Zamieszki w centrum stolicy (żółty pasek TVN24), Starcia chuliganów z policją, Marsz Niepodległości: petardy i "akcenty smoleńskie" (to Gazeta Wyborcza), Zamieszki w Warszawie – (portal wp.pl) – oto taki przekaz został wbity w głowy Polaków z Marszu Niepodległości. Cel propagandowy został osiągnięty. Prowokacja kilkudziesięciu zamaskowanych chuliganów w pełni się powiodła.
Podczas ubiegłorocznego marszu jedyne co pokazywały telewizje „zaprzyjaźnione z PO” i TVP to obraz płonącego wozu transmisyjnego TVN. Po tym, jak w internecie ukazały się filmy pokazujące jak w rzeczywistości wyglądał ubiegłoroczny Marsza Niepodległości, w tym roku stacje te zmieniły taktykę i transmitowały marsz.
Porównałem, jak wyglądała relacja z tego marszu TVN, Polsatu, TVP INFO – z jednej strony oraz Telewizji TRWAM. Pierwsza zasadnicza różnica. Stacje propagandowego frontu ideologicznego III RP pokazywały przede wszystkim ujęcia z helikopterów. Z ekranu wiało grozą, jakaś przerażająca masa ludzi spowita w kłębach dymu i błyskach odpalanych rac. Robiło to wrażenie, jakby stolicę państwa najechał motłoch, który ją podpala. Obrazowi towarzyszyły komentarze zaproszonych do studia socjologów i „dyżurnych autorytetów”. Główny przekaz tych komentatorów: oto widzimy groźny, ksenofobiczny, nietolerancyjny tłum.
Natomiast Telewizja TRWAM pokazywała maszerujących w dużym zbliżeniu. Widzieliśmy więc na ekranie dokładnie twarze idących oraz niesione transparenty i hasła, słyszeliśmy, co idący skandują. Widz telewizji TRWAM zobaczył przede wszystkim tysiące młodych ludzi zachowujących się spokojnie, niczym nie rzucających i nikogo nie atakujących. Nikt tego obrazu nie komentował ze studia. Jedynie od czasu do czasu, pokazywano rozmowę sprawozdawcy TRWAM z jednym z organizatorów, który komentował zatrzymanie pochodu przez policję z powodu ataku grupy zamaskowanych chuliganów. Ojciec redaktor pokazywał łuskę wystrzelonego pocisku przez policję, z broni gładkolufowej a przedstawiciel organizatorów twierdził, że są zdjęcia świadczące, iż ci „chuligani”, to prowokatorzy nasłani przez policję.
Tu dochodzimy do sedna sprawy. Władze potrzebowały zadymy i zadyma była. Co prawda nie udało się sprowokować kilkadziesiąt tysięcy uczestników pochodu, a do tego dążyły władze, które, by sprowokować do zamieszek chciały zdelegalizować marsz, po tym jak przeszedł zaledwie 200 metrów, wykorzystując jako pretekst atak grupy chuliganów-prowokatorów na policję, ale kilkadziesiąt tysięcy ludzi stało cierpliwie przez 45 minut, aż zakończyły się negocjacje posła PiS Artura Górskiego z policją. (Kilkadziesiąt tysięcy uczestników - taką liczbę podała spontanicznie dziennikarka Polsatu obserwująca marsz z helikoptera, później „Biuro Polityczne frontu propagandowego” ustaliło tę liczbę na „kilkanaście tysięcy”).
Jednak ten obraz: przez 45 minut stojącego kordonu policji naprzeciw Marszu Niepodległości, przez cały czas powtarzane informacje o ataku chuliganów, rannych 22 policjantach i 176 zatrzymanych, o policji, która ratuje stolicę przed zniszczeniem, wystarczył do odniesienia propagandowego zwycięstwa. Więcej nie można było „ugrać”, czyli wrobić w tę zadymę osoby Jarosława Kaczyńskiego, który jakby wyczuł intencje władz i w tym czasie był na Wawelu.
Tajniacy policyjni wmieszani w uczestników Marszu. Organizatorzy oskarżają policję o sterowanie chuliganami, którzy wywołali burdy zaraz po tym, jak marsz ruszył. Tajniaków zaprzyjaźnione telewizje nie pokazały...
W wieczornych serwisach wystarczyło więc zderzyć pogodny marsz, na którego czele szedł prezydent RP Bronisław Komorowski z informacją o bójkach, kamieniach, racach i dymie towarzyszących Marszowi Niepodległości.
Adam Socha


Skomentuj
Komentuj jako gość