja?

Komentarz (65)

Handel dymem

Szczegóły
Opublikowano: niedziela, 03 lipiec 2016 20:54
Adam Kowalczyk

W sieci http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/plan-morawieckiego-oto-piec-glownych-filarow,29,0,2020125.html znalazłem drobne streszczenie założeń planu Morawieckiego
Myślę, że warto zacytować obszerne fragmenty.
„Plan Morawieckiego. Oto pięć głównych filarów
Reindustrializacja, rozwój innowacyjnych firm, kapitał dla rozwoju, ekspansja zagraniczna oraz rozwój społeczny i terytorialny - to pięć filarów rozwoju gospodarczego Polski zawartych w planie Morawieckiego. Na inwestycje ma zostać wygospodarowany nawet bilion złotych - dowiedziała się nieoficjalnie PAP ze źródeł zbliżonych do rządu.
[...]
Skąd pieniądze?
Według szacunków z planu prawie połowa środków, bo 480 mld zł wraz z wkładem własnym, będzie pochodzić z funduszy unijnych.
Na 75-150 mld zł oceniono potencjał inwestycyjny spółek Skarbu Państwa, a do 230 mld zł potencjał inwestycyjny polskich firm w postaci środków na lokatach do częściowego wykorzystania przez przedsiębiorców.
Z kolei potencjał inwestycyjny Polskiego Funduszu Rozwoju oszacowano na 75-120 mld zł, a programów rozwojowych BGK, (m.in. Krajowego Funduszu Kapitałowego, Polskiego Funduszu Funduszy Wzrostu, Funduszu Ekspansji Zagranicznej) na 65 do 100 mld zł.
W sektorze bankowym w związku z nadpłynnością banków drzemie - według planu - 90 mld zł.
Ponadto od 50 do 80 mld zł powinny dać programy realizowane wraz z instytucjami międzynarodowymi: Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju, Europejskim Bankiem Inwestycyjnym, Europejskim Funduszem Inwestycji Strategicznych, Bankiem Światowym oraz Azjatyckim Bankiem Inwestycji Infrastrukturalnych.”
***
Z planu wynika, że Unia da Polsce 480 mld PLN czyli €109 mld. To interesujące. Byłoby fajnie gdyby nie to, że właśnie w Unii ruszył plan Junckera, który dla całej UE przewiduje €315 mld w okresie 3 lat. Polska zadeklarowała €8 mld. Skąd będzie pozostałe €101 mld? Pozostaje jeszcze Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych ale jakoś trudno mi uwierzyć w to, że grające tam pierwsze skrzypce Chiny wspierane przez Rosję zamierzają na taką skalę finansować będącą członkiem konkurencyjnej UE Polskę.
Coś mi tu brzydko pachnie. Wygląda na to, że pan Morawiecki to kolejny handlarz dymem.
Adam Kowalczyk

Czytaj więcej: Handel dymem

Komentarz (28)

Dobra decyzja czy ostatnie frajerstwo?

