Olsztyński Sąd Pracy będzie musiał rozstrzygnąć, kto wprowadza chaos i dezorganizację w Szpitalu Płucnym, tworzy niewłaściwą atmosferę pracy, wywołuje u podległych pracowników poczucie stresu, zagrożenia, dezorientacji, a tym samym naraża zdrowie i życie pracowników i pacjentów: oskarżana o to kierowniczka Apteki w Szpitalu Płucnym, czy oskarżająca ją o takie działania dyrektorka tego szpitala, Irena Petryna.
Kierowniczka Apteki Elżbieta Majewska została 29 czerwca br. ukarana upomnieniem, a następnie 21 września dyrektorka Irena Petryna wszczęła procedurę dyscyplinarnego zwolnienia jej z pracy. Ze zwolnienia wycofała się wobec braku zgody KZ NSZZ „S”, natomiast upomnienie utrzymała w mocy. Kara upomnienia zawiera 9 zarzutów - wszystkie dotyczą organizacji pracy w Pracowni Leków Cytotoksycznych. Kierowniczka apteki twierdzi, iż przepisy farmaceutyczne oraz decyzja zarówno Głównego Inspektora Farmaceutycznego, jak i Warmińsko -Mazurskiego Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego zobowiązują ją, by do bezpośredniego sporządzania leku cytotoksycznych dopuszczać tylko magistrów farmacji; techniczki farmaceutyczne mogą pełnić tylko funkcje pomocnicze. Dyrektorka Szpitala Irena Petryna cały czas kwestionowała te decyzje i zmuszała kierowniczkę, by godziła się na pracę techniczek przy tzw. wlewach.
Historię kierownik apteki szpitalnej czytelnicy „DEBATY” poznali z mojego wcześniejszego artykułu pt. „Człowiek jest najważniejszy II” (maj 2012). Wówczas o koszmarze jaki przeżywa Elżbieta Majewska opowiedziała mi mgr farm Ewa Trzcińska, która przepracowała rok w Pracowni Leków Cytotoksycznych (marzec 2011-12). Potwierdzenie jej słów znajduję teraz w aktach sprawy.
Przypomnę, że Pracownia Leków Cytostatycznych w Szpitalu Płucnym została otwarta z wielką pompą, z udziałem Marszałka województwa, 21 lipca 2010 r. Dyrektorka chciała jak najszybciej ogłosić mediom swój kolejny ,,sukces”: otwarcie „jedynej Pracowni szpitalnej w województwie, spełniającej standardy unijne”. Leki cytotoksyczne podaje się chorym na nowotwór ("chemioterapia").
Media lokalne nie zorientowały się, że uczestniczą w otwarciu „potiomkinowskiej wioski”, bowiem w chwili otwarcia PLC nie była wyposażona w podstawowe urządzenie: lożę laminarną.
Toteż 21 lipca 2010 roku pracownicy apteki dla potrzeb telewizji i zarządu województwa, któremu szpital podlega, odstawili szopkę; udawali, że pracownia działa.
Z uwagi na wysoką szkodliwość cytotoksyków ich produkcja musi odbywać się w odpowiednio przygotowanych i wyposażonych pracowniach, gdyż trucizna zawarta w leku dostaje się do organizmu poprzez skórę, drogą pokarmową oraz na skutek wdychania jej cząstek. Np. u kobiet w ciąży trucizna powoduje uszkodzenie, a nawet śmierć płodu, toteż w PLC nie wolno pracować kobietom ciężarnym oraz karmiącym piersią. W skrajnym przypadku trucizna wywołuje chorobę nowotworową. Dlatego czas i organizacja pracy podlega w Pracowniach ścisłym reżimom. W Standardach Farmacji Onkologicznej „zaleca się, aby praca bez przerwy w loży nie trwała dłużej niż 2 godziny a całościowy czas pracy nie przekraczał 5 godzin”.
