Od kilku lat krytycznie oceniam, jako publicysta, politykę inwestycyjną prezydenta Piotra Grzymowicza na łamach miesięcznika i portalu „Debata”, jednak na te teksty nie doczekałem się żadnej reakcji. Ale wystarczyło, że powiedziałem kilka zdań na antenie Radia Olsztyn, w audycji Leszka Cimocha: „Focus – komentarze tygodnia”, a prezydent natychmiast zareagował, poświęcając mi wpis w swoim blogu.
Wraz z dziennikarzami olsztyńskich gazet komentowałem w tej audycji nadwyżkę dochodów w wysokości 19 mln zł nad wydatkami w budżecie miasta na 2013 rok, kosztem drastycznych cięć w kulturze. Prezydenta dotknęły do żywego moje słowa, które zacytował w swoim blogu:
„Red. Adam Socha:– W przypadku Olsztyna okazuje się, że tę 19-milionową nadwyżkę stworzono po to, żeby nadal brnąć w inwestycje, które nie stworzą żadnego miejsca pracy – przeciwnie, obciążą nasze portfele. Przykład: Park Naukowo-Technologiczny, który będziemy musieli utrzymać, a tam żaden Bill Gates nie przyjdzie… I dalej pan redaktor dopowiada: – Prezydent miasta nie mówi o tym, ile będzie budżet kosztowała spłata odsetek od tych kredytów, które zaciągnęliśmy pod skonsumowanie tego miliarda. Jedno euro jak będzie pracować? Czy my do tego jednego euro za trzy, pięć, dziesięć lat będziemy musieli dopłacić? Czy ono wygeneruje nam dwa, trzy, pięć euro?”
Te zdania prezydent skomentował, cytuję:
„Drogi panie redaktorze Socha! Rozumiem, że kiedy studiował pan na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, obowiązkowym przedmiotem była tam ekonomia socjalizmu, ale coś się od tego czasu zmieniło! Dziś to nie miasto ma budować fabryki, ale stwarzać warunki i zachęty do ich budowania przez prywatnych inwestorów, także – a nawet przede wszystkim – te infrastrukturalne”.
Gdzie ci inwestorzy?
Szanowny Panie Prezydencie! Uciekając się do chwytu retorycznego, polegającego na próbie ośmieszenia mnie poprzez zasugerowanie, iż tkwię w absurdach ekonomii socjalizmu, stąpa pan po cienkim lądzie. To nie ja, a pan czynnie wspierał ten antyludzki system, oparty na księżycowej ekonomii, jako aktywny działacz PZPR, a następnie jako działacz jej kontynuatorki, założonej za pieniądze KGB. I to panu zostało z lekcji ekonomii socjalizmu, że lekką ręką wydaje pan nie swoje miliony, a spłacać je będą mieszkańcy. I tak jak wówczas, tak i teraz, twierdzi pan, że to wszystko dla mojego dobra.
Nie bardzo rozumiem, z kim pan polemizuje, w którym miejscu cytowanego zdania obarczam samorządy zadaniem budowy fabryk? Też uważam, że zadaniem samorządu jest stwarzanie warunków i zachęt do inwestowania w mieście i tworzenia miejsc pracy. Przez 7 lat pracy w Łodzi widziałem, jak dzięki zaangażowaniu prezydenta Jerzego Kropiwnickiemu w tym mieście swoje fabryki otworzył amerykański DELL (miasto wzięło na siebie wybudowanie drogi dojazdowej do fabryki) czy włoski producent sprzętu AGD Merloni Indensit. Jakoś nie jestem w stanie przypomnieć sobie, aby pan, najpierw jako wiceprezydent a później prezydent miasta, ściągnął do Olsztyna jakiegoś inwestora, ale może coś przeoczyłem? Owszem, prezydent Grzymowicz też zaangażował się w ściągnięcie inwestora do budowy Kombinat Energetyczny na gaz za 700 mln zł, w zamian za oddanie monopolu na rynek ciepła w Olsztynie i działki za kilkanaście milionów zł. Inwestor wybuduje Kombinat za kredyt, a jego spłatą zostaną obarczeni odbiorcy ciepła, którzy nawet nie zyskają w zamian miejsc pracy, bo kombinaty energetyczne na gaz są zautomatyzowane.
