Nareszcie wiem na czym polega wyższość tramwaju nad innymi pojazdami komunikacji miejskiej. Zawdzięczam to p. Marcinowi Gromadzkiemu, który we wtorek 18.09. zaprezentował w ratuszu dla garstki zainteresowanych projekt „Planu zrównoważonego rozwoju publicznego transportu zbiorowego dla miasta Olsztyna na lata 2012-2027”. Otóż dzięki linii tramwajowej Olsztyn znajdzie się w prestiżowym gronie miast, które mają tramwaj. Jednym słowem, zaciśnijcie pasa, likwidujcie szkoły, nie budujcie przedszkoli, bo tramwaj to prestiż, za który warto wydać 420 mln złotych.
Prezentacja w ratuszu rozpoczęła konsultacje projektu Planu, które potrwają do 9.10. I tu kolejne moje zaskoczenie. Sądziłem, po lekturze Ustawy o transporcie publicznym z 16 grudnia 2010 roku, która zobowiązuje gminy powyżej 50 tys. mieszkańców do uchwalenia takiego planu jako prawa miejscowego, że nareszcie się dowiem, jaki ma być docelowy model komunikacji miejskiej w Olsztynie i jakie wskaźniki ekonomiczne za nim przemawiają. Tymczasem p. Marcin Gromadzki nie owijając w bawełnę powiedział, że „Plan” tak naprawdę jest potrzebny po to, żeby Zakład Komunikacji Miejskiej mógł zawrzeć umowę z MPK na świadczenie usług, nie na 3 a na 10 lat, bo tylko miasta, które uchwalą plan, mają prawo zawierać takie umowy na więcej niż 3 lata. Dlatego projekt Planu jest tak ogólnikowy.
P. Marcin Gromadzki i tak podszedł do zadania ambitnie, gdyż np. Plan Świdnicy liczy tylko 9 stron, a sporządzony przez niego w ciągu kilkunastu dni, jako zbiór istniejących dokumentów plus autorskie pomysły, zajął 144 strony.
Dlaczego uchwalenie Planu jest tak ważne? Okazuje się, że tabor MPK się sypie i trzeba w kilku najbliższych latach dokonać wymiany 125 autobusów. Za co? Środków z Unii Europejskiej na ten cel nie dostaniemy, bo już je wykorzystaliśmy na „prestiż” czyli tramwaj. Miasto więc będzie musiało zaciągnąć kredyt, a kredyt jest tańszy jeśli bierze się go na wiele lat. Żeby MPK mógł dostać z banku wieloletni kredyt np. na 15 lat, musi mieć podpisaną wieloletnia umowę na usługi z ZKM. Jasne?
Czyli władze miasta mając pełną świadomość rzeczywistych potrzeb w zakresie komunikacji miejskiej, wybrały zamiast zakupu autobusów na gaz za środków unijnych z programu Polska Wschodnia, jak to zrobił Lublin i Białystok, funduje nam drogi kwiatek do kożucha, pt. „tramwaj”.
Prezydent Gliwic Zygmunt Frankiewicz myślał o zaspokojeniu rzeczywistych potrzeb mieszkańców a nie o „prestiżu” i w 2008 roku ogłosił likwidację linii tramwajowej. Policzył bowiem, że tylko koszt jej wymiany przekroczy 150 mln zł, nie licząc kosztów zakupu taboru i obsługi. Stwierdził, że jesteśmy biednym państwem, a Gliwice są zbyt biednym miastem, by porywać się na taki luksus, na który mogą sobie pozwolić bogate państwa Zachodu. Opozycja rozpętała wściekłą nagonkę na prezydenta, ogłosiła referendum. Prezydent referendum wygrał. Zobaczymy, czy wygra obecna władza Olsztyna, gdy mieszkańcom przyjdzie płacić koszty „prestiżowych inwestycji”?
W Elblągu władze też chciałyby się wycofać z tramwaju. Na wieść o tym motorniczy i ich rodziny zebrali 400 podpisów pod protestem,więc wiceprezydent natychmiast ogłosił dementi. Tymczasem dyrektor ZKM w Elblągu powiedział, że koszt obsługi tramwajów jest 30% wyższy niż autobusów.
Inż. Piotr Kowalski, niestety miał rację (napisałem „niestety, gdyż miałem w skrytości ducha nadzieję, że się myli w swoich wyliczeniach i wnioskach, bo osobiście lubię tramwaje) twierdząc, że ZKM w celu zapełnienia pasażerami tramwajów zlikwiduje linie autobusowe i postawi mieszkańców Osiedla Generałów w sytuacji bez wyboru, bo tramwaj tak naprawdę powstaje tylko dla tej dzielnicy. Nawet p. Marcin Gromadzki, wielki entuzjasta tramwajów, uznał, że to już jest przegięcie. „Nie, panowie – powiedział do dyrektora ZKM Jerzego Romana i dyrektora MPK, nie wolno wyrąbywać linii autobusowych z trasy tramwaju, TRAMWAJ MUSI OBRONIĆ SIĘ SAM”. Jednak plan przewiduje przejęcie przez tramwaj 30% popytu na autobus linii 2, 3, 15, 20, 24, 33.
Natomiast p. Marcin Gromadzki zmartwił się, gdy usłyszał, że w planach jest budowa ulicy, która połączy Wilczyńskiego z ul. Warszawską, bo będzie to konkurencja dla linii tramwajowej do Kortowa, bowiem w ostatnim rozdziale projektu planu, p. Gromadzki wpisał budowę linii tramwajowych dla wszystkich głównych ulic Olszyna. Sam nazwał ten projekt „pobożnym życzeniem”, bo jest wielce wątpliwe, by Unia dała na ten prestiż Olsztyna kilka miliardów złotych.
Dowiedziałem się jeszcze, że popyt na transport publiczny stale spada (radny Krzysztof Kacprzycki sprostował dane w projekcie; w 2011 rok Olsztyn liczył 162 tys mieszkańców – spadek ze 176 tys.) Natomiast wpływy ze sprzedaży biletu pokrywają koszty MPK w 61%, na Zachodzie jest to 15-25%, a w najbogatszym mieście Polski - Warszawie – 30%
Wniosek z tego tak, że w najbiedniejszym mieście wojewódzkim w Polsce najwięcej płacimy za transport publiczny, a będziemy płacić jeszcze więcej za jazdę prestiżowym Solarisem (w piątek w ratuszu uroczyste podpisanie umowy z tą firmą na zakup 15 tramwajów).
W trakcie prezentacji p. Marcin Gromadzki opowiedział dowcip a propos konsultacji społecznych.
Sąsiad dzwoni do sąsiadki i pyta, czy nie będzie mała nic przeciwko temu, że zostawi na jej wycieraczce coś, co powszechnie jest uważane za coś obrzydliwego. Sąsiadka oburzona pogoniła sąsiada, sądząc że jest po kielichu. Ale następnego dnia sąsiad znów dzwoni i powtarza pytanie. Sąsiadka ze złością zatrzaskuje drzwi. Trzeciego dnia wychodzi z domu i wdeptuje na wycieraczce w … kupę. Wściekła dzwoni do sąsiada, a ten zdumiony pyta, ależ o co chodzi droga sąsiadko, przecież konsultacje się odbyły?!
Życzę czytelnikom, gdy będą wychodzić z domu, by sprawdzili, co mają na wycieraczce (jaką wysokość podatków i opłat miejscowych, w tym za żłobek i przedszkole).
Adam Socha


Skomentuj
Komentuj jako gość