Żaden dyrektor szpitala nie uruchomi Pracowni Cytostatycznej bez zatrudnienia do niej na początek co najmniej magistra farmacji i technika (nie licząc kierownika Apteki), bowiem jednoczesny nadzór przez jedną osobę nad Apteką szpitalną i bezpośredni nadzór nad Pracownią Cytostatyczną w tym samym czasie jest fizyczną i prawną niemożliwością. Jednak dyrektorka Irena Petryna wymusiła na kierowniczce apteki uruchomienie PLC, kiedy zatrudniony został do pracowni tylko jeden technik na okres próbny i do tego nieprzygotowany do pracy przy cytostatykach.
Uwagi i tłumaczenia kierowniczki apteki, że ta sytuacja zagraża zdrowiu i życiu pracowników i pacjentów wywoływały u dyrektorki szpitala ataki furii.
Irena Petryna na sali sądowej, jako pozwana
W pozwie czytamy: „Dyrektor szpitala Irena Petryna pod groźbą zwolnienia z pracy zmuszała mnie i w dalszym ciągu zmusza do łamania prawa i niestosowania się do obowiązujących standardów, a tym samym gwałci moją godność związaną z etyką zawodową”.
„Jako kierownik Apteki od dłuższego czasu występuję do Dyrekcji o zwiększenie zatrudnienia, ponieważ uważam, że skład od dawna, a od chwili otwarcia Pracowni Cytostatycznej w szczególności, jest niewystarczający i zagraża to bezpieczeństwu pacjenta i personelowi apteki.
Występuję również o takie wyposażenie Pracowni Cytostatycznej (w skrócie - PLC) i apteki, aby pracownicy wykonywali pracę w jak najlepszych warunkach, a leki były przygotowywane bezpiecznie - zgodnie z najwyższymi standardami bezpieczeństwa. Ustawodawstwo wspólnotowe - Dyrektywa 90/394/CEE nakazuje obniżyć w pracowniach cytostatycznych poziom narażenia tak dalece, jak to jest technicznie możliwe.”
Takie warunki podają nowe standardy. Decyzja Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego w Olsztynie jeszcze podwyższa ten poziom bezpieczeństwa mówiąc, że to co w standardach to za mało, bo nie jest określone na czym ma polegać nadzór farmaceuty podczas przygotowywania leków. Nakazuje więc wykonywanie leków przez farmaceutę. Nie ma w nim żadnej alternatywy, że może to robić technik pod nadzorem farmaceuty. Dyrekcja mi takich możliwości nie daje.
Dla mnie stanowisko Inspektora Farmaceutycznego w Olsztynie jest wiążące. Jest to spojrzenie wyższego rangą specjalisty na problem wzrostu poziomu ryzyka związanego z bezpieczeństwem pacjenta. Obowiązują więc mnie i standardy i nakaz Woj. Inspektora Farmaceut. w Olsztynie - mówi Elżbieta Majewska.
- Wszystkie zarzuty przedstawione mi w karze upomnienia były przygotowaniem do przedstawienia zwolnienia dyscyplinarnego. Były przygotowane pośpiesznie, po ukazaniu się artykułu w "Debacie", który obnażył prawdziwy wizerunek szpitala. Chociaż nie byłam sprawcą powstania tego artykułu, to w bardzo wielu miejscach zgadzam się z zawartymi w nim zarzutami.
„Moje usilne starania, aby doprowadzić pracę w aptece i pracowni do obowiązujących standardów nie znajdują uznania, ponieważ wymagają nakładów, których Dyrekcja nie chce ponieść. Woli wydać pieniądze na ścieżkę zdrowia, bo ta jest medialna, niż zamontowanie klimatyzacji czy dodatkowego wyciągu do loży obok instalacji nawiewno-wywiewnej w Pracowni.
W końcu w marcu 2011 roku dyrektorka miała dosyć „jęczenia” kierowniczki - słowa dyrektorki Petryny - i ściągnęła pochodzącą z Lublina mgr farm. Ewę Trzcińską, do pracy w PLC.
