Kontrowersyjny i znienawidzony przez lewicę komentator polityczny i gwiazdor radiowy, konserwatysta Rush Limbaugh, zszokował swoich fanów przyznając, że popiera związki partnerskie homoseksualistów. Limbaugh zasłynął z bezkompromisowej walki w amerykańską lewicą. Nazywa Baracka Obamę totalitarystą i komunistą, Hillary Clinton "feminazistką" zaś ekologów "ekofaszystami".
Dawno temu żyli w Gujanie prości ludzie łaknący cudu. Ludziom tym dane było zaufać perfidnemu mężczyźnie, który dla chęci władzy doprowadził ich do krwawej masakry. Czytając ich wspólną historię, nie mogłam nie pomyśleć o tym, co w 2010 r. dzieje się w kraju między Odrą a Bugiem.
"Podczas gdy w krajach bloku wschodniego komuniści szkalowali gen. Andersa jako przedstawiciela „najczarniejszej reakcji” i wroga narodu polskiego, pozbawiając go zresztą obywatelstwa polskiego, w tym samym czasie za „żelazną kurtyną”, również za oceanem, były twórca Armii Polskiej na Wschodzie był osobą powszechnie szanowaną, której na każdym kroku okazywano wyrazy szczerej sympatii, a każde jego pojawienie się w miejscu publicznym było nie lada wydarzeniem. "- pisze dr Piotr Kardela
Dumny jestem z tego, że przyszło mi żyć w kraju, w którym szanuje i broni się krzyża, tym bardziej tego krzyża, który stał się symbolem niespotykanej tragedii narodowej. Zdziwienie ogarnia mnie kiedy widzę, że nie każdy rozumie czym jest ten konkretny znak tam pod Pałacem Prezydenckim, że nie do każdego dociera, że tu chodzi o coś więcej.
Ze zgrozą i niedowierzaniem oglądałem w telewizji coś niepojętego. Fanatyczne grupa wyznawców jakiejś sekty politycznej nie dopuściła księży katolickich i harcerzy do krzyża pod Pałacem Prezydenckim. Ludzie ci bezczeszcząc krzyż posłużyli się nim jak przedmiotem jakimś, jako narzędziem wojny ze znienawidzonym wrogiem. Nie ich to krzyż. Krzyż postawili harcerze w jak najlepszych intencjach, chcąc oddać hołd pamięci ofiar tragicznego wypadku z 10 kwietnia.