Szczegóły
Opublikowano: czwartek, 23 czerwiec 2016 22:02
Adam Kowalczyk

Przeczytałem artykuł Łukasza Adamskiego i ciągle przecieram oczy ze zdumienia. Tak pokrętnej próby uzasadniania szkodliwej polityki nie spodziewałem się spotkać akurat u tego Autora. Co ciekawe Autor wydaje się zdawać sobie sprawę z zagrożeń. Pisze „Istnieje obawa, że tuż przed szczytem NATO w Warszawie i ŚDM terroryści będą chcieli symbolicznie się zemścić za decyzję prezydenta RP.” Obawa? Gdybym to ja był przywódcą terrorystów to zrobiłbym wszystko żeby uderzyć teraz. Nie tylko ze względu na ŚDM ale i po to żeby na samym wstępie wyeliminować nowego, w dodatku słabego, przeciwnika. Tak dla odstraszenia innych, żeby pokazać automatyczny skutek decyzji o udziale w koalicji. Autor pisze „Decyzja władz RP jest odważna i pokazuje gotowość do obrony naszego kraju przez barbarzyńcami, pragnącymi zniszczyć nie tylko zdegenerowaną laicką cywilizację Europy, ale również chrześcijańskie fundamenty Europy.” Ta decyzja nie jest odważna tylko nieodpowiedzialna. My nie walczymy lecz wystawiamy się pod nóż. Zgłosiliśmy się na ochotnika jako ofiara, podaliśmy swój adres żeby wiadomo było kogo zaatakować. 150 żołnierzy + 4 samoloty to nie jest siła do walki. Jak się bić na tak aby wygrać, zaangażować siły i środki i pokonać przeciwnika. A my co robimy? Jeszcze muszę w TV słuchać kretyńskich zapewnień rzecznika MON Szatkowskiego, że „Bezpieczeństwo żołnierzy będzie zapewnione w najwyższym stopniu. To są takie miejsca, żeby nic im nie groziło”. Tu nie chodzi o bezpieczeństwo naszych żołnierzy, tu chodzi o bezpieczeństwo naszych kobiet i dzieci. O bezpieczeństwo Polaków w Polsce a nie na antypodach. Ta misja, jak poprzednie, finansowana będzie przez Polskę. Stany Zjednoczone wymyślające te wszystkie wojny ładują chore pieniądze w obronę Izraela, płacą pospołu z Europą Turcji za to żeby mało przeszkadzała a Polacy płacą sami. Kontynuowane z uporem maniaka, a może tylko posłuszeństwem wiernego sługi, misje w Iraku a potem w Afganistanie, wstrzymały modernizację naszej armii. Pieniądze pierwotnie przeznaczone na wymianę sprzętu i szkolenie żołnierzy utopiono w piaskach Mezopotamii i górach Afganistanu. Armia dalej jest wyposażona w sprzęt radziecki sprzed ponad ćwierćwiecza i polski z tego samego okresu. Zużywamy ten sprzęt. Mało kto wie, że w Afganistanie trzymaliśmy wszystkie zmodernizowane śmigłowce szturmowe, w Polsce były tylko te w remontach. Kolejnym mitem okazało się zdobywanie doświadczenia bojowego przez wojsko. Zabrakło pieniędzy i odwagi politycznej do wysłania całych jednostek. Wybiera się ochotników „misjonarzy” i z nich kleci doraźne grupy wysyłane na misję. Rotacja stałą się fikcją. Na kolejne misje jeżdżą stale ci sami ludzie. Niektórzy byli na 7-8 misjach. Reszta wojska nawet ich nie spotkała i ich doświadczenia nie mają wpływu na stan wojska. Efektem jest osłabianie naszych sił zbrojnych zamiast ich wzmocnienie. To obniża a nie podnosi poziom naszego bezpieczeństwa.
Autor pisze dalej: „Polska w przeddzień szczytu NATO pokazuje, że jest przewidywalnym i wiernym sojusznikiem NATO i USA, które możliwe, że będą musiały coraz mocniej angażować się w naszym kraju przy ekspansji putinowskiej Rosji.” Jak widać, nie zabrakło też straszenia Putinem. Jak wszyscy wiemy, putinowska Rosja zamierza nas zaatakować, jest strasznym zagrożeniem dla nas, NATO i USA. Stany Zjednoczone rzeczywiście mają czego się bać. Ich budżet wojskowy jest zaledwie 11 razy większy niż budżet Rosji. Amerykanie wydają ponad 663 mld $ podczas gdy Rosjanie 61. Chiny wydają 98,8, Wielka Brytania też więcej bo 69,3 a Francja 67,3 mld %. Ale pomimo tego Putin zwariował, dla niepoznaki kazał zmniejszyć wydatki wojskowe w 2016 roku o 5% i zamierza uderzyć na NATO pomimo że nawet taki Pakistan ma więcej czołgów niż Rosja. Na litość boską, przecież to się nie trzyma kupy. No chyba, że to nie Rosja ma być agresorem. Wtedy przepraszam, wszystko się zgadza.
I dalej „Niewielki, aczkolwiek przez obecność komandosów istotny, kontyngent będzie brał w misjach szkoleniowych więc nie ryzykujemy przy tym życiem żołnierzy. Politycznie zyskujemy zaś bardzo dużo.” Tak, zyskujemy. Już dawno udowodniliśmy, że na życzenie rządu USA zrobimy wszystko i jeszcze sami to sfinansujemy. A politycznie to zyskaliśmy opinię ostatnich frajerów. Bo Stany Zjednoczone wyślą żołnierzy do Polski by w razie czego w naszej obronię rozpocząć wojnę z mocarstwem nuklearnym. Zaryzykują zniszczenie miast amerykańskich i śmierć milionów Amerykanów. Tylko nie zniosą nam wiz. Co to to nie.
Adam Kowalczyk