- To co zastałam na miejscu, w pracowni Szpitala Płucnego, wołało o pomstę do nieba! - opowiedziała mi mgr farm. Ewa Trzcińska, gdy po roku odeszła i ze szpitala i wyjechała z Olsztyna. - Za mała obsada kadrowa pracowni, techniczki niczym stachanówki biły rekordy godzin pracy przy wlewach; rekord dnia, to ponad 50 wlewów. Tylko w poniedziałki było mniej wlewów. Po takim maratonie techniczki mówiły mi: ,,nie pamiętam, co robiłam”. Były nieprzytomne ze zmęczenia. A przy produkcji tych leków jest wymagana ogromna precyzja, składniki podaje się w miligramach. Personel w ramach „odpoczynku” od trujących oparów obsługuje cały szpital.
Tymczasem w aptece oprócz kierownika często pracuje tylko 3 pracowników fachowych. Tak jest wtedy, gdy choć tylko jeden pracownik przebywa na urlopie lub odbiera dzień wolny za sobotę ( a tak jest w sumie przez ok. 7 miesięcy w roku !) Tak szczupły zespół jest w stanie obsłużyć tylko Aptekę lub zamiennie tylko Pracownię. Apteka zatrudnia w sumie 6 osób, w tym 1 rejestratorkę ( sprzątaczka jest z firmy zewnętrznej), więc przy zaangażowaniu w PLC 3 osób, do pracy w aptece zostaje tylko kierownik, który przez cały rok pracuje na 3 stanowiskach (właściwie powinien się sklonować, aby pracę wykonać na należytym poziomie). Tak jest, gdyż Dyrektorka nie przestrzega standardów i nie ma Kierownika PLC, cała odpowiedzialność spada więc na kierowniczkę Apteki. Co więcej praktycznie nadal nie ma zastępcy kierownika apteki, a więc magistra , który miał pomóc kierownikowi w pracy aptecznej (z-ca kierownika powinien pracować tylko w aptece, a tymczasem pracuje w pracowni).
- Recepty spływają do apteki w ciągu całego dnia pracy apteki, wiele z nich zbyt późno, dopiero po godz. 12.00 lub nawet po 14.00, a apteka pracuje do 14.35! Wówczas cały personel rzuca pracę w aptece i pędzi do pracowni cytostatycznej.
Dyrektorka Irena Petryna w pisemnej odpowiedzi na te zarzuty wszystkiemu zaprzeczyła; twierdziła że wszystkie procedury i standardy są zachowanie, ona traktuje wszystkich pracowników równo i z szacunkiem.
Sytuacja stała się dramatyczna, gdy w marcu 2012 roku dyrektorka pozbywa się mgr Ewy Trzcińskiej (nie spełniła oczekiwań dyrektorki, tj. nie „załatwiła” Elżbiety Majewskiej) i nie przedłużyła również umowy jednej z techniczek Bogusławie Ch., doświadczonej, kompetentnej, skrupulatnej i kulturalnej pracownicy, ale miała jedną ona wadę: nie donosiła na kierowniczkę, tak jak pozostałe techniczki.
Kierowniczka cały czas monitowała dyrektorkę o zwiększenie personelu, narażając się na poniżanie i groźby zwolnienia. W końcu dyrektorka wystąpiła do Głównego Inspektora Farmaceutycznego z zapytaniem: jakie czynności może wykonywać w Pracowni mgr farmacji, a jakie technik farmaceutyczny? GIF pismem z 6 marca 2012r. stwierdził, że technik ma wykonywać TYLKO funkcje POMOCNICZE i ostateczną decyzję poleca wydać WIF w Olsztynie. Od połowy czerwca br., po powrocie z przymusowego urlopu (urlop był w okresie: 08.05.2012r - 05.06.2012r), kiedy to nowozatrudnione z dniem 01.04.2012r farmaceutki przeszkoliły się (jedna z nich w UM Gdańsk) i nabrały doświadczenia, kierownik Apteki stosuje się ściśle do decyzji GIF i nie dopuszcza techniczek do bezpośredniego sporządzania leków.
Po tej odpowiedzi GIF dyrektorka zatrudnia dwie mgr farmacji, w tym jedną protegowaną, Aldonę S., której zachowanie od samego początku wskazywało, że wkrótce zostanie kierownikiem apteki, jeśli pomoże pozbyć się Elżbiety Majewskiej. (Jednak ilościowo personel się nie zmienił).