Warmińsko-Mazurska Specjalna Strefa Ekonomiczna właśnie obchodziła 15-lecie istnienia. W strefie w Dobrym Mieście, Bartoszycach czy Szczytnie, dzięki stworzonym warunkom powstało wiele firm i spadło tam bezrobocie, natomiast olsztyńska strefa (okolice ul. Jesiennej, Lubelskiej oraz Track) to dzikie pola. Nie powstała tam ani jedna firma. Dlaczego? „Brak podstawowej infrastruktury – tłumaczy Expressowi Olsztyn.pl Krzysztof Gąsior, dyrektor departamentu infrastruktury WMSSE. - Pola, które przekazało nam miasto pod działalność strefy, w większości nie są nawet skanalizowane. Nie mówiąc już o drodze dojazdowej, szczególnie do Tracka. Pełno dziur i kolein”.
Zamiast uzbroić tereny strefy miasto buduje 6 pawilonów biurowych za 70 mln zł. nad jeziorem Skanda pod mylącą nazwą Park Naukowo-Technologiczny. Prezydent twierdzi, że to będzie olsztyńska "dolina krzemowa". Twierdzę, że to nie biurowce tworzą Billów Gatesów i „doliny krzemowe” (nb. Bill Gates zaczynał w garażu). Techno-Park w Ełku przynajmniej oferuje przedsiębiorcom, oprócz biurowców, działki pod inwestycje o powierzchni łącznej 21,5 ha z pełną infrastrukturą.
O podejściu prezydenta do inwestorów mówili na niedawnej Komisji Gospodarki Komunalnej przedstawiciele firmy z Legnicy Rank Progress SA. - Nie chcemy walczyć z prezydentem, chcemy w Olsztynie inwestować, dlaczego zderzamy się z murem? – pytali radnych. Od lipca nie mogą się doprosić spotkania z prezydentem Piotrem Grzymowiczem. Na taki sam mur napotkał inwestor chcący pobudować wraz z galerią nowy dworzec PKP, czy wcześniej inwestor chcący budować Galerię Warmińską. Prezydent chciał zmusić tych inwestorów do kupienia działki przy stadionie Stomilu i wybudowania nowego stadionu piłkarskiego. Ale biznesmeni potrafią liczyć pieniądze, w przeciwieństwie do prezydenta (w przypadku prezydenta mam na myśli pieniądze publiczne, bo własne pieniądze doskonale liczy), i nie widzą w tym żadnego interesu. Pieniądze wydane na stadion się nie zwrócą i stadion nie zarobi na siebie, trzeba będzie go utrzymywać. Dzisiaj, po szkodzie, wiedzą już to prezydenci Wrocławia czy Gdańska, czyli tam gdzie powstały stadiony na Euro 2012. Teraz stoi przed nimi widmo bankructwa.
Komu służą inwestycje miejskie?
Nie tylko ja pana krytykuję za politykę inwestycyjną miasta. Przypomnę panu fragment wystąpienie 7 stowarzyszeń na konferencji prasowej 17 lutego 2011r., zatytułowane „Inwestycje Olsztyna – stracone szanse”:
„Budować, nie ważne co i jak, ważne za ile. Wydawanie pieniędzy publicznych staje się celem samym w sobie. Strumień pieniędzy unijnych wspomaganych zaciąganymi przez Gminę Olsztyn kredytami w wielu wypadkach nie jest właściwie wykorzystywany. Celem staje się "parametr wielkości absorpcji środków unijnych", a nie to, czy dana inwestycja będzie służyć mieszkańcom. Chybione czy źle przygotowane, błędnie definiowane inwestycje niszczą wyjątkowy kulturowy i przyrodniczy walor Stolicy Warmii i Mazur, unikatowe "genius loci" Olsztyna. W rezultacie zamiast harmonijnego rozwoju miasta mamy do czynienia z chaotyczną, przypadkową rozbudową czy przebudową. Trzeba się temu przeciwstawić!”