Czytaj więcej: Dobra decyzja czy ostatnie frajerstwo?

Komentarz (56)

Haniebne słowa

Szczegóły
Opublikowano: niedziela, 19 czerwiec 2016 19:46
Adam Kowalczyk

Początkowo nie chciałem o tym pisać. Miałem nadzieję, że opadną moje emocje. Jednak upłynęło już trzy miesiące do zwykłego zdenerwowania doszła jeszcze gorycz wywołana ciągnącą się niesprawiedliwością. Krzywdą, która spotkała żołnierzy przelewających krew za Polskę. Krzywdą, którą odczuwam jako własną bo ja też nosiłem ten mundur. Służyłem w LWP i nigdy nie miałem wrażenia, że to wojsko nie było polskie. Nigdy nie zapomnę dnia, w którym dostałem szablą po ramieniu i przypięto mi oficerskie gwiazdki. To zawsze będzie dla mnie powodem do dumy.
Powodem mojego oburzenia jest haniebny wywiad jakiego udzielił nowy dyrektor Centralnego Archiwum Wojskowego Sławomir Cenckiewicz, o słowa, które znalazły się w marcowym wydaniu miesięcznika Polska Zbrojna. Powiedział on między innymi:


„wojsko, chciałem powiedzieć polskie, ale powinienem jednak powiedzieć ludowe Wojsko Polskie, które powołał Stalin w maju 1943 roku. Trudno mi uznać tę formację za część historii naszego oręża.”

*

„(…) Pogodzenie dwóch tradycji – LWP i Wojska Polskiego jest niemożliwe (…)”

*

„Nie chciałbym, żeby […] siedziba naszego archiwum mieściła się przy ulicy Czerwonych Beretów! Bo wiem, kim był ich współtwórca i patron gen. Rozłubirski! Polska ma jedną tradycję komandosów – to cichociemni i żołnierze gen. Sosabowskiego! Im należy się nasza pamięć!”

10 marca br. w akcie protestu przeciwko niesprawiedliwemu postrzeganiu Ludowego Wojska Polskiego odszedł z Rady Programowej Wojskowego Instytutu Wydawniczego Marcin Ogdowski jej wiceprzewodniczący, korespondent wojenny z Iraku i Afganistanu.

Marcin Ogdowski powiedział:
„Tych kilka słów obraża pamięć dziesiątków tysięcy żołnierzy WP, którzy oddali życie w walkach z Niemcami na Wschodzie. Odbiera sens służby milionom mężczyzn, poborowych i zawodowców, którzy założyli mundur po 1945 roku.”