Irena Petryna składa wyjaśnienia, na ławce powoda: Elżbieta Majewska
W tym momencie, przygotowując mój tekst, po rozmowie z mgr Ewą Trzcińską, wysłałem szereg pytań na temat pracy Apteki do dyrektorki Ireny Petryny. Dyrektorka po otrzymaniu pytań przymusowo wysyła na miesięczny urlop kierowniczkę, mimo jej protestów, że nowe panie magister nie są przygotowane w pełni do samodzielnej pracy.
Następnego dnia, po wysłaniu kierowniczki na urlop, dyrektorka zwołuje - 9 maja 2012r. - szpitalny Zespół Etyczny, na którym odbywa „sąd kapturowy” nad Elżbietą Majewską, stawiając jej szereg nieprawdziwych zarzutów. Nikt z obecnych nie zwrócił dyrektorce uwagi, że nie można pomawiać i poniżać osoby nieobecnej, bez dania jej możliwości obrony! To pokazuje stopień zniewolenia pracowników szpitala, w tym lekarzy, którzy w tym „sądzie” uczestniczyli i nie zaprotestowali. Posiedzenie opuścił jedynie, na znak protestu, przewodniczący KZ ”Solidarności”.
Podczas przymusowego urlopu kierowniczki poczyniono w Aptece zmiany, tak by po po powrocie Elżbiety Majewskiej do pracy odwołać ją z funkcji kierownika i przesunąć ją do pracy w Pracowni. Już nawet w kwietniu br. naciskano, by wstawić biurko mgr farm. Aldony S., do jej pokoju.
„Po powrocie z urlopu” mgr farm. Aldona S. ignoruje moje polecenia, zmienia sposób pracy w pracowni, sama ustala swoje miejsce pracy i ma na to pełne przyzwolenie Dyrekcji” - czytamy w Pozwie.
Dyrektorka przy pomocy nowego zastępcy ds. medycznych Radosława Borysiuka i mgr Aldony S. wywiera presję na kierowniczkę Elżbietę Majewską, by nie oponowała przeciwko wykonywaniu leków przez techników i włączyła się sama do ich wykonywania. Dyrektorka ukryła przed kierowniczką, iż 27 kwietnia 2012 roku Warmińsko-Mazurski Inspektor Farmaceutyczny w Olsztynie „nakazuje w trybie natychmiastowym zaprzestania sporządzania przez techników farmaceutycznych wytwarzania cytotoksycznych leków recepturowych”. By zabezpieczyć się na wypadek kontroli Inspekcji i uniemożliwić wykrycie, kto bezpośrednio wykonywał lek, mgr farmacji czy technik, zca dyr. R. Borysiuk i mgr farm. Aldona S. wprowadzili zmianę do przepisu wykonawczego, opracowanego i wdrożonego w 2010r przez kierowniczkę apteki. Odpowiednia Procedura wraz z kartą opracowaną przez Elżbietę M. była zatwierdzona przez dyrekcję szpitala. Wg wzoru tej karty, na dole był napis: „ przygotował” Podpisywała osoba, która faktycznie wykonała lek, czyli mgr lub technik farmacji.
Dyr. Borysiuk i mgr Aldona S. w maju br. podczas urlopu kierowniczki wprowadzają na karcie inny zapis jakoby „w celu identyfikacji osoby sporządzającej lek”.
"Przygotowano dnia ……………. godz…………..
Podpis tech. farm…………………….
Podpis mgr farm…………………….. „
Elżbieta M., po wydanym pracownikom poleceniu, że z dniem 14 czerwca 2012r cytostatyki sporządzają wyłącznie magistrowie (a techniczki wykonują jedynie czynności pomocnicze) przywróciła opracowany przez siebie wzór karty i wymagała, żeby w miejscu zapisu „przygotował” podpisywał się tylko magister, bowiem nie może być odpowiedzialności zbiorowej przy sporządzaniu tak niebezpiecznego leku ( m. in. za to została ukarana, gdyż „podważa kompetencje swojej zastępczyni”, a właściwie to zostały podważone kompetencje kierowniczki.)