Od czasu tej konferencji powstały w Olsztynie kolejne stowarzyszenia (NoBeton, Obywatelski Olsztyn), jako odpowiedź na realizowane i zapowiadane inwestycje miejskie. Happeningi i protesty społeczne towarzyszyły budowie Placu Jana Pawła II, zapowiedzi budowy przejścia podziemnego do Alfy za 6 mln zł, wybudowaniu tunelu im. Ryszarda Ochódzkiego, próbie oddania budynku na przedszkole, zbudowanego za 10 mln zł (!), prywatnej firmie.
Najgwałtowniejsze protesty społeczne wzbudził pan realizacją tzw. „obwodnicy śródmiejskiej” - projekt skierowania ruchu tranzytowego przez centrum miasta, zamiana centrum w „komunikacyjny, betonowy ściek” - jak określili to architekci z SARP-u. Zamiast walczyć o realizację prawdziwej obwodnicy miasta, buduje pan obwodnicę przez środek Olsztyna. Realizacja „obwodnicy śródmiejskiej oznacza koniec Olsztyna jako miasta, które znamy" – mówił na spotkaniach prezydenta z mieszkańcami ul Wojska Polskiego prezes SARP, arch. Sławomir Hryniewicz. Olsztyn zostanie przekształcony w zaplecze biurowo-handlowo-kulinarne mieszkańców osiedli willowych wokół Olsztyna. Głównym zadaniem takiego zaplecza będzie ułatwienie mieszkańcom tych osiedli szybkiego dojazdu do biura, sklepu lub restauracji. Mieszkańcy Olsztyna zostaną sprowadzeni do dodatku do hipermarketów, a życie mieszkańców wzdłuż „betonowych ścieków komunikacyjnych” zostanie zdegradowane.
Pyta pan: „Czy zagospodarowanie Jeziora Długiego oraz rewitalizacja Parku Podzamcze to dla miasta strata czy wartość dodana?” Gdyby nie zdecydowany protest mieszkańców osiedla Nad Jeziorem Długim, wokół tego jeziora wycięto by 414 drzew i zbudowano betonową autostradę z betonowymi trasami w Lesie Miejskim. Tymczasem w swoim niedawnym wystąpieniu w Pałacu Prezydenckim w Warszawie podał pan „konsultacje społeczne” związane z tym projektem jako „wzorcowe”, z których jest pan dumny. To pana wystąpienie w Pałacu zostało odebrane przez członków Rady Osiedla Nad Jeziorem Długim oraz działaczy stowarzyszeń, którzy własnymi ciałami zatrzymali buldożery w Lesie Miejskim, jako wyraz wyjątkowego tupetu.
Społecznicy zablokowali budowę betonowej drogi w Lesie Miejskim
To samo zakłamywanie rzeczywistości i odwracanie kota ogonem, jak w Pałacu Prezydenckim, prezentuje pan na swoim blogu pisząc: „Wydaje się, że prowadzimy otwartą politykę informacyjną, przodujemy w rozwiązaniach dotyczących konsultacji społecznych, ja sam jestem prawie na każde zawołanie mediów, więc skąd ta niewiedza, skąd tyle przekłamań i niedopowiedzeń?”
Ta „otwarta polityka informacyjna” polega na tym, że mieszkańcy co i rusz są zaskakiwani decyzjami inwestycyjnymi, a gdy protestują, to słyszą od pana, że już jest za późno na zmianę projektu, bo umowy są podpisane i musimy się wywiązać, gdyż inaczej stracimy środki unijne. Tak było np. ostatnio, w sprawie budowy bus-pasów na Warszawskiej, inwestycji za 30 mln zł, powszechnie krytykowanej przez mieszkańców, jako całkowicie zbędnej, a na pewno nie priorytetowej.