Jak łatwo jest wypowiedzieć słowa podważające zasługi całych pokoleń ludzi, którzy służyli Polsce. Ludzi, którzy za Polskę oddali życie.
Pan Cenckiewicz odmawia im prawa do honoru bo służyli Polsce niesuwerennej i przeciwstawia im tych, którzy służyli Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. To nieuczciwe. Wszystko dlatego, że żołnierze LWP służyli Polsce podległej dyktatorowi, który traktował Polaków jak mięso armatnie.
Pan Cenckiewicz jako historyk słyszał, przynajmniej mam taką nadzieję, że był w historii Polski taki czas, kiedy potencjał ludnościowy i gospodarczy był bezlitośnie eksploatowany przez dyktatora w zamian za ułudę. Ten okres, jak i sam dyktator, są wspominani w hymnie państwowym! Powstaje, zatem pytanie: Czy ich walkę o dobro Polski również należy potępić, ze względu na to, że bardziej niż interesom Polski służyli Francji i Napoleonowi?
Pan Cenckiewicz wspomniał żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. A przecież ich krew wykorzystali Alianci – w Anglii w 1940, w Tobruku, pod Monte Cassino i w Europie Zachodniej – a w końcu kazali zapłacić sobie za zużytą amunicję. Nas nawet na defiladę zwycięstwa nie zaprosili choć wzięli w niej udział żołnierze nieistniejącego jeszcze państwa Izrael. Czy to było wyłącznie w Polskim interesie?

Kim Pan jest Panie Cenckiewicz, że obraża Pan honor polskiego munduru?
Żołnierze tych „niepolskich” Czerwonych Beretów, 6 Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej, to elita i duma naszej armii. Od lat służą tak w misjach pokojowych ONZ jak i walczą na kolejnych wojnach, na które wysyła je obecna, ta niekomunistyczna, Polska. Byli w Bośni, w Kosowie a potem przyszło im walczyć i umierać w Iraku i Afganistanie.
Tak na marginesie – skoro taki z Pana znawca tradycji polskiego oręża to powinien Pan wiedzieć jaka jest różnica pomiędzy spadochroniarzami a komandosami.

Kim Pan jest Panie Cenckiewicz, że uwłacza Pan pamięci polskiego żołnierza i patrioty generała Edwina Rozłubirskiego?
Tu jednak nie będę sam pisał tylko oddam głos towarzyszowi broni generała Rozłubirskiego, generałowi dywizji Janowi Kemparze.


[Cenckiewicz] „Ironicznym stwierdzeniem, że niby wiemy kim był współtwórca i patron czerwonych beretów [...] daje do zrozumienia, że chodzi o kogoś z niepewną i mało chlubną przeszłością. Ale czy na pewno wie on o tym, że gen. Rozłubirski walczył w Powstaniu Warszawskim, za co został odznaczony przez dowódcę AK, gen. Komorowskiego – Bora Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari? Walczył wprawdzie w szeregach Armii Ludowej, ale dla ówczesnego dowództwa AK nie miało to znaczenia. Dla Pana Profesora widocznie ma to jednak znaczenie.
