Dzisiejsza „Rzepa” doniosła o nowej fali emigracji młodych, wykształconych z Polski. Jak podaje „Rz”, eksperci szacują, że już dzisiaj za granicą na stałe przebywa ok. 2,5 mln naszych rodaków. Komentuje to „zwijanie się Polski” Łukasz Adamski. Natomiast ja pragnę podzielić się wrażeniami młodej osoby, świeżo po studiach, z półrocznej pracy w Holandii. Fabryki, w których pracowała, określiła jako „obozy pracy”. Pracowała legalnie, na umowę.
-
Pracowałam w sumie w kilku firmach. Głównie pracowałam przy taśmie wraz z Polakami, w różnym wieku, głównie ok. 20-latkowie i powyżej 45-latkowie, z różnych miejscowości i dużych miast wojewódzkich i małych miasteczek, z wykształceniem od zawodówki po studia wyższe; z Polakami pracowali też Czesi, Słowacy i Węgrzy. Polacy są oceniani, jako najbardziej pracowici i najbardziej posłuszni.
- To była praca niewolnicza, jak w obozie pracy. Ciężka harówa po 10-12 godzin. Praktycznie można pracować bez przerwy, również w nocy, w soboty i niedziele. Oficjalnie masz prawo do pracy 8-godzinnej, ale wówczas możesz nawet nie zarobić na utrzymanie i lokum. Widziałam kobiety mdlejące przy taśmie z przepracowania. Jedna osoba na moich oczach wymiotowała. Pracy się nie przerywa, taśmy nie wolno zatrzymać. Po prostu cuci się taka osobę i dalej pracuje.
- W każdej firmie jest menedżer, do którego możesz zgłosić skargę, np. że jest ci za ciężko, ale tylko w czasie przerwy śniadaniowej. Na to decydują się pojedyncze osoby, z kilku powodów: strach, że straci się pracę, bariera językowa oraz utrata czasu na odpoczynek i śniadanie. -
Ja się postawiłam. Nie byłam w stanie dźwigać ciężkich worków i poszłam do menedżera, żeby mnie skierował do lżejszej pracy. „Przecież inne kobiety się nie skarżą” - on na to. Rzeczywiście, nawet kobiety w ciąży dźwigają kartony, bo boją się stracić pracę. Zapytałam, jaki ciężar wolno kobietom w pracy w Holandii dźwigać wg przepisów. Powiedział, że nie ma takich przepisów. Zażądałam okazania kodeksu pracy. Wówczas skierował mnie do lżejszej pracy, a na moje miejsce postawił mężczyzną. Za to dostałam „czarny krzyżyk”, moje nazwisko zostało wprowadzone do systemu komputerowego firmy i już nigdy w tej fabryce nie dostanę pracy. Pośrednicy zarabiają „od łebka”, toteż wyrzucanie Polaka za byle co, za bramę, ich cieszy, bo dzięki temu mogą dostarczyć „świeży towar” i zarobić.
- Zszokowała mnie potulność Polaków. Wykonają każde polecenie bez szemrania. Przy tym nagminnie donoszą na siebie.
-
Osoby do 23 lat zarabiają do 3,85 euro brutto za godzinę, powyżej tego wieku – 8,40 euro brutto/godz. Standard 8 godz + 1 godz pauzy = 9 godz., ale żeby odłożyć, emigranci pracują i po 12 godzin.
-
Zakwaterowanie kosztowało mnie 320 euro miesięcznie, ubezpieczenie 86 euro i jeszcze płaciłam podatek. Zakwaterowanie na kempingu, 4-osobowe bungalowy, 2x2,5m na osobę. Zimą okna zamarzały.
- Na ulicy Holendrzy są przemili, życzliwi, uśmiechnięci, a w pracy traktują cię jak niewolnika, robola. Czułam ich pogardę, gdy po pracy szliśmy po zakupy. W fabryce nie ma możliwości wzięcia prysznica, więc prosto od taśmy, brudni, spoceni szliśmy do marketu. Holendrzy pięknie ubrani, pachnący patrzyli na nas, jak na dzicz.
Wysłuchał Adam Socha


Skomentuj
Komentuj jako gość