"Brać dotacje unijne, bo dają za darmo"
Pisze pan: „Przyszło nam żyć w czasie, kiedy przed naszym krajem, dzięki dostępności zewnętrznych środków finansowych, otworzył się swoisty „sezam”. Ten stan nie będzie trwał wiecznie, bo tylko do końca tej dekady. Dlatego kolejne pokolenia nie wybaczyłyby nam „grzechu zaniechania”, gdybyśmy z tej możliwości nie skorzystali!”
Krytyka pana polityki inwestycyjnej dotyczy tego, najogólniej ujmując, że o wyborze celów nie decydują rzeczywiste potrzeby miasta i mieszkańców a jedynie chęć sięgnięcia za wszelką cenę po unijną kasę, bo jest okazja, „bo dają za darmo, to tylko idiota by nie brał”. „Dotacja unijna” stała się fetyszem nie tylko dla pana. Jaki jest tego finał widzimy na przykładzie Grecji, Hiszpanii, Portugalii, Włoch... Też brali, bo dają. W byłą NRD wpompowano 1 bilion euro, a mimo to jest tam najwyższe bezrobocie w Niemczech, a wschodnie landy wyludniają się.
Tunel im. Ryszarda Ochódzkiego
Cytuję za Dariuszem Rosiakiem („Dyktatura bylejakości” w „Plus Minus, dodatek do „Rz” z „24-11-2012):
„Profesor Krzysztof Rybiński podsumował niedawno skutki tej polityki, wysuwając tezę, że im mniej pieniędzy dostanie Polska z budżetu Unii na lata 2014–2020, tym lepiej dla dobra nas wszystkich. To nie jest wyłącznie radykalna figura polemiczna. Profesor Rybiński opisuje w istocie znaną rzeczywistość: pomoc zewnętrzna wzmacnia nową biurokrację, tworzy miejsca pracy zależne od polityków, ratuje ich, kiedy nie są w stanie wygospodarować krajowych środków na inwestycje, czyli usprawiedliwia złe rządy, niszczy innowacyjność rodzimej gospodarki, obniża aspiracje młodych ludzi, którzy zamiast dobrej edukacji na polskich uczelniach wyjeżdżają za granicę. Rybiński stawia pytania: „Ile firm nie powstało, bo młodzi ludzie poszli pracować przy rozdziale środków unijnych? Ile innowacji nie powstało, bo ci najbardziej przedsiębiorczy woleli się specjalizować w pozyskiwaniu środków unijnych, bo to były łatwe i duże pieniądze? Co zrobić ze 100-tysięczną armią urzędników, która będzie niepotrzebna, gdy skończą się środki unijne, a która kosztuje podatników prawie 10 mld złotych rocznie? Po co zbudowano tyle nowych budynków na uczelniach wyższych, skoro liczba studentów w ciągu dekady spadnie o 30–40 proc.? Kto będzie utrzymywał deficytowe stadiony i dziesiątki przynoszących straty aquaparków czy inne inwestycje, które nigdy by nie powstały, gdyby były finansowane pieniędzmi »zarobionymi«, a nie darowanymi?".
Proszę spróbować zrobić takie ćwiczenie:
Jakie rzeczywiście inwestycje zostałyby zrealizowane w Olsztynie, gdyby nie było dotacji unijnych? To ćwiczenie pokaże nam, które tak naprawdę ze zrealizowanych i realizowanych inwestycji były rzeczywiście niezbędne do rozwoju miasta? Czy budowalibyśmy linię tramwajową za 420 mln zł, czy też wymienilibyśmy za te pieniądze tabor autobusowy na nowy i na tanie paliwo (gaz)? Czy wydalibyśmy na nabrzeże Jeziora Krzywego 70 mln zł, czy też stworzylibyśmy warunki inwestorom, którzy chcieliby zainwestować swoje pieniądze w tym miejscu?