Nadany przez AK order wkrótce odbił się naszemu generałowi czkawką. Oskarżony nadto o udział w spisku przeciwko przełożonym, po przesłuchaniach przez Informację Wojskową musiał opuścić szeregi wojska. Powrócił po odwilży, w 1956 roku. W jaki sposób ta część wojennej i tuż powojennej części życiorysu może dyskryminować naszego generała?
Z bardziej współczesnej działalności, w pamięci spadochroniarzy nasz generał pozostaje jako twórca legendarnej 6 Pomorskiej Dywizji Powietrzno – Desantowej. Stworzył nowoczesny jak na owe czasy i wspaniale wyszkolony związek taktyczny. Zbudował to, co do dziś jest tradycją i godnością czerwonych beretów. Miał też wielkie przywiązanie do tradycji wojsk spadochronowych jako takich. Aktywnie przyczynił się do doprowadzenia i zapewnienia godnej oprawy uroczystości odsłonięciu w 1965 roku, w Warszawie, Pomnika Polskich Spadochroniarzy i Cichociemnych. A także, w dwa lata później, zadbał o uroczystą formę pogrzebu generała Stanisława Sosabowskiego na warszawskich Powązkach.
W 1968 roku, po tym jak odmówił udziału 6 PDPD w tłumieniu manifestacji, do czego dołożono mu jeszcze planowanie zamachu stanu, został zdjęty z dowodzenia dywizją i na trzy lata „zamrożony” w Inspektoracie Szkolenia MON. Następnie usunięto generała z wojska. Czy z kolei ta część życiorysu gen. Rozłubirskiego jest również dyskryminująca?
Przez kolejne dziesięciolecie nazwisko Rozłubirski było objęte cenzurą. Żył w bardzo trudnych warunkach. Wierni swemu dowódcy pozostali jedynie spadochroniarze, którzy wspierali, nieformalnie oczywiście, swojego dowódcę w najcięższych dla Niego latach.
Gen. Rozłubirski był, dla nas spadochroniarzy jest i będzie ikoną oraz autorytetem godnym naszej pamięci i wzorem do naśladowania. Nie tylko dlatego, że był twórcą czerwonych beretów. Ale też dlatego, że był żołnierzem o chlubnej historii z okresu Powstania Warszawskiego, wykazał cechy charakteru i umiejętności godne żołnierza spadochroniarza, oraz stworzył etos żołnierza wojsk spadochronowych, który przetrwał do dzisiaj. Cenimy Go też za to, że potrafił w trudnym politycznym okresie uhonorować pamięć spadochroniarzy z brygady gen. Sosabowskiego.
Na legendzie generała Rozłubirskiego wychowało się wiele pokoleń doskonałych żołnierzy i wspaniałych dowódców. Wspomnę chociażby generałów Bronisława Kwiatkowskiego, Tadeusza Buka i Włodzimierza Potasińskiego, którzy zginęli pod Smoleńskiem, a którzy również byli żołnierze słynnej 6 Brygady z Krakowa. To również dla nich, krytykowany na łamach Polski Zbrojnej generał Rozłubirski był drogowskazem w działaniu. Wychowani na takim wzorcu mieli potem duży wkład w osiągnięcia 6 BPD, w tworzenie 25 Brygady Kawalerii Powietrznej oraz Wojsk Specjalnych w nowych strukturach. Czy zgodnie ze słowami Pana Profesora Oni również należą do tych, którzy nie są godni pamięci?
Gen. dyw. (w. st. spocz.) Jan Kempara”

I tym cytatem zakończę bo co tu więcej dodawać.

Adam Kowalczyk

Czytaj więcej: Haniebne słowa

Komentarz (156)

(Nie)pierwsza konstytucja

Szczegóły
Opublikowano: wtorek, 03 maj 2016 18:00
Adam Kowalczyk

Uroczyście obchodzimy kolejną rocznicę uchwalenia Ustawy Rządowej 3 Maja jako pierwszą konstytucji w Europie a drugiej na świecie. Ale jak to z symbolami bywa – są ważne, funkcjonują w świadomości narodu i spełniają istotną rolę symbolu wokół którego gromadzą się Polacy. Tyle, że symbole nader często mają mało wspólnego z rzeczywistością, więcej z mitami. Bo czy rzeczywiście Konstytucja 3 Maja była pierwszą polską konstytucją? Nie sugerujmy się nazwą bo ona sama nie nazywała się konstytucją lecz ustawą.
Jeśli właśnie 3 Maja, to dlaczego pomijamy Konstytucję nihil novi z 1505 r., artykuły henrykowskie z 1573 r. i Prawa kardynalne z 1768 r.?
W dodatku ustawa zasadnicza z dnia 3 maja nie była ani pierwszą w Europie, ani drugą na świecie, a piątą z kolei. Przed nią konstytucje otrzymały San Marino (1600), Korsyka (1755), Szwecja (1772). Szwedzka była w tym podobna do polskiej, że tak jak Konstytucja 3 Maja została narzucona drogą zamachu stan ignorując głos większości.
Trzeba przyznać, że pierwszą ustawą zasadniczą opartą o trójpodział władzy była konstytucja 3 maja. Konstytucjami nazywano wszelkie uchwały Sejmu polskiego przez cały okres istnienia Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jednak moim skromnym zdaniem za pierwszą polską ustawę zasadniczą regulującą podstawy ustrojowe państwa uznać należy uchwaloną przez „sejm walny wszystkich państw naszych” zwołany przez króla Aleksandra do Radomia w Roku Pańskim 1505 konstytucję Nihil novi. (Nihil Novi sine communi consensu, łac. „nic nowego bez zgody ogółu”). Oryginał zapisano po łacinie ale w przekładzie polskim początek brzmi następująco:
„Ponieważ prawa ogólne i ustawy publiczne dotyczą nie pojedynczego człowieka ale ogółu narodu, przeto na tym walnym sejmie radomskim wraz ze wszystkimi królestwa naszego prałatami, radami i posłami ziemskimi za słuszne i sprawiedliwe uznaliśmy, jakoż postanowiliśmy, iż odtąd na potomne czasy nic nowego (nihil novi) stanowionym być nie ma przez nas i naszych następców bez wspólnego zezwolenia senatorów i posłów ziemskich, coby było z ujmą i ku uciążeniu rzeczypospolitej oraz ze szkodą czyjąśkolwiek tudzież zmierzało ku zmianie prawa ogólnego i wolności publicznej”.
Uchwalona w dniu 30 maja 1505 r. konstytucja Nihil novi stanowiła akt formalnie kończący historyczny proces formowania dwuizbowego sejmu walnego Korony Polskiej. Od tej pory w systemie ustrojowym dawnej Polski miejsce naczelne zajął dwuizbowy sejm walny (generalny), jako władza prawodawcza, podczas gdy wcześniej konkurował on z sejmikami ziemskimi i prowincjonalnymi. Konstytucja ta była istotnym przełomem w dziejach ustrojowych dawnej Polski. Państwo z monarchii arystokratycznej, jakim było w czasach pierwszych Jagiellonów, przekształciło się w nowożytną monarchię parlamentarną. Był to zarazem akt podziału władzy. Stanowienie praw powszechnych przestało być wyłączną domeną monarchy, ale z mocy prawa miało pozostawać w domeną współdziałania władcy z reprezentacją narodu politycznego.
Konstytucja Nihil novi stanowiła podstawę ustroju Polski, Litwy i Prus Królewskich przez 68 lat do roku 1573 kiedy to po śmierci Zygmunta II Augusta sejm elekcyjny spisał artykuły henrykowskie (henrycjańskie) (łac. Articuli Henriciani), które były prawami niezmiennymi, okreslającymi zasady ustrojowe, których przestrzegać musiał każdy król Polski. Pierwszym monarchą, który musiał podpisać te artykuły był Henryk Walezy. Od jego imienia pochodzi nazwa tego aktu.
Dlaczego artykuły henrykowskie nie są nazywane konstytucją? Bo ówcześnie nie funkcjonowało pojęcie takiego aktu prawnego. Nasi przodkowie nie potrzebowali regulacji wszystkich możliwych kwestii, bo byli przyzwyczajeni do swobody, lepiej lub gorzej pojmowanej, ale która była dosyć szeroka na tle ówczesnej Europy. Artykuły nie miały spełniać dzisiejszych, ale ówczesne kryteria. I w tym sensie można je rozumieć jako konstytucję.