Teraz nie wiadomo, kto tak naprawdę lek wykonał. I o to chodzi! Robią to z premedytacją, gdyż wiedzą, że dyrektorka Irena Petryna trzykrotnie odwoływała się od decyzji WM WIF i trzykrotnie Inspektor utrzymał w mocy „nakaz”. Mimo złamania nakazu Inspektora, to nie zca dyr. R. Borysiuk i mgr Aldona S. otrzymują kary upomnienia, a kierownik Apteki Elżbieta Majewska za „dezorganizację pracy w aptece, wprowadzanie zmian niezgodnych z obowiązującymi w szpitalu procedurami, nie wykonywanie poleceń zastępcy dyrektora ds medycznych, i tworzenie w sposób uporczywy niewłaściwej atmosfery w pracy poprzez podejmowanie działań wywołujących u podległych pracowników poczucie stresu, zagrożenia i dezorientacji”.
Elżbieta Majewska, od 13 lat kierownik Apteki szpitalnej w Samodzielnym Publicznym Zespole Gruźlicy i Chorób Płuc w Olsztynie, z IIo specjalizacji z farmacji aptecznej i ukończonymi studiami podyplomowymi w zakresie zarządzania w służbie zdrowia, (Apteka Szpitalna pod jej kierownictwem podczas dwóch audytów zewnętrznych w 2006r i 2009r, a więc przed otwarciem PLC, otrzymała najwyższe noty) odpowiada w pozwie, że jedyną jej winą jest to, że stoi na straży prawa, chroni zdrowie i życie pacjentów i pracowników. Z tego powodu od 2,5 roku jest znieważana, zniesławiana i ośmieszana przez zwierzchników i podwładne, które są na nią szczute, nękana, poniżania i zastraszana zwolnieniem z pracy. Dyrektorka czyha na najmniejsze jej potknięcie, obarczając pracą trzech osób (kierownika, zastępcy i kierownikiem Pracowni Leków Cytostatycznych). By sprostać tym zadaniom, zabierała pracę do domu (dyrektorka nie zgadzała się na pracę w nadgodzinach), pracowała też w weekendy. W końcu ten długotrwały stres zrujnował jej zdrowie, wpadła w depresję, nie mogła spać po nocach, w końcu trafiła do szpitala. Leczy się do dzisiaj.
Na pierwszej rozprawie w Sądzie Pracy, 7 grudnia okazało się, że również Główny Inspektorat Farmaceutyczny, do którego Irena Petryna odwołała się od decyzji wojewódzkiego inspektora, 22 listopada 2012 utrzymał w mocy decyzję nakazującą w trybie natychmiastowym ”zaprzestania sporządzania przez techników farmaceutycznych wytwarzania leków recepturowych”.
W sądzie Irena Petryna odstawiła teatr, wyrażając głośno zdumienie, iż dopiero na sali sądowej dowiaduje się, że kierowniczka dopuszczała do wykonywania leków techniczki.
Sąd nie zdążył przesłuchać wszystkich świadków. Kolejna rozprawa odbędzie się 8 lutego 2013 roku.
To już druga sprawa w sądzie pracy związana z pracownicą apteki szpitalnej. W 2011 roku Irena Petryna zwolniła dyscyplinarnie techniczkę farmaceutyczną i sprawę przegrała. Szpital musiał wypłacić techniczce odszkodowanie (techniczka nie chciała wrócić do pracy w szpitalu, a zwłaszcza do pracy w Pracowni Leków Cytotoksycznych). Dyrektor szpitala nakłaniała świadka, kierowniczkę Apteki do świadczenia nieprawdy w sądzie pracy (kwiecień 2011). To stało się kolejnym powodem nękania Elżbiety Majewskiej.
Adam Socha
*Tytuł „Człowiek jest najważniejszy”, to hasło kampanii wyborczej PSL, której prominentną działaczką jest Irena Petryna.
W grudniowym nr miesięcznika DEBATY ukaże się LIST OTWARTY Adama Sochy do Janusza PIECHOCIŃSKIEGO w sprawie dyrektor Szpitala Płucnego, Ireny Petryny.


Skomentuj
Komentuj jako gość