Prawdziwy gospodarz miasta zacząłby od uzbrojenie terenu w specjalnej strefie ekonomicznej, by ściągnąć do niej fabryki, a gdy dzięki pracy w tych fabrykach zamożność społeczeństwa by wzrosła, wówczas by pomyślał o budowie basenów olimpijskich, stadionów i hal widowiskowo-sportowych.
Na to pytanie znają już odpowiedź mieszkańcy Ostródy, w którym burmistrz zainwestował w stadion, amfiteatr, nabrzeże jeziora, a miasto znalazło się w na skraju bankructwa z rosnącym bezrobociem. Burmistrz tłumaczył, że inwestycje przyciągną jakąś drużynę z Euro 2012. Niestety, wysłannicy reprezentacji obejrzeli obiekty i wyjechali. Powód? Brak pewnego dojazdu na mecz.
CENTBET padł
Sprzęt Centbetu na budowie basenu olimpijskiego
Do tej pory myślałem, że ta polityka inwestycyjna przynajmniej służy miejscowym firmom budowlanym oraz producentom żwiru i betonu. Jeden z nich, Romuald Centkowski w wieczór wyborczy składał gratulacje nowo upieczonemu prezydentowi Piotrowi Grzymowiczowi, wiążąc z nim ogromne nadzieje na uruchomienie inwestycji budowlanych. I się nie zawiódł, na wielu olsztyńskich placach budów realizowanych przez miasto widać było sprzęt Centbetu. Dlatego z zaskoczeniem przeczytałem kilka dni temu, iż właściciel ogłosił upadłość swojej firmy. Komu więc tak naprawdę służą inwestycje miejskie?
A kto zatrudnia doradców?
Na koniec swojego wpisu prezydent zaprzecza, iż ma gabinet polityczny. Być może używamy różnych nazw na nazwanie tych samych rzeczy. Ja przez „gabinet polityczny” rozumiem zatrudnianie całego grona doradców m.in. skompromitowanych byłych dyrektorów: Pawła Jaszczuka (MZDiM) i Jerzego Piekarskiego (wydział architektury i planowania) oraz Bogdana Żmijewskiego, którego żona dostaje od spółek komunalnych miasta zlecenia.
Czekam na wpis w sprawie podatku śmieciowego
Panie prezydencie! Druga część audycji „Focus” była poświęcona sprawie nowego podatku śmieciowego. Stwierdziłem w niej, iż stawka nowego podatku śmieciowego została obliczona na podstawie danych wziętych z sufitu. Poinformowałem słuchaczy, że za te skandaliczne wyliczenia miasto zapłaciło spółce z Katowic 24 tys. zł. Liczę, że na swoim blogu odniesie się pan również do tych zarzutów. Nie miałem natomiast już możliwości powiedzieć, że Olsztyn jest jedynym regionem z 5 wyznaczonych przez Wojewódzki Program Gospodarki Odpadami, który do dzisiaj nie zbudował systemu gospodarki odpadami, a za to odpowiada bezpośrednio pan, najpierw jako wiceprezydent, a później prezydent Olsztyna.
Z poważaniem
Adam Socha, podatnik Olsztyna, pana pracodawca.
Polecam też wcześniejsze moje teksty na temat polityki inwestycyjnej prezydenta Piotra Grzymowicza:
Ratujmy Olsztyn przed zniszczeniem!
Czy Olsztyn stanie się miastem tylko dla aut?
Kolejny blef ratusza czy prawdziwe konsultacje?
Czekamy na przewrót kopernikański!
Beton most na Jeziorze Długim nielegalny!
Co ukrywają przed nami władze Olsztyna?
Pero, pero, wynik musi wyjść na 14 zł od łebka


Skomentuj
Komentuj jako gość