Artykuły henrycjańskie zdecydowanie były najtrwalszą ustawą konstytucyjną w naszych dziejach Stanowiły podstawę ustroju od roku 1573 aż do modyfikacji przez Prawa kardynalne w 1768 z przerwą na czas 3 maja 1791 do 23 listopada 1793 i ostatecznie zostały uchylone wraz z likwidacją Rzeczpospolitej 24 października 1795 roku.
Ze względu na istnienie króla nie mamy dzisiaj świadomości, że od czasu wprowadzenia artykułów henrycjańskich Rzeczpospolita stałą się republiką (stąd nazwa) z królem będącym raczej dożywotnim prezydentem niż monarchą.
Sejm obradujący w latach 1767-68 uchwalił Prawa kardynalne obejmujące podstawowe zasady ustroju państwa. W tym następujące prawa kardynalne i sprawy zaliczające się do materiae status, a więc możliwe do uchwalenia bądź zmiany jedynie przy jednogłośnym orzeczeniu sejmu: Były to zasada wolnej elekcji, ograniczenie Liberum veto do materii status, dotychczasowe zrywanie sejmów zostało zniesione, zasada Neminem Captivabimus – nietykalności osobistej szlachty, prawo do wypowiadania posłuszeństwa królowi, wyłączne prawo dla szlachty do piastowania urzędów i posiadania ziemi, ograniczono władza dziedziców nad chłopami- odebrano możliwość karania śmiercią zarezerwowanej odtąd dla sądu. Ważną zmianą było to, że za zabójstwo chłopa dokonane „złośliwie i nieprzypadkowo” szlachcic nie grzywną lecz „utratą własnej głowy swojej karany w sądzie przyzwoitym być powinien”
Prawa kardynalne zostały uchylone wraz z artykułami henrycjańskimi 3 maja 1791 i przywrócone na chwilę przez sejm grodzieński.
Dopiero po tych ustawach zasadniczych przyszła kolej na Konstytucję 3 Maja> Była to najkrócej funkcjonująca konstytucja w naszych dziejach bo obowiązywała od 3 maja 1791 do 23 listopada 1793.
Konstytucja 3 Maja dokonała wielu zasadniczych zmian w ustroju Rzeczypospolitej, ale nie była dziełem doskonałym, bo takim w tych okolicznościach politycznych nie mogła być. Nie zmieniła faktycznego położenia chłopów (zdecydowanej większości ówczesnego społeczeństwa polskiego), nadal utrzymywała zdecydowaną przewagę polityczną i gospodarczą szlachty, a większość mieszczan również nie otrzymała jakichkolwiek praw (oczywiście z wyjątkiem miast królewskich, a i te dla nich wcale nie były tak szerokie, w porównaniu do szlachty). Należy jednak pamiętać, że Konstytucja 3 maja miała być pierwszym, znaczącym etapem w reformowaniu państwa. Dla wielu okazała się zbyt daleko idąca... Nawet te zmiany, które wprowadzała, musiały być dokonywane w drodze zamachu stanu, pod lufami karabinów. A kwestia stanu mieszczańskiego w Polsce... cóż, był po prostu za słaby, aby opierać na nim cokolwiek.
Szlachta stanowiła ok. 8-10% społeczeństwa, mieszczaństwo - 17-20%. Szlachty posesjonatów - a więc tych, którym przysługiwały prawa konstytucyjne było ok. polowy z całości, mieszczaństwa z miast królewskich (objętych ustawa) około 1/4 z ogólnej liczby mieszczan. Ustawa 3 majowa dotyczyła wiec zasadniczo ok. 10% społeczeństwa.
Ogólnie rzecz biorąc, Konstytucja 3 Maja była rewolucją w ustroju Rzeczpospolitej Obojga Narodów, znosząc republikańska formę rządów, wprowadzając dziedziczenie tronu i likwidując zasadę jednomyślności w podejmowaniu decyzji przez sejm.
No i, co wpłynęło na jej los, Konstytucja była nielegalna. Uchwalona przy udziale 1/3 posłów bez zawiadamiania opozycji o posiedzeniu sejmu. Uchwalenie jej w takim trybie spowodowało oczywistą reakcję obrońców dawnej wolności szlachty ale i ludzi nie godzących się na takie łamanie prawa. W efekcie część przeciwników konstytucji dopuściła się zdrady. Odwołali się do Katarzyny II w celu przywrócenia dotychczasowego porządku prawnego. Doszło do wojny w obronie konstytucji. Wojny, której mógł uniknąć każdy przeciętnie inteligentny człowiek ale wygrać mógł tylko geniusz. Niestety, popełnione błędy spowodowały upadek konstytucji i rozbiór Polski.
Adam Kowalczyk

Czytaj więcej: (Nie)pierwsza konstytucja

Komentarz (9)

Więcej artykułów…

  1. Hańba
  2. Jednak wjechali
  3. Jak to z tym chrztem było
  4. Czego oczekuję od Żydów

Strona 18 z 45

  • start
  • Poprzedni artykuł
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • Następny artykuł
  • koniec

Komentarze

Panie redaktorze,

Patriarkhu w tym roku nie będzie. Będzie natomiast Furia, zespół nominowany w roku 2023 do paszportów Polityki. Ale jak w DM wolą...
Radni apelują o zastąpienie „s...
11 godzin(y) temu
W czas się połapaliście, Patriarkh zdążył zagrać rok temu, nawet ich nie ma w tegorocznym line up'ie.
Radni apelują o zastąpienie „s...
11 godzin(y) temu
Podobnie... działająca przy miejscowej parafii Akcja Katolicka napisała do władz Miłakowa w powiecie ostródzkim skargę na grupę artystyczną Wiedźmuchy...
Radni apelują o zastąpienie „s...
21 godzin(y) temu
"Które kraje są przeciwko Mercosur?
9 stycznia 2026 państwa członkowskie Unii Europejskiej w głosowaniu zgodziły się na podpisanie umowy. Przeciw był...
Prezydent Olsztyna uprawia pij...
1 dzień temu
Analfabeta w zbyt małej koszuli.
Sąd Rejonowy w Olsztynie uniew...
1 dzień temu
Ciemnogród....
Radni apelują o zastąpienie „s...
1 dzień temu

Ostatnie blogi

  • Apel o optymizm na wypadek wojny Dwadzieścia rosyjskich dronów, które ostatnio wleciały do Polski wzbudziły u wielu moich rodaczek i rodaków głęboki niepokój, a często przerażenie… Zobacz
  • Barbarzyński atak "silnych ludzi" Tuska na praworządność Zbigniew Lis Motto Tuska: Będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy, czyli uchwałami Sejmu i rozporządzeniami zmieniać ustawy, wg zasady –… Zobacz
  • Co trzeba zrobić, żeby PiS wygrało kolejne wybory? Zbigniew Lis Wielu Polaków głosujących nie za opozycją, tylko przeciw PiS, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji ich decyzji oraz z powagi… Zobacz
  • Michał Wypij, Paweł Warot – komentarz osobisty Bogdana Bachmury Bogdan Bachmura Dużo łatwiej o krytykę osób, których nie darzymy sympatią, z którymi jesteśmy w sporze lub konflikcie. Ale tym razem jest… Zobacz
  • 1

Najczęściej czytane

  • W Zespole ośrodka Bublewicz był dyrektor departamentu urzędu marszałkowskiego
  • Wyborcza sporządziła listę osób do zwolnienia z pracy, związanych z PiS
  • Jak rozliczono dotację dla Fundacji im. M.Bublewicza na "Ochronę Ostoi Derc"
  • „Męczeństwo św. Katarzyny K. od Helpera” (relacja z procesu sądowego)
  • Prezydent Olsztyna uprawia pijar i zaklinanie rzeczywistości
  • Róbcie tak dalej, a wybory w 2027 ponownie wygra PiS, ale rządzić będzie D. Tusk
  • Trwałość projektu B. Bublewicz upływa w 2027 roku - odpowiedział urząd
  • Petycja do KEP o aprobatę nazwy Sanktuarium Narodowe w Gietrzwałdzie
  • Fundacja im. M. Bublewicza nie przekazywała dotacji na Szkołę im. M. Bublewicza
  • Co robi Jerzy Szmit w spółce PKS w Międzyrzecu Podlaskim?
  • Pracownik MOKu "ma w d...e chwałę polskiego oręża" w ramach "innych form działalności kulturalnej"
  • Ankieta III Czy podamy sobie rękę

Wiadomości Olsztyn

  • Olsztyn

Wiadomości region

  • Region

Wiadomości Polska

  • Polska

O debacie

  • O Nas
  • Autorzy
  • Święta Warmia

Archiwum

  • Archiwum miesięcznika
  • Archiwum IPN

Polecamy

  • Klub Jagielloński
  • Teologia Polityczna

Informacje o plikach cookie

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.