Komendant wojewódzki policji w Olsztynie Józef Gdański, tylko wyraził w swoim liście ubolewanie. W Małym Słowniku Języka Polskiego czytamy: "ubolewać - odczuwać, wyrażać żal, współczucie; boleć, narzekać". Komendantowi jest przykro, że osoby represjonowane poczuły się dotknięte. Ale był bez wyjście, gdyż „Przy podejmowaniu decyzji kierował się zasadą legalizmu, bezstronnością oraz apolitycznością w ocenie dokonań zawodowych zmarłego”. Pan komendant Gdański sam więc dokonał oceny zawodowej zmarłego, że honorowa asysta należy się człowiekowi, który ani jednego dnia nie był w wolnej Polsce policjantem; całe życie służył w zbrodniczych organizacjach UB i SB.Pan komendant chce przez to powiedzieć, że ludzie prześladowani przez gen. Dudka to ostatnia swołocz, pozbawiona elementarnych, ludzkich odruchów, bo "w obliczu śmierci starego człowieka" małostkowo odmawiają mu prawa do ostatniej posługi. A prawa do ostatniej posługi to odmawiali rodzinom pomordowanych Żołnierzy Wyklętych, w katowniach UB, ich oprawcy. Zwłoki polskich bohaterów wrzucano pod osłoną nocy do anonimowych dołów i do dzisiaj rodziny nie wiedzą, gdzie jest pochowany gen. Fieldorf i rotmistrz Pilecki. Godnego pochówku odmawiano rodzinom stoczniowców, zabitym w grudniu 1970 roku, w czasie gdy szefem SB w Gdańsku był Kazimierz Dudek. Ich rodziny wywlekano w nocy i wieziono na cmentarz. Również rodzice śp. 19-letniego studenta Marcina Antonowicza, który zginął zatrzymany przez patrol ZOMO, podległy komendantowi Dudkowi, spotkały różne szykany podczas organizacji pogrzebu, a po pogrzebie ludzie, którzy poszli oddać Marcinowi ostatnia przysługę, byli nękani przesłuchaniami.
Na tym, panie komendancie, polega odmowa prawa do godnego pochówku. Nikt z nas takiego prawa Kazimierzowi Dudkowi nie odmawiał i nie odmawia. Nie zgadzamy się natomiast, by siepacza i zdrajcę narodu polskiego chować jak bohatera. Ale pan tego nie zrozumie, bo dla pana tak naprawdę bohaterem był gen. Dudek, a nie osoby, które podpisały list pod protestem. Gdyby było inaczej, to by pan po prostu przeprosił i przyznał się do błędu. Ale pan tym listem jeszcze dodatkowo upokorzył represjonowanych; ludzi, którzy ponieśli ofiarę za wolną i niepodległą Polskę.
W jednym tylko mogę panu komendantowi przyznać rację, gdy pan napisał: „Kompetentne organy śledcze i sądowe Rzeczypospolitej Polskiej nie dokonały przez ostatnie 22 lata prawnej oceny jego działalności. Nie został pozbawiony generalskich godności”. Tak, to prawda, do dzisiaj Państwo Polskie nie nazwało po imieniu systemu panującego w PRL, ani jego funkcjonariuszy; nie oddzieliło zbrodniarzy od bohaterów i tych pierwszych do dzisiaj nie rozliczyło. Zaproszenie przez prezydenta RP Bronisława Komorowskiego do Pałacu Prezydenckiego, gen. Wojciecha Jaruzelskiego, agenta Informacji Wojskowej (TW „Wolski”), ministra obrony w czasie antysemickich czystek w LWP i inwazji na Czechosłowację oraz masakry na Wybrzeżu, autora stanu wojennego, lojalnego wykonawcę rozkazów Kremla, w czasie, gdy jest oskarżony w dwóch procesach, jest jedynym pana alibi.
Gen. Jaruzelski powiedział, "jeśli płk. Kukliński był bohaterem, to znaczy, że my byliśmy zdrajcami". Tak, panie generale Jaruzelski, tertium non datur.
PW. Takie-mail dostałem od pani Anny Nikodem z Katowic:
"Piszę o wsparcie i interwencję, po raz pierwszy w życiu,
Od 4-rech lat przebywam w schronisku dla bezdomnych. Wydawałoby się, że już nic gorszego nie może mnie spotkać. Tymczasem grozi mi eksmisja ze schroniska, i to nie do zastępczego mieszkania, lecz na bruk !!!
Nie mam znikąd wsparcia. Mam 65 lat i 850 zł emerytury. Jestem osobą niepełnosprawną. Niska emerytura, która nie pozwala mi na wynajmowanie mieszkania na rynku wtórnym nie wynika z wcześniejszego bezproduktywnego życia, lecz z mojego zaangażowania w ogólnospołeczne przemiany, konkretnie w działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego i przemian demokratycznych (w stanie wojennym wraz z Danutą Skorenko zakładałyśmy na Śląsku tajne struktury opozycyjnej względem reżimu W. Jaruzelskiego Międzyzakładowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ "Solidarność", która była jedną z największych struktur regionalnych i walnie przyczyniła się do zmian, które potem nastąpiły).
Niska emerytura (konieczność "obcowania" z MOPS) wynika z tego, że po wyjściu z więzienia nie mogłam dostać pracy (na przemysłowym Śląsku po studiach inżynierskich), stąd duże okresy bezskładkowe w ZUS. Dopiero po pisemnej interwencji u Przewodniczącego Rady Państwa otrzymałam najniżej płatną pracę ( "niestety, ubolewam nad ty , ale mamy takie przepisy, że po wyjściu z więzienia musimy dać najniższą stawkę"- fałszywie ubolewała kadrowa). Dziś wielkimi garściami ludzie czerpią demokratyczny dorobek: widzę to najjaskrawiej w Schronisku, gdzie pierwszą kategorię obywateli stanowią osoby które w życiu nie splamiły się pracą, a w szczególności pracą dla dobra Ojczyzny i dobra społeczności. Te osoby mają w schronisku gratisowy pobyt, gratisowe wyżywienie, gratisowe lekarstwa, gratisowe okulary a nawet gratisową służącą (sprząta, gotuje).
(Po 30-tu , 40-tu latach ostrego picia i palenia) mieszkanki schroniska wyrabiają sobie umiarkowany stopień niepełnosprawności w związku z czym otrzymują od podatnika 450 zł miesięcznie. Mając wszystkie potrzeby zaspokojone (dochód poniżej "kryterium dochodowego" = 471 zł) przez podatnika via MOPS, przeznaczają te pieniądze na papierosy i alkohol.
Ja z mojej emerytury, przekraczam "kryterium dochodowe"), muszę płacić za 1 nocleg 13 zł 50 gr. W Dziennym Domu Pomocy Społecznej muszę dziennie płacić 7zł 20gr. Naturalnie zalegam z opłatami, i komornik mi to ściągnie z odsetkami.
Syn mój studiował i w ramach alimentów posyłałam mu połowę emerytury.Z tego tytułu że mój syn wybrał inną drogę życiową niż reszta "MOPSiaków" ja traktowana jestem jak obywatel ostatniej kategorii (na dodatek: nie palę, nie piję, i, o zgrozo! mówię p o l s k i m językiem! - Żulia - grypserą )
Żeby mnie "wykurzyć" ze schroniska, do pokoju dano mi alkoholiczkę, która pierwszą rzecz jaką zrobiła, to zrzuciła KRZYŻ ze ściany ( który ja wcześniej powiesiłam i który przez 3 lata żadnej z dotychczasowych współmieszkanek nie przeszkadzał). Nie będę opisywała "uroków" wspólnego przebywania z alkoholiczką, gdyż kobiece czasopisma pełne są opisów zapijaczonych mężów. Zapewniam, że kobieta-pijaczka jest o wiele bardziej przykra.
Wiem, że nie we wszystkich schroniskach rządzi "fala". Sama będąc współzałożycielką Chorzowskiego Oddziału Towarzystwa Pomocy Brata Alberta nadzorowałam schronisko dla bezdomnych mężczyzn prowadzone przez nasze Towarzystwo. To było zupełnie coś innego niż schroniska prowadzone przez urzędników.
W schronisku w Katowicach, w którym przebywam, 50% opiekunów wcześniej pracowało w Areszcie Śledczym w Katowicach. Ja tam przebywałam w śledztwie (za działalność antysocjalistyczną) i stąd nieprzychylność opiekunów wobec mnie przekłada się na traktowanie przez "współmieszkanki". Duża ich część to osoby z przeszłością kryminalno-złodziejsko-nierządną. To są pupilki MOPSu.
Nie chcę się rozpisywać n.t. patologii którą hoduje MOPS, bo celem moim jest prośba o pomoc. Niezależnie jak agresywna jest atmosfera w Schronisku, to jednak lepiej tam być ( możność kąpieli, przepierki) niż nie być.
MOPS jest "zadaniowany" przez Urząd Miejski w Katowicach. Jednak dostanie się na rozmowę (10 min.) do Prezydenta Miasta jest nieosiągalne w trybie awaryjnym. Natomiast interweniowanie, że dzieje się krzywda, w agendach współpracujących z MOPS kończy się pismem "Po wnikliwej analizie zeznań świadków zajścia, oraz dokumentacji będącej w naszym posiadaniu.. stwierdzamy, że MOPS ma rację i decyduje "po uważaniu". Najlepsze, to są, kryminalistki - jako świadkowie!! Zawsze mówią prawdę ! Jak 20 rozjuszonych, 20-to letnich mieszkanek na mnie napadło, pobiło do krwi, (bo pierwszy raz w życiu zobaczyły elektryczna szczoteczkę do zębów), to nazajutrz pani psycholog nie mogła wyjść z wrażenia, jak ja ośmieliłam się zaatakować 20 pokojowo nastawionych mieszkanek! I MOPS mi obdukcji nie refundował (bo to prywatna sprawa), a że było to na terenie schroniska, i że opiekun brał pieniądze za utrzymywanie ładu...... Jakbym miała knajacki wygląd i wykrzykiwała po korytarzach k...., ch..,p.. itp
to byłabym "podopieczną" i dostałabym refundację.
Nie jestem "podopieczną", wiec muszę prosić ludzi dobrej woli o pomoc w uzyskaniu miejsca w schronisku. Chcą podczas mojej nieobecności (często przebywam w szpitalach na terapiach i rehabilitacjach , które trwają po parę tygodni) przy pomocy "mieszkanek" eksmitować mnie. Mieszkanki tylko na to czekają, aby prawnie móc niszczyć i kraść. Kradzieże są specyfiką schroniska.
Jest godz. 3-cia w nocy. Ja zamiast jak wszyscy, spać, to jak kloszard, z tobołami, przebywam na poczcie i na pożyczonym laptopie żebrzę o litość.
Te 20 agresorek śpią spokojnie w mieszkaniach wybudowanych przez podatników. Dawno MOPS im to załatwił. Ja z mojej nędznej emerytury funduję im te mieszkania i te zasiłki, a sama tułam się po miejscach publicznych. W czym ja jestem od nich gorsza ? Co zrobiłam złego, że jestem karana ? Dlaczego one wyśmiewają się ze mnie na ulicy? Dlaczego ich dzieci to widzą i słyszą ? I jakie wyciągają wnioski ?
Pozdrawiam


Skomentuj
Komentuj jako gość