- Związkowcy z Warmii są przerażeni pana osobą, dlaczego pan wzbudza takie przerażenie?
W. T. Pichnowski: - Chciałbym od pana o tym usłyszeć, bo nic nie wiem na ten temat.
- Twierdzą, że nabył pan od Skarbu Państwa 4 firmy odzieżowe, że były w nich łamane prawa pracownicze i dzisiaj żadna z nich nie istnieje...
W. T. Pichnowski: - One zostały przeze mnie zamknięte, bo nie było pracowników do pracy. Po prostu nie było pracowników, ludzie nie chcieli pracować.
- W szczecińskiej DANIE też nie chcieli pracować?
W. T. Pichnowski: - Te informacje, które podawał prasa są nieprawdziwe i niedokładnie wyjaśnione. Za mojej kadencji w Danie wszystko działo się bardzo dobrze. W styczniu 2000 roku sprzedałem wszystkie udziały załodze, miałem tam 85%. Była bardzo dobra kondycja, pożyczyłem tej spółce 4,5 mln zł. Nie oddali, splajtowali.
- Ale co jest nieprawdziwe, skoro pan twierdzi, że w styczniu 2000 roku sprzedał udziały załodze, a po 2 miesiącach ZUS wniósł o upadłość DANY z powodu zalegania z kwotą ok. 10 mln zł.
W. T. Pichnowski: - Ale to już nie było za mnie, to już prezes Przepiera.
- Kim pan właściwie jest, jak pan się pojawił w biznesie, kiedy pan zarobił pierwszy milion, gdzie pan pracował w PRL, czy był pan związany ze służbami specjalnymi PRL?
W. T. Pichnowski: - Nie mogę panu żadnej informacji udzielić, jest mi bardzo przykro. Mogę tylko rozmawiać na temat działalności.
- Mówi pan, że zamykał pan zakłady, bo nie było rąk do pracy. Może nie miał pan chętnych z powodu łamania praw pracowniczych i głodowych stawek? Z tego powodu został skazany mianowany przez pana prezes i ochroniarz spółki Rawi, za pobicie przewodniczącego związku?
W. T. Pichnowski: - On podburzał załogę, kadrę, więc skierowaliśmy do sądu pracy sprawę przeciwko przewodniczącemu związku „Solidarność” i on przegrał, udowodniliśmy mu to. Jestem mocno poustawiany, mam wykształcenie wyższe prawnicze, mnie nikt w konia nie zrobi, proszę pana, nie da rady.
- Skoro nie ma rąk do pracy, to dlaczego podejmuje pan piątą próbę i chce zakupić Warmię?
W. T. Pichnowski: - Bo w Kętrzynie są ludzie do pracy, byłem tam w biurze zatrudnienia, chcę jeszcze zatrudnić 400 szwaczek, w tej chwili tam pracuje 700 osób: 600 produkcyjnych 100 jest w biurze. Jest potencjał. Nie po to kupuję fabrykę, żeby tracić, bo już dosyć natraciłem z tymi wszystkimi niekompetentnymi osobami. A dzisiaj, gdy się płaci 7 mln zł, to ja muszę zarobić, niestety, chyba pan inaczej by się nie zachował?
- A czy ma pan obecnie w Polsce jakąś firmę?
W. T. Pichnowski: - Nie udzielę panu informacji.
- A czy poza granicami Polski ma pan jakieś firmy?
W. T. Pichnowski: - Tak, bardzo dużo.
- Jakieś nazwy tych firm, obroty roczne?
W. T. Pichnowski: - Co jeszcze by pan sobie życzył, może pan jeszcze zapyta, z kim ja śpię?
- To akurat mnie nie interesuje
W. T. Pichnowski: - Pan wybaczy, ale to jest tajemnica handlowa.
- Czy zamierza pan spotkać się z tą przerażoną załogą i odpowie na ich pytania?
W. T. Pichnowski: - Nie odpowiem na to pytanie, ale to nie pan będzie decydował, tylko minister skarbu, który jest właścicielem. Jeśli uznam za stosowne. Dzisiaj nie odpowiem na to pytanie.
- Czy w ofercie zawarł pan pakiet socjalny?
W. T. Pichnowski: - Proszę zapytać w resorcie.
- Czy pan przewiduję pan redukcje załogi?
W. T. Pichnowski: - Dzisiaj nie mogę odpowiedzieć, bo do tej pory nie ujawniono mi wszystkich dokumentów. Jeśli jest wszystko dobrze, to po co mam zwalniać, jeszcze chcę zatrudnić.
- Czy pan chce zmienić profil, np. szyć tapicerkę samochodową?
W. T. Pichnowski: - Nigdy w życiu samochodówka. Chcę zachować profil. Jedno mogę powiedzieć panu, że jak ja nie kupię Warmii, to ta fabryka splajtuje, kiedyś pan do mnie zadzwoni i pan mi przyzna rację. Oni sobie nie dadzą rady. Za słabi są finansowo.
- Pana słowa miałyby wiarygodność, gdyby któraś z firm, które pan nabył istniała i kwitła.
W. T. Pichnowski: - Pan się bawi w detektywa. Wyjaśnię panu, każda z tych firm stawała się nieopłacalna lub nie było ludzi do pracy lub inny temat, ja nie likwidowałem tylko zamykałem działalność. Płaciłem podatki, wszystko uregulowane co do złotówki. Ja nie ogłaszałem upadłości.
- Czyli zadłużenie „Dany” w szczecińskim ZUS-ie, to nie pana sprawa?
W. T. Pichnowski: - To ten prezes Przepiera, ta banda doprowadziła do plajty „Danę”, mieli dług 26 mln zł i nie zgłosili upadłości.
- A pan w tym momencie nie był udziałowcem. A dlaczego sprzedał pan swoich 85 proc udziałów załodze „Dany”?
W. T. Pichnowski: - Załoga miała wielkie roszczenia. Zarabiali 10 lat temu po 3 tys zł. i chcieli jeszcze więcej. A w Kętrzynie dzisiaj zarabiają po 1,5 tys. zł.
- Widzi pan przyszłość Warmii?
W. T. Pichnowski: - Tak, jeśli ludzie będą pracować, mówię z góry bo jeśli będą próbowali robić coś innego, stawiać się, nie przychodzić do pracy, przynosić zwolnienia, no to wtedy..., fabryka musi zarobić, ja nie jestem Świętym Mikołajem, oczywiście ja dam pracę, zarobimy wszyscy, ale jak ja płacę 7 mln zł, to proszę nie myśleć, że to tak łatwo komuś pójdzie. Ja główny pakiet mam. A pani prezes Sankowska i pan Lewandowski, jak są tacy mądrzy, to niech kupią sobie fabrykę. Ja im chętnie odstąpię, odstąpię od przetargu, niech zapłacą 7 mln, nie ma problemu, jeszcze dam im produkcję. Oni chcą przejąc fabrykę za symboliczną złotówkę i za pół roku nie ma ich. Jeśli ktoś nie przyjdzie z zewnątrz, z rynku niemieckiego, tak jak ja, to nie da rady. Ja znam Hugo Bossa, Brinkmmana, Bugatiego, to są moi koledzy, wszystko wiem, nawet skarb państwa tego nie wie, czy pani Sankowska, co ja wiem.
- Wymienił pan firmy, z którymi Warmia ma umowy, czy to znaczy, że może je stracić, jeśli minister panu nie sprzeda fabryki?
W. T. Pichnowski: - Nie, wręcz odwrotnie, dlaczego ma stracić? Oni są dobrzy w męskiej kolekcji.
- Może źle zrozumiałem pana słowa, że albo – albo?
W. T. Pichnowski: - Ja takich rzeczy nie robię. Ja nawet kiedyś pozwoliłem sobie zadzwonić do pani Sankowksiej i zapytałem, jak ona sobie wyobraża współpracę ze mną? Ona tak trochę filozofuję, to nie jest dobre podejście, jeśli ktoś jest zaakceptowany przez ministra, to powinna się z ta osobą układać, usiąść i rozmawiać, co możemy zrobić, by polepszyć byt, ale oni się kłócą, ona jest zaborcza, bo chce kupić tę fabrykę za symboliczną złotówkę. Nie maja żadnych szans, żaden minister na to pójdzie, jeszcze skarb państwa nie rozdaje majątku. Pani Sankowska sobie nie poradzi, to nie są żarty. Tu się dobrze żyje, bo się żyje ze skarbem państwa i za nic się nie odpowiada. Czy pan wie, że Warmię wcześniej chciał jeden pan kupić, Krakowiński?
- Wojciech Krakowiński. A pan nie był jego pełnomocnikiem?
W. T. Pichnowski: - Nie, ja go na oczy nie widziałem. I tam jeszcze jedna mała firemka się kręciła, ale tu trzeba położyć 7 mln, ale to za mało. Trzeba mieć portfel zamówień, dobre układy i trzeba to jeszcze sprzedać, inaczej ta fabryka upadnie. Pan Krakowiński nie dałby sobie rady. To trzeba siedzieć w Niemczech, ja tu siedzę od 30 lat, mam za sobą 30 lat w tej branży. Ja przecież pierwsze firmy polonijne, odzieżowe otwierałem w Polsce, współpracowałem z wielkimi markami odzieżowymi. Nie wiem jak to się potoczy, kłócić z załoga się nie chcę.
Rozmawiał Adam Socha


Skomentuj
Komentuj